Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Sen. Sniło mi sie, ze jedziemy razem tramwajem, pełno ludzi.Pchaja sie strasznie.Stoisz do mnie tyłem, masz na sobie krótka, cienka spodniczke w kwiatki na ktorej wyraznie rysuja sie rozkoszne wypukłosci, przysuwam sie tak, ze twarda wypukłoscia w spodniach laduje wprost pomiedzy szczelina twych wypukłosci.Przysuwam sie mocniej.Czuje potworny bul i niepohamowana chec by go uwolnic, ale przeciez ludzie wokolo.Nie moge.Czuje twoj zapach, slysze delikatny i nierówny twoj oddech, jedna reka trzymasz sie kurczowo drazka a drugą ktora pazurami wpijasz w mój twardy posladek mocno przyciagasz mnie jeszcze bardziej do siebie.Wiem, ze zaraz mamy wysiadac, ale czuje ze dluzej nie dam tak rady.Puszczasz prawa reka drazek i przesuwasz nia po mej nodze od czasu do czasu mocno sciskajac, w tym momencie tramwaj gwałtownie hamuje, dzieki temu zaglebiam sie jeszcze bardziej. (a juz myslalem, ze bardziej sie nie da:))) myliłem sie da sie:))) ).W tym momencie wydajesz z siebie niepohamowany cichy jek rozkoszy, pare osob przez chwile patrzy sie w twoim kierunku, czerwieniejesz momentalnie, ale dostrzegam tez nikły usmiech na twarzy, chyba cała sytuacja jeszcze bardziej cie podnieca. Twoja reka wraca do tego co zaczeła, teraz gwałtowniej i jakby bardziej nerwowo.Cała sie trzesiesz.Chwytasz mocno do tyłu za suwak mych spodni, nieporecznie probujesz go rozpiac, nie da sie, zbyt duza wypukłosc przeszkadza.Obracasz głowe Widze błagalny grymas na twojej twarzy, i nagle cud, zamek puszcza (jakby ktos mu pomogl od srodka :) )Ja w tym czasie ugniatam mocno twoje piersi i spijam zimne kropelki potu z twojej szyi. Twoja reka nerwowo baraszkuje w moim rozporku.Starasz sie go wyjac, ale ci nie wychodzi (chyba sie zaklinował na amen :) ). Uwalniasz go w koncu, czujesz jak pulsuje i delikatnie podryguje w twej rece zniecierpliwiony.Kilka razy przesuwasz na nim skora do przodu i do tyłu (myslami obliczam własnie podatki, przeprowadzam stare kobiety przez jezdnie i modle sie w duchu by wytrzymac, by nie opryskac przypadkiem ludzi wokoło:))) ). Nieznacznie podnosisz sukienke do gory, nie masz majtek na sobie, i wpychasz go w siebie. Wchodze i wychodze gwałtownie raz za razem, słysze ciche plaskanie twych posladków gdy w nie uderzam.Inni tez słysza, czesc sie odsuwa, czesc stoi jak zahipnotyzowana nie mogac oderwac wzroku. Nikt nie wychodzi, jedna kobieta zaczyna sie skrycie masowac.Kreci mi sie w głowie. Zaczynasz dochodzic, twoj krzyk uderza echem po całym tramwaju, orgazm za orgazmem. Ludzie wytraceni z transu nerwowo probuja sie wydostac (ale to jeszcze nie był przystanek hehe, wiec biegaja nerwowo). Ty wciaz masz orgazm :). Ja wciaz napieram, bardziej brutalnie, ty wciaz masz orgazm :(.Ja własnie zaczynam, raz za razem gwałtowne explozje targaja mym ciałem, ale wciaz pre do przodu, przy kazdym wejsciu nadmiar spermy wytryska na zewnatrz a reszta spływa ci po nogach. A ty wciaz masz orgazm...Obraz sie coraz bardziej rozmywa, sen sie konczy, ja budze sie z krzykiem:)))

Opublikowano

Technicznie tragedia. Powtórzenia, błędy ortograficzne, dziwne wstawiki w nawiasach, uśmieszki, i tak dalej. Sam pomysł, no nie powalił mnie na kolana, bo trochę już czytałam podobnych fragmentów. Jak poprawisz, może się okazać, że jest niezłe, ale póki co - nie da się tego czytać przez błedy i te wstrętne nawiasy z uśmieszkami.
Pozdrawiam

Opublikowano

"Przysuwam sie mocniej" - Ciekawe z jaką mocą przesuwałeś się? - Chyba "przysuwam się bliżej, mocniej dociskam"
"Czuję potworny bul" - "bul" wyraz, mający naśladować odgłos przelewającego się albo gotującego się płynu- to ze słownika języka polskiego, a tobie chodziło zdaje się o "ból".

