Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ot, kwiecista powiastka-pierdziastka. Zapraszam do czytania.


Równa szachownica z wyżłobionych w marmurze i granicie wielkich kloców tworzyła piękne ściany zamku. Piętrzyły się one ponad okalające królestwo dęby, jakby unaoczniając przechodzącym wieśniakom swoją dla nich niedostępność. Ze szczytu budowli spoglądały ku dołowi obronne wieże, usiane mężnymi dzierżycielami stali.
Każdy, kto przechodził opodal niebosiężnej budowli, czuł jej doniosłość i swoją małość. Każde spojrzenie ku jej wierzchołkowi rodziło zachwyt i zazdrość do ludzi, którym przyszło żyć wśród złota i z dostojeństwem.
Słońce prażyło u grzbietu nieba, kiedy chłop przerwał rąbanie drew i zaczął wpatrywać się w piękny zamek. Jak zawsze, kiedy to czynił, popuszczał wodze młodzieńczej wyobraźni. Zagłębiał się w świat swoich marzeń, gdzie walcząc mężnie jako cny rycerz króla czynami swymi zbliżał się ku sławie i ślicznej księżniczce.
Tak, pomyślał, oto jest cel mojego życia, będący dla innych głupią dziecięcą mrzonką. Przejść przez wrota zamku, zasłynąć w jego wnętrzu jako szlachetny wojownik i stać się mężem księżniczki. Wyrwę się z pęt tego szarego życia, dopnę swego!
Rzucona przezeń siekiera wpiła się w surowy kołek, przepoławiając usadowione nań drwa. Wyrwał ją i piorunem dokończył rąbanie. Przy każdym ruchu pod jego skórą tańczyły silne mięśnie, znające się dobrze z ciężką wiejską robotą.
Serce jego było szalone i swoim chybkim biciem rysowało się na kształtnej piersi. Miał długie włosy o barwie świtania, które okalały przepiękną zdrową twarz. Pod krzaczastymi brwiami świdrowało wyzywające spojrzenie, łające swoją ostrością wszelką niesprawiedliwość. Poruszał się zgrabnie i silnie, miał posągowo wyrzeźbione ciało, którego piękno zawdzięczał swojej miłości do rzęsistego ruchu.
Nieraz mu się zdarzyło zniknąć w morzu zboża i wylegując się na nagrzanej słońcem ziemi wpatrywać się w sunące po niebie chmury. Widział w ich kształtach ściskającego miecz siebie, obejmującego czule niewypowiedzianie piękną księżniczkę z tym samym błyskiem w oku, co on.
Szarość otaczającego życia była dla niego nie do zniesienia. Okraszał je radosnymi tułaczkami ku zachodzącemu słońcu, pięknymi marzeniami i swoją twórczością. Klecił rymowanki już jako dziecko, odkąd po raz pierwszy dojrzał niezwykłość motyla, a z czasem zaczął tworzyć piękne wiersze, dorównujące wspaniałością piosenkom królewskich grajków.

- Ach, ojcze, litości! - zawyła księżniczka, odrzucając w kąt swojej błyszczącej komnaty jedwabne szaty – Chcę normalne ubranie!
- Jesteś córką króla, toteż będziesz się ubierać jak należy. Do zobaczenia na dole – rzekł włodarz głosem nieznoszącym sprzeciwu i ruszył ku drzwiom.
- Tak jest, królu! - wrzasnęła ze złością tak, że jej krzyk odbijał się po ścianach bogato zdobionej komnaty, póki władca nie wyszedł.

