Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Chciałabym złożyć wszystkim panom najserdeczniejsze życzenia z okazji Dnia Mężczyzn. Nie obchodzi się go tak hucznie jak święta które odbyło się dwa dni temu, zupełnie nie rozumiem dlaczego. Przecież to równie ważne święto jak tamto.
A więc panowie jeszcze raz wszystkiego najlepszego :)

Opublikowano

przeciez mezczyzni mieli swoje swieto od poczatku swiata. mieli same prawa i wyzyskiwali kobiety. dzien mezczyzny to wymysl na sile - nikt nawet nie wie kiedy on jest. nikt go tak naprawde nie potrzebuje. nie ma co skladac zyczen w koncu dla nich to tylko nagroda pocieszenia - gdyby im zalezalo na tym swiecie to cos by z tym zrobili, jak nie chca to po co sie trudzic.

Opublikowano
nocny motylku czy wyjdziesz za mnie tzn. "dobrowolnnie oddasz sie w moje jarzmo" zatracisz we mnie siebie, oddasz sie niesamowitej sile i przewadze MĘŻCZYZNY(przepraszam za wulgaryzm) i wspólnie zniszczymy ten świat??

ps. to piekne święto, miło że czasami kobiety dostrzegają w nas coś więcej niż dawców spermy i feromonów :)) :D :D
MY TEŻ MAMY UCZUCIA!! :))
Opublikowano

Nocny Motylek ma w sobie jakąś dziką nienawiść, ale - mimo żem męzczyzna - trochę racji jej przyznam. Trochę zaś nie przyznam. Po kolei.

Prawdą jest, że większość społeczeństw naszej planety to społeczeństwa patriarchalne - nieliczne matriarchaty (lud Nakhi w Chinach) to wyjątek potwierdzający regułę. Nie jest jednak prawdą, że taki stan istnieje "od początku świata". Za Wikipedią: "Wielu teoretyków przyjmuje, że społeczności prehistoryczne były skoncentrowane wokół kobiety i prawdopodobnie w tym też okresie panował matriarchat. Badacze wiążą rozwój matriarchatu z powstaniem społeczności kopieniaczych. W społecznościach takich znaczenie przypisywane pierwotnie mężczyznom-żywicielom (myśliwi) przechodziłoby na kobiety-żywicielki, o których sądzi się, że wynalazły pierwsze narzędzia rolnicze."

Prawdą jest, że mężczyźni mieli zawszę pełnię praw. Oczywiście, kobiety też miały prawa, acz już nie tak pełne, tak więc ich sytuacja w stosunku do mężczyzn była upośledzona. Ale słowo "wyzysk" nie jest właściwe: kobiety nie pracowały w kamieniołomach, bo - i to chyba główny ból - niemogły pracować zawodowo. Używałbym raczej terminu "odsunięcie" - bo po prost zabierano im możliwości rozwoju.

Zgadzam się: nikt nie potrzebuje dnia mężczyzn. Skarpetki i tak dostajemy przy każdej mozliwej okazji :)))

Natomiast oskarżanie męzczyzn o całe zło świata to spora przesada :) No bo jeżeli tak już twierdzić, to by wychodziło, że i cały postęp to zasługa mężczyzn - a to już teza poniekąd seksmisyjna :) Zauważ, że wiele kobiet miało znaczący wpływ na to, co się działo na świecie: Kleopatra, Katarzyna II, Margaret Thatcher. Oczywicie, ich wpływ jest mniejszy od wpływu mężczyzn, zgadzam się, to przejaw braku uprawnienia - ale jesteśmy wspólnie odpowiedzialni za to, co dzieje się z tym światem.

Opublikowano

dziką nienawiść?? Nocny motylek może zbyt górnolotnie (cóż, motylek ;) ), ale opisała stan rzeczy. same okoliczności ustanowienia Dnia Kobiet za tym przemawiają. notabene święto mężczyzn nie miało żadnych okoliczności powstania (chyba, że ktoś je zna, chętnie się dowiem??) i zostało utworzone sztucznie, bo jak jest kobiet, to niech będzie też mężczyzn. no i bajer, kto chce, niech sobie obchodzi, ale czy facetowi z krwi i kości naprawdę coś takiego jest potrzebne? postępująca moda na metroseksualizm mnie przeraża (nie kieruję tego do nikogo tutaj, żeby nie było, to taka ogólna refleksja).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A czy kobiecie z krwi i kości potrzebny jest dzień kobiet? :)
Myślę, że zamiast dnia kobiet/mężczyzn przydałby się raczej dzień równouprawnienia płci.

