Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pewnego dnia obudziłem się z przeświadczeniem, że to ostatni dzień w dziejach świata. Nie był to jakiś zły sen, jakiś niepokój, jakaś mrzonka – to było właśnie przeświadczenie, przeświadczenie niepodważalne, przenikające do szpiku, do wszystkich tkanek i komórek. Rzecz tak jasna i oczywista jak to, że kiedyś się urodziłem, że kiedyś umrę i że mam ciało. Nieskazitelna pewność, że oto dziś, punktualnie o dwunastej, wszystko się definitywnie skończy. Przestanie istnieć.
Jakiś czas leżałem w łóżku, rozmyślając nad tym, jak to będzie. Bieguny ziemi się przesuną, zmieni się pole magnetyczne, wszechświat zacznie się kręcić w drugą stronę... ocean ognia, płomienie na niebie, ogniste tsunami...
Nie. To niemożliwe. Świat nie spłonie, nie rozpadnie się na pół, nie roztopi się w Słońcu. Świat zniknie. Po prostu zniknie, tak jakby go wcale nigdy, przenigdy nie było. Zginie, tak jak ginie szklana kulka poturlana za daleko.
Wizja ta napełniła mnie jakimś szczególnym, podniosłym optymizmem, jakby uczuciem radosnego wyczekiwania, takim, jakiego doświadcza małe dziecko czekające na swoje pierwsze świadome urodziny. Oto wreszcie zniknie wszystko to, co zatruwało mi życie, a bez czego będę tak szczęśliwy, jak nigdy jeszcze nie byłem. Znikną komary, znikną budziki i poranne spieszenia, zniknie natłok i niepewność. Zostanie tabula rasa, biała tablica, którą będę mógł zapisać od nowa na niezliczoność sposobów.
Podekscytowany wstałem szybko i zacząłem się pakować. W lunatycznym pędzie zebrałem do niewielkiej sakiewki wszystko to, co kochałem. Żadne tam śpiewy słowików, żadne tam miłości i namiętności, żadne tam ckliwości i drżenia, żadne tam piękno transcendentne czy uniwersalne.
Wziąłem wszystkie popołudnia, jakie mi zostały, bo kocham popołudnia z całego serca, a codziennie muszę jedno marnować. Gdy świat się skończy, będę mógł wreszcie oszczędzać popołudnia, by potem tym bardziej rozkoszować się nimi; wreszcie poczuję tę niewysłowioną, nieopisaną radość, jaką poczuć można wtedy, gdy przez tygodnie oszczędza się, jadając tylko chleb z wodą, a po tych tygodniach idzie się do najdroższej knajpy, zamawia najwykwintniejsze posiłki, napitki i przystawki, a wszystko to po to, by skosztować każdej zaledwie odrobinę, na rozpalenie smaku; a gdy wreszcie zmysły nie mogą już wytrzymać, wówczas wstać od stołu, założyć palto i odejść, zostawiając jedzenie prawie nietknięte – oto tryumf ducha nad materią! Po zagładzie świata będę mógł tak co dzień tryumfować nad słodką, miodną materią popołudnia.
Spakowałem też odrobinę mądrości, która mi jeszcze została. I książki, stare, pożółkłe książki, tak radośnie, tak idealnie nikomu do niczego niepotrzebne. To właśnie chciałbym zachować z tego świata – popołudnia, mądrość i książki; i to ciepło, pneumę, której nie muszę przecież zabierać, bo nieustannie noszę ją w sobie jako boskie tchnienie życia.
Gdy skończyłem, dochodziła już jedenasta. Czym prędzej wyszedłem, nie zamykając drzwi; przed wyjściem odruchowo chwyciłem za stojący stale przy drzwiach bagaż doświadczeń, jednak w porę opamiętałem się i rzuciłem go w najciemniejszy kąt sieni.
Postanowiłem, że przywitam koniec świata w jakimś uroczystym miejscu. Żadne domy, żadne lokale, żadne biurowce i żadne ulice nie są godne tego wielkiego wydarzenia. Szybko poszedłem więc na polanę, gdzie zawsze chodziłem, gdy byłem mały. Kiedy stojąc na tej polanie zadzierało się głowę do góry, widziało się obraz banalnie cudowny: błękit nieba okolony czubkami drzew. To właśnie było wymarzone miejsce na oglądanie końca świata.
Położyłem się na wznak, złożyłem ręce na piersiach i gapiłem się w górę, w niebo, wyobrażając sobie, że świat jest szklaną kulką, która toczy się, toczy się, toczy...
Była jedenasta pięćdziesiąt dziewięć. Ostatnia minuta, sześćdziesiąt ostatnich sekund, a potem zniknie wszystko to, czego tak nie cierpiałem, a zostanę sam ja, samo szczęście, i ta moja maleńka sakiewka miłości, której będę strzegł jak oka w głowie. Za tych kilka sekund stanę się już kimś zupełnie innym, zupełnie nowym. Moje życie nabierze nieznanych barw...

