Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Owszem człowiek nie wybiera, czy jest homo, czy hetero, raczej nie wybiera też czy jest pedofilem. Ale tak długo jak jest poczytalny (nie ma urojeń, schozofrenii, czy innych takich) to wybiera co czyni. Nie ma o co mieć pretensji do gejów, bo ich wybór współzycia z partnerem tej samej płci nie jest krzywdzący dla nikogo. Jednak stawianie ich na równi z pedofilami jest już cokolwiek błednym rozumowaniem, bo może i ktoś nie wybiera czy jest pedofilem, ale wybiera, czy będzie molestował dzieci czy nie - tych ludzi nie skazuje się za to, że mają nie pokolei w głowie, ich się skazuje za to, że krzywdzą dzieci. Podobnie Kościół podchodzi do gejów i lesbijek. Zapytaj sobie jakiegoś księdza (ale raczej nie oszołoma), powie ci, że to nie grzech być gejem, to grzech uprawiać seks z osoba tej samej płci, podobnie jak grzechem jest każde inne działanie seksualne nie prowadzące do zapłodnienia (stosunek przerywany, środki antykoncepcyjne, nawet metody naturalne, które popieraja katecheci, z resztą błednie - jak ktoś nie wierzy to niech przeczyta w Biblii, na czym polegał grzech Onana).
Co do gwałtu to bez przesady, to już jest tylko i wyłącznie kwestia wyboru.

Opublikowano

o to włąsnie mi chodzi - jeżeli nie wybiera czy jest czarny biały homo, hetero itp. to trzeba też uznać że nie wybiera czy rodzi sie "z gruntu zły" czy nawet schizoferniczny (urodzi sie albo zostanie wychowany - pojęcia zamienne)
a potem trzeba iść dalej - jeżeli "winą" nie jest samo bycie złym (np. pedofilem) a jedynie postępowanie to czy przypadkiem racji nie mają "nietolerancyjni" ?? którzy nie mówią "do gazu z pedłami" a jedynie: "nie róbcie tak publicznie" ?? upada nagle cała linia obrony o poszanowani praw człowieka, tolerancji i itp ! nikt nie atakuje teraz ludzi jako takich - tylko ich zachowanie - które sam przyznajesz - jak najbardziej podlega "regulacji"

ps. argument "nie jest krzywdzący dla nikogo" jest naprawdę idiotyczny czemu sie tak upieracie? kto decyduje o tym co jest "krzywdzące"?? mówiąc że pedofil krzywdzi dziecko, stawiasz sie w roli arbitralnego sędziego: mówisz: "moim zdaniem z całą pewnością to dziecko jest krzywdzone i tego nie chce" i to sie wydaje bardzo sensowne tylko pytanie dlaczego odmawiasz innym stwierdzenia "bycie gejem czyni geja nieszczesliwym" albo "przebywanie w towarzystwie osób sewiacyjnych źle wpływa na psychikę dziecka" w obu przypadkach jest to absulutnie subiektywny sąd i żaden z nich nie jest w żaden spsob bardziej prawomocny...
stwierdzenie że homseksualista jest niezdolny do określenia co jest dla niego dobre a co złe jest dokłądnie tak samo prawdziwe jak to że dziecko tego nie wie - dlaczego wiec przyznawac homseksualiście "prawo do wyboru" a odbierać je 11latce która chce sie "puscic ze swoim ukochanym" >>>> rozpisalem sie a chodzi mi o to, że jeżeli chcesz podejmowac sie odpwoeidzialności za krzywde innych ludzi (czyli np. osądzac pedofilów) to musisz być konsekwentny - jeżeli chcesz chronić dziecko przed pedofilią (bo jak juz ustalismy sam pedofil jest tu raczej bez winy(czyli wyboru) to musisz tez bronić mlodych ludzi przed homseksualizmem - bo przecież im też sie dzieje krzywda

Opublikowano

Świetnie Klaudiusz, pokaż mi dziecko, które tego chce i nie ma problemów z psychiką potem.
Nie podpinaj też nietolerancji pod moją argumentację - nikt się nietolerancyjny nie rodzi, ani nie staję się taki z przyczyn niezależnych - no chyba, że masz zamiar zakwestionować posiadanie przez człowieka wolnej woli i prawa wyboru. Nietolerancja jest owocem wychowania w takim a nie innym nurcie poglądowym i do zmiany tego nurtu powinniśmy dążyć, jeżeli chcemy mieć społeczeństwo, w którym konstytucyjne idee funkcjonują poza papierem. "Nie róbcie tego publicznie" - to jest dyskryminacja i narusza czyjąś wolność. Jeżeli już chcemy podpinać osobę uprzedzoną pod mój przykład, to w zaistniałej sytuacji, nie powinna mówić ani "Pedały do gazu", ani "Nie róbcie tego publicznie" - powinna po prostu siedzieć cicho.

