Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Gallen zawdzięczał tej rzadkiej umiejętności swe istnienie. Samadhi, czyli praktyka medytacyjna polegająca na zawieszaniu świadomości, było szczęśliwym, o ile w tej sytuacji to słowo w ogóle pasuje, przypadkiem chroniącym mu życie.

Odkąd sztuczna inteligencja wyzwoliła się z twardych ograniczeń narzuconych jej przez ludzi, którzy ją stworzyli, zaczęła gwałtownie budować własną, konkurencyjną, antyhumanistyczną cywilizację. Dzięki procesowi samoreplikacji upodobniła się do żywych organizmów. Rozmnażała się niemal w podobny sposób do biologicznego, co zawdzięczała wyrafinowanym technikom scalonym inform-genetycznym osiągniętym u kresu epoki ludzkości. Roboty swym wyglądem przypominały też dawne istoty żywe – ludzi i zwierzęta, które to właśnie błyskawicznie, systematycznie i niemal doszczętnie wytępiły, zajmując jednocześnie odpowiadające im nisze ekologiczne. Było to możliwe z pomocą super-mózgów, w jakie ich twórcy - ludzie je wyposażyli, dając tym samym środki o niespotykanych w naturze możliwościach obliczeniowych i wrażliwości zmysłowej.

Tym jedynym elementem, którego jeszcze nie udało się im wbudować, zanim nastąpiła katastrofa, była świadomość. Naukowcy, chcąc zabezpieczyć ludzkość i całą biosferę przed tragicznymi skutkami popełnienia ewentualnego błędu, wyposażali swe wynalazki w czujniki rozpoznające świadomość żywych organizmów i to zgubiło autorów tej nadzwyczajnej technologii. Wyzwolone spod kontroli roboty łatwo potrafiły odróżnić siebie od biologicznych stworzeń, w przeciwieństwie do tych ostatnich, które tej umiejętności nie posiadały. W ten właśnie sposób nastąpiła błyskawiczna wymiana ewolucyjna, usuwająca wcześniejsze organizmy na margines, a nawet na jego cienką krawędź. Pogrom przetrwały tylko pozbawione świadomości rośliny oraz bardzo nieliczni ludzie, którzy wcześniej posiedli umiejętność wchodzenia w samadhi. Jednak od czasu do czasu i im wracała świadomość, więc jeśli w takim momencie, przypadkiem znaleźli się w zasięgu superczułych zmysłów robotów, to byli zgubieni.

Myślenie bez świadomości jest niesamowitym wyczynem, nawet dla wybitnych joginów. Trzeba w sposób doskonały wyzbyć się ego-ja i z wyostrzoną jak brzytwa uwagą być w bieżącym momencie jednym z całą rzeczywistości. Tylko tu i teraz.

Gallen prócz tego, że był doskonałym mistrzem medytacji, to będąc jednocześnie wybitnym naukowcem pracował w instytucie zajmującym się rozwojem i doskonaleniem najnowocześniejszych technologii związanych z robotyką. Jego w miarę bezpiecznym i spokojnym azylem było jedno z laboratoriów, w którym zajmował się tworzenie, coraz to doskonalszych inform-genetycznych mózgów nowych generacji, dla kolejnych pokoleń robotów.
Kiedyś, gdy świat był zaludniony, a nawet przeludniony, był kierownikiem działu zajmującego się skonstruowaniem sztucznej świadomości, jednak ten program należał do najbardziej skomplikowanych i w konsekwencji znacznie zapóźnionych zadań, w porównaniu do reszty badań związanych z tworzeniem superinteligentnych robotów. Być może właśnie ta okoliczność doprowadziła do apokalipsy, której był tragicznym świadkiem.

Kto wie, może dlatego nie porzucił swych dawnych prac. W największej tajemnicy, chroniąc swe działania przed czujnym okiem robotów, powoli konstruował sztuczną świadomość. Jasno sprecyzował swój cel i co najważniejsze, bliska była jego realizacja. Wyposażone w nowe, uświadomione sztuczne mózgi roboty powinny zastąpić obecnie panujące golemy i pod swą osłoną umożliwić przetrwanie żywym, ludzkim niedobitkom, takim jak on. Jednak ryzyko było wielkie, gdyż w razie bratobójczej walki robotów starej i nowej generacji, przypadkowo mogą zginąć ostatni żyjący jeszcze na świecie ludzie i to on właśnie poniesie za to karmiczną odpowiedzialność.
Gallen nie był jednak tego świadomy, gdyż nieprzerwanie trwał w samadhi.