Była to śmigła dziewczyna ze złocistymi, wiecznie splątanymi włosami (których szczerze nienawidziła). Jej zdrowy - zdaniem ojca pojawiającym się zawsze wtedy, kiedy nie trzeba - uśmiech upiększał otoczenie, gdy w pełnej krasie promieniował na jej twarzy. Miała piękne, pełne skier młodzieńczego szaleństwa ciekawskie oczy, które wiecznie szukały powodów do śmiechu. Ruchliwsze od niej były tylko jej myśli, stale się mnożące i wypełniające swą niezwykłością rozmarzoną głowę.
Kiedy zamek zapadał w sen, wymykała się ze swojej komnaty i tak cicho, jak to możliwe, szła do piwnicy. W pomieszczeniu z najwspanialszymi winami świata znajdowała drzwi, do których klucze ukradła niegdyś śpiącemu służącemu. Przystawała przed nimi, nastawiała uszu i upewniwszy się, że nikt nic nie wie o jej wyjściu, otwierała je. Skrzypiały denerwująco i po chwili ukazywały jej lepszy świat.
Oplatały ją wówczas wonności natury, a krajobraz życia przed nią zachęcał swoim pięknem, aby ku niemu ruszyła. Nie opierała się nigdy; wbiegała na ziemię łysą, usianą trawą bądź śniegiem i kluczyła tam, gdzie prowadziło ją szalejące serce i zadowolony nos. Zawsze rozstawała się z tym pięknem niechętnie i dopiero za którymś z kolei wewnętrznym nakazem.

Księżniczka podeszła do otwartego okna, oparła swoje smukłe ręce na stojącej przy nim szafce, a do ziejącej gniewem twarzy przyłożyła piękne, choć niezbyt zadbane dłonie. Rzuciła okiem na rozciągający się u dołu kraj szarości. Zapragnęła w nim żyć, przecinać złociste łąki, kąpać się w bystrym potoku i wraz z prostymi wieśniakami wykpiwać królewskie życie.
Po jej maślanej twarzy spłynęła łza smutku. Przebiegła chyżo po zgrabnym nosie i zeskoczyła z jego czubka na cisową szafkę, gdzie się rozprysła. Tak jej było źle w tej wypucowanej komnacie! Tak okropne było tulenie się do usługujących dziewek! Tak denerwowało ją przykładne zachowywanie się przy stole!
Wyobraziła sobie, jak na zawsze opuszcza dwukolorowe mury tego wiezienia jej duszy. Opatuliła ją wonność smażonego chleba i polnych kwiatów. W mroku zamkniętych oczu pojawił się obraz dokuczających jej chłopców i pierwszego pocałunku, kształtowanego w myślach od dziecięcych lat.
Z jej wielkiego niebieskiego oka wyskoczyła łza radości, która spłynęła po twarzy jakby dumniej od swojej poprzedniczki. Księżniczka wpadła na pomysł. Pisnęła ze szczęścia i wskoczyła w jedwabne szaty, wyjątkowo nie narzekając na ich wygląd.

- Ha, ha! Nie uciekniesz mi!
Biegł za spłoszoną sarną, nurkującą co chwila w gęstwinie liściastych gałęzi i zżynającą kopytami wysokie trawy. Kiedy przerażone zwierzątko zaczęło zwalniać, by nie zderzyć się z żadnym z dojrzałych drzew, kiedy chłopak był już blisko niego, bliżej niż kiedykolwiek, wyścig dobiegł końca. Noga młodzieńca ugrzęzła w lisiej norze; upadł. Przeturlał się po chropowatej, usianej twardymi szyszkami ziemi, zderzył się z niemałym bukiem i wywołał deszcz orzechów. Kiedy doszedł do siebie i wypluł parę owoców, krzyknął za niknącą w oddali wesołą sarną: Jeszcze cię złapię! Kiedy jego głos ucichł, zwierzę spoiło się z rozpostartymi ramionami krzewów.

Szła po błyszczącej podłodze, tupocąc cicho swoimi smukłymi bucikami. U kącików jej ust pełgał radosny uśmiech, piękne piersi tańczyły pod schludną szatą.
- Och, córko! – rzekł do niej król, wychodząc nagle z korytarza i stając naprzeciw – Zdejmij tę niepoważną minę i chodź wreszcie do sali przyjęć. Goście już czekają.
Z dobrze zagraną pokorą, która zdumiała ojca, ruszyła ku wielkim bukowym drzwiom.