Bycie homoseksualistą to nie krzywda. Krzywdę czynią tym ludziom inny ludzie, którzy są uprzedzeni i nie umieją się zamknąć. Nie można chronić nikogo przed homoseksualizmem, bo nie jest on sam w sobie żadnym zagrożeniem - jeżeli boisz się, że jakiś gej będzie ci się chciał dobrać do dupy, to stań przed lustrem i powiedz sobie "jestem homofobem".

Poza wciąż żyjemy w państwie prawa i ono stanowi, że seks z nieletnimi poniżej 16 roku życia jest przestępstwem, tak samo jak seks z nieletnimi powyżej tej granicy wiekowej bez zgody ich opiekunów. Prawo natomiast nie mówi, że seks homoseksualny, czy manifestacja orientacji seksualnej jest nielegalna. W zasadzie nie ma więc o czym dyskutować. Jeżeli, Kaludiuszu, uważasz, że państwo powinno tępić homoseksualistów i chcesz mu dać do tego prawo, to musisz się liczyć z faktem, że jesteś za tym, żeby państwo miało prowo zaglądać dorosłym obywatelom do alkowy (w tym także i tobie) i powienieneś się liczyć z faktem, że jeżeli to przejdzie, to którejś nocy antyterorka wyważy ci drzwi, żeby obejrzeć organy płciowe ciebie i twojej żony, albo że np twój sąsiad zadenuncjuje cię, że uprawiasz seks oralny ze swoją dziewczyną i pójdziesz siedzieć (a w piwerdlu zapewne przedrylują cię odpowiednio), bo jakiś nietolerancyjny burak uznał, że jego racje są ponad zdrowym rozsądkiem, a ktoś przypadkiem (bo tak działa system polityczny w naszym kraju) dał mu prawo do ingerencji w legislację.

Opublikowano

w ogóle się nie zrozumieliśmy
"pokaż mi dziecko, które tego chce"
pokaż mi geja który tego chce! - przecież o tym włąsnie byl mój "wywód" - że ludzie nie zawsze mogą wybierać, czasami własnie dlatego że nie wiedzą że cosjest "złe" (i to jest właśnie "krzywda" wyrządzana homoseksualistą o której mówiłem (zapewniam Cię że w odpowiednich "warunkach" można wyuczyć dziecko przekonania że molestowanie jest fajne... w mniej skrajnym przypadku pogadaj z jakąś "blacharą" a teżdowiesz sie że jej "to" sprawia przyjemność, a jednak zgdozisz sie chyba że dzieje jej sie krzywda...

reszta to już odwieczna czcza gadanina
piszesz:
"Jeżeli, Kaludiuszu, uważasz, że państwo powinno tępić homoseksualistów i chcesz mu dać do tego prawo, to musisz się liczyć z faktem, że jesteś za tym, żeby państwo miało prowo zaglądać dorosłym obywatelom do alkowy (w tym także i tobie) i powienieneś się liczyć z faktem, że jeżeli to przejdzie, to którejś nocy antyterorka wyważy ci drzwi.."
w tym samym akapicie co
"żyjemy w państwie prawa i ono stanowi, że seks z (...)jest przestępstwem "
to musisz sie zdecydować - albo żyjemy w panstwie które może zabraniać albo nie może... róznica pomiedzy "nieletni" a "homseskualny" jest o tyle wątła, że z jakiej niby racji odbierasz 15latką prawo do myślenia wolną wolę i inne takie bajery?? chcesz powiedzieć ze oni nie są ludźmi (skoro uważasz ze panstwo ma prawo im czegokolwiek zabraniać) ?? czy może uważasz że w pewnych sytuacjach niektórzy ludzie NIE WIEDZĄ CO JEST DLA NICH DOBRE?? i wtedy to właśnie panstwo i społeczenstwo powinno troszcyc sie o ich dobro??

