Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

od rana czuję się nieswój
zakładam swoje ubrania
buty kapelusz
nie pomaga -
wciąż patrzę nieswoimi oczami

na ulicy
bach
wypada z ucha opornik R1
co za wstyd myślę co za wstyd
tak przy ludziach opornik z ucha

w tramwaju
bach
spod płaszcza tranzystornpnzpotencjometrycznymzasilaniembazy
hałas na szczęście nikt nie widział
udaję że nie moje

lekarz stuka puka
nic
panie X mówi panie X co ja panu poradzę
pan się popsuł
mój kolega naprawia ludzi
wizytówka proszę proszę
pięćdziesiąt złotych

na drzwiach
reperator czynne 9-12
jest 11.30 wchodzę
dzień dobry
dzień dobry o widzę pan się popsuł proszę zdjąć pokrywę

łaskocze jak cholera

panie X sprawa prosta panie X
panie X panu wysiadł Dławik Dł
proszę się nie załamywać

proszę się nie załamywać
się nie załamywać
nie załamywać
załamywać
mywać

Opublikowano

Rewelacyjne! Trzecia strofa wspaniała. Do ulubionych tudzież do druku! Rewelacyjne! Lekkość ciekawej treści w formie! Rewelacyjne!
Pozdrawiam.
Rewelacyjne.

PS. Podmiot liryczny w trzeciej zwrotce zdecydował się na tranzystor. Pierwowzór był genialniejszy :)

Opublikowano

Panie Jacku, w pierwowzorze był: tranzystornpnzpotencjometrycznymzasilaniembazy ;) Mnie się również podobał, pisany łącznie, ale gdzie tego wiersza nie pokazywałem, tam mnie za to krytykowali, to wreszcie ustąpiłem. Teraz się waham ;) Jeśli ten tranzystornpnzpotencjometrycznymzasilaniembazy nie paskudzi bardzo wiersza, to wraca ;)

Opublikowano

Ów tranzystornpnzpotencjometrycznymzasilaniembazy daje do myślenia! Ja bym spalił się ze wstydu, gdyby tranzystornpnzpotencjometrycznymzasilaniembazy wypadł mi w autobusie.
Monty Pytnon mógłby z tego zrobić świetny skecz!
I proszę bez "Panie Jacku", wystarczy Jacku.
Gratulacje jeszcze raz :)

Opublikowano

Hehe, coś w tym jest - ostatnio bardzo namiętnie oglądam filmy Pythonów (BTW: jaki jest twój ulubiony, Jacku, bo dla mnie jako całość najlepszy chyba Żywot Briana i niektóre skecze z "...innej beczki" też kapitalne). Bardziej jeszcze pod humor Pythonowski podchodzi chyba dramat, nad którym pracuję; M jak Mason; początek do przeczytania w prozie i w warsztacie prozy, zapraszam ;)

Opublikowano

No, bomba !
czytałem o ludku - no, taka konwencja zasługuje na uwagę - lekko, a o czymś, smiesznie, a poważnie, o ludziku, ale i o człowieku...
(ale co ciekawsze - od tej pory limitu znacznie wzrósł poziom wierszy).
Pozdrawiam.

Opublikowano

no właśnie, panie M., też to zauważyłem - wreszcie jest tak, jak powinno być - dużo w warsztacie, trochę w śmietnisku (bo jako taki odczytuję "wiersze gotowe" bez limitu), i mało - a konkretnie - w publikacjach.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przeczytam, oczywiście.
Filmy Pythonów są dla mnie trochę za logiczne :), ale oczywiście uwielbiam je. Wszystkie lubię jednakowo mocno. Preferuję jednak skecze - to są dla mnie graniczne szczyty ludzkiego poczucia humoru. ;)
Opublikowano

Czytałem o pewnym brytyjskim uczonym, który w swojej pracy doktorskiej dowodził, że filmy Monty Pythona wyczerpują wszystkie możliwe źródła efektu komicznego; czyli - krótko mówiąc - po Pythonach już samo powielanie zostało :(

Opublikowano

Przypomnimy to Panu hurtowo! Oj dawno czegoś takiego nie widziałem. Problem w tym, że ta myśl jest cholernie mi znajoma. Szkoda tylko, że brak paraleli. Hmmm... No dobre dobre.

Bardziej bym udokumentował amfiboliczność "nieswojego". jakos bardziej jezykowo, a mniej powtorzeniem przy oczach. no i to "bach". nie wiem czy dzwiekonaśladownictwo, czy wykrzyknienie.

Generalnie świetnie, chociaż taki zamysł możnaby podregulować. Niedosyt formy. Zdecydowanie niiedosyt formy.

P.S.

Śmiesznie mi było, jak sobie wyobraziłem Hiszpanię w okresie epidemii cholery i tych konających ludzi, którzy krzyczą: "łaskocze jak cholera. bach":)

Opublikowano

a mnie twój wiersz przypomniał scenę w tramwaju, gdy młoda dziewczyna wysiadała nazwijmy ją elekrtownia, zgubiła kilowaty, skutkiem były wyładowania ;burza śmiechu młodych wacistów i starych wapniaków, świetnie się czytało twój wiersz
pozdrawiam ciepło

Opublikowano

no cóż panie Sceptic ja bym nie ustąpił-moim zdaniem pierwowzór był lepszy.
nie powiem również żeby ten utwór był idealny dla mojego ''ucha'' ale coś w sobie ma,jest inny
wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka,że to nawet wierszem nie można nazwać a raczej
opowiastką przypominającą tragikomedię w skróconej formie,ale dla tego,że wyróżnia się swoją odmiennością należy go cenić.
jeśli to możliwe niech pan powróci do pierwowzoru-to moja prywatna prośba.

