Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kobiety są zadelikatne dla mężczyzn
żal odbija się od razu bądź za kratami
mówiąc ‘dlaczego ją skatowałem
była taka delikatna’ dobrze wiedział

widać źle wymierzył złość w stronę
aksamitnej ściany komórek
bez powodu
nie można rozedrzeć gdy jest się ostrożnym
trzeba uważać na nadostrożność może zabić


między kobietą a mężczyzną
jest zawsze jakaś nadwrażliwość która
naciąga wrażenie że jest w porządku

kiedyś one nas uduszą jak pranie
wykręcą do ostatniej kropli mszcząc się
za uniewinnienie czarnej dumy

wybielacz w rękach faceta – znaczne
szaleństwo na śmierć

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




zadelikatne - jeśli chodzi o
za delikatne
to celowo łącznie

ale jeśli chodzi o zadelikatne w znaczeniu to już odczytaj wiersz
"do końca"

tu nie ma nic z fantazji
tak jest w życiu

dzięki

bywaj
Opublikowano

jeśli o życiu mowa to faceci duszą częściej niż kobitki :)
wybielają zdrady, wykręcają sianem itp.

ale ja nie o tym.
gadam o wierszu, który nie ma w sobie odrobiny chęci bycia lepszym, jeśli wiesz o czym mówię. sprawę potraktowałeś bardzo powierzchownie. niema głębi, oczekiwań.
wszystko podane na tacy. i nie stawiam pueela w twojej sytuacji ale marnie z nim, kurna ;)

pozdrawiam buntownika :)

lucy

Opublikowano

Powiedz mi, co Ty robiłeś w 6,7 klasie podstawówki, kiedy większość dzieci nudziła się na lekcjach słuchając przydługich wykładów o konstrukcji zdania. Wiesz: podmiot, orzeczenie, dopełnienie, przydawka i takie tam drobnostki?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




nudziłem się razem z nimi

jeśli chodzi o za delikatność no to
nie jest karalne jak się połączy
a jak oczy bolą no to już nie moja sprawa
ale pewnie jest masa błędów których niby ja
nie widzę a trzeba by było cały wiersz zmienić

tak bełkot kolejny no wybacz
już mam taki defekt
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




nudziłem się razem z nimi

jeśli chodzi o za delikatność no to
nie jest karalne jak się połączy
a jak oczy bolą no to już nie moja sprawa
ale pewnie jest masa błędów których niby ja
nie widzę a trzeba by było cały wiersz zmienić

tak bełkot kolejny no wybacz
już mam taki defekt

Nie, drogi Tomaszu, nie chodzi o za delitakne, tylko o składnie. Awtemaciezadelikatnietomaszracjemoznałączyćwyrazyitowcaleniejestkaralne.
na upartego pisanie nie po polsku tez nie jest karalne.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



no właśnie więc "nasz bełkot" który ty zacząłeś był niepotrzebny skoro Ty wiesz że ja piszę na upartego nie po polsku a ja wiem że masz rację skoro ty tak uważasz bo ja tak nie uważam

przecież każdy ma inne zdanie
a przynajmniej powinien mieć


wiecżyczęjaknajbardziejpoprawnychjęzykowoigramatyczniewierszy

jest wielu którzy nie potrafią pisać
i szkoda mi trochę ciebie ze tak się przejmujesz mną ;)

albo raczej moim "tumanizmem" co do zapisywania tego co chcę
zaszyfrować bo przecież nie przekazać

ale wszystko to tak sobie piszę aby uświadomić Ciebie w jaki sposób możesz się
nabijać

bywaj złociutki znawco literatury
też chciałbym studiować to co Ty
no ale chyba jestem za tępy he
co za limeryk nadęty bhehehehe

pewnie nim nie jest bo się na tym nie znam
jak i na wierszach

wstydzę się tak wstydzę :P
heeee
co za ironia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



no właśnie więc "nasz bełkot" który ty zacząłeś był niepotrzebny skoro Ty wiesz że ja piszę na upartego nie po polsku a ja wiem że masz rację skoro ty tak uważasz bo ja tak nie uważam

przecież każdy ma inne zdanie
a przynajmniej powinien mieć


wiecżyczęjaknajbardziejpoprawnychjęzykowoigramatyczniewierszy

jest wielu którzy nie potrafią pisać
i szkoda mi trochę ciebie ze tak się przejmujesz mną ;)

albo raczej moim "tumanizmem" co do zapisywania tego co chcę
zaszyfrować bo przecież nie przekazać

ale wszystko to tak sobie piszę aby uświadomić Ciebie w jaki sposób możesz się
nabijać

bywaj złociutki znawco literatury
też chciałbym studiować to co Ty
no ale chyba jestem za tępy he
co za limeryk nadęty bhehehehe

pewnie nim nie jest bo się na tym nie znam
jak i na wierszach

wstydzę się tak wstydzę :P
heeee
co za ironia

Bardzo mi przykro że się z Ciebie naigrywuje (a właściwie, że muszę), ale czynię to tylko i wyłącznie po to, aby pod Twoimi dziełami nie było samych zachwytów, przez co jakiś nowicjusz poznałby tylko jeden punkt widzenia i nie daj boże powędrował w strone bełkotliwej twórczość z negatywnym skutkiem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...