Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nienawidzę
Nienawidzę tego świata
Nienawidzę bólu
Nienawidzę szczęścia, światła
Nienawidzę nocy
Nienawidzę strachu i deszczu
Nienawidzę słońca
Nienawidzę powietrza
Nienawidzę życia i
Nienawidzę siebie...

Kochaj

Kochać? Chyba żartujesz
Nienawidzę miłości
I ciebie też nienawidzę

Po prostu kochaj
Patrz
Drzewa wypuszczają pąki na twoją cześć
Trawa łasi się z uwielbieniem do twych stóp
Deszcz wygrywa na szybach swoje symfonie –
To też dla ciebie
Świat cię kocha
Tylko ludzie wciąż powtarzają
Nienawidzę

Opublikowano

Anafora? A co to takiego? ;)
Zdaję sobie sprawę, że nie jest to dobry wiersz. Mnie też średnio się podoba, ale nie wiem do końca, co z nim nie tak. Umieściłam go tutaj, żeby ktoś bardziej zaawansowany ode mnie napisał, o co właściwie chodzi. Czy użycie tylu anafor jest faktycznie tak ciężkim grzechem, czy może chodzi o coś innego?

Yasioo Zimiński: o ile mi wiadomo, w regulaminie forum napisane jest, że swoje opinie należy uzasadniać, więc może jeśli nie możesz(lub nie chcesz) uzasadnić swojej opinii, to po co ją dodałeś? Czyżby to była chęć odreagowania niepochlebnych opinii na temat twojego utworu??

Opublikowano

wypadało by się przyłączyć do chóru popedników :)
teskt na prawdę bardzo słaby; te powtórzenia są okropne; do tego całośc jest, wg mnie, straszliwie banalna; trudno powiedzieć coś więcej; po prostu ogólnie to jest kiepskie;
brakuje jakichkolwiek środków stylistycznych (no, anafora..., ale tego lepiej nie widzieć); treść jest straszna;
ogólnie wyszedł Pani koszmarek; wydaje mi się, że przy pisaniu warto zwrócić uwagę na formę, nie tylko na uczucia chwili; przekazanie danej treści musi byc dal potencjalnego czytelnika ciekawe, nowe; warto użyć jakiś nowych, swoich metafor, ująć problem z nowego punktu widzenia; przed publikacja przeczytać całość raz jeszcze, na głos i przede wszystkim zastanowić się, czy ktoś może chcieć to przeczytać, czy to się może spodobać, a jeśli nie to dlaczego;
to by było, chyba, na tyle;

pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

etam, to jest b.dobre
te powtórzenia genialnie nakreślają dramat peela,
budują napięcie, które w rezultacie autorka (brawo!)
burzy jednym, prostym pytaniem: kochać?.
mało tego, że WIERSZ jest dobry;
on jest mądry. takie zestawienie to zaprawdę rzadkość.
rzeczywiście jest tak, że człowiek
nie dostrzega piękna świata, a zajmuje się takimi pierdołami jak np. poezja.
na usta ciśnie się tylko jedno: niech będzie pochwalony!
Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



buehehe...skąd ten pomysł? uzasadnienie? a proszę! wiersz jest banalny i traktuje o tak wyeksplatowanym w poezji temacie, że szkoda słów. zresztą ten pomysł z anaforami jest zupełnie ble - one niczemu nie służą a i wizualnie jest brzydko. często powtarzają się te same (nędzne) słowa, żanda nowość, to było wszystko...pozdrawiam.:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



buehehe...skąd ten pomysł? uzasadnienie? a proszę! wiersz jest banalny i traktuje o tak wyeksplatowanym w poezji temacie, że szkoda słów. zresztą ten pomysł z anaforami jest zupełnie ble - one niczemu nie służą a i wizualnie jest brzydko. często powtarzają się te same (nędzne) słowa, żanda nowość, to było wszystko...pozdrawiam.:)

Powiedział autorytet. Ziom, naucz się, że nie wszystko co dla ciebie jest oczywiste, jest takie dla innych. Nawet słowo "banalny" jest subiektywne. Tej pani należało napisać, że wiersz jest słaby, bo traktuje o stanie, który każdy kiedyś tam przeżywał, ale nie robi tego w ciekawy sposob - ten temat chyba nigdy nie zostanie wyeksploatowany, ale trudno jest wymyślic coś oryginalnego - w każdym razie trzeba pomyśleć... Powtórzenia są złe, jeżeli powodują, że wiersz jest monotonny.Ten taki jest i to słychać. Czemu miały służyć te powtórzenia? Jeżeli emfazie, to słowo "nienawidzę" jest już wystarczająco mocne.

Druga cześć wiersza - ta bez "nienawidzę" jest już nieco lepsza, trochę przypomina mi tonem utwory Crane'a, ale to raczej tania imitacja, jeżeli to w ogóle było inspirowane, a wątpie. Rażą też strasznie teksty rodem z jakiegoś programu idoktrynującego dla ludzi z niską samooceną "świat cię kocha" itp.

Nie bradzo widzę, żeby to się dało poprawić, jak koniecznie chcesz miec o tym wiersz, to napisz od nowa i spróboj to jakoś zamotać, żeby nie było tak oczywiste - może narrację wprować?

Pozdrawiam.

PS Regulamin ostatnio nie ma tu mocy, bo nie ma kto go egzekwować.

No to jak roabczki? Chcieliście być elitą, to się teraz starajcie bez przymusu :D
Opublikowano

Nienawidzę----------------- jezeli wszędzie jest jakiś dopełniacz to i tu powinien być!!! kogo? czego?......
Nienawidzę tego świata-----------pisze Pani świata, a potem go wylicza...., niekonsekwencja!
Nienawidzę bólu---------------czy kolejność tej wyliczanki ni epowinna być jakoś uszeregowana, tu ból ,tam światło, gdzieś strach, albo emacje, albo stany pogodowe...?
Nienawidzę szczęścia, światła
Nienawidzę nocy
Nienawidzę strachu i deszczu
Nienawidzę słońca
Nienawidzę powietrza
Nienawidzę życia i ----------życie to też świat, znowu ble, ble ble...
Nienawidzę siebie...---------męczą anafory i forma dopełniaczowa!!!!!!

Kochaj

Kochać? Chyba żartujesz
Nienawidzę miłości
I ciebie też nienawidzę

Po prostu kochaj
Patrz
Drzewa wypuszczają pąki na twoją cześć
Trawa łasi się z uwielbieniem do twych stóp
Deszcz wygrywa na szybach swoje symfonie –
To też dla ciebie
Świat cię kocha
Tylko ludzie wciąż powtarzają
Nienawidzę ----------- druga część jest innym wierszem, rzeczywiście jak indoktrynacja terapeutyczna, ale prościutka, nawet gdy są wygrywane pateytyczne symfonie na oknie....

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...