Generalnie początek jako taki, później gdzieś rozmywa się to w jakiejś bezsensownej serii orgazmów, jakby to były pociski wystrzeliwane z karabinu.
Popracuj nad tym jeszcze, z chęcią poczytam jak już będzie dopracowane, gdyż lubię, uwielbiam literaturę erotyczną. Pozdrawiam i zachęcam do krytyki moich tekstów.

Opublikowano

Jeśli nie jesteś prowokatorem, to czystym grafomanem... Szkoda mojego czasu...

Ortografia, pogubione końcówki, nie da się tego czytać...to wcale nie jest erotyczne..nic mnie nie podnieciło, i...słabizna....

Pokaż to swojej dziewczynie, może ci obciągnie w tramwaju, to forum jest z założenia literackie, i nie wiem jak inni, ale ja chcę tutaj czytać coś , co chociaż trochę przypomina literaturę...To nie przypomina, gramatyczne błędy, słabe zdania, powtórzenie wypukłości, nie znasz innych określeń?

kiepsko

Opublikowano

Nie zgadzam się z Piotrem, jakoby to nie przypominało literatury. Jak nie przypomina, skoro Don Cornellesowi przypomina. Jedyny w miarę rzeczywisty świat, to przecież świat Don Cornellosa!
Grafomaństwo? Piotr jest porywczy, ale to dobrze, bo może zmusi Ciebie do dyscypliny w pisaniu. Mój w miarę rzeczywisty kolega powiedział, że wena, natchnienie zajmuje, tak na pióro z 5%, reszta to praca, samokrytyka, zdyscyplinowanie itd.
Pisz, pisz - jednak staraj się, by to co piszesz nie podniecało tylko Ciebie, ale i innych. Pochwalę się, że napisałem kiedyś erotyk (znajdzie się on później w Dzienniku Nieco Rubasznym), po przeczytaniu którego mój kolega zwalił sobie...
- Myślę, że w przypadku tego gatunku jest to jakiś miernik, może nie doskonały, ale zawsze.
Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A. Mickiewicz: Julek, erotyk se napisałem. Znaczy się nowy.
J. Słowacki: Pokanogo, Adaś.

J. Słowacki: Ale w kosmos wykurwisty.
A. Mickiewicz: Co nie?
J. Słowacki. Ale nie zwalę sobie przy nim konia, bo cię nie lubię. Polski romantyzm jest za mały dla nas dwóch.
A. Mickiewicz: O nie! Mój erotyk jest do dupy, bo Julek se przy nim gwinta nie zerwał! Och, jakże ja za milijony cierpię katusze! (rzuca swoje erotyki w cholerę, czyli tam, kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła - wąż, jak wiadomo, symbolizuje tutaj Szatana, zioło natomiast jest czytelnym dla wszystkich symbolem powolnej, nieświadomej autodestrukcji).

Koniec

Kurtyna opada ze wstydu.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A. Mickiewicz: Julek, erotyk se napisałem. Znaczy się nowy.
J. Słowacki: Pokanogo, Adaś.

J. Słowacki: Ale w kosmos wykurwisty.
A. Mickiewicz: Co nie?
J. Słowacki. Ale nie zwalę sobie przy nim konia, bo cię nie lubię. Polski romantyzm jest za mały dla nas dwóch.
A. Mickiewicz: O nie! Mój erotyk jest do dupy, bo Julek se przy nim gwinta nie zerwał! Och, jakże ja za milijony cierpię katusze! (rzuca swoje erotyki w cholerę, czyli tam, kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła - wąż, jak wiadomo, symbolizuje tutaj Szatana, zioło natomiast jest czytelnym dla wszystkich symbolem powolnej, nieświadomej autodestrukcji).

Koniec

Kurtyna opada ze wstydu.

Co to ma być? Jakieś kpiny.??? Rozumiesz synku różnicę pomiędzy erotykiem, erotyką w sztuce , w literaturze a opisem zbliżenia seksualnego??? Jak widzę nie rozumiesz więc książki w łapę i zamiast wypisywać takie rzeczy , poczytaj trochę... Wciskając wybitnym polskim romantykom w usta takie słowa, zrobiłeś z siebie idiotę do kwadratu...Jakie to ma odniesienie do tej grafomani powyższej...

Mam już nie prośbę , ale apel...LUDZIE SZANUJCIE TROCHĘ TO FORUM....nie róbcie z tego miejsca pośmiewiska...

