Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Sześć tysięcy sześć grzechów i rozgrzeszeń
Zmienia zwyczajny szlak
Gdy z ust ustaje szerzyć się
Ostatnie przegrzeszenie
Więc
Zaszyję szarą kieszeń myśli
I zaduszę słowa i marzenia

Stworzę nad szumiącą rzeką
Sześćset sześć powieszeń
Sześćset siedem cieni

Wyżyję
Zaduszony
Inny

Będę słyszał jak
Szemrze stara Szeszupie
Zagłuszona szepcącym szumem
Sześdziesiąt szóstego wiersza

A gdzieś tam
Sztuka była zawsze pierwsza
I ostatnia

A tu ktoś jeszcze myśli
I najstarszy z wystraszonych wyszukuje w skoroszycie
Szprot, szmata, szok...

Życie

Opublikowano

Sześć tysięcy sześć grzechów i rozgrzeszeń
zmienia zwyczajny szlak. Z ust ustaje ------- chyba " zmienia"
szerzyć się ostatnie przegrzeszenie,więc
zaszyję szarą kieszeń myśli i zaduszę słowa

I marzenia stworzę nad szumiącą rzeką
sześćset sześć powieszeń, sześćset siedem cieni.
Będę słyszał jak szemrze stara Szeszupie
zagłuszona szepcącym szumem sześćdziesiąt szóstego wiersza ----sześćdziesiąt "ć"

Sztuka była zawsze pierwsza i ostatnia
A gdzieś tam ktoś jeszcze myśli, że najstarszy
z wystraszonych wyszukuje w skoroszycie
szprot, szmata, szok... Życie

Wyżyję inny

Niezobowiązująco podszeptuję wersyfikację.... i interpunkcję. Pozdrawiam.

Opublikowano

Ja sam dokładnie nie wiem o co tu konkretnie chodzi, ale udaje się nawiązać niektóre myśli do tego tekstu. Próbowałem coś wydusić z dość nowej jak dla mnie formy.



Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Jacek_Suchowicz Mnie osobiście cieszy, jak ktoś inaczej czyta ,niż był mój zamysł zwłaszcza, że piszę zbyt oczywiście.  Mój wpis jest do obu wierszy o CV. Pozdrawiam serdecznie Miłego wieczoru 
    • @Myszolak   Przejmująca niepewność. To balansowanie między prawdą uczucia a iluzją - każdy to zna, mało kto tak uczciwie napisze.
    • Jest świetna angielska komedia "Śmierć na pogrzebie". Ten klimat. Pozdrawiam
    • @Myszolak    To tak samo jak jak. ;) Chociaż jeszcze nie wcieliłam się w pojedynczego pana. Lubię pisać dialogi. :) 
    • (scenka weselna)     Obskurna knajpa. Przy stoliku dwóch mężczyzn. Jeden w starym szaliku, czapka przekrzywiona. Już trochę „po”. – Kelner, dwa wiśniaki proszę! Kelner podbiega z butelką. Leje. Chwila ciszy. Goście patrzą. On unosi kieliszek bardzo poważnie. – Zdrówko… Kumie… świętej pamięci Agata… żona mi zmarła… Ach, co to był za pogrzeb… Piją. Obciera usta rękawem. Chuchnie w dłoń. Zamyśla się. – Było tak. Boś ty nie był, nie widział. Najpierw szły konie. Ciężko ciągnęły karawan. Na karawanie trumna. W trumnie Agata – żona moja, bo mi zmarła. Na trumnie kwiaty. Za karawanem ksiądz. Za księdzem ja. Za mną dużo ludzi. Wszyscy płakali. Poważnie kiwa głową.   – Kelner, dwa wiśniaki! Kelner znowu leje. Dłuższa pauza. Sala już czeka. On patrzy w kieliszek jak w otchłań. – No to… było inaczej. Najpierw ksiądz… może dwóch… płakali. Za nimi konie. Karawan jechał pusty. Bo ja niosłem trumnę! A na karawanie leżały kwiaty! Za mną dużo ludzi… i wszyscy płakali. – Już wypiłeś? – Jeszcze nie… – Kelner, dwa wiśniaki proszę! Śmiech na sali. Piją. On zaczyna lekko seplenić. – Najpierw śli ludzie… nieśli księdza… – Księdza?! – No przecie mówię! Za ludźmi ja… Nie… ja jechałem na karawanie! A za mną szła trumna… i płakała! Kwiaty ciągnęły konie! Konie śpiewały! A ja… ja chyba byłem w kwiatach…   – Kelner, dwa wiśniaki! Kelner biegnie. Leje. On bardzo poważny. – Cicho teraz. Bo to ważne. Na początku szła Agata. Ciągnęła konie. Konie ciągnęły ludzi. Ludzie nieśli księdza. Krzyż niósł trumnę. Kwiaty płakały. A ja… Długa pauza. – Ja leżałem w trumnie i płakałem… Bo to smutne, jak żona umiera… Cisza. – A Agata? – pyta kumpel. On nagle prostuje się. – Agata? No… muszę iść do domu. Bo jak się dowie, że ja tu siedzę i o jej pogrzebie opowiadam… To dopiero będzie pogrzeb. I sala pęka.   Dopisek: Ten tekst nie jest mojego autorstwa. Po latach spisałam go z pamięci, tak jak zapamiętałam weselną scenkę graną przez mojego męża. Nigdy nie brzmiała tak samo – pierwsza wersja była uporządkowana, a potem wszystko zależało od „wiśniaków” i fantazji chwili. Jeśli ktoś zna oryginalne źródło lub autora tej scenki – przepraszam za samowolę. Chciałam jedynie oddać klimat i ocalić od zapomnienia coś, co dawało ludziom dużo śmiechu.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...