PS. Swoją drogą: czy metroseksualizm u mężczyzn nie jest właśnie jej przejawem? Skoro kobieta ma (w teorii, bo praktyka często niestety to neguj) prawo być niepodległą, ma prawo nie posiadać instynktów macierzyńskie, ma prawo zajmnować się pracą, a dom pozostawiać mężowi - to może i mężczyzna ma prawo do metroseksualizmu?
Opublikowano

kobieta z krwi i kości to prawdopodobnie zatwardziała feministka, ktora owszem, nie potrzebuje święta Kobiet ;)

jeśli chodzi o jednostki to dzień jednego czy drugiego w ogóle nie jest w sumie potrzebny. tu raczej chodzi o populację, o wszystkie kobiety (które historia traktowała tak, a nie inaczej) i o wszystkich mężczyzn, a ogólneie rzecz biorąc, w życiu publicznym kobiety sa raczej na niższej pozycji niż mężczyźni (może troszkę się to zmienia, ale moim zdaniem zawsze mniej więcej tak pozostanie)

zdecydowanie nie chcę, żeby z kobiet porobiły się babochłopy, a z mężczyzn chłopconiewiasty!! to, do czego kto ma prawo to inna sprawa, a to, co kto chce i co powinien (w moim mniemaniu) to co innego. prawo to masz nawet do zmiany płci (nie wiem, czy u nas, ale w oóle jest takie prawo), ale czy to znaczy, że musisz z niego korzystać? jest moda na chude laski i majtki na wierzchu, ale to nie znaczy, ze ja musze z niej korzystać. moda i prawo a własny rozum.

Opublikowano

No tak, ale takie traktowanie dnia kobiet, jako święta będącego nie podziękowaniem, a zadościuczynieniem wobec płci (z powodu, jak piszesz, "historii" i "niższej pozycji"), powoduje, że święto nabiera jakiegoś charakteru martylologicznego. I kwiatek przestaje być symbolem podziękowania, a raczej - jeśli tak to święto pojmować - litości czy poczucia winy. To dość upokarzająca interpretacja; nie tylko dla kobiety czy mężczyzny, ale dla człowieka "z krwi i kości", czyli takiego, który jest samodzielny i nie boi się wyzwań.

Rzecz jasna w rzeczywistości kwiatek nie jest symbolem litości, bo nie jest symbolem czegokolwiek. To tak naprawdę pusty gest, tak jak pozbawione głębszych treści jest już to święto. Ot, sztuczne jest: kwiatek, czekoladki, bo tak wypada. Jest, w moim odczuciu, mniej przepełnione treścią, niż nawet walentynki. Mówię to z perspektywy mężczyzny, który - z przykrością stwierdzam - nie czuje nic, składając w tym dniu życzenia kobietom. I mam wrażenie, że nie jest to jedynie moje zdanie, a wpisuję się tu w jakąś większą całość.

Dlatego myślę, że lepszym pomysłem, byłoby świętowanie dnia równouprawnienia płci; dzień niósłby za sobą jakieś treści, mówiłby o problemach, a nie ograniczałby się do jakiś okolicznościowych, domowych akademii.

Oczywiście, to że masz prawo do czegoś, nie znaczy, że musisz z niego korzystać. Truizm to; masz też prawo nie akceptować zachowań innych osób. Ważne jednak jest to, że osoby te mają prawo do tych zachowań i nie powinny spotykać się z przejawami dyskryminacji z tego powodu. Przekładając to na ten kazus: każdy ma prawo nie lubić transwestytów czy metroseksualnych mężczyzn i kobiet, ważne jednak, by swym zachowaniem nie powodował sytuacji, w których osoby te mogłyby się poczuć z tego powodu dyskryminowane. Bo tak naprawdę, to wydaje mi się, że metroseksualista nie wybiera tego, że metroseksualistą jest, tak samo jak heteroseksualista nie wybiera swej orientacji, czy (przyszły) transwestyta tego, że jego mózg ma inną płeć niż jego ciało. To po prostu kwestia bycia sobą, a nie kreowania swego imidżu. A to, że etroseksualistów jest więcej niż za socjalizmu spowodowane jest tym, że po prostu przestali być wyśmiewani, wzrosła społeczna akceptacja - więc wyszli z cienia.