Świat przyoblekał się w mrok, ptaki milkły, rzeka zaczynała szumieć bardziej zdecydowanie, a jej głosowi wtórowała jedynie muzyka świerszczy. Tu i ówdzie zbudzony puchacz zeskakiwał z gałęzi i zaczynał krążyć nad drzewami, szukając soczystych myszy.
Drzwi piwnicy zamku zaskrzypiały, odegnały od siebie przestraszone żaby. Księżniczka wyszła na dwór, zamknęła oczy i zaczęła radować się przepięknym zapachem natury. Dotknęła swojej kieszeni; w jej wnętrzu zabrzęczały złote monety, dzięki którym miała zamiar ruszyć daleko w świat. Zaczęła iść przed siebie. Zatrzymała się na chwilę, jakby chcąc zrezygnować. Spojrzała w tył na straszny o tej porze ogromny zamek, siedlisko jej dawnego życia. Łzy nabiegły jej do oczu. Trwała tak, myśląc, aż w końcu puściła się biegiem w kierunku, który wskazało jej wyzwolone serce- ku nieznanym lasom i niezwykłej przyszłości.

Cóż to za ciepła noc! – pomyślał wieśniak, zrzucając z siebie kolejny cienki koc. Podszedł do okna. Widok na idący spać bór, odziany w kuszącą czerń nocy, wyzwolił w nim chęć zaznania przygody. Wzuł skórzane buty i ruszył ku drzewom. W biegu zdjął z drewutni koszulę i narzucił ją na siebie.

Strasznie tutaj, myślała księżniczka, przedzierając się przez wysokie trawy łąki, przecinanej nierzadko przez obślizgłe żaby. Zaczęła żałować swojego czynu, lecz nieustannie kluczyła w zieleni ku widocznemu oczyma wyobraźni pięknemu życiu.
- Ach! – krzyknęła nagle, ujrzawszy majaczącą w mroku postać. Postać także się wystraszyła; podskoczyła nerwowo, ale po chwili przemówiła doń ciepłym męskim głosem
- Nie bój się, dziewczyno! Zapewniam cię, że znalazłem się tutaj przypadkowo; nie śledziłem cię, nie zrobię ci krzywdy!
Zaczął się do niej zbliżać. Choć była wystraszona, kierowana jakąś siłą wyższą stała w miejscu, czekając, aż nieznajomy podejdzie.
Los, wiedzący dobrze, co musi się wydarzyć, był niecierpliwy. Wysłał między podnieconą dwójkę gromadkę świetlików, która ukazała ich piękne twarze.
Przywarli do siebie w uścisku miłości. Smakując jego usta, przypomniała sobie swój dziecięcy sen. Całowała w nim nieznajomego młodzieńca w lesie opodal królestwa.
Dziękuję ci, Boże. Dziękuję za to, że uczyniłeś mnie zdecydowanym i rozmarzonym, za rzeźbiące myśli – pomyślał wieśniak, karmiąc ręce delikatnością jej smukłych pleców.
Niespodzianie nad nimi pojawiła się burza. Jej krople mieszały się z potem ich kochających się ciał.
Opad ustał. Jej rączka znikła w jego dłoni, ruszyli ku zagęszczającemu się lasowi. Mech zabawnie skwierczał, kiedy po nim kroczyli, a wszystko wokół było przyobleczone pięknem.

Opublikowano

tytuł nieco świąteczny;)
Dobry tekst zważywszy na to, że upchałeś w niego mnóstwo archaizmów i da się czytać. Zakończenia spodziewałem się raczej hardcore`owego, jednak obecne też można przyjąć.
i świąt wesołych a dyngusa-śmingusa mokrego!!!

Opublikowano

[quote]tytuł nieco świąteczny;)



Cholera, rzeczywiście. Nie miałem tytułu, a "drób" był pierwszym słowem, jakie mi przyszło do głowy. Nie zwróciłem uwagi na to, że obecnie kurczaków mamy od groma.

[quote]Dobry tekst zważywszy na to, że upchałeś w niego mnóstwo archaizmów i da się czytać.

