Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

przychodziło z taką łatwością
skrajałam najpierw pierwszą
później drugą i trzecią cebulę -
naprawdę mają warstwy

przechodzilam obojętnie obok
naparstków i serdecznego palca
pozjadalam wszystkie rozumy -
aż plasterek spadł mi na fartuch

mam dziś czelność tak patrzeć
obierając wszystko - ze skóry
tylko weź ode mnie, proszę
jeden krążek na drogę

Opublikowano

Zwycięstwo zła


Odchodzisz a pośród drzew wiatr się chowa
i zdziwiony milczeniem owiec niedowierza
sam sobie, lecz nawet on nie śmie spytać:
Dokąd odchodzisz poeto umarłych?
Kto teraz pośród czterech pór roku wspomni
poległych , oszukanych i wykorzystywanych?
Ostatnia para koni uniosła łby znad owsa,
wyczuły odejście ostatniego sprawiedliwego,
ale pełne pyski nie pozwalają im zarżeć,
one także pogodziły się ze swoim losem.
Będą ciągnąć wozy z hańbą aż do śmierci,
tak samo jak i ty.





Noe-Gd Gdańsk 25.02.2006 /18.17/ [email protected]
25-02-06 18:25 romdar77


--------------------------------------------------------------------------------
Dane o autorze:
Nick: noe-gd
Wiek: 42
Data wpisu: 2006.02.25 18:35
Ilość wierszy w debiutach: 3
Ocena: (liczba głosów: 3)

--------------------------------------------------------------------------------


Komentarze

agev
2006.02.25 18:43 Cudowne. Dla mnie rewelacja.

--------------------------------------------------------------------------------

barbara
2006.02.25 18:56 Mi sie takze bardzo podoba Twoj wiersz...

pozdrawiam
Basia

--------------------------------------------------------------------------------

kinga
2006.02.25 19:07 "kapelusze z głów" :) Podoba mi się

--------------------------------------------------------------------------------



Jak widzicie ,komentarze stąd i skądindziej różnią się...przypadek?
Dodaj komentarz

Ostatnio edytowany przez Noe-Gd (Dzisiaj 19:31:20)




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Dzisiaj 19:30:29, napisał(a): Noe-Gd
Czytelnik

Opublikowano

a dlaczego nie pokazałeś nam tego:
http://www.poezja-polska.pl/new/debiuty.php?users_id=9709&id=33159
np.
agata zuzanna
2006.02.18 09:24 aktualność raczej mierzi.
i patosik (może półpatosik?)- też.

szukam czegoś,szukam i znaleźć nie mogę.

Argentum.

barbara
2006.02.18 11:26 Polski Newsweek?!

pozdrawiam
Basia

wierszofil
2006.02.18 12:42 (moim skromnym zdaniem)
nietrafiona narodowo-dziennikarska prowokacja.
nawiedzona grafomania, na domiar złego zapisana za pomocą drażniącej "archaizującej" maniery.

pozdrawiam:)

numerubutu
2006.02.18 14:11 jakos patetycznie sie zaczyna, pozniej jest jeszcze gorzej bo koncepcja wznioslosci zaczyna sie mieszac z jakimis niezrozumialymi dla mnie pomyslami stylistycznymi. pomysl tez nie podoba mi sie wcale.

tommas
2006.02.18 14:48 co to !!!!!!

haiker
2006.02.18 19:22 czy ktoś podał adres www.poezja-polska.pl na jakiejś mszy czy spotkaniu aktywu religijnego itp?


lub tego:
http://www.poezja-polska.pl/new/debiuty.php?users_id=9709&id=32936
np.
lapse
2006.02.11 20:46 Niekonsekwencja w interpunkcji, rymach, śladowe ilości taktu, braki stylistyczne, oraz mało wyszukane słownictwo i temat, dyskwalifikują ten tekst w przedbiegach.
Słabiutki debiut niestety.
Pozdrawiam.

geoda0
2006.02.11 21:17 Lapse każdy temat może być świetny na wiersz. Tylko nie tak. Niepoprawna składnia.Cieplutko pozdrawiam.

zygmunt brzozowski
2006.02.11 21:28 rymuj dalej, proszę bardzo, nawet to wklejaj, niech mnie diabli, jeżeli jeszcze kiedyś to przeczytam.
NIe obrażaj się, widzisz, tego zwyczajnie nie da się czytać, w formę się tak zapatrzyłeś, że treść jest taka jaka jest. A i widać że brak ci umiejętności, bo i formalnie to się nijak nie broni, nawet jednego dobrego wersu, nie mówiąc o rymach się-się.


nie wiem, facet, z jakiej bajki się wziąłeś.. ale zostań tam, proszę zostań, bo to naprawdę musi być bajka.. :/

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...