Pozdrawiam serdecznie,
Michał

Opublikowano

Oj, nie zgrywaj się, przecież oczywista odpowiedź.\. Czy metroseksualista kogoś krzywdzi? Czy heteroseksualista (przyjmując, zę nie jest gwałcicielem) kogoś krzywdzi? Nie. Za to aktywny pedofil i owszem, mordercy gwałciciele także. Narkoman nikogo prócz siebie nie krzywdzi, więc do niczego go zmuszać nie można. A osoby o niskim poziomie intelektu są od zawsze wiodącą grupą społeczną.

Podsumowując: granicą wolności jest krzywda (czy jak chcą filzofowie liberalizmu: wolność) innej jednostki.

Opublikowano

oj proszę, źle mnie zrozumiałeś.

Dzień Kobiet - jest taki, jakim go czynimy. Tylko od Twojego podejścia zalezy, czy będziesz się tego dnia nad kobietkami litował, czy im dziękował, czy je wielbił, czy co tam jeszcze i tlyko od Ciebie zalezy, czy kwiatek będzie pustym gestem, czy symbolem, ale to jest chyba jasne, prawda? Tu chyba mamy jaki taki kompromis.

Co do metroseksualistów - mnie tam nie przeszkadzają, niech se będą, nic mi do tego i w żadnym razie ich nie chcę dyskryminować, ale za nic nie chciałabym żyć z takim "facetem" i tego z kolei mi nikt nie zabroni. Bo dla mnie to nie facet, tylko "facet", przykro mi, to już jest rzecz gustu, co kto lubi, ja na przykład wolę meskich mężczyzn, bo sama jestem (staram się przynajmniej być...) kobiecą kobietką. I nie chciałabym, żeby nagle taka moda na metro zapanowała, ze dla mnie męskich mężczyzn zabraknie :( ale to już żartem. Wiesz, o tyle homoseksualiści ani mnie grzeją, ani ziębią i nic o nich nie mówię, bo mnie to nie dotyczy, o ile irytuje mnie metroseksualizm u niby zwyczajnych panów, bo to juz jest niejako moja sprawa. I boję się, że to nie chodzi o to, że "oni tacy są", tylko, ze to się staje modą... bo jeśli nie będzie moda, to ok, wszystko mi jedno, ale jeśli to ma się zrobić powszechne? ojej...

tak przeczytałam jeszcze raz, chyba inaczej pojmujemy metroseksualizm... chodzi mi o panów, ktorzy chodza do kosmetyczki i używają kremu na zmarszczki pod oczy dla meżczyzn, ale nie o transwestytów, o hetero, tylko takich co to musza być wygoleni co do milimetra i pachnieć chanel no5, miec opaleniznę prosto z solarium i ćwiczyć codziennie biceps na siłowni, nie wiem, depilują sobie brwi, a włosy stawiają na żel. i tak jak wyżej: boję się, że taka jest moda,a dla mnie to już nie są męskie zachowania :( z resztą nie wiem, może przesadzam...

Opublikowano

No cóż: podsumowując chciałbym zawalczyć jedynie o prawo chodzenia do kosmetyczek :) Ja mam trądzik, a nigdy nie pamiętam, żeby się paćkać jakimś mazidłem na niego (ponoć pomaga, ale jednak nei od samego leżenia na półce) - więc wolę iśc raz na trzy miesiące do kosmetyczki i mieć z tym święty spokój. Acz tak po prawdzie to byłem na razie raz póltora roku temu i się jeszcze nie mogę wybrać :)

Ja tam wolę kobiety w glanach, bojówkach, naszywkach, dreadach, ciuchach hippisowskich i ogólnie: "agrawek sześc, badzioli pięć, irokez cud na głowie" - jak śpiewa Patyczak :) Lubię po prostu wyraziste osobowości.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


eh, myślałem że rozmawiamy o winie :)
chodzi o to że jeżeli metrosex nie wybiera i homo też nie wybiera to i narkoman i gwlaciciel i pedofil itp. też NIE WYBIERAJĄ - a jednak za pedofilie chcą karać za homo czy metro już nie... dlaczego? jak może być kara bez winy? (przyjmując założenie "braku wyboru")
"szkodliwość" ma być kryterium? okej ale szkodliwość dla kogo? każdemu szkodzi co innego??
więc co? ogólny konsesnus? ale w takim razie dlaczego homoseksualiści napadają na tych którzy uważaja ich za szkodliwych? skoro to "większość" ma być kryterium?