Myślę, że nie ma w nim żadnych archaizmów. Są słowa książkowe, ale jeszcze nie przestarzałe. Takie, jakie lubię najbardziej :)

[quote] Zakończenia spodziewałem się raczej hardcore`owego, jednak obecne też można przyjąć.
i świąt wesołych a dyngusa-śmingusa mokrego!!!

Dziękuję ślicznie za ocenę i czekam na następne.

Aha, pisze się "śmigus-dyngus" :) No i wesołych!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cholera, rzeczywiście. Nie miałem tytułu, a "drób" był pierwszym słowem, jakie mi przyszło do głowy. Nie zwróciłem uwagę na to, że obecnie kurczaków mamy od groma.

[quote]Dobry tekst zważywszy na to, że upchałeś w niego mnóstwo archaizmów i da się czytać.

Myślę, że nie ma w nim żadnych archaizmów. Są słowa książkowe, ale jeszcze nie przestarzałe. Takie, jakie lubię najbardziej :)

[quote] Zakończenia spodziewałem się raczej hardcore`owego, jednak obecne też można przyjąć.
i świąt wesołych a dyngusa-śmingusa mokrego!!!

Dziękuję ślicznie za ocenę i czekam na następne.

Aha, pisze się "śmigus-dyngus" :) No i wesołych!

tak tak

pewnie się tak pisze ale wybacz - u mnie już wlany poniedziałek;)
Opublikowano

1) Każdy, kto przechodził opodal niebosiężnej budowli, czuł jej doniosłość i swoją małość - lepiej by mi się czytało, gdybyś napisał: Każdy, kto przechodził opodal niebosiężnej budowli,czuł zarówno jej doniosłość, jak i swoją małość.

2)Każde spojrzenie ku jej wierzchołkowi , którym przyszło żyć wśród złota i z dostojeństwem - lepiej by mi się czytało, gdybyś napisał: rodziło zachwyt i zazdrość ludziom... - Nie pasuje mi też człon zdania: "...żyć wśród złota i z dostojeństwem" - może to "i" jest niepotrzebne, wtedy możnaby "dostojeństwo" wkleić przed wyrażenie "wśród złota"?

3) "Słońce prażyło u grzbietu nieba" - Dobre! Don Cornellos zapamięta.

4) Serce jego było szalone i swoim chybkim biciem rysowało się na kształtnej piersi. Miał długie włosy o barwie - Wiem, że w drugim zdaniu w domyśle mamy podmiot, ale jakoś tak przez niepodkreślanie go, kiedy czyta się "Miał długie włosy" - w pierwszej microsekundzie nasuwa się myśl, że chodzi tu o jego owłosione serce. Proponuję napisać " Wieśnik miał...".

Jutro ciąg dalszy propozycji Don Cornellosa.
Pozdrawiam

Opublikowano

5) Jej zdrowy - zdaniem ojca pojawiającym się zawsze wtedy, kiedy nie trzeba - uśmiech upiększał otoczenie - Chyba powinno być: zdrowy...pojawiający się...uśmiech - nie "pojawiającym"?

6)Skrzypiały denerwująco i po chwili ukazywały jej lepszy świat - zamiast "i" dałbym "ale"

Znowu muszę kończyć komentarz. Moje wrażenia? - Wirtuozeria godna pozazdroszczenia! Niespotykana wręcz dbałość w komponowaniu zdań. Jeśli nie jesteś już znanym pisarzem, to na 95 procent nim będziesz. Pozdrawiam prawdziwego mistrza.

Opublikowano

[quote] Znowu muszę kończyć komentarz. Moje wrażenia? - Wirtuozeria godna pozazdroszczenia! Niespotykana wręcz dbałość w komponowaniu zdań. Jeśli nie jesteś już znanym pisarzem, to na 95 procent nim będziesz. Pozdrawiam prawdziwego mistrza.



