Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano



Bierzmy i jedzmy z niego
Wszyscy
Oto drugi człowiek

Konkwistadorzy uczuć

płuczą jego krew
W poszukiwaniu żył złota

Wytapetowani potrzebami
Zgniłymi marzeniami
Sukienkami w groszki
Stukotem obcasów
Piaszczystych plaż w tygodnikach
Takie wczasy

czasów
Klimatyzowanych sznurówek

Na piersi
jędrne i symetryczne
Daliśmy sobie założyć
Kagańce

triumf

już nie krzyczą
koronkowe posągi
spragnione rąk
fleszy

Profilujemy miedzy zębami
Odpierdzieldobry

Wyciągniętą do Ciebie
rękę
Oplakatowano mi
Przeciw zmarszczkową
Numer jeden na świecie
przestrzenią reklamową
Opublikowano

wiersz bardzo dobry,
podobają mi się opis za czasów "klimatyzowanych sznurówek"
zabieram sobie do wtórnych przemyśleń :)
zastanawia mnie jedno... nie chodziło może o "konfiskatorów"?

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

podoba mi się"...profilujemy między zębami odpierdzieldobry"
to tak jak dla pijanego sąsiada walsiewieczór...często byśmy chcieli...bardzo miło
warte zapamiętania i wdrożenia w życie...
ciekawe czy zajażą....sąsiedzi
pozdrowienia-piotr

Opublikowano

podoba mi się"...profilujemy między zębami odpierdzieldobry"
to tak jak dla pijanego sąsiada walsiewieczór...często byśmy chcieli...bardzo miło
warte zapamiętania i wdrożenia w życie...
ciekawe czy zajażą....sąsiedzi
pozdrowienia-piotr

Opublikowano

to chyba jest to słowo konkfistadorzy- najeźcy ,kolonizatorzy...nie wiem mi ono gra i idealnie pasuje,ale może sie mylę.Nie chciałabym.Pozdrawiam.
[sub]Tekst był edytowany przez atlantyda dnia 25-11-2003 11:46.[/sub]

Opublikowano

"Takie wczasy

czasów
Klimatyzowanych sznurówek

Na piersi
jędrne i symetryczne
Daliśmy sobie założyć
Kagańce"

Nue chcieć się mylić - dobra sprawa. Tobie się to udało:))

świetny wiersz.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...