Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

ŚWIĘTO


Tego dnia wszystko było inne niż zwykle. Odświętne, ale nie w ten sposób, w jaki zwykliśmy to rozumieć. I owszem, zostały zawieszone normalne prawa rzeczywistości, ale głównie dlatego, że taką sytuację wymusiły okoliczności. Po prostu ci, którzy zamierzali uczynić ten dzień świętem, narzucili swój rytuał całej reszcie, nikogo nie pytając o zdanie.
Pochód wyruszył o dziesiątej rano i od razu skierował się głównymi ulicami miasta w stronę podmiejskich Błoni. Nikt nie wiedział, kto właściwie ową manifestację zorganizował, nikt też nie dbał o jakikolwiek porządek w szeregach maszerujących. Najwyraźniej chodziło tylko o to, by iść, by pokazać się, by coś zamanifestować.
Od początku wszyscy przemieszali się, zaś wystające tu i ówdzie transparenty podawały mylną treść. Pod napisem: DETOX szły ofiary przemocy w rodzinie, zaś pod ”Nie opuścimy dworca” bezdomni i porzucone przez rodziców dzieci z zespołem Downa. Kompletne przemieszanie oraz brak ładu nikomu jednakże nie przeszkadzały, bo niezbyt ważne było kto i jak idzie, lecz że w ogóle idzie.
Na czele jechał traktor ciągnący platformę z orkiestrą wielokrotnych recydywistów, która grała jakiś rzewny kawałek, tuż za nią dawał popis balet chorych na Parkinsona. Za grupami prezentującymi show szło dwóch obdartych i zarośniętych mężczyzn z wielkim transparentem w dłoniach. Napis głosił: WSZYSCY NA PIKNIK !!! W dalszej kolejności maszerowała grupa homoseksualistów z zasłoniętymi twarzami oraz grupa Cyganów z najniższej kasty i zawiedzionych emigrantów zarobkowych z krajów Trzeciego Świata. Wszyscy inni byli już tak wymieszani, że nie sposób było nikogo wyróżnić. Szli w zwartych szeregach, pchając wózki lub niosąc pakunki, które zawierały całe ich mienie. Był w tym tłumie każdy, kogo dotknął jakiś rodzaj patologii społecznej.
Na miasto padł blady strach. Ulice natychmiast wyludniły się, drzwi i okna szczelnie pozamykano, zasłony starannie zasunięto. Poza trasą pochodu panowała śmiertelna cisza, jak gdyby niedawno przeszła tędy masowa epidemia. Mieszkańcy jeszcze nigdy nie widzieli takiej liczby upiorów w ludzkiej skórze. W późniejszych raportach odnotowano kilka przypadków histerii, obłędu oraz jedno samobójstwo, które popełnił na znak solidarności z pochodem pewien socjalista utopijny.
A widok był rzeczywiście straszliwy. Wycieńczone cierpieniem, często wynaturzone ciała, brudne, śmierdzące, potargane ubrania, rozczłapane buty, twarze rodem z najgorszych koszmarów - to wszystko podkopało morale mieszkańców miasta.
Kiedy czoło pochodu dotarło na Błonia, ulice wciąż jeszcze pełne były maszerujących. Szli i szli bez końca, śpiewając piosenki i wykrzykując rozmaite hasła propagandowe.
Pod wieczór okazało się, że na Błoniach zabrakło miejsca, więc pozostali uczestnicy muszą zająć sąsiadujące tereny. Miasto nie ważyło się zaprotestować, gdyż nie miał kto protestować, bo wszyscy mieszkańcy zaszyli się w domowych pieleszach. Grano tam w karty, oglądano telewizję, odrabiano zaległości w pracach naprawczych i porządkowych, a przy każdym ognisku domowym panowała idealna jak nigdy harmonia.
Tymczasem na Błoniach i wokół nich bawiono się doskonale. Urządzono skromną ucztę fundowaną przez Opiekę Społeczną oraz kilkanaście organizacji pozarządowych. Była skromna, lecz przy tym wystawna. Składała się z pieczonych kiełbasek, szaszłyków i bigosu, specjały te zagryzano chlebem i zapijano napojami gazowanymi od sponsora, który wcale nie był pewien, że wzrośnie mu sprzedaż. Na urządzonej pośrodku tłumu scenie występowały zespoły muzyczne i soliści, prezentowały się teatrzyki i ekipy baletowe, natomiast w przerwach recytowano własne poezje i pokazywano obrazy. Część artystyczna trwała niesamowicie długo, bowiem niemal każdy ze zgromadzonych chciał się czymś pochwalić. Dla większości z nich była to jedyna okazja wyrażenia siebie na przed tak licznym audytorium.
Piknik trwał do białego rana, bo po części artystycznej tańczono bez końca przy akompaniamencie paru zmieniających się orkiestr. Około południa wszyscy jakby zapadli się pod ziemię. Rozeszli się bowiem do swoich ośrodków, domów wspólnoty, szpitali i więzień, rozrzuconych dyskretnie po cały kraju. Znikli.
Miasto odetchnęło z ulgą. Ludzie wybiegli na ulice, dzieci wróciły do piaskownic, a życie do normy. I tylko czasem dochodziło do aktów przemocy wobec napotkanych żebraków, co tłumaczono skutkami ubocznymi szoku i histerii.
Już nigdy nie było tak, jak dawniej. Ślad tamtego pochodu pozostał w ludziach na zawsze. Poza tym wiedzieli, że za rok, za dwa podobny pochód może odbyć się znowu. A takiego widoku nie byli w stanie zapomnieć.

