Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to o Pani Dorocie mi się nie podobają. by Chuck Norris:)

Yaasio - a ty chcesz uczyc, co ma się komus podobac, a co nie ? Przerabiasz się na kolejnego zwiastuna nowej poezji ? to powodzenia.

panie Michale, po co te ataki? nie bawie się w żadnego zwiastuna i nikomu nie robie złośliwości. przekomarzałem się z le mal, ale nikt do nikogo nie miał pretensji - zakończyło się pozytywnym akcentem z obu stron ->:) i tyle. nie rozumiem pańskiego zachwania...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Yaasio - a ty chcesz uczyc, co ma się komus podobac, a co nie ? Przerabiasz się na kolejnego zwiastuna nowej poezji ? to powodzenia.

panie Michale, po co te ataki? nie bawie się w żadnego zwiastuna i nikomu nie robie złośliwości. przekomarzałem się z le mal, ale nikt do nikogo nie miał pretensji - zakończyło się pozytywnym akcentem z obu stron ->:) i tyle. nie rozumiem pańskiego zachwania...

a to jak zwykłe przekomarzajki, to nie ma sprawy. Bo juz byłem przekonany, że Le Mal została zaatakowana i rzuciłem sie w obronę.
Ech, ta wiosna :)
Opublikowano

Oscar - dzięki za wizytę, jedno moje zastrzeżenie - "to gdzies daleko" było zamierzone -świadczy to o takiej prostocie peela, dochodzi to tego konwencja bajki - gdzies daleko - i dlatego ten obarz 3 strofy jest tak absurdalny, wręcz bez sensu.
To tyle w kwestii wytłumaczenia sie z tego pomysłu.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Krzywak! Cos Ty na końcu zrobił? Bylo fajnie, ale końcóweczka sie rozjechała. technicznie - nie wiem czemu - jakoś mi nie podeszła. Ma swój urok, ale jakoś takoś dziwnie. Niekompatybilne warsztatowo chyba, bo merytorycznie jak najbardziek :) Całość całkiem przyjemna w odbiorze.
pozdr
Weronika

Opublikowano

Temat może i dobry, ale wykonanie fatalne...Nie wiadomo, czy rytmu się trzymasz, czy nie ... Popracować trza nad nim i coś dobrze czytającego się wyjdzie z tego na pewno. Może jak wrócę z roboty... Pozdro

Opublikowano

Michał w ostatniej zwrotce brakuje mi rymu
delikatnego, bo temat bardzo mi leży i jest taki
dzisiejszy. Pozdrawiam wiosennie. :))))) EK
widzisz teraz doczytałam,że to zamierzone; no
skoro tak, to ok.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...