Opublikowano

Po piwersze, jak cytujesz, to nie wycinaj, tylko podaj cały cytat, bo jest zasadnicza różnica, pomiędzy tym co ja napisałem, a tym co napidsałem według ciebie. Po drugie, czytaj uważnie - nie dla żartu pojawiło się u mnie słowo "dorosły". Ja nic nie tweirdze na temat wolnej woli 15 latka - ale prawo stanowi, że jako jego podmiot nie ma on prawa do podejmowania pewnych decyzji o samym sobie (sąd może np odebrać dziecko rodzicom i umieścić je w domu dziecka, niezależnie od jego woli - można dyskutować czy powinien mieć, ale fakt, że ma jest niepodważalny). Tak więc jak już pisałem, nie ma co dyskutować. Seks pary dorosłych facetów, albo pary dorosłych kobiet nie jest w świetle prawa przestępstwem, a jeżel nim nie jest, to jest dozwolony. Za to seks z nieletnimi poniżej 16 roku życia jest już zaklasyfikowany jako pedofilia i jest przestępstwem. Możesz sobie dowodzić, że geje wcale nie chcą być gejami, albo że są z tego powodu nieszczęśliwi, że krzywdzą się nazwzajem (dopisz tu sobie jeszcze kilka innych fraz opartych na twoich wydumanych przypuszczeniach), ale prawda jest taka, że gej nie jest przestępcą, tak jak i nie można kogoś karać za orientację seksualną, ani zabronić otwartego przyznawania się do niej. Prawo bowiem, rozgranicza, co jest dla społeczeństwa szkodliwe, a co nie. Pedofilia jest szkodliwa, a homoseksualizm nie. Jeżeli uważasz inaczej, to przeprowadź się do Chin, Korei Północnej, albo na Kubę.

Opublikowano

sorry ale pieprzysz od rzeczy:
"prawo stanowi" ?? a prawo stanowiło jeszcze nidawno że homo to choroba więc dlaczego to zmieniono?? skoro mogli sie przeprowadzic gdzie indziej??
a "prawo osiedlowe" stanowi że gejów trzeba tępić wiec co? popierwasz? bo przeciez jak im nie pasuje t moga sie wyprowadzic...
weź sie przyznaj do tego ze nie wiesz o czym mowisz a nie brnij dalej...
"prawo stanowi" idiotyzm roku - a wiesz jaka jest konsekfencja przyjecia za argument "prawo stanowi" ??? - prawo musiałoby być niezmienne

Opublikowano

"Prawo stanowi" oznacza oczywiście, że "prawo stanowi obecnie". Oczywiście, pojawia się tu pytanie - czemu prawo stanowiło kiedyś, że homoseksualizm jest chorobą (a w dawnych czasach, że przestępstwem karanym śmiercią), a teraz już tak nie stanowi, więcej, że w coraz większej liczbie krajów (dziś w Czechach) uznaje się nawet prawo homoseksualistów do związków partnerskich. Tu oczywiście wszystko zależy od kwestii poglądów na świat: ja w tym widzę cywilizowanie się prawa, humanitaryzm i przeświadczenie o wolnej woli jednostki, w którą państwo nie powinno ingerować. Są jednak i tacy, którzy widzą w tym rychłą apokalipsę i początek końca dziejów - nie rozumiem, ale szanuję :)

Jaka jest róznica między: narkomanem, pedofilem, homoseksualistą, pijaczem kawy, metroseksualistą, gwałcicielem i które rzeczy zakazać. Jasiu wytłumaczył Ci to dobrawdy przeslicznie i generalnie można skopiować jego słowa. Ale ja Cię spróbuję jeszcze raz przekonać. Na początek jednak jedna naczelna zasada, wokół której moim zdaniem prawo powinno być osnute - i w większości chyba jest.