Ha, ha! Jeśli nie żartujesz, to przesadzasz :) Niemniej, prostytucko miło jest czytać takie słowa.
W tym tekście jest parę błędów, których jeszcze nikt nie wytknął. Na przykład rysowanie się serca na kształtnej klacie. Nie chce mi sie ich poprawiać. Już mi się nie chce mi patrzec na ten tekst.
Dziękuję za oceny i czekam na następne.
Opublikowano

Ha, Ha! Nie żartowałem. Próbuję po prostu zdobywać się na szczerość. Byłoby miło Pankracy abyś zajrzał kiedy do mojego rubasznego dziennika. Mógłbyś mi co nieco wytknąć, podpowiedzieć itp. - Bo wiesz, ja w przeciwieństwie do Ciebie chcę pracować nad zamieszczonymi tutaj tekstami.
Moim celem (co się będziemy oszukiwać) jest między innymi otrzymywanie takich komentarzy, jak ten, który ja Tobie wysmarowałem.
Pomóż mistrzu. Wniknij w mój dziennik. Wytknij słabości, wskaż silne strony (jeśli takowe posiadam)
Pozdrawiam :))

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poezja to życie Różowe okulary w błąd wprowadzają fałszywy obraz dają .   Ona jest jedyna, jak każda dziewczyna  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego popołudnia 
    • ... albo znacie - film "Outlander"? We wyreżyserowanej w 2008 roku przez Howarda McCain'a historii, opartej na scenariuszu napisanym wspólnie z Dirk'iem Blackman'em, najważniejsze są trzy osoby: Kainan, Freya i Eric. Imię pierwszej, zagranej przez Jim'a Caviezel'a, łatwo skojarzyć z nazwiskiem reżysera; Imię drugiej, kreowanej przez Sophia'ę Myles jest tożsame z nordycką boginią miłości, płodności, wojny i magii. Wreszcie Eric: zdawałoby się imię jak imię, wybrane jednak celowo, chociaż ta właśnie filmowa postać jest chłopcem - pochodząc bowiem z języka staronordyckiego, oznacza "wiecznego władcę" lub kogoś "zawsze potężnego".    Powtórzę: zdawałoby się historia jak historia, napisana i nakręcona, by dać zarobić wszystkim zaangażowanym w jej powstanie. Jest jednak głębszą, niż może wydawać się na - czy też po - pierwsze obejrzenie. Oto kosmita z planety, której nazwa nie zostaje w filmie wymieniona, wraz z towarzyszami atakuje ziemię zamieszkałą przez drapieżniki zwane Morwenami, zabija je ogniem z nieba (patrz zdanie z filmu) i niszczy ich świat dla własnej korzyści. Dokładniej celem zyskania ziemi, albo - by nawiązać do obecnie trwających w naszym świecie wydarzeń, że tak je łagodnie nazwę, a zarazem do tychże sprzed lat kilkudziesięciu - budowy wielkiego państwa lub zyskania narodowej przestrzeni. Przypomina ona - historia owa - z pewnością tę przedstawioną przez James'a Cameron'a w "Awatar'ze". Przypomina - niestety także,  określenie "nie tylko" jako astosowne jest nie na miejscu - wspomniane uprzednio wydarzenia.     Jakże to ludzka historia i jakże ludzki punkt widzenia - rzecz oczywista, reprezentowany przez osoby niskoenergetyczne: wpaść na pomysł zagarnięcia cudzej przestrzeni i urzeczywistnić go ze świadomością mordowania mieszkańców tejże przestrzeni, przy czym w żadnym stopniu przejmując się ową świadomością. O zabijanych nie mówiąc: to konieczność. Istotne, że chcemy tego właśnie my. Nam wolno.     Oczywiście jest to opowieść i ludzka: Cainan - pora teraz na następne skojarzenie, z Conanem Barbarzyńcą mianowicie, bynajmniej tylko imienne - zakochuje się we Frey'i. Czy trzeba dodawać, że z wzajemnością? Nie trzeba, prawda? W przeciwnym razie nie byłoby historii bądź istniejąca w ten sposób, w zbyt małym stopniu gwarantując oczekiwaną oglądalność niezbyt przypadłaby ona widzom do umysłów. Nadmieniony zaś wcześniej Eryk zostaje usynowiony. Scenariuszowe te fakty ujmuje jedno z końcowych zdań: "Wziął sobie żonę i chłopca, którego usynowił".     