Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Opowieść doktora Nobody

– Byłem genialnym dzieckiem...
– ...A teraz? – uczucie niechęci powróciło, niczym bumerang.
– ...a teraz jestem dorosły – Nobody gładko przeszedł nad moim pytaniem. – Już w wieku ośmiu, czy dziewięciu lat zdarzało mi się wyskakiwać z pomysłami, które zbijały z tropu rodziców i nauczycieli. Pierwszy wynalazek opatentowałem mając zaledwie dwanaście lat. Uzyskane w ten sposób pieniądze – niemałe zresztą – pozwoliły mi na zorganizowanie w piwnicach rodzinnej rezydencji sporego, dobrze wyposażonego laboratorium. Co prawda, ojciec mój mógłby mi sam je urządzić, ale wolałem nie być od niego zależny. W wieku szesnastu lat rozpocząłem studia w MIT, a na trzecim roku zostałem asystentem wykładowcy w Katedrze Fizyki Stosowanej. Po uzyskaniu dyplomu i szybkim doktoracie zostałem najmłodszym w historii uczelni profesorem, w specjalnie dla mnie utworzonym Zakładzie Innowacyjności. Nie muszę chyba wspominać, że przez cały ten czas, dalej zajmowałem się wynalazczością, czerpiąc z tego niemałe korzyści.
– Zaiste, piękna kariera – Suliko weszła mu w słowo. – Ale co takiego się stało, że nastąpiła ta przemiana i podjęcie decyzji o pracy na odludziu?
– Wszystko przez tego pieprzonego Polaczka – twarz doktora ściągnął grymas gniewu. – Był moim asystentem i pomagał mi w pracy nad kolejnym pomysłem. Słyszeliście może państwo o systemie przeciwpowodziowym, znanym jako RAFLOOS?
– Coś sobie przypominam. Wielka afera, nagłośniona przez media na całym świecie. Jakieś oskarżenia o plagiat...
– No właśnie. Plagiat! Mnie oskarżono o plagiat, gdy tymczasem to ten sukinsyn wykradł moje pomysły i opatentował w Polsce uprzedzając mnie o kilka dni. I mimo doskonałej opinii o mnie, jako wynalazcy, dano wiarę temu złodziejowi. Nawet moja własna uczelnia wystąpiła przeciw mnie, zwalniając z kierowniczej funkcji. Tego było za wiele! Rzuciłem pracę naukową i – dzięki pieniądzom uzyskanym za patenty, oraz ogromnemu majątkowi odziedziczonemu po ojcu – stworzyłem sobie ten erem, którego nie opuściłem od dwudziestu trzech lat.
– A proszę nam powiedzieć, doktorze w jaki sposób skompletował pan ekipę współpracowników skłonnych dzielić pańskie odosobnienie.
– To jest dosyć długa i skomplikowana historia. Przy pomocy grupy zaufanych prawników wyszukałem ludzi wyjętych spod prawa. Nie byli to jednak prawdziwi przestępcy, lecz ludzie pokrzywdzeni na skutek błędów w postępowaniu prokuratorskim i sądowym. Ludzi takich, jak ja. Ludzi, nie mogących znaleźć miejsca w tak zwanym normalnym świecie. Ludzi, którzy stworzyli wraz ze mną nową społeczność, by nie powiedzieć rodzinę.
– Nie miał pan żadnej rodziny? – zaciekawiła się Suliko.
– Najpierw nie miałem na to czasu, a potem... Potem było już za późno. Ciekawi zapewne państwa, co właściwie tutaj robię. Otóż pracuję nad największym dziełem mego życia – realizacją programu pozyskania taniej energii i to w nieograniczonych niemal ilościach. Sięgam mianowicie do zasobów geotermalnych.
– To chyba nie jest żadna nowość. Na całym niemal świecie, tam gdzie na niezbyt wielkich głębokościach znajdują się gorące źródła wody wydobywa się ją na powierzchnię i wykorzystuje do celów grzewczych, a także do wytwarzania energii elektrycznej.
– Tak, ma pana rację, redaktorze. To wszystko odbywa się jednak na niewielką skalę. Mnie interesuje skala maxi. Niewątpliwie zaciekawiły państwa odgłosy, oraz wyraźnie wyczuwalne wibracje podłoża. To nie jest nic niezwykłego. Po prostu odbywają się wiercenia.
– No dobrze, doktorze. Wierci pan sobie dziurę w ziemi, po jakimś czasie dotrze do zasobów wody, będzie ją wydobywał na wierzch i podgrzewał swoją jaskinię. Gdzie tu jest skala maxi? – wyraziłem swoje wątpliwości.
– Słuszna uwaga, redaktorze. To jest na razie inwestycja pilotująca. Jeśli się uda, będzie można ją wprowadzić na całym świecie.
– Zaraz, zaraz. Czyżby twierdził pan, że w każdym miejscu na świecie, gdzieś tam pod warstwą litosfery znajdują się zbiorniki gorącej wody?
– Nie, absolutnie nie. Sprawa dotyczy jednak krajów, które posiadają duże zbiorniki wody. I nie chodzi o podziemne jej złoża, lecz o wody otwarte, jak wielkie jeziora i morza.