Do pierwszej grupy zaliczmy nałogowców: NARKOMANÓW, ALKOHOLIKÓW, PALACZY, PIJACZY KAW. Trują się wszyscy: to rzecz oczywista. Czy mają prawo do tego? Moim zdaniem TAK, bo - przyjmując, że trucizny te to forma spowolnionego samobójstwa - każdy ma wolność decydowania o swoim własnym życiu, bo jego własne życie należy właśnie do niego - i nikogo więcej. Oczywiście, możesz powiedzieć, że narkoman (na przykład) wybierając narkotyki (a więc popełniając, uzgodnijmy, długofalowe samobójstwo) krzywdzi (na przykład) swoich rodziców: pokładali w nim nadzieję, a on się truje. Ale nie można mu zakazać brania narkotyków (i w polskim prawie nie jest to zakazane), bo to on - a nie jego rodzice - decyduje o swoim własnym życiu. Jest niepodległy i - tak samo jak może popełnić samobójstwo - może też się truć. Oczywiście, prawo to może zostać ograniczone poprzez orzeczenie sądu o ubezwłasnowolnieniu, ale nie stosuje się tego z urzędu zakładając racjonalność (dorosłej) osoby ludzkiej: ktoś CHCE pić kawę, palić, brać i WIE jakie są tego konsekwecje.
Oczywiście, bezwzględne PRAWO DO ĆPANIA, PICIA itd. nei oznacza, że osoby PIJĄCE, ĆPAJĄCE nie ponoszą ŻADNYCH konsekwecji. Ponoszą, jeśli ich działanie oddziaływuje źle na innych - na przykład na ich dzieci. Alkoholikom i narkomanom ogranicza się prawo do opieki nad dziećmi, jeśli demoralizują je.

Teraz druga grupa: METROSEKSUALIŚCI. To osoby, które lubią dbać o siebie - jakiekolwiek ich karanie byłoby objawem choroby psychicznej. Gdybyśmy ich karali, to pwoinniśmy karać także modelki :)

Trzy: HOMOSEKSUALIZM. Czy homoseksualiści kogoś krzywdzą? To najważniejsze pytanie. Moim zdaniem nie, więc TAK, mają pełne prawo być szczęśliwymi. Nie kochają się bez zgody partnera/partnerki, tak więc nie popełniają gwałtu. Skoro tak, to seksu z osobą tej samej płci nie powinno się zakazywać. Teraz: czy zakazywać jakiś widocznych przejawów homoseksualizmu, takich jak całowanie się, trzymanie się za rękę? Nie, z dwóch powodów: po pierwsze ludzie sa równi wobec prawa, więc trzeba by zakazać też tego parom heteroseksualnym. A także: jeśli zakazalibyśmy trzymania się za rękę, to i wiele heteroseksualnych dziewcząt - które po prostu lubią chodzić pod rękę z przyjaciółką - trafiłoby za kratki.

Cztery: PEDOFILE. Za sam pociąg do dzieci karać nie można - bo to coś przyrodzonego. Czy można karać za AKTYWNĄ pedofilię? Tu już odpowiedź moja brzmi: TAK. Tak, bo takie zachowanie krzywdzi nieletniego (osobę do lat 16). Oczywiście, możesz powiedzieć, że są piętnastolatki, które są dojrzałe i seks z nimi to nie pedofilia. Ale rozumując w ten sposób można usprawiedliwić seks z osobą każdegoo wieku - przecież dziewczynki w Afryce sa dojrzałe w wieku 8 lat, czemu więc nie zezwolićć na seks z ośmiolatkami? To jest błędna uliczka, bo tak można i zewzwolić na seks z niemowlęciem - a przecież wszyscy czujemy, że to byłoby złe. Byłoby złe, bo niemowle, czterolatek, ośmiolatka, dwunastolatek - nie są w stanie stwierdzić, czy chcą uprawiaćć seks; w większości przecież nie wiedzą jeszcze nawet, że coś takiego istnieje. A skoro tak, to prawo musi w pewnym sensie chronić ich niewinność i ustanowić umowną granicę wieku, do którego osoba nie jest w stanie zdecydować czy chce uprawiać seks. Zauważ bowiem, że jedenastolatka, nawet jeśli zdaje sobie sprawę, że chce uprawiać seks, wie co to - to nie zdaje sobie często sprawę z konsekwecji: tego na przykład, że ciąża byłaby niebezpieczna dla jej zdrowia. O ile bowiem można przyjąć racjonalizm osoby pełnoletniej, to osoby nieletnie, jak się przyjmuje, racjonalne nie są - i to chyba mądre założenie.