podsumowując: wolność nie istnieje :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


znam lepsze spsoby na trądzik ;)

heh, i wg. Ciebie naprawdę to właśnie świadczy o "wyrazistej osobowości" - to dlaczego jest to modne głownie wśród zagubionych nastek?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1. Gwałciciel jest tutaj złym przykładem. Zagalopowałeś się.
2.Homoseksualiści nikogo nie krzywdzą.
3.Tak szkodliwość jest kryterium.
4.To znaczy że jak ja lubię wypić 6 kaw dziennie i szkodzi to mojemu zdrowiu, a inni uważają też za szkodliwe dla nich, albo założę jaskrawą bluzeczke i im to na oczy szkodzi to co?
Coś ta Twoja wypowiedź nieciekawa. pozdr
Opublikowano

bo to wypowieź ze tak powiem "meta" :))
chodzi o to że jeżeli przyjmiemy że "człwoiek sobie nie wybiera tego kim jest" (no bo w sumie jak? możesz wybrać czy postępujesz "dobrze" czy źle ale już sumienia (czyli wyznacznika tego co jest dobre/złe) wybrać sobie przeciez nie mozesz (tak samo jak nie mozesz sobie wybrać "płci" swojego mózgu... "geny i wychowanie" decyduja o tym kim jesteśmy - na żadne z nich nie mamy wpływu) czyli jeżeli tak rzeczywiscie jest (determinizm) to jak mozna mówić o czyjejkolwiek winie? owszem można mówic o szkodliwości i o spsoobach zabezpieczania sie przed nią... ale nie można mówić o "winie" jako takiej...
tym samym wszelka "prawda" jest względna - jeżeli ktoś uzna, ze nie życzy sobie czegokolwiek to ma do tego dokładnie takie samo prawo jak murzyn do bycia murzynem (innej opcji nie ma - przyjmując to poczatkowe załozenie) - ale to takie sobie gadanie (z nudów :) )
ps. pijąc 6 kaw dziennie szkodzisz: swoim rodzicom którzy w ciebie "zainwestowali", swoim dzieciom które przez ciebie beda mialy problemy ze zdrowiem... sobie - bo przy takich ilościach masz 90%szans na chorobe psych... i co? uważasz ze wg. tego kryterium (szkodlwiości) ktokolwiek ma prawo mówić Ci co masz robić??

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Objawienie

       