..a tobie Sceptic proponuję zastanowić się nad własną twórczością...
Opublikowano

No i przyszło bronić czegoś, co w zasadzie mi się nie podoba. Ale nie tyle Piotrze będę bronił tego tekstu, który moim zdaniem jest wadliwy, ile chcę bronić pewnych praw autora.
Twój komentarz spowodował we mnie pojawienie się następujących pytań:
1) Kto ma prawo pisać?
2) Kiedy w ogóle można zacząć prób pisarskich?
3) Na jakie tematy można pisać?
4) W jakim stylu należy pisać?

Spróbuję poruszyć każdy z nich, nieco je rozszerzając.
Punkt 1)
Czy prawo do pisania należy się tylko osobom wybitnym? Gdyby tak było, literatura skurczyłaby się do niewielu książek. Zaprzepaszczona byłaby szansa rozwoju upodobań czytelniczych. Bardzo nieliczna rzesza ludzi zaczęłaby czytać książki od razu sięgając po tą najtrudniejszą do odbioru klasykę literatury pięknej. To autorzy pośledni, piszący tzw popularne książki wypełniają zapotrzebowanie dla młodszej młodzieży czy przeciętnego czytelnika. To spośród nich w drodze dojrzewania osobowości, znudzenia powierzchownością przedstawionych sytuacji i innych jeszcze przyczyn - wyrastają czytelnicy poszukujący rzeczy co raz to bardziej wartościowych. Osobowość jednych czytelników wciąż się rozwija, a drugich jest mniej więcej przez całe życie constans. Niemniej wszyscy mają prawo chcieć czytać nowe książki, nowych autorów.
Gdyby przedszkolakom nie czytano wpierw bajek a jedynie dzieła klasyków, to jak sam się chyba domyślasz, dzisiaj o czytelnictwie prawie nie byłoby mowy.
Inne podejście do sprawy, zakładające, że prawo do pisania należy się tylko jednostkom wybitnym: Tym sposobem, nie wiedzielibyśmy na przykład jak wygląda świat człowieka przeciętnego, czy też zwyczajnie głupiego. A z nich jak wiadomo w 90 procent składa się ludzkość. Jak można poznać właśnie takiego przeciętnego człowieka odbierając mu głos?

Punkt 2) Kiedy w ogóle można zacząć próby pisarskie? - No kiedy? Kiedy wie się na pewno, że to co się napisało jest genialne? - A kiedy się to wie? Czy ty Piotrze wiesz już na pewno, że nie jesteś grafomanem? Jeśli tak, to skąd wiesz? Ponadto istnieje też coś takiego jak zwyżka formy, spadek formy. Są rzeczy które się nam bardziej udają, mniej udają, wcale się nie udają. Samokrytyzm to niewątpliwie rzecz, której trzeba się uczyć i wciąż pogłębiać. Ale skąd pewność, że nawet pogłębiony samokrytycym nie cierpi akurat na spadek formy? - O co mi chodzi? O to, że człowiek potrzebuje drugiego czlowieka dla sprawdzenia samego siebie, sprawdzenia swego talentu, samokrytycyzmu, atrakcyjności itp, itd.
Czy lepiej żyć w odosobnieniu i zadufaniu, że jest się kimś wybitnym, czy może lepiej z wyostrzonym okiem juz na samym początku - w wieku młodzieńczym poddawać się pod ocenę innym, i w starciu z innymi, zauważać i doskonalić swoją osobowość, warsztat, talent itp, itd.

Punkt 3) Na jakie tematy można pisać? Czyżbyś Piotrze był cenzorem? Można pisać erotyki (jakie?) - czy tu podasz przykłady, poza które nie należy się wychylać, ale już nie można opisywać zbliżenia seksualnego. Czyli możemy pisać bez poetyckich środków wyrazu, jak to na przyklad przechodzimy zdenerwowani z pokoju do pokoju, rozlewając przy tym kawę, - ale nie wolno w taki sam sposób, dajmy na to, opisywać zbliżenia seksualnego. Jak zbliżenie to tylko poematy?

Punkt 4) W jakim stylu możemy pisać? - Tylko w stylu wysokim? - Przepraszam, wszyscy tak samo? Jak naturalizm to tylko wysoki? Jak wkurwienie to tylko wysokie wkurwienie? W ogole o stylu nie chce mi sie mówić, gdyż tak oczywiste mi sie to wydaje, że eee...