Jest w "Outlander'ze" - zaznaczę tu, że znacznie bardziej podoba mi się tłumaczenie "Inoziemiec", będące wcale na równi z "Cudzoziemcem" - jeszcze jeden wątek. Celowo posadowiony na końcu filmu , moim zdaniem właśnie dla zwrócenia nań stosownej uwagi. Oto główna bohaterka - że to ona, wskazuje brzmienie głosu - wypowiada zdanie: "Kainana przysłali bogowie". Nie tyle chodzi o to, iż nie odpowiada to tegożfilmowej prawdzie - Kainan wszak opowiedział Freyi o sobie, skąd pochodzi - ile o pochodzeniowe związki nas ludzi z istotami z innych światów. Na co wyraźnie wskazują sumeryjskie historie o Anunnaki, opowieści Dogonów, legendy Kaczynów czy - wraz z innymi mitologiami i panteonami od Wschodu do Zachodu, zwłaszcza hinduistycznym - ta nordycka dawnych Skandynawów. Podobieństwa działań bogów, jak ich w owych mitach rozmaitych ludów nazywano, z poczynaniami starotestamentalnych Nefilim są uderzające. Z przekąsem wspomnę czasem zdarzający się brak kobiecej wiary w męskie słowa, co akurat w przypadku Freyi miało miejsce. Ale może była to kwestia jej interpretacji, dodania sobie wartości, że wiąże się uczuciowo i małżeńsko z bogiem. A może Kainan, nie dopytany, nie powiedział jej wszystkiego? Może i jemu było miło zostać uznanym za boga?    Inoziemiec. Outlander. "Cudzoziemiec", jak główny bohater jest określany do chwili przyjęcia do wikińskiej społeczności, stanowiącej podstawę i tło akcji, nim zaczęli oni zwracać się do niego po imieniu. Patrząc na obecny świat i spoglądając na jego historię - przy założeniu, że ta prezentowana w oficjalnej nauce jest prawdziwa w sferze stoczonych bitew i wojen - trudno nie zadać pytania, jak wiele w Ziemioludziach - Ziemianach - owego "Ino". "Out". "Cudzo".     "Czyńcie sobie Ziemię poddaną"? Stworzeni "na obraz i podobieństwo"? Hm. Czy stan świata, wynikający ze wymienionego w uprzednim zdaniu stworzenia "na obraz i podobieństwo" nie świadczy dobitnie o niskiej energii zbyt wielu tuziemców?     Autor niniejszego opowiadania miewa czasem następującą myśl. Jeżeli ci, którzy do tej pory śpią, nie obudzą się lub nie zechcą wejść do grona czy może już nawet społeczności Przebudzonych czy Świadomych, to kto wie, czy Ziemia, świadoma istota - Gaia,  jak nazywali ją starożytni Grecy - nie czeka już, aby oddzielić ich dusze od sfery fizycznej? Wiedząc, że bez nich będzie jaśniejszą i o wiele bardziej pozytywną energetycznie przestrzenią? Samowymieniony na początku tegoż akapitu Autor bynajmniej zdziwiłby się, jeśli dla wielu byłby to przedostatni - a może nawet ostatni - tak zwany Wielki Piątek.      Kartuzy, 3. Kwietnia 2026
    • @Jacek_Suchowicz I żyli długo i szczęśliwie…. Na Twoje zakończenia zawsze można liczyć.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Pozdrawiam serdecznie. I Wesołych Świąt.
    • @Stukacz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Wydzierał się i wydzierał, albowiem chciał swoje, czyli to co jego, tak, co jego właśnie, wydrzeć watasze zasępionych wilków, zwanych „północnymi”. I wydziergał w tym celu hasło w niewiele znaczącym i dość obojętnie oraz w gruncie rzeczy lakonicznie prowadzącym się zeszycie formatu A5. Wydarł kiedyś z niego kartkę, na którą z czasem i embarrasem wdarła się ważna treść.      Warszawa – Stegny, 03.04.2026r.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...