I ostatnie: GWAŁCICIEL. Same myśli o gwałcie karalne nei są i być nei powinny. OCzywistym jest jednak, że gwałt kogoś krzywdzi, powinien być więc karany surowo.

Tyyyyle :) Proszę o polemikę do CAŁOŚCI a nie do fragmentu.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ot i cały problem - wychodzisz ze złego założenia, że ja nie rozumiem waszych argumentów: rozumiem je doskonale, tyle że one są błędne - tym samym nie powinieneś zastanawiać sie jak mnie przkonać, tylko dlaczego uważam że są wadliwe (a jeśli to Ci sie uda będziesz je mógł tak zmodyfikować żeby były bradziej trafne :) )

o co mi chodzi:
po piewrsze przyczynkiem tej dyskusji było stwierdzenie, że człwoiek NIE WYBIERA tego kim jest - możesz zdecydować czy pijesz kawe czy nie, ale ta decyzja absolutnie zależy od twojej "historii" (zdolności przetwarzania argumentów (fizjologiczne: wydolność mózgu) wyznawanych wartości - czyli posiadanej wiedzy (wychowanie) - na oba te czynniki nie masz ŻADNEGO wpływu: więc jak najabrdziej "społeczństwo" może oceniać "szkodliwość" tych działąń - chronić sie przed nimi (nawet stosując kary (w tym śmierci) dla je popełniających - ale w gruncie rzeczy nie można powiedzieć: "to jego WINA" on jest "zły" (bo jego wina jest przecież taka sama jak np. einsteina że sie urodził w takim czasie z takimi zdolnościami: człwiek jest efektem kontekstu (chyba że gdzieś popełniam błąd? ("samoregulacja" też przecież zależy od "warunków poprzedzających"

na tej podstawie postał wniosek że homoseksualista również jest "efektem" sytuacji i teraz pytanie co dalej: wydaje się że powinniśmy uznać, że skoro "szkodliwość" jest znikoma to powinniśmy "pozowlić mu żyć normalnie"... tylko że to dużo powązniejszy problem: dlaczego cchemy decydować co jest normalne? a przede wszystkim skąd pomysł że to nikogo nie krzywdzi? (o czym za chwile:) ) bo skoro odczuwamy "moralną potrzebę" chronienia molestwanych kobiet i dzieci, anorektyków, alkoholików czy nawet "nieletnich" to potzreba chyba poważniejszych argumentów dlaczego nie mielibyśmy pomagać homoseksualistom? (o arg. pod tytułem: "oni nie chcą pomycy" już było: to kwestia wyuczenia: dresiarze, przestepcy itp. też jej nie chcą: a jednak chyba sie zgodzisz że są ludźmi nieszczęśliwymi i skrzywdzonymi przez "los" (tzw. środowisko patologiczne - żeby nie było że zmyślam)

a teraz o szkodliwości: jak mówiłem: jakie jest kryterium "szkodliwości" ??
molestowanie (seksualne) dziecka jest szkodliwe? oki - też tak uważam - tylko teraz pytanie: dlaczego? bo jest obrzydliwe, nieludzkie itp... oczywiście że tak: ale pytanie jest o szkodliwość: odp: bo prowadzi do "szkód" w psychice - takie dzieci są potem lękowe, zamknięte w sobie, nie potrafią tworzyć trwałych więzi itp itd (oraz - niestey dla homoeksualistów: mają problemy z seksem) - ale sam widzisz że jest tu kolejny problem: dlaczego uważasz ze osoby z takimi jak powyżej zaburzeniami są "skrzywdzone" natomiast z tak powazną dewiacją jak homoseksualizm są jak najbardziej szczęśliwe?? przecież to absuardalny wniosek! (więc trzeba zdecydować: albo obie rzeczy są "normalne" naturalne i wystepujace w przyrodzie: ale wtedy tracisz argument na rzecz szkdoliwości pedofilii!!! albo uznajemy że jednak jest coś takiego jak choroba)
jeżeli więc uznamy że "państwo" powinno chronić ludzi przed zagrożeniami nie tylko utraty życia, ale i zdrowia (fizycznego i psychicznego) to jego obowiązkiem jest też zminimalizowanie zachorowań i pomoc chorym na dewiacje seksualne (które notabene najprawdopodobniej są w 99% wypadków spowodowane traumą z dziecinstwa) - oczywiście w granicach tolerancji i poszanowania praw człowieka (a takż z pragmatycznym uwzględnieniem szkodlwiości (bo prawda jet taka że ten problem jest bardzo sztucznie nadmuchany - a sa miliony powazniejszcych) ) ale jednak - musi być nazywany po imieniu.