      Termin sprzed tysiącleci, dziś brzmi pejoratywnie. Dawniej trochę ezoteryczny ze względu na prześladowania. Dziś mówi się: „Co mi przyszło do głowy?”, nie wiadomo skąd i po co, oczywiście potocznie rozumując. Uciskany, szary obywatel, gnieciony siłami odśrodkowymi i dośrodkowymi stara się stąpać po linie nad przepaścią w taki sposób aby nie stracić „korony”, której notabene nigdy nie posiadał i nie spaść głową w otchłań, z której siebie już nigdy nie wydobędzie. Troski tego świata zaprzątają go tak dalece, że w przerażeniu nad zwierzęcą śmiercią zapomina o czymś, co stacza się w nim, gdzieś w umyśle i sercu na jakieś dno ale nie ginie. Menele, nieuczeni, w żargonie mawiają popijając trunki, że zalewają „robaka”. Abstrahując od tego co oni uważają za „robaka” podobnie bywa z porzuconą pracą nad objawieniem. Może stać się tym ślepym, wiecznie podnoszącym się z gleby „robakiem”, który choć jest mały to jednak zwraca uwagę ponieważ tkwi w ciele nosiciela, niczym w glebie. Jeśli człowiek zapomni o tej pracy w nawale zajęć, z których ma chleb i schronienie Bóg, który jest ukryty ale zawsze obecny poprzez Tajemnicę Bytu i Zbawienia będzie zawsze dawał mu stosowne znaki, z których może nawet niewiele zrozumie. Może nawet zapomni o wszelkich niepokojach na jakiś czas. Mimo, że „żniwo jest wielkie” i że „robotników mało”, „w których ma upodobanie”, „ziarno słowa bożego” będzie się odbijało od jego uszu i ten „głos wołającego na pustyni” to podstawowe „objawienie” ewangeliczne będzie drążyć skałę głuchego umysłu i człowiek drgnie ku światłu wiary choćby tylko przez krótki moment swego połamanego człowieczeństwa. Może Bóg zatrzęsie nim, na podobieństwo świętego Pawła z Tarsu, wyrwie go siłą z materii, w której jest tak mocno zanurzony, wręcz zniewolony. Odwieczne zło tego świata, tak dobrze objawione w starym testamencie będzie unosić nas na falach realnej moralności, gubić w wirach i odmętach. Nie zawsze słowo objawione w porę dotrze do głodujących mimo woli i będziemy ginąć na wieki zatraceni. My jako ludzie, jako homo sapiens. Poza objawieniem podstawowym, które zapisano dla nas na kartach Nowego Testamentu, mamy w historii do czynienia z objawieniem przekształconym poprzez wiedzę i postęp techniczny, w którym objawienie podstawowe pełni rolę siły napędowej, pożywienia umysłu. Ludzie, którzy mieli rozległą wiedzę i żywą wyobraźnię, rozwiniętą fantazję poszukiwali poprzez drogi ewangelii, heterodoksalnych, transcendentalnych wpływów na swój umysł i jaźń. Wiedzieli, że jeśli Bóg da im dobrą myśl, to co uczynią później będzie dobre i będzie owocowało dobrem. Wielu uczonych wymyśliło wiele wynalazków. Które z nich to dobry owoc, a który zły? Czy dobry to ten, który służy wszystkim czy tylko elitom? Czy to co dobre unicestwia, a to co złe buduje? Może holokaust Słowian był dobrym wymysłem? Może Murzynów trzeba zlikwidować? Jak widać z pytań, obok objawienia „pozytywnego” istnieje też szatańska odmiana objawienia zwanego szaleństwem, obłąkaną ideą, objawieniem „negatywnym”. Skąd wiesz człowiecze mizerny co jest dobre, a co złe? „Wierzę w coś objawił Boże, Twe Słowo mylić nie może…”. Człowiek lubi być bogiem. Lubi wyrokować i wydawać sądy wiążące o wszystkim. Lubi poczucie władzy. Poczucie wyższości. Lubi ideę nadczłowieka. Nie lubi objawienia pozytywnego, które tak wątłym sączy się strumykiem od tysięcy lat. Nie obchodzą go owoce jego działania po śmierci fizycznej, osobniczej. Zadowala się gdzieś w ukrytej jaźni natywizmem, egoizmem, egzystencjalizmem, etc. Można by teraz przytoczyć szereg nazwisk, które odcisnęły się w historii szeroko pojętej, jako dobrodziejów ludzkości oraz tych, których powszechnie okrzyknięto jako przeklętych, uwsteczniających, jako zakały ludzkości. Ci pierwsi w swej większości starali się, pracowali nad sobą, nad objawieniem, ze wszystkich sił, pomimo banalnych przeszkód walczyli o Łaskę, aby być jak najbliżej Boga objawionego w ewangelii. W swej puściźnie, w listach, pismach, w obfitej ilości można znaleźć świadectwa ich walki o dobro. O dobro walczono także w czasach antycznych, bardzo starożytnych i to na podobnej drodze. Ci drudzy często zniechęcali się