Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Co się produkuje w hutach?
podobno stal na czołgi pancerne
co nocą zakradają się w gąsienicowych butach
swoim ojczyznom zawsze wierne

czemu armia w zielone łaty?
bo na drzewach się ukrywa
mają tam domki i szmaty
na wojnie niebezpiecznie bywa

po cóż wróg atakuje?
zza kurtyny rakiety wysyła
bo do nas niechęć czuje
i dziś w nocy ropa mu się śniła

a gdzie ojciec się podziewa?
od miesiąca nie wraca
czuwa na skrawku nieba
wiesz synuś, taka nowa praca

Opublikowano

już go lubie :)) bo rymowany i polityczny...
dwa zgrzyty: jakoś nie mogę sobie wyobrazić "zakradającego się" czołgu... ( :) )
wers: "i dziś w nocy ropa mu się śniła " za długi i gubi się rytm... to "dziś" chyba nie potrzebne...
a tak poza tym ułożyłą mi się stofka, pod ewidentnie Twoim natchnieniem:
po cuż wróg atakuje?
morderców na dom nasz nasyła
czy niechęć do nas czuje...
czy znów mu ropa się śniła

Opublikowano

Hmmm. Chciałm uczycnić wiersz rozmową matki z dzieckiem. Więc każda zwrotka to pytanie a dlasza jej część to odpowiedz. Nie wiedziałam co zrobić z tym znakami zapytania, no i w tej chwili też nie wiem. Ale dzięuję za pozdrowienia świąteczne i Madziu - bierz co chcesz :) Wiesz, że ja po tych pająkach to wszystko dla CIebie ;-)

DZiuńka

Peace




Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ojejku
albo mam już taaaką sklerozę albo mi się przepaliły obwody kładąc na łopatki kojarzenie.... nie wiem o jakie pająki chodzi...
:)
sorry, ale skoro PM nie działa... a pajaki mi spać nie dają, więc...

pozdrawiam :)
m.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...