PS. Lechu. Jestem z Tobą. Bawmy się razem :)

Opublikowano

Mam czekoladowe. Wiesz tu jest Ester, nie Wielkanoc :) To miał być Szort, ale sam nie wiem. Stareńki cuś, choć może jary. Jak wpadne w czerwcu na Mistrzostwa Świata, to sobie może Szorty 2 zafunduję.

Opublikowano

dobry tekst i nie ma w nim błędów.

Aż mnie dziw bierze, że panowie (Jacek, Leszek) tak wprawni pisarze zaczynacie w warsztacie i obawiam się, że jest to w tej chwili najciekawszy dział w prozie :D jaja i to nie tylko te wielkanocne ;)
choć nie jestem za dobry to też się trochę z wami pobawię, bo tu ciekawie się robi i skoro Twój szort ma stronę (i mieści 2-3 obecne teksty z działu dla p) to ja już niczego nie rozumiem. No chyba, że twój szort - jak go już umieścisz w P - będzie uznawany za powieść - zważywszy na gabaryty obecnym opowiadań - hehe

zdrowia!

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • kolejny dzień i noc minęły bezpowrotnie pozostało po nich tylko westchnienie którym oddaje hołd temu co było co przeminęło co pozostawiło po sobie tło proszące o spełnienie które staje się coraz trudniejsze z powodu przemijania tego co w nim najpiękniejsze
    • Na moim pogrzebie nie było żałobników, ksiądz mszy nie odprawił  płakał tylko nieboszczyk.   Na moim pogrzebie nie leżałem w trumnie w urnie ciała tylko dusza cicho łkała.   Na moim pogrzebie dzwony nie biły, cmentarz bólem poświęcony, raz po razie umierałem.   Krzyżem pod krzyżem miłość pogrzebałem na własnym pogrzebie.
    • Idyllęta nie chodzi o oszustwo, mitomanię, czy dziecięcą skłonność do fantazjowania. ta kreacja-konfabulacja nie ma w sobie nic z afirmowania zbawiennych mocy  wyobraźni, jej sił stwórczych. co więc chcę przekazać? drabinę w moim domu, wiodącą na strych. widzisz, jak pusto? ładnie wysprzątałem, zabawki, ubrania po zmarłych, czarno-biały telewizor, dziesiątki innych, mniejszych i większych śladów dawno zamkniętego czasu poszły na wycieczkę w ogień, lub na śmietnik. zostały dwa worki z doniczkami. za życia mamy w domu było pełno kwiatów. teraz też są, ale kaktusy, a to nie to samo. kaktusy – prawdziwy metal, Gorgoroth pośród roślin. patrz tu: peerelowskie ceramidło. jest z gliny i absolutnie pozbawione cech drapieżności. proponuję ci zabawę: wyobraź sobie, że na tej, od dawna nieużywanej doniczce zasadza się wielki świat, jest ona esencją przygód, pełni życia! tą, wyekspediowaną lata temu na strych doniczką, wygrywa się wojny, podbija księstwa! patrzysz na nią i jesteś bon vivantem i/albo macho, do tego – miliarderem ze szlacheckiego rodu, Sławoszem Bondem-Poniatowskim, lecisz z nią, na niej, w niej i dzięki niej w kosmos, odzierasz z życiorysu Aleksandra Dobę, Brada Pitta, Johnny'ego Deppa, dzięki doniczce wynajdujesz lek na wszelkie rodzaje raka, więcej  – stwarzasz panaceum, kamulec filozoficzny, podrywasz każdą kobietę (czy mężczyznę, whatever), pusta skorupa z czasów Polski Ludowej zapewnia ci niekończącą się sławę, bogactwo nie do ogarnięcia rozumem i rozum właśnie. doniczka – byle co podniesione do rangi cudu, banał w koronie? raczej szukanie okazji, by być. dopatrywanie się nieistniejących zórz na zasnutym chmurami niebie. grzebanie palcami we własnym mięsie, niby w niecce z pulpą tuż po świniobiciu, by znaleźć drugi endoszkielet, ten, o którym milczą podręczniki anatomii. polowanie (czy mające w sobie coś z kłusownictwa?) z siatką na urwisujące w leśnych gęstwinach, ukryte w trawie i za meblami dzieciaki, którymi byliśmy. odgruzowywanie bajek.
    • @viola arvensis Dziękuję :) @Berenika97 Bereniko 97, niezmiennie dziękuję, natomiast prawda jest taka, że absolutnie nie pamiętam słów króla Stasia i nawet nie wiem o kim mowa i co powiedział. Jeśli się zbiegłem z tymi słowami to tylko dlatego, że jakby sam do nich doszedłem :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...