brutalnym życiem doczesnym, brakiem jakiejś ingerencji rzekomo dobrego Boga, w okolicznościach ludzko-zwierzęcego okrucieństwa. Można powiedzieć, że zwiędło ich źle hodowane i pielęgnowane zaufanie, i stali się przeciwnikami Boga, sami mianowali się bogami, wodzami, zbawcami narodu. Człowiek wielokrotnie, pośród przedmiotów codziennych pielgrzymek, przechodzi mimo, tak jakby te przedmioty, ci mijani ludzie na ulicach, zwierzęta byli tylko abstrakcyjnym tłem jego krzyża egzystencji. Czasem zapomina nawet o swoim bólu w nawale lepiej lub gorzej spełnianych obowiązków. Aż tu nagle, któregoś dnia doznaje olśnienia. To co dawniej istniało dla niego gdzieś poza istotą osobistego ruchu, jakiś krzaczek, kwiatek, drzewo, świeży śnieg czy lecące płatki śniegu, pozyskują jakiś nowy wymiar percepcji, jakąś swoistą wyrazistość, nowe widzenie znanych rzeczy. Ten współczesny człowiek, zaganiany za dobrami tego świata, za pieniędzmi, sukcesem, karierą jest do tego stopnia zdezintegrowany, że nie zauważa bezpośredniej przyczyny takiego nagłego olśnienia. Często sama „ślepota” wyraźnego widzenia to nie tylko niejasny splot zdarzeń, efekt samopoczucia, zmiany ciśnienia. Być może to celowy zabieg ukrytej Mocy, która „za złe karze, a za dobre wynagradza”. Może Boga. Może kosmicznej Potęgi. Siły sprawczej. Może to tylko znak takiej obecności. Bo kto ma rozstrzygnąć czy to już objawienie, jego początki, czy tylko jakiś znak, syndrom? Ciekawą pokusą są objawienia senne, jako temat rozważania. Nie chcę tu opowiadać dzieła S. Freuda „Teoria snów” ani korzystać z „sennika egipskiego”, co wcale nie musi oznaczać, że są niegodne uwagi czy zabawy. Ludzie uduchowieni z natury swej są podatni na fantazjowanie senne, niektórzy nawet chodzą we śnie, w czasie pełni księżyca po dachach domów, z rękami wyciągniętymi przed siebie, ale dajmy spokój pogłoskom z pogranicza patologii i fikcji literackiej. Mam tu na myśli ludzi uduchowionych w granicach ogólnie i szeroko pojętej normy. Na przykład objawienie senne późniejszego świętego Józefa, małżonka Maryi, gdzie we śnie pojawia mu się anioł, postać całkowicie duchowa i ostrzega przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Po czym uchodzą do Egiptu. Nie posiadam, niestety, zbyt bogatej wiedzy o objawieniu się Mendelejewowi jego tablicy pierwiastków, we śnie, ale z tego co zdołałem zebrać wynika, że niewiele pozostało mu do dopisania po przebudzeniu. Można powiedzieć, że było to objawienie pozytywne i z pewnością służy dobru społecznemu. Objawienie nosi na sobie piętno nie tylko indywidualnych odniesień. Istnieją udowodnione przypadki objawień zbiorowych, w odróżnieniu od hipnozy czy halucynacji lub fatamorgany. Pracownicy naukowi Watykanu z pewnością dysponują bogatymi dowodami w tym temacie. Inaczej objawia się treść ludom celtyckim, inaczej żydowskim, a jeszcze inaczej azjatyckim, itp. Celtowie wraz ze swym prastarym kultem megalitów, zjawisk atmosferycznych, etc., specyficzną spostrzegawczością introwertyczną, wrażliwością zmysłowa na przyrodę, surowy klimat północy. Dziedziczona, neurotyczna kultura tych ludów obfitowała w bogate zdobnictwo. Objawienia u tego ludu bywały i bywają bardzo realistyczne. Dobrym przykładem takich objawień jest grota, w której przebywał święty Patryk, najbardziej znany patron narodu celtyckiego, a która posiadła tą drogą niezwykłe właściwości. Trudno tu szczegółowo omówić kwestię charakteru tych objawień ze względu choćby na problem, który dotyka bardzo intymnej sfery, jak również i ze względu na nikły dostęp do materiałów źródłowych. Ale z pewnością temat zasługuje na uwagę. Można jeszcze dodać, że pewne światło na sposób przeżywania tych ludzi rzuca średniowieczna mitologia i powszechnie znany mit Tristana oraz jego miłości Izoldy. Ludy semickie natomiast (Hebrajczycy, Aramejczycy, Judejczycy, itp.) to osoby o zupełnie odmiennej konstytucji psychosomatycznej. W historii tego narodu można odnaleźć przewagę temperamentów ekstrawertycznych, o wątłej budowie, słabym charakterze, tęskniących za silnym władcą i potężnym państwem. Nie mniej objawienia w tym skądinąd wybitnym narodzie są znakomicie zilustrowane w dość powszechnie znanej Biblii. Czasem jest to krzew ognisty, czasem obłok jaśniejący w miejscu nietypowym, np. na pustyni. Objawienia te są wynikiem niezwykłej łaski czy daru, w który jest wyposażony ten naród. Przepiękną ilustracją objawień żydowskich jest historia Mojżesza i kodeksu etycznego, otrzymanego na górze Synaj. Jeszcze znakomitszą ilustracją objawienia jest historia archanioła Gabriela i Marii, matki Zbawiciela. Z pewnością pamiętamy objawienie przy chrzcie Zbawiciela w Jordanie, gdy Bóg mówił z niebios: „Oto Syn mój umiłowany, Jego słuchajcie!”