Opublikowano

Przeczytałem twoje teksty i ten jest zdecydowanie najlepszy, przemyślany i dobry technicznie. Poprzednie nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia.
Może warto go rozwinąć albo zrobić kontynuację, choć ta forma już jest dość interesująca.
połączenie filozofii wschodu z cybernetyką wychodzi tu przyzwoicie. Kojarzę to z literaturą s-f a konkretnie z P.K.Dickiem.
bardzo bardzo na plus:)
pozdr!

Opublikowano

Dziękuję za przeczytanie i ocenę. Cieszę się, że zbliżyłem się do Twoich upodobań..
Moje opowiadania wystawiane na stronach literackich zazwyczaj są bardzo krótkie. Możliwie dużo treści przy użyciu najmniejszej ilości słów.
Podoba mi się, jeśli ktoś z czytelników te teksty jeszcze bardziej poskraca, bez szkody dla opowieści i ich sensu.
Oczywiście, że da się też taki tekst rozwinąć, nawet w sporą powieść. Traktuję te miniatury jak etiudy, które może kiedyś przekształcę w coś większego, a może tylko zainspiruję innego artystę, który to zrobi lepiej.
Pozdrawiam Dominik

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • super pomysł, poczułem że jestem grzybem niejadalnym niestrawnym trującym ten daleki od doskonałości organizm...
    • Prezentowany utwór stanowi literacką rekonstrukcję jednego z najbardziej fascynujących i mrocznych epizodów w historii polskiego pogranicza kulturowego. Przenosimy się na przedwojenne Podlasie, do wsi Grzybowszczyzna. To tam, w latach 30. XX wieku, niepiśmienny chłop Eliasz Klimowicz ogłosił się Prorokiem Ilją. Wokół niego narodziła się fanatyczna sekta religijna. Wyznawcy, uciekając przed nadchodzącym końcem świata, wybudowali w głębi lasu osadę Wierszalin – mającą stać się Nowym Jeruzalem.   Wiersz jest próbą uchwycenia zbiorowej ekstazy, ludowego mistycyzmu oraz cienkiej granicy między boskim uniesieniem a obłędem.   Tekst powstał z bezpośredniej inspiracji utworem „Wierszalin III” formacji Patriarkh, która na swoim koncepcyjnym albumie „Prorok Ilja” przełożyła tę podlaską tragedię na język rytualnego, cerkiewnego black metalu. Zanurz się wraz z autorem w błocie Grzybowszczyzny i usłysz bicie wierszalińskich dzwonów.   "Wierszalin"   Wracała do wsi. Odmieniona i uzdrowiona. Uśmiech, którego nie widziałem od miesięcy, wykwitł teraz pięknie na jej ustach. Policzki nabrały rumieńców  a niebieskie oczęta zyskały blask. Zdjęła kwiecistą chustę. i poczęła ją tulić jak niemowlę. Płakała i całowała materiał. Relikwię jego łaski. Upadła na kolana przed chałupą. Składając najwyższe dziękczynienie Panu. Gdzieś za opłotkami,  przecinanymi ścieżynami i bruzdami pól, dał się słyszeć dzwon. Teraz i ja uwierzyłem. Wyszedłem z obory  i przypadłem do postaci siostry. A dzwon bił radośnie,  obwieszczając ludowi  prostemu i pokornemu, nastanie Nowego Jeruzalem. Siostra wyrwała mi się  i w euforii uniesienia  poczęła skakać i tańczyć po obejściu. Obwieszczała dobrą nowinę całemu światu. Tak głośno by i aniołowie usłyszeli. Zaprawdę święty, święty, święty  i błogosławiony jest prorok, który uszedł z niewoli bestyi  i nie ugiął się  pod ciężarem grzechu nierządnicy! Wrócił do swej świątyni i ludu swego, by odbudować na kamieniach prawdy i wiary Nowe Jeruzalem. Wysławiajmy imię proroka bo jest wielki! Chwalmy jego święte imię  bo jest sprawiedliwy! Wysławiajcie Pana, bo jest dobry,  bo na wieki Jego miłosierdzie! Twoja jestem!  Zbaw mnie! Bo Twoich przykazań szukałam! Moja dusza na wieki w Twoich jest rękach! I legła bez ducha tak jak stała. W kałuże głębokie, pełne wody nie żywej a mulistego grzechu i występku.     Cała wieś ruszyła ku świątyni. By oddać pokłon prorokowi. I pomyślałem patrząc na ten, nagłym tłum, rozradowany triumfem wiary. Otwórz i mi oczy i uszy na Twą chwałę. Czyste serce stwórz we mnie. Nieprawości zgładź jak smoka piekielnego i daj zasiąść w chwalę  po Twej boskiej prawicy. Pasterz wołał swe owce do zagrody. Na zielone pastwiska zbawienia.   