Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

z szeptu wyrwany równoległy krzyk
bo leżąc obok wbijałeś
wzrok w natchnienie
udając władcę
nocy i sennych oczu
próbujących zamknąć myśli
zatrzymanych obrazów
u stóp
dźwięki ciszy i skowyt samotności
gotowej na odejście
kołysząc ból zasypiających wspomnień
rozświetlona blaskiem księżyca
poduszka otulona dotykiem snu
błagała o skrawek ciepła
skażonego ciała wijącego się
wilgocią konającego dnia
klęczącego prosząc o wybaczenie
i ręce
niecierpliwością otwarte
domagały się muśnięć żywych
szalonych palców wertujących
krwiste strony mojego chcenia
gdy byłeś...

Opublikowano

jak ja kocham te emocje!....wprost wyciekają z Twych wierszy.

"dźwięki ciszy i skowyt samotności
gotowej na odejście
kołysząc ból zasypiających wspomnień
rozświetlona blaskiem księżyca
poduszka otulona dotykiem snu
błagała o skrawek ciepła " - ten fragment jest piękny...

Łezko..trzymaj się, gorąco pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

..padło tu słowo..
.."zużyte"..
..to znaczy..?
..wycofane z obiegu..?
..zakazane "bo"..?
..nic nie znaczące..?
..nie sądzę..
..dlaczego nikt się nie czepia..
..użycia litery "a"..
..lub "e"..?
..wznieście "x" na wyżyny..
..światu podajcie..
..literkę "zapomnianą"..
..i oczom Waszym..
..widoku jego złaknionym..
..dlaczego nie..?
..wszak nowy niemal..
..tak mało używany..
..sensacja..?
..tak..
..WŁAŚNIE BYŁA..!!
..tyle że..
..skryta przed Wami..
..niedowiarków odsyłam..
..Słownik Języka Polskiego..
..po definicję jedynie..
..i może ktoś..
..coś zrozumie..
Opublikowano

Wiersz średni. Może i naładowany emocjami, ale to nie wszystko co potrzebne, aby napisać dobrze.
Najlepszy chyna początek, ale jeszcze muszę to przetrawić w ciszy.
Pozdr.
P.S. Mam prośbę do okorinoko. Ta maniera stawiania kropek w miejscach najmniej potrzebnych o czymś świadczy, ale na pewno nie o oryginalności. Może trochę przystopować? To tylko zamazuje jasność przekazu.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...