Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Działa już miały zamilknąć,
Rzeki wypełnić błękitem,
Kwiaty pięknością trysnąć,
I przerwać duszną gonitwę.

Podać rękę sobie mieli,
>
Opłatkiem się dzielić,
I pójść na pasterkę.

Tak sobie obiecali,
Że więcej bić się nie będą,
I oto walczyli idąc,
Nad ostatnią granicą.





[sub]Tekst był edytowany przez Seweryn Muszkowski dnia 09-12-2003 14:04.[/sub]

Opublikowano

dobre - trochę bym to ustawił do wiersza M. Sprusińskiego - "Oni odeszli ..." ale to tylko moja sugestia - prawdopodobnie oglądał Pan wczoraj film na TVP1 (nie reklamuję go - w końcu był w okolicy obiadu i nioeźle wpływał na co niektóre żołądki - faszyzm i nne takie rzeczy) - wstawiam go do ulubionych
pozdr. W_A_R
ps. mało kto jeszcze wspomina wojnę, mało kto pamięta o tych, którym odeszło się z tego świata w tak fatalna pogodę.....

Opublikowano

już przy pierwszym czytaniu przypomniałam mi się scena ze świąt bożego narodzenia w innym świecie Grudzińskiego, smutny temat poruszyłeś. Nie wiem ale jakoś nie leży mi ten wiersz, głównie ostatnia strofa...i ten dobitny tytuł...mocny, nie wiem czy nie ZA mocny.
Dużym atutem wiersza jest lekkość przy czytaniu i pierwsze wersy, które podobają mi się w nim najbardziej :)

Serdecznie pozdrawiam
Natalia
[sub]Tekst był edytowany przez natalia dnia 09-12-2003 18:27.[/sub]

Opublikowano

a ja dzisiaj mam już dość tematu pt. wojna i gdybym miał o nim mówić na pewno nie uzyłbym tak lekkich słów jak w wierszu... a apropo ost. zwrotki, zdania są podzielone, niektórzy uwazają, że "ludzie są po to żeby mogli walczyć"...
aha i tytuł mi wogóle nie pasuje...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Faktycznie, tytuł jest trochę krzyczący. Miał zapraszać zainteresowanych, do przeczytania i głębszej refleksji.

Zastanawiałem się, czy dać inny tytuł, ale wtedy nikt by nie wiedział o co chodzi z "idąc nad ostatnią granicą" :(.

Dzięki za kom.

s.m.
Opublikowano

Mnie też mignął cały stos wojennych lektur.I jak zwykle zrodziło to w mnie złość-ogromną złość-masy ludzi niewinnych idą spokojnie na śmierć..jak to możliwe?

Opłatkiem sie łamać,podawac rękę by chcieli,a kiedy czas walki-na śmierć ida po kolei..

Hmm...wiele refleksji wzbudza już sam tytuł-uważam,że jest idealny:))

pozdrawiam
ania


Opublikowano

jeśli chodzi o tytuł, miałem na myśli że obozy jako takie nie mają aż tyle wspólnego z wojną a i w wierszu nie ma żadnych do nich nawiązań... ale zgadza się już sam tytuł wywołuje dość silne emocje, więc pod takim kątem patrząc (robienie "atmosfery" do wiersza) można go zaakceptować

Opublikowano

Przypominam laskawie,ze t o zdarzylo sie 60lat temu i wiekszosc z nas np .ja ,nie ma do tych wydarzen zadnego odniesienia.Jednoczesnie prosze zauwazyc,ze w miedzyczasie dzialalo pare innych obozow o ktorych jakos panowie poeci nie wspominacie.Co np z Gulagiem i innymi stalinowsko-komunistycznymi obozami.A oboz w Bialolece generalissimusa Jaruzelskiego? Pare wojen tez mielismy ,jak np na balkanach.Eh...ziewanie mnie lapie po tym wierszu.Pozdrowinski.

Opublikowano

Może się mylę, ale odczytałam ten wiersz jako "historię" którą obecnie obserwujemy (maj-grudzień) 2003. I w tym kontekście, tytuł nie jest wcale zanadto krzyczący...

I dlatego do ulubionych.