ps. bo chciałeś zeby sie odnosicć całoswiowo:
apropo mestroseksualistów: podstaw pod nich "ekshibicjonistów" :) i co Ci wychodzi? krzywdzą kogoś? raczej nie - są po prostu "niesmaczni" niewygodni i zgodą społeczną zadecydowano że takich zachowań soie publicznie nie życzymy: i to jest bardzo sensowne (skoro 99% ludzi tego nie lubi to dlaczego w myśl jakiejś poronionej tolerancji pozwalac im na to??) ale już jak najbardziej sprawieliwe wydaje się że dopóki nie za bardzo wiemy jak to leczyć, nie robi sie wywaidów, nalotów i testów na ekshibicjonizm, żeby takich ludzi piętnować: dopóki sie nie ujawiniają wszystko jest okej

2. sex z nieletnimi: to też efekt takiego sztywnego dogmantycznego myślenia:
co prawda nie słyszałem o tym że już 8 latki są dojrzałe ale w sumie to możliwe: więc co? chcesz nazwać pedofilią sex z dojrzałą (przecież - biologicznie) kobietą "pedofilią" tylko dlatego że "prawo stanowi" ?? - oczywiście że takie praktyki powinny być zabronione ale z powodów czysto pragmatycznych a nie "ideologicznych" (bo prowadzą do absurdów)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ot i cały problem - wychodzisz ze złego założenia, że ja nie rozumiem waszych argumentów: rozumiem je doskonale, tyle że one są błędne - tym samym nie powinieneś zastanawiać sie jak mnie przkonać, tylko dlaczego uważam że są wadliwe (a jeśli to Ci sie uda będziesz je mógł tak zmodyfikować żeby były bradziej trafne :) )

o co mi chodzi:
po piewrsze przyczynkiem tej dyskusji było stwierdzenie, że człwoiek NIE WYBIERA tego kim jest - możesz zdecydować czy pijesz kawe czy nie, ale ta decyzja absolutnie zależy od twojej "historii" (zdolności przetwarzania argumentów (fizjologiczne: wydolność mózgu) wyznawanych wartości - czyli posiadanej wiedzy (wychowanie) - na oba te czynniki nie masz ŻADNEGO wpływu: więc jak najabrdziej "społeczństwo" może oceniać "szkodliwość" tych działąń - chronić sie przed nimi (nawet stosując kary (w tym śmierci) dla je popełniających - ale w gruncie rzeczy nie można powiedzieć: "to jego WINA" on jest "zły" (bo jego wina jest przecież taka sama jak np. einsteina że sie urodził w takim czasie z takimi zdolnościami: człwiek jest efektem kontekstu (chyba że gdzieś popełniam błąd? ("samoregulacja" też przecież zależy od "warunków poprzedzających"

na tej podstawie postał wniosek że homoseksualista również jest "efektem" sytuacji i teraz pytanie co dalej: wydaje się że powinniśmy uznać, że skoro "szkodliwość" jest znikoma to powinniśmy "pozowlić mu żyć normalnie"... tylko że to dużo powązniejszy problem: dlaczego cchemy decydować co jest normalne? a przede wszystkim skąd pomysł że to nikogo nie krzywdzi? (o czym za chwile:) ) bo skoro odczuwamy "moralną potrzebę" chronienia molestwanych kobiet i dzieci, anorektyków, alkoholików czy nawet "nieletnich" to potzreba chyba poważniejszych argumentów dlaczego nie mielibyśmy pomagać homoseksualistom? (o arg. pod tytułem: "oni nie chcą pomycy" już było: to kwestia wyuczenia: dresiarze, przestepcy itp. też jej nie chcą: a jednak chyba sie zgodzisz że są ludźmi nieszczęśliwymi i skrzywdzonymi przez "los" (tzw. środowisko patologiczne - żeby nie było że zmyślam)