. Postać Ducha świętego chyba na zawsze będzie kojarzona z opromienioną słońcem, białą gołębicą. Ten koczowniczo – pasterski lud był zawsze poszukującym swej Ziemi Obiecanej, lud koczujący na glebie nieprzyjaznej dla uprawy, w klimacie charakterystycznym dla gorącej pustyni i półpustyni. Stąd język jakim się posługuje jest obfitujący w zwroty i opisy ludzi prostych, pasterzy, hodowców, rybaków. Może to wydać się dziwne, że Bóg – Człowiek podjął taki język aby mówić o sprawach ważkich, że Jego wykształceni uczniowie (św. Marek, św. Mateusz, św. Łukasz, św. Jan) zafascynowali się Jego nauką i opisali w sposób najbardziej komunikatywny dla swoich czasów dzieje zbawienia ludzi. Język ten, dzięki perfekcyjnej prostocie oddaje cały subtelny, poetycki obraz objawień o bardzo skomplikowanym sensie i znaczeniu. Tak, że trudna synteza pewnego logicznego ciągu pojęć staje się czytelna dla prostego człowieka. Objawienie głoszone przez Jezusa z Nazaretu zwanego Chrystusem pozwala zauważyć, że dotyka człowieka dopiero wtedy, gdy zdoła się on zaprzyjaźnić z Nim i Jego nauką. Ma to być przyjaźń bez rozgłosu i hałasu, cicha, subtelna, osobista. Dopiero wtedy taki człowiek otrzymuje Łaskę zrozumienia rzeczy niepojętych. Jezus z Nazaretu w sposób znakomity syntetyzuje w sobie dziedzictwo nauki Greków, a także i innych narodów (babilońskich, arabskich). On wprowadza do myśli wielkich uczonych pierwiastki zupełnie nowe, wręcz fantastyczne, jak powszechne zmartwychwstanie w jednym, historycznym momencie, tj. w dniu Sądu Ostatecznego. Objawienia narodów hinduskich są z pewnością odmienne w swoim charakterze estetycznym i naukowym od wyżej wspomnianych, choć i tam można dopatrzeć się podobieństw. Na przykład podobieństwo objawień o złu, jego upostaciowieniu estetycznemu. We wszystkich przypadkach jest to postać olbrzymiego smoka ziejącego ogniem, o wielu głowach. Lub problem reinkarnacji, czy wielopostaciowości bóstwa: Brahmy, Wisznu i Siwy. Również jest to bogata poetycko synteza przeczuć, pytań egzystencjalnych o sens bytu. Niezaprzeczalne jest jej piękno objawiające się w rzeźbie czy obrzędowości. Niezwykle interesująca jest też mądrość etyczna Hindusów. Wiele narodów Europy nazywanych jest mianem ludów indoeuropejskich i to z pewnością już samo w sobie mówi o pewnym pokrewieństwie i podobieństwach. Ciekawe są również objawienia chińskie, zwłaszcza wybitnego myśliciela religijnego Konfucjusza. Podobnie jak u wielu innych narodów nakazuje on dążenie do pewnej doskonałości, ów nieustanny ruch ku wielkiemu dobru. Kręcenie młynków modlitewnych u tybetańskich buddystów może z pozoru zakrawać na małpie naśladownictwo, z próżności i z głupoty ale to tylko z pozoru… . Z pewnością jest to wynik jakiegoś objawienia i sposobu kontaktu z wyższą energią. Znakomitą ilustracją objawień są dzieła wielkich mistrzów (np. J. S. Bacha, F. Haendla, A. Vivaldiego, Michała Anioła, G. B. Pittoniego, D. Velasqueza, El Greco, M. Caravaggia, S. Dalego, Z. Beksińskiego i wielu, wielu innych). Ich dzieła w większości są głębokim studium, w którym łączą się elementy fizycznego świata z elementami zjawisk metafizycznych, realizm styka się z nadrealnością. Artyści ci często prezentują w oparciu o modele i studium światła, ruchu to co przy czytaniu Biblii jest zakryte i uchodzi uwadze zwykłemu człowiekowi. Nierzadko dochodzą w tym do arcymistrzostwa. Mimo, że ich rzeźby czy obrazy są zatrzymane, martwe, to często analizując je ma się wrażenie ruchu. Dzieła muzyczne zaś ciągle na nowo kreują świat w wyobraźni pokoleń, żyją jakimś innym życiem… .

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...