Pozdrawiam Kasia

Chociaż nie tylko wojenne interpretacje, tego wiersza mi się nasuwają

:)

Opublikowano

Czula strune poruszyles tym wierszem... boli mnie kwestia pokoju na swiecie od dawna. Wlsciwie jego braku. Dlatego bardzo dziekuje za wiersz, a wszystkim zainteresowanym tematem polecam jedna z piosenek U2 How long must we sing that song? "Bloody Sunaday"... Pozdrawiam goraco!! Majaca wciaz nadzieje Dee.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wydaje mi się, że nie istotą rzeczy jest wyliczenie obozów, a oddanie tragedii tamtych lat. Jeżeli obraz ludzi, którzy będąc w obozie chcieli podzielić się opłatkiem, u Pana wzbudza ziewanie, to ja naprawdę nie mam nic więcej do dodania i tylko dziękuje za komentarz.

s.m.
Opublikowano

Ziewam znudzony trywialnoscia tekstu prosze Pana.
Zaznacze tylko ,ze w obozach o ktorych Pan Szanowny wspomina,gineli w wiekszosci zydzi a trudno mi sobie wyobrazic by wlasnie oni dzielili sie oplatkiem.A moze chcial Pan swoje wspolczucie zawarte w wierszu ograniczyc tylko do jednej grupy religijnej.Koszula blizsza cialu.Gratuluje.
Jesli chodzi o te inne obozy to obawiam sie,ze wielu z publikujacych tutaj moglo by sie obrazic.Wszystko zalezy od tego ,po ktorej stronie obozowego ogrodzenia sie stalo i w jakim mundurze na grzbiecie.
Pozdrawiam serdecznie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie można nic napisać o Katolikach, bo zginęło tam więcej Żydów niż tych pierwszych ? Nawet przez pryzmat?

A jeżeli chodzi o banalność, to zaprawdę powiadam, że nic co wspomni się o tamtych czasach, nigdy nie będzie bynanalne.

s.m.
[sub]Tekst był edytowany przez Seweryn Muszkowski dnia 11-12-2003 14:34.[/sub]
Opublikowano

sądzę, że mozna pisać bez patosu o tamtych czasach, i nawet winno się tak pisać.Już w samych wydarzeniach jest tyle emocji,bólu,cierpienia,że patos jest zbędny.Poza tym,temat jest już tak obeznany,że nie wnosi nic nowego do poezji.I błędy są dwa.W tytule,oraz w samym już tekscie. I na koniec-po copisać o wojnie sprzed tylu lat,można napisać o wojnie w Iraku (na przykład),sądzę, ze to będzie o wiele bardziej ciekawsze.
pozdrawiam
[sub]Tekst był edytowany przez Joanna_Felicja dnia 11-12-2003 16:05.[/sub]

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a jednak...wojna i bezsensowna śmierć jest ostatnio tak powszechna że aż banalna... ludzie bardziej przejmują się tym że miller lata 20-to letnim helikopterem niż tym, że oficjalnie, "wobec boga i historii" są mordercami: serbskich, afgańskich i irackich dzieci...ale o tym nikt nie chce mówić, ani pisać bo to się dzieje teraz, więc po co sobie sumienie zaśmiecać...lepiej napisać o obozach....bo tam jest jeden winny...
Opublikowano