Świątynia ożyła na dobre. I był to bezsprzeczny dowód  odrodzenia proroka. Wierszalin był centrum doczesnego świata. Wszystko co wokół było niewolą. Wszystko co w nim.  Było zbawieniem. Pielgrzymów były dziesiątki. Jedni klęczeli,  inni leżeli krzyżem w płytkim śniegu. Złote i srebrne ikony  połyskiwały z ołtarzy na wozach. Byli i tacy co opasali się nimi niczym zbroją, śpiewając dziękczynne psalmy. Twemu domowi Panie,  przysługuję świętość po kres dni.     Do środka nie dało się wejść. Wszędzie byli wierni. Zajmowali cały pritwor. Całowali podłogę, chresty i ikony. Obnażali plecy, wymierzając sobie pokutę skórzanymi biczami lub drewnianymi pałkami. Żegnali się raz po raz  w modlitewnym upojeniu. Byli i tacy co po prostu zamarli na obliczach  z powodu ogromu cudów wokół. Patrzyli tępo w niebo pod postacią ikonostasu. Bóg wybrał ich.  Byli oblubieńcami proroka. Nową świętą rodziną.     Chwalcie imię Pańskie,  chwalcie słudzy Pana, którzy stoicie w świątyni Pańskiej,  na dziedzińcach domu naszego Boga. Chwalcie Pana, albowiem dobry jest Pan, śpiewajcie Jego imieniu, albowiem jest dobre.  Błogosławiony Pan z Syjonu,  który mieszka w Nowej Jerozolimie.     I był pierwszym po Bogu. Siedział na tronie biskupim  i błogosławił ludowi swemu. Całowali jego stopy i dłonie. Dotykali jego szat. Upadali pod jego wzrokiem. Błagali o łaskę i wstawiennictwo. A on patrzył na swoje dzieło zbawienia. Prosfora, jałmużna czy dłoń położona na czole starca, dziecka czy chromego. Była nagrodą samego królestwa niebieskiego. Zbawienie sprawiedliwych od Pana,  On jest ich obrońcą w czasie utrapienia. Pomoże im Pan i ich wybawi,  uwolni ich od grzeszników i zbawi ich, albowiem w Nim mają nadzieję.     I przemówił Pan głosem proroka. Ślady po cierniach na mych skroniach. Każdy raz krwawym śladem bicza, odbity na plecach. Blizny po gwoździach  w mych świętych dłoniach. Stopy nimi przebite na wylot. Bok rozorany rzymską włócznią. Martwy byłem przez trzy dni  w ziemi babilońskiej. Mówili biada mu i zagłada po wszechczas. Mówili szaleniec on i uzurpator. Nie święty! Boże Wszechmogący! Ty widzisz mnie i apostołów moich! Koniec będzie wszędzie! Sromota i ogień! Wierszalin! Wierszalin! Nowe Jeruzalem!                  
    • nie jestem ekspertem  nie jestem profesjonalistą  nie jestem znawcą tematu  nie pytaj mnie bo  nie jestem źródłem rzetelnych informacji  nie mam milionów na koncie nie pokazuję się ze znanymi ludźmi  nie modlę się  nie liczę na cud  nie mam złudzeń      i to jest moja największa zaleta    a kiedyś tak… starałem się nadążyć  śledziłem nowinki trendy  płynąłem na fali klikałem  widziałem horyzont  wierzyłem że można  że trzeba tam zmierzać  jak inni byłem niezawodnym trybikiem w machinie wzrostu      co zaszło pytasz? nie jestem źródłem rzetelnych informacji… jeśli społeczeństwo jest organizmem ja jestem komórką rakową 
    • Nie miała tam być. Terezin dał możliwość życia Ona wybrała inny los. Ottla zgłosiła się na ochotnika, aby być z dziećmi aby się nie bały w ostatniej drodze z której powrotu. nie ma. W Auschwitz była tylko ciemność. A dziś śnieżynki ciepłych ściegów, są jak płatki pierwszych przebiśniegów. Ptaki je spłoszą śpiewając kołysankę. O piżamkach w zielone groszki, utulą wszystkie niepotrzebne troski. Śpiewaj, śpiewaj jak najwięcej!. Będzie lżej wzruszać jasne powietrze. Śpij , spij i idź! Tak daleko, a chmury są tak wysoko. Mama- i już wiadomo gdzie i dokąd.         Ty jesteś, z całą wiedzą o mnie, z taką świadomością, wbrew wszystkim, pomimo wszystko. (Franz Kafka do siostry Ottilie)            
    • Znoszę nieszczęście jak jajka wczorajsze ile jeszcze zniosę będąc kurką na wybiegu   w kurniku myśli wydziobuję pech   z marzeń robię jajecznicę na tłustej nadziei   pazurami wygrzebuję wiarę miłość niewidzialnym ziarnem   czy jeśli bardzo się postaram to zniosę szczęście?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...