Piotrze trochę przeginasz, każdy debil ma prawo głosu, tym bardziej debil, wręcz brakuje nam książek debili. Z twoich ataków wnioskuję, że byłeś nieraz w bibliotece? Pełno tam książek, nieprawdaż? Czy wiele można dowiedzieć z nich o świecie? Przypuszczam, że twoja odpowiedź będzie twierdząca, a ja powiem, że owszem wiele, wiele - ale o świecie ludzi subtelnych. Gdzie się nie obrócisz, to zewsząd patrzą na ciebie okładki książek, w których zawarte jest głębsze na sprawy spojrzenie. Na swój sposób Nudy! Nudy! Nudy! (szersze wytłumaczenie w dziełach W. Gombrowicza) Świat, na dobrą sprawę wciąż odczuwa deficyt wiedzy o przeciętnym człowieku, czy też wiedzy o świecie debili (debile niezbyt często niestety garną sie do pisania książek).
Powyższy tekst Marka, gdyby był dopracowany spełniałby wymogi tekstu pornograficznego. Odbierasz prawo istnienia pornografii? Aaaa, rozumiem - nie oglądasz. Ja czasami oglądam. Lubię. No, ale cóż, prócz muzyki country wiele rzeczy lubię.

Cała moja wypowiedź nie ma absolutnie na celu, zamknąć ci Piotrze ust, kto jeśli nie ty zmusi mnie do takich długich komentarzy. Uważam nawet, że powyższym zjechaniem zarówno tekstu Marka, jak i mojego komentarza - wiecej uczyniłeś dobrego niźli złego.

PS Uważam, że cenniejsze jest popuszczanie w pisaniu swoim rzeczywistym popędom, aniżeli puste - wynikające ze snobizmu tematy. (Cholera, nie udało mi sie to zdanie)
Pozdrawiam :))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie zamknąłęś mi ust , ani nawet się do tego nie zbliżyłeś...w sumiemasz fajne poczucie humoru, bierzesz to na wesoło i dobrze...

Odpowiadam:

1) każdy może to robić, nawet ktos kto bul pisze przez u otwarte ale musi byc gotowy na to, ze jesli mu sie nie uda, zostanie skrytykowany...nie przez krytyków, bo dla nich zagladanie na takie strony to poprostu strata czasu, ale przez ludzi, ktorzy choc trochę znają się na pisaniu,
2) wtedy, kiedy ma się coś ciekawego do prezekazania...
3) i tu jest świetne pytanie...Temat leży na ulicy, wszedzie...ale często temat interesujący dla autora jest nudny dla odbiorcy, jednak jeden z moich prof. wybitny reżyser twierdzi, że temat jest drugorzedny...wazniejszy jest sposób opowiadania....
4) W SWOIM STYLU , nie ma osób piszących tak samo...nawet jesli podoba ci się jakiś styl, starasz się upodonic, lub nawet piszesz podobnie do znanego pisarza, jest w tym cząstka ciebie...piszemy W SWOIM STYLU...

Rozszerzę swoją myśl do tekstu , pod którym dyskutujemy... Kolega napisał rozszerzony opis zbliżenia seksualnego, wycinek (swoich?) fantazji erotycznych...jedynym przesłaniem takiej formy jest MOIM SKROMNYM ZDANIEM, wywołanie podniecenia u czytelnika, lub wskazanie nowej idei w tym temacie...nie zaistniał ani jeden przypadek ani drugi, Tekst ma wiele bledow gramatycznych i ortograficznych, co mają znaczyć te uśmieszki??? Co to jest??? Czy to mało, żeby rzeczy nazywać po imieniu,? obraziłem twojego kumpla ze szkoły? Jest tu jakiś krąg ludzi, którym bedziesz wskazywał, błędziki a innym jechał po kręgosłupie? Może każdy przy niku napiszemy kogo można a kogo nie...Po za tym mylisz się w ocenie czasami...

Nie wiem tylko dlaczego, ja o tym wszystkim pisze i tracę czas, jest kilka pozycji książkowych na rynku dla pisarzy...Frensham, Karpiński, Downs Russin, i KLASYKA LITERATURY, gdzie zawsze można się czegoś nauczyć...
Opublikowano

Piotrze, żadnych kolegów tutaj nie mam, niemniej prawdą jest, co sam zauważyłeś, że jednym wytykam błędziki, a drugim jadę po kręgosłupie. Nie ma sprawiedliwości na ziemi, i uważam, że błędziki można wytykać tym, naszym zdaniem najsłabszym - a tym, którzy mają już tzw warsztat trzeba zgoła czepiać sie ich kręgosłupa, ponieważ błędy gramatyczne, ortograficzne - oni i tak wyłapią wcześniej czy później. Inaczej rozmawia się z początkującym, a inaczej z zaawansowanym.
Pozdrawiam Bracie :))

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...