...jeden winny i w dodatku juz go nie ma.Ale P.Muszkowski!Niech Pan Szanowny sprobuje powiedziec Arbeit Maht Frei wspolczesnej mlodzierzy niemieckiej.Jak Pan mysli co odpowie 18 letni chlopak na Panskie dywagacje?A co powie na inne dywagacje mlodziez z Jedwabnego?Naprawde wojen mamy dosc wokol i naprawde jest sie czym zajac wiec zostaw Pan ten temat.Po prostu zostaw Pan ,bo takie kojarzenie jezyka niemieckiego z tymi czasami napewno nie sluzy zjednoczonej Europie.Napisz Pan cos o komunie i jej pacholkach.Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Codzienność wojną, blisko i teraz. Życie? To tylko jeden wyraz. Dużo lub mnóstwo, wciąż tylko wybór. Miłość? Ciężko podjąć ryzyko.  Jeśli kiedyś sam będę próbować…  Przystań. Liczę, że gdzieś daleko. Z Tobą… jestem tam i widzę to. Tak bardzo chcę… tylko. Nic więcej. Ślepy i niemy. Jestem jak zjawa. Błysk! Może to… ona? Jej szept lód.  Przystań jest pod nawałnicą armat. Pragnąć, pożądać… amunicja lub… Brak słów, brak tchu. Jest tylko mój chłód. Tyle.  
    • @andrew   cisza potrafi nawet szeptać lub gębę drzeć na cały świat by ją usłyszeć rozum zdeptaj nasłuchuj sercem i tak  trwaj :)))
    • @vioara stelelor ostatni obraz jest urzekający
    • żarcik, sobie z okazji 40. urodzin oto niedługi poemat mojego bólu, wykrzyczany de profundis! usłyszycie go jako gulgociny w rurach kanalizacyjnych, ściekowych kratkach. dźwięk dotrze do waszych uszu zniekształcony w podobnym stopniu, w jakim "zdeformowany" zostałem ja, gdy na kilkuletnie ciałko spadły krople niewidziadliny. ech, oczadziały z ekscytacji tata, gdy tylko spostrzegł, że po latach prób, dziesiątkach godzin mozolenia się nad kolbami, pipetami, przelewania jednej cuchnącej substancji w drugą, skraplania, odsączania, udało mu się wreszcie stworzyć eliksir niewidzialności... postradał wszelką rozwagę, krzycząc: "Eureka, eureka", poniechawszy elementarnych środków bezpieczeństwa,   wyleciał, wolny i dziki, na miasto. byliśmy z Klaudią świadkami nieoczekiwanego tryumfu. przefrunął przez dom jak na skrzydłach, minął nas w korytarzyku, niespełniony wynalazca, nasz kochany chemik-amator. roztwór-dziwo stał w pękatym słoju na samym środku laboratoryjnego stołu. w klatkach – zdziwione nowym kształtem, nie dowierzając, biegały jak opętane półmyszki: Nancy i Sid. samczyk był widzialny w połowie "głowowej", Nancy – "ogoniastej". Klaudia, zawsze śmielsza, bardziej przebojowa ode mnie, powąchała, zanurzyła w cieczy palec, który w okamgnieniu się  zdematerializował. po pierwszym szoku, jaki wywołała w nas świadomość, że bierzemy udział w bajce na żywo, sami nie wiedząc kiedy, zaczęliśmy się smarować i chlapać eliksirem. nie parzył, nie wyżerał niczego. siostrze przestały być widoczne obie dłonie, lewa noga i pół miednicy. ja oberwałem znacznie gorzej; do dziś świecę przed oglądającymi mnie ludźmi, nagim mózgowiem, straszę jawnością żeber, paskudnie uwidocznionymi fragmentami czaszki. trzy i pół roku później pochowaliśmy drogiego papę, który, ciężko zżerany przez wyrzuty sumienia, próbował odwrócić działanie okrutnego płynu, całe dnie, noce spędzał, zapłakany, w laboratorium. i zmarł ze zgryzoty, do ostatnich chwil żałując, że podjął się stworzenia niewidzialniny, która okaleczyła wizualnie jego dzieci. bo niestety: ani on sam, ani cały przemysł chemiczny, farmaceutyczny świata, nie był i nie jest w stanie nam pomóc. nie znaleziono antidotum! rezonansy, tomografie, inne niekończące się badania, rurki wsuwane niedelikatnie w każdy cielesny otwór, prześwietlenia, próby nakładania protez na istniejące przecież kończyny, smród szpitali, przychodni, niekończące się pobyty w gabinetach, osłuchiwania, opukiwania, kremy, maści, pudry, maskujące make-upy, flesze paparazzi, okładki gazet, wywiady, Polsat, TVN...   a w środku tej całej kotłowaniny – my, dwoje dzieciaczków. po trwającej dwa, trzy lata burzy medialnej, gdy mieliśmy status swego rodzaju celebrytów (łamane na: robiliśmy za małpki w zoo), wrzaskliwy świat niemal z dnia na dzień zdał się o nas zapomnieć. następne lata mijały, cierpko, źle. Klaudia wróciła do szkoły, ja, rzecz jasna, zostałem skazany na prywatne nauczanie. ją prześladowali rówieśnicy, mi – coraz bardziej wykoślawiał się charakter. brak kontaktów z innymi dziećmi – z jednej strony był lepszy, bo pozwalał uniknąć szykan, z drugiej – wiódł prosto w alienacyjną przepaść. siostra z czasem znalazła chłopaka, który stał się jej narzeczonym, potem – mężem. ja, któremu uwierały maski i ciążyły peruki zacząłem identyfikować się z potworem dra Frankensteina, czy upiorem Luwru. zaniepokojeni stanem ducha psychiatrzy próbowali zapoznać (czytajcie: wyswatać) mnie z posiadaczką innej anomalii, niemal rówieśną Sylwią spod Suwałk, której uszy dają się widzieć jedynie przez jeden miesiąc roku, konkretnie w lipcu. nie wypaliło. byłem za mało czytelny, zbyt wielka połać mnie istniała poza możliwościami widzenia. czytałem nałogowo i dziwaczałem w ekspresowym tempie. wreszcie, ledwie osiągnąwszy czterdziesty rok życia, zstąpiłem do podziemi, jak jakiś pierdzielony żółw Ninja. i egzystuję tak, w kanałach. pominę milczeniem, czym się żywiąc. bywa znośnie. nie dalej, jak wczoraj, w pobliskiej rurze spotkałem, przeciskającą się z trudem, Marię Callas. nie chciała powiedzieć, kto i czym ją spryskał, że tu trafiła i musi ukrywać się przed światem.
    • @huzarc

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        historii na nowo spisano tak wiele i w wielu z krwi słowo lecz sens błądzi z celem
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...