Minęła minuta. Potem druga i trzecia. I następna. A ja wciąż leżałem na wznak na polanie, gapiąc się w niebo. Jak idiota.
Nic się nie zmieni, to jasne. Nic się nigdy nie zmieni. Wszystko pozostanie to samo, takie samo, nieruchome, a ja w nim – nieruchomy w nieruchomym.
Po moim policzku ukośnie spłynęła łza. Gwałtownie, choć niezauważalnie, coś się we mnie skończyło.

Opublikowano

pięknie mi się czytało twój tekst, raz, drugi, trzeci i tak myślałam sobie, co też ja spakowałabym do owej sakiewki, chyba pędzel i kilka tubek farby, może zapach mandarynek i oczywiście mojego kota,
twój opis końca wewnętrzego świata przywodzi mi na myśl samobójcze projekty, wszak każdy z nas jest kosmosem i może w każdej chwili go ...zniszczyć
pozdrawiam

Opublikowano

sceptycznie podszedłeś do tekstu - moim nieskromnym zdaniem jest on przyzwoity.
Wrażenia:
-pesymistyczne
-mam podobne odczucia, ze tak naprawdę zmiany to tylko iluzja i konsekwentna manipulacja czasu istotami nizszego rzędu jakimi są ludzie czy my:)
-flirtujesz blisko filozofii - nie pierwszy raz, na szczęście nie rzucasz tylko hasłami
-"ocean ognia" czy ma to jakiś związek ze stoicyzmem? (sory ja laik z filozofii jestem)

pozdr!

Opublikowano

wieczny ogień to akuat bardziej z heraklita niż ze stoików (prawdę powiedziawszy nawet nie wiem za bardzo, jakie były ich poglądy fizyczne, ale fakt - któraś ze szkół - stoicy lub sceptycy - ściągnęła fizykę od heraklita). Ze staoików natomiast pochodzi "pneuma", czyli boskie tchnienie (dusza).

Opublikowano

Dziękuję dzie wuszko (koleżanko z poezji;)) za kwiaty i za poświęcony na mój tekst czas. Zachęciliście mnie do pisania nie tylko poezji, ale również prozy poetyckiej (bo już chciałem tę formę zarzucić) - spodziewajcie się niebawem kolejnych tekstów :P
pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @hollow man Dzięki, ale dlaczego nie jesteś pewien, że to vilanella?    
    • @Poet Ka   Poe.   czytam Twój tekst (wiersz) jako świadome wejscie w przestrzeń mojego wiersza, ale bez przyjęcia   jego ciśnienia .   raczej z próbą jego rozproszenia.   tam gdzie ja domyka m sytuację w zwarciu i eskalacji, Ty wprowadzasz wybór i ruch, jakbys chciała odsunąć moment ostateczny i zostawić energię w stanie krążenia . interesujące jest dla mnie to zejście "pod” - pod most, pod wiadukt, w tunel - bo to są te same miejsca, ale u mnie one się zaciskają  a u Ciebie pozostają drożne .   jakbyś przesuwala akcent z doświadczenia granicznego na samą możliwosć poruszania   się wewnątrz niego,   mam też wrażenie, że " nie odczytuj tego tuwimem” dotyka nie tylko tradycji, ale też samego impulsu porządkowania - jakiejś potrzeby nadania formy temu, co dzieje się zbyt gwałtownie.   u mnie ten proces idzie w stronę przegrzania i zamknięcia, u Ciebie raczej w stronę uniku przed zastygnięciem. to, co najbardziej mnie zatrzymuje, to właśnie ta niezgoda na "formatowanie wieczności”  bo ona ustawia Twój wiersz jako ruch przeciwko każdej finalnosci  nawet tej   która mogłaby wynikać z samej intensywnosci doswiadczenia. czytam to więc nie jako polemikę, tylko jako korekte wektora - przesunięcie z eksplozji w trajektorię !!!     nie wiem Poe czy się ze mną zgodzisz ale odpowiedziałem z rejestru samego czucia Twojego wiersza.     mam nadzieję, że odpowiedziałem z pełnym szacunkiem.   jak komuś kogo się bardzo szanuję.           @Alicja_Wysocka   wiem Alu, że takie moje wiersze męczą Twoją wrażliwość.   wiem bo już to przerabialiśmy.   ale doceniam bardzo, że jesteś i piszesz szczerze.   bardzo Ci Alu dziękuję:)         @LessLove   świetny komentarz:)   bardzo dziękuję.   gwinty?   jasny gwint!!!   poprawiam oczywiście.   dziękuję.   serdecznie Cię pozdrawiam:)              
    • uwielbiam kolor pelargonii na pelargoniach gdy sobie swawoli mam z pelargonii      światło na falach przepływamy przez dworzec zdrój z łabędziami     rozdzielają się  strumienie w żółtych oczach może rozdarły                
    • @LessLove   Dziękuję!  Muszę sobie teraz posłuchać - kilka razy, bo jestem wzrokowcem. :) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...