STUDNIA
Piję wodę
Ze studni oczu
Gdzie milczy świat
Mówi blask
Patrzę
W bursztynowy żar
Ogień co nie spala
Splata dłonie
Zasypiam w fali ramion
Gdy dzień się rozbiera
Z ciężaru masek imion
Zostaje prawda
Oddaję oddech
Nie liczę
Ile wróci
Gdy przyjdzie sztorm
Nie szukam portu
Zasypiam w kołysaniu
Prąd zna
Imię dna
Piję wodę życia
Z ciszy po burzy
Bursztyn
Ma pęknięcia
Świeci inaczej
Gdy nikt nie patrzy
@LessLove ja na szczęście krów nie musiałam pasać bo się ich bałam
Ja w ogóle boję