a teraz o szkodliwości: jak mówiłem: jakie jest kryterium "szkodliwości" ??
molestowanie (seksualne) dziecka jest szkodliwe? oki - też tak uważam - tylko teraz pytanie: dlaczego? bo jest obrzydliwe, nieludzkie itp... oczywiście że tak: ale pytanie jest o szkodliwość: odp: bo prowadzi do "szkód" w psychice - takie dzieci są potem lękowe, zamknięte w sobie, nie potrafią tworzyć trwałych więzi itp itd (oraz - niestey dla homoeksualistów: mają problemy z seksem) - ale sam widzisz że jest tu kolejny problem: dlaczego uważasz ze osoby z takimi jak powyżej zaburzeniami są "skrzywdzone" natomiast z tak powazną dewiacją jak homoseksualizm są jak najbardziej szczęśliwe?? przecież to absuardalny wniosek! (więc trzeba zdecydować: albo obie rzeczy są "normalne" naturalne i wystepujace w przyrodzie: ale wtedy tracisz argument na rzecz szkdoliwości pedofilii!!! albo uznajemy że jednak jest coś takiego jak choroba)
jeżeli więc uznamy że "państwo" powinno chronić ludzi przed zagrożeniami nie tylko utraty życia, ale i zdrowia (fizycznego i psychicznego) to jego obowiązkiem jest też zminimalizowanie zachorowań i pomoc chorym na dewiacje seksualne (które notabene najprawdopodobniej są w 99% wypadków spowodowane traumą z dziecinstwa) - oczywiście w granicach tolerancji i poszanowania praw człowieka (a takż z pragmatycznym uwzględnieniem szkodlwiości (bo prawda jet taka że ten problem jest bardzo sztucznie nadmuchany - a sa miliony powazniejszcych) ) ale jednak - musi być nazywany po imieniu.

ps. bo chciałeś zeby sie odnosicć całoswiowo:
apropo mestroseksualistów: podstaw pod nich "ekshibicjonistów" :) i co Ci wychodzi? krzywdzą kogoś? raczej nie - są po prostu "niesmaczni" niewygodni i zgodą społeczną zadecydowano że takich zachowań soie publicznie nie życzymy: i to jest bardzo sensowne (skoro 99% ludzi tego nie lubi to dlaczego w myśl jakiejś poronionej tolerancji pozwalac im na to??) ale już jak najbardziej sprawieliwe wydaje się że dopóki nie za bardzo wiemy jak to leczyć, nie robi sie wywaidów, nalotów i testów na ekshibicjonizm, żeby takich ludzi piętnować: dopóki sie nie ujawiniają wszystko jest okej

2. sex z nieletnimi: to też efekt takiego sztywnego dogmantycznego myślenia:
co prawda nie słyszałem o tym że już 8 latki są dojrzałe ale w sumie to możliwe: więc co? chcesz nazwać pedofilią sex z dojrzałą (przecież - biologicznie) kobietą "pedofilią" tylko dlatego że "prawo stanowi" ?? - oczywiście że takie praktyki powinny być zabronione ale z powodów czysto pragmatycznych a nie "ideologicznych" (bo prowadzą do absurdów)

/zeby nie było ze sie do pogladow nie przyznaje/
ps. angello: konto moherer jest do likwidacji
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie są błędne. Twoję są. A w dodatku jesteś głupi. I zgodnie z twoją argumentacją, mam prawo tak twierdzić, litować się nad tobą (bo to w końcu nie twoja wina, że jesteś głupi), zalecać ci fachową pomoc w wyizolowanym środowisku (bo głupota może być przecież zaraźliwa), zabronić ci posiadania potomstwa (bo nie chcemy więcej głupich na tym świecie niż to konieczne) i wreszcie mam prawo otwarcie się do swoich poglądów przyznawać, zaprzeczając, że są one dla ciebie dyskryminujące, bo dla mnie to twoja głupota jest dyskryminująca.

A jeżeli MOD mnie za to zbanuje, będzie się rzucał, albo usunie tego posta, to też jest głupi (nieodwołalnie).

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...