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Od autora: Scena pochodzi z mojego dokumentu w Google Dokumenty. Jest on poświęcony moim ćwiczeniom w celu kształcenia warsztatu literackiego. 

      Scena z początku miała przedstawiać spotkanie po latach w kliszowej kawiarni, ale jak widać przerodziło się w trochę innego. Zapraszam do zapoznania się z tekstem :D

       

      Tego dnia Johanne Rosales była wykończona po udzielaniu wielu korepetycji z 

      dziedziny literatury. Jedyną rzeczą, o której w tej chwili mogła myśleć, była dobra kawa, dlatego wstąpiła do miejskiej kawiarni.

      Lokal był wystrojony w ciepłe odcienie żółtego i pomarańczowego. Ozdobiony w stylu dość nowoczesnym, ale z dodatkiem lat dziewięćdziesiątych. Nie było tłoczno. Nic dziwnego – była wystarczająco późna pora, że większość wróciła do domów i zajmuje się osobistymi sprawami. Przy oknie siedziała para w podeszłym wieku. Dyskutowali o czymś zagorzale. Johanne udało się usłyszeć fragment rozmowy.

      – Ja tam go lubię. Wydaje się porządnym gościem – powiedziała z pełnym przekonaniem.

      – Kochanie, ale on jest – urwał.

      – Proszę cię, co z tego, że jest z innego kraju i o innym odcieniu skóry, niż my?

      Johanne poszła dalej, minęła dwójkę osób machających do pozostałych gości. 

      – Już idziemy! Nathaniel, pośpiesz się! – wykrzyknęła dziewczyna o młodzieńczej twarzy, z piegami i zielonymi okularami na nosie.

      – Boże, Sophia. Nie dramatyzuj – odparł. 

      Korepetytorka ruszyła dalej, próbując znaleźć odpowiedni i najlepszy stolik. Wreszcie, gdy dostrzegła go poczuła jak przez jej ciało przepływa dziwna radość. Johanne nie sądziła, że widok takiej prostej rzeczy, jakim jest stół w kawiarni może wzbudzić taką emocję. 

      Usiadła przy nim i poczekała aż kelnerka przyniesie jej menu kawiarni. Kobieta rozejrzała się po sali i dostrzegła, że para która toczyła energiczną rozmowę opuściła lokal. Grupa przyjaciół zaczęli o coś się kłócić. Młoda blondynka rzuciła kawałkiem ciasta w chłopaka, siedzącego naprzeciwko ją i wybiegła z kawiarni. W całej przestrzeni zawiesiła się nieprzyjemna atmosfera. W końcu pozostali wyszli, a Johanne została sama. 

      Kelnerka wyszła zza lady i podeszła do kobiety. Przywitała ją miłym uśmiechem i regułką powtarzaną każdemu gościowi. Osoba, stojąca przy ladzie zwróciła się do kelnerki.

      – Violet, chodź! Twoja mama dzwoni – krzyknęła inna dziewczyna w fartuchu. Machała zielonym telefonem w ich kierunku.

      – Przepraszam, zaraz wrócę do pani. Proszę, oto karta. – Wręczyła jej czarną kartę, która oczywiście zawierała menu kawiarni. Kelnerka zniknęła za czarnymi drzwiami. Podeszła natomiast do niej ta druga pracownica. Wydawała się ją znać. Jej spojrzenie było badawcze, jakby szukała w odmętach pamięci skąd kojarzy Johanne.

      – Dobry wieczór, mogłabym się o coś pani spytać? – zaczęła dosyć słabo, jakby niepewnie.

      – Jasne. 

      – Czy pani nazywa się Johanne Rosales? – spytała, siadając na drewnianym krześle.

      Johanne spojrzała na dziewczynę z lekkim zaskoczeniem w oczach i wykrzywiła jedną brew. Jej wzrok podróżował na ladę, sprawdzając czy nikt nie usłyszał pytania.

      – Tak, to ja. Skąd takie pytanie? Ja pani nie znam.

      – Jejciu, Johanne! Kojarzysz Alexandra Moon?

      Johanne zdawała się odszukać go w pamięci, ale za nic nie potrafiła się go odnaleźć.

      – Niestety, ale nie.

      – W sumie nic dziwnego. Przecież chodziliście ze sobą aż kilka dni. To zaskakujące ze strony Alexa. On to co ledwo miał dziewczynę maks dwa tygodnie. – Kelnerka przyłożyła palec do ust, zdając się być głęboko pogrążona w myślach. – Jestem jego siostrą – dodała chwilę później.

      – A twój brat ma takie bujne, czarne loki?

      – Tak!

      – To chyba zaczynam go kojarzyć. Czemu o niego pytasz? Coś się stało?

      – Nie! – zaczęła wymachiwać rękoma, jakby o coś ją oskarżono – Wczoraj przeglądałam jego galerię w telefonie i natknęłam się na wasze wspólne zdjęcie z imprezy studenckiej. Podpisał je “Moja Johanne”, więc pomyślałam, że może miał poważne plany wobec ciebie.

      – To miło usłyszeć, że był mną oczarowany.

      Ktoś otworzył hukiem drzwi za ladą. Była to Violet. Podbiegła do naszego stolika i zaczęła się szybko kłaniać. 

      – Przepraszam! Nie spodziewałam się, że moja rozmowa z mamą tyle potrwa. Mam nadzieję, że pani się nie gniewa.

      – A skądże! Poproszę jedno espresso. – Szybkie spojrzenie rzuciła na dziewczynę, siedzącą z nią – Nie, poproszę jednak dwie. – Uśmiechnęła się w jej kierunku.

      – Jestem Caroline.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...