– Nie rozumiem. To skąd ciepła woda?
– Nie ciepła, lecz gorąca. I właściwie, nie woda w powszechnym rozumieniu, lecz para wodna. Na dodatek przegrzana para wodna pod wysokim ciśnieniem.
– Para? Jednak proszę o bardziej jasne wytłumaczenie.
– Dobrze. Spróbuję to zrobić w sposób możliwie jasny. Proszę sobie wyobrazić głęboki odwiert do którego wlewa się woda. Co się z nią stanie.
– Podgrzeje się.
– Słusznie. Im odwiert będzie głębszy, tym jej temperatura będzie wyższa, a jeśli osiągnie punkt wrzenia – zamieni się w parę.
– I co potem?
– Wydostanie się na powierzchnię i będzie napędzać turbiny elektryczne.
– Jak się wydostanie, skoro do dziury będzie się wlewać woda.
– To żaden problem. Jeśli do odwiertu wsadzimy rurę o mniejszej średnicy, to para będzie wydostawać się przez nią.
– No tak, ale tym sposobem okoliczna skała szybko się wychłodzi, bo przecież kamień nie jest najlepszym przewodnikiem ciepła – Suliko również włączyła się do dyskusji – i wówczas proces ustanie.
– Bardzo słuszna uwaga, moja droga. Ale jeśli dwa odwierty znajdą się w pewnej odległości od siebie, powiedzmy jednej mili, to wówczas zasoby ciepła zwiększą się niewspółmiernie.
– A kto przekopie tunel łączący oba odwierty? – zapytałem z nutą złośliwości.
– Wodór, drogi panie. Wodór.
Zrobiliśmy okrągłe oczy.
– Wodór?
– Tak dokładnie, to deuter i tryt.
– Pan chyba oszalał! – wykrzyknąłem. – Chce pan dokonać eksplozji termojądrowej? Przecież to niebezpieczne. A poza tym nie uwierzę, by mógł pan zdobyć bombą wodorową.
– Czy mógłbym zdobyć? – zaśmiał się ironicznie. – Ależ ja tę zabawkę posiadam. Jeśli chcecie zobaczyć, to chętnie was zaprowadzę do miejsca składowania. Ale, szczerze mówiąc to nie ma na co patrzeć. Dopiero w akcji jest warta uwagi.
Znieruchomieliśmy oboje, porażeni tą niesłychaną informacją.
Nie bójcie się państwo, ona sama nie wybuchnie. Detonator w postaci konwencjonalnej bomby atomowej znajduje się w innym miejscu i na dodatek również nie jest uzbrojony. Ale jeśli uzbroicie się w cierpliwość – delektował się przez chwilę swoim kalamburem – to będziecie świadkami tego epokowego wydarzenia.
– Pan naprawdę chce to wszystko tutaj zrobić? Kiedy? – Suliko zacisnęła pięści.
– Ależ zrobię to. I to już za jakieś dwa tygodnie. Odwierty prawie gotowe, bomby czekają na swój Big Bang, zgromadziłem całkiem spory zapas wody w podziemnym jeziorze, turbiny elektryczne dużej mocy już są zainstalowane.
– I sądzi pan, że będziemy czekać dwa tygodnie, aż zrealizuje pan swój szalony eksperyment?
Zaciśnięcie szczęk i gniewne spojrzenie w kierunku dziewczyny trwało tylko kilka sekund, po czym uspokojony powrócił do opowieści.
– Tak, to jest eksperyment, dokładnie jednak udokumentowany, a nie żadne szaleństwo. Dzieje nauki mówią, że wielcy wynalazcy częstokroć byli uważani za szaleńców i dopiero później uznawano ich za geniuszy. Wbrew pozorom cała ta instalacja będzie zupełnie bezpieczna. Podziemny wybuch wytopi w skale wielką kawernę, po czym dopływająca woda, wywołując gwałtowne ochłodzenie, spowoduje spękanie skał i zawalisko, w którym, jak w gąbce będzie się przemieszczać woda, nagrzewać się i w postaci pary wychodzić drugim otworem. Następnie po wykonaniu swej pracy i skropleniu dostanie się ponownie w głąb ziemi. Ponieważ będzie to woda gorąca, proces nagrzewanie będzie przebiegał jeszcze szybciej
– Zaraz, zaraz. Powiedzmy, że wszystko pan przewidział... Ma pan zatem świadomość, że znajdujemy się w bliskim sąsiedztwie styku płyt tektonicznych. Czy wziął pan pod uwagę możliwość, iż wybuch może naruszyć ich stabilność powodując nieobliczalne w skutkach trzęsienie ziemi?
– Owszem, to jest jedyny słaby punkt mego programu. Ale nie miałem możliwości tajnego przeprowadzenia mego eksperymentu w innym miejscu, a poza tym tutaj stopień geotermiczny jest dość niski, więc odwiert nie musiał być zbyt głęboki, a tym samym prace mogły postępować relatywnie szybko.
– A jak się pan zabezpieczył, gdyby jednak doszło do trzęsienia. Postawił już pan na szczycie tej góry krzyże? Mam nawet pomysł na epitafium:
TU NOBODY SPOCZYWA, KTÓRY NIGDY NIE SPOCZYWAŁ.
– Świetny pomysł – zaśmiał się Nobody. – Dopiszę jeszcze:
SYERDCESHTSHIPYASHTSHAYA WIADOMOŚĆ – NIEPRAWDAŻ?
Ku swojemu zadowoleniu dostrzegłem, że Suliko gwałtownie zmieniła swój stosunek do niego – jej twarz wyrażała uczucie będące mieszaniną gniewu i pogardy.
– Tak, panie redaktorze – kontynuował. Na taką ewentualność jestem przygotowany. Jeśli pozwolicie, zapraszam na przechadzkę po moim naukowym królestwie.
Wyszliśmy razem z gabinetu doktora i przeszliśmy długim korytarzem do drzwi zabezpieczonych elektronicznym zamkiem, które – po przeskanowaniu linii papilarnych z palca naszego przewodnika – stanęły otworem. Po przekroczeniu progu znaleźliśmy się w obszernym pomieszczeniu pełnym komputerów i rozmaitych urządzeń sterowniczych. Przy pulpitach przebywało kilka osób obserwujących monitory i od czasu, do czasu wydających półgłosem polecenia do miniaturowych mikrofonów.
– To jest serce całego mojego systemu – powiedział Nobody. – Tutaj odbywa się projektowanie, oraz sterowanie wszystkimi czynnościami dającymi się wykonać automatycznie. Myślę że jedyne, co może państwa zainteresować, to graficzne przedstawienie istoty mego pomysłu.
Podszedł do jednego z komputerów, przez chwilę wyszukiwał odpowiedniego pliku, po czym na ekranie mogliśmy obejrzeć komputerową animację przebiegu procedury.
– Pytał pan, redaktorze, czy jestem przygotowany na ewentualne konsekwencje pobudzenia płyt tektonicznych. Proszę spojrzeć na następną.
Teraz obejrzeliśmy uproszczony schemat możliwego kataklizmu, potem obraz walących się ścian jaskini i figurki ludzi biegnących w jednym kierunku, a następnie zajmujących miejsca w promie kosmicznym, który po chwili wystartował w przestrzeń.
– Chyba nie chce pan powiedzieć, że posiada pan również statek kosmiczny...
– Ależ posiadam. W Rosji można kupić wszystko – zaśmiał się ironicznie.
– I wszyscy pańscy współpracownicy zdołają się w nim pomieścić?
– Ci, którzy zdążą... Zresztą w momencie próby większość z nich będzie poza Sezamem. Na miejscu przebywać będzie nie więcej, niż trzydzieści osób.
– Sezamem? – zdziwiła się Suliko.
– Tak nazywamy naszą jaskinię – odrzekł Nobody. – Moi współpracownicy ponadawali poszczególnym korytarzom odpowiednie nazwy. Korytarz, przez który wtargnęliście do środka nosi nazwę Ulicy Sezamkowej. Ten, przy którym znajduje się mój gabinet, oraz znana państwu jadalnia to Ulica Ali-Baby. Wasze apartamenty znajdują się przy Ulicy Szeherezady, a centralna sterownia mieści się na Ulicy Tysiąca i Jednej Nocy. Miejsce, do którego państwa zaprowadzę później, to Plac Czterdziestu Rozbójników. Oczywiście wszystkie te miejsca opatrzone są odpowiednimi tabliczkami – zaśmiał się szczerze i nagle wydał mi się znacznie bardziej sympatyczny. Po chwili jednak spoważniał i moja dotychczasowa niechęć powróciła ze zdwojoną siłą. – Teraz zechciejcie państwo powrócić do swoich pokoi. Czekają tam na was odpowiednie stroje, w które się przebierzecie i za jakąś godzinę ktoś po was przyjdzie i wówczas będziemy kontynuować zwiedzanie.
DODANO DZISIAJ
Nagle do pomieszczenia wszedł, a właściwie wtargnął niewysoki człowiek o azjatyckich rysach twarzy i wręczył doktorowi Nobody kartkę mówiąc:
– Przed chwilą znalazłem to na portalu www.poezja.org
– Pozwólcie przedstawić sobie państwo moją prawą rękę, człowieka o niespotykanej pracowitości i nieprawdopodobnej cierpliwości. Oto magister Ciongciu Luciong.
Uścisnęliśmy dłoń magistra, a Nobody przeczytał kartkę i szepcząc : – To już koniec osunął się na posadzkę.
Wyjąłem kartkę z jego dłoni i przebiegłem tekst wzrokiem.
– Kurwa! Kurwa! Kurwa!
– Co się stało? – zaniepokoiła się Suliko.
– Masz, czytaj.
Suliko zaczęła czytać na głos:
– dzie wuszka napisała:
[quote] Niepokoi mnie techniczne rozwiązanie. Jeśli woda wlewana się podgrzeje do 100 stopni C to od razu para wydobywać się będzie do góry (zmieni się tylko zwrot wektora), więc nie wtłoczysz jej do drugiej rury, poza tym nawet jeśli, to droga powrotna zapewne ochłodzi parę tak, ze nie da się jej wykorzystać jako gorącej. Jeśli rura będzie U czyli tzw. rogalem, to wtłaczana woda będzie zachowywać się jak w naczyniach połączonych. Obawiam się więc że jest to chyba niemożliwe.
Spojrzała na nas.
– No i spokój. Dlaczego tak kląłeś?
– Jak to dlaczego? Przecież straciliśmy takiego bombowego newsa!

DODANO DZISIAJ
Doktor Nobody ocknął się i powoli uniósł się z posadzki.
- Co tu sie właściwie dzieje, panie redaktorze? Kto w końcu jest autorem - pan, czy dzie wuszka? Nie ma mowy o żadnym końcu. Wstawimy do otworu zawór i, kiedy cała woda zamieni się w parę zmienimy kierunek przepływu, a po wykorzystaniu pary i spadku ciśnienia w kawernie ponownie spuścimy do niej wodę. Cała instalacja będzie więc działała pulsacyjnie. Proszę więc kntynuować swoje pisanie!
- W porządku doktorze. Jednak przedstawienie musi trwać.
Opublikowano
Tego było za wiele! Rzuciłem pracę naukową i dzięki pieniądzom uzyskanym za patenty, oraz ogromnemu majątkowi odziedziczonemu po ojcu stworzyłem sobie ten erem, którego nie opuściłem od dwudziestu trzech lat. - przed "oraz' zbędny przecinek
Najpierw ni miałem na to czasu, a potem - nie miałem
Otóż pracuje nad największym dziełem mego życia - pracuję
Na całym niemal świecie, tam gdzie na niezbyt wielkich głębokościach znajdują się gorące źródła wydobywa się wody wydobywa się ją na powierzchnię i wykorzystuje do celów grzewczych, a także do wytwarzania energii elektrycznej. - to zdanie zgrzyta - dwa razy jest pwtórzone słowo wydobywa
Niewątpliwie zaciekawiły państwa odgłosy, oraz wyraźnie wyczuwalne wibracje podłoża - przecinek
Im odwiert będzie głębszy, tym jej temperatura będzie wyższa, a jeśli osiągnie punkt wrzenia zamieni się w parę. - tu mozna walnąć przecinek przed zamieni
Tak dokładnie, to deuter i tryt. - może lepiej - Tak, a dokładniej to deuter i tryt.
Dzieje nauki mówią, że wielcy wynalazcy częstokroć byli uważani za szaleńców, i dopiero później uznawano ich za geniuszy - też bym wywalił przecinek przed "i"
Podziemny wybuch wytopi w skale wielką kawernę, po czym dopływająca woda wywołując gwałtowne ochłodzenie spowoduje spękanie skał i zawalisko, w którym, jak w gąbce będzie się przemieszczać woda, nagrzewać się i w postaci pary wychodzić drugim otworem - Podziemny wybuch wytopi w skale wielką kawernę, po czym dopływająca woda, wywołując gwałtowne ochłodzenie, spowoduje spękanie skał i zawalisko, w którym, jak w gąbce będzie się przemieszczać woda, nagrzewać się i w postaci pary wychodzić drugim otworem
Ale nie miałem możliwości tajnego przeprowadzenia mego eksperyment w innym miejscu, - eksperymentu
Pytał, pan, redaktorze, czy jestem przygotowany na ewentualne konsekwencje pobudzenia płyt tektonicznych. - za dużo tu tych znaków interpunkcyjnych
Korytarz przez który wtargnęliście do środka nosi nazwę Ulicy Sezamkowej, ten, przy którym znajduje się mój gabinet, oraz znana państwu jadalnia to Ulica Ali-Baby. - Korytarz, przez który wtargnęliście do środka, nosi nazwę Ulicy Sezamkowej, a ten, przy którym znajduje się mój gabinet oraz znana państwu jadalnia, to Ulica Ali-Baby.
to tyle uwag technicznych.
Widzę, że dobrze przygotowałeś się merytorycznie do zagadnienia. A może jesteś fizykiem? Pierwsza część była lepsza, jednak ta też jest niczego sobie. Tym razem wysunąłeś na pierwszy plan Dra. Zobaczymy czy coś zaiskrzy między parą głównych bohaterów (coś wisi w powietrzu). Klimat trochę komiksowy (co wcale nie jest zarzutem) - takie mam wrażenie. Rozbawił mnie ten wątek z Polaczkiem.
Na razie tyle.
Opublikowano

przyjemnie się czyta, tekst przemyślany. fakt drobne błędy są, lecz nie wpływają na całokształt. pierwsza część też bardzo pozytywna. motyw z polaczkiem niezly. czekam na kolejne części, pozdrawiam:)

Opublikowano

Dzięki, Sanestis za bardzo wnikliwą analizę. Wykorzystałem 96,5 % twoich sugestii.
Ta część z ałożenia jest nudnawa i przesycona szczegółani technicznymi. Fizykiem nie jestem, ale jestem Doktorem Nobody, tym przeklętym polaczkiem, oraz redaktorem. Suliko nie jestem.
Kolejne części będą. Pisze się.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Może i masz rację. Cóz, nie jestem fizykiem, ale wydaje mi się że para będzie się zbierać w górnej części pustki i stśd można ją odprowadzić. Tak, czy inaczej nie zmienia to faktu, iż bomby wodorowej i tak aktualnienie mam na stanie.
P.S. Książki, o której wspominasz nie czytałem, trudno mi więc ustosunkować się do Twojej wypowiedzi. Może jednak przeczytam i wówczas odpowiem.
Opublikowano

Lechu, czy te jaja na końcu to efekt zmęczenia, braku ciągłości czy efekt zamierzony???

Bo mi trochę popraprało odbiór.

News przez w.

Naprawdę obiecujące to było ,a tu granda...

Opublikowano

To nie jest rozprawa naukowa, więc się nie upieram, ale przy założeniu, że odwiert ma głębokość 10 000 metrów, ciśnienie słupa wody będzie miało 1000 atmosfer, a to wystarczy, by wystrzeliwać przez drugi otwór całkiem sporych kamieni.
Ciekaw jestem opinii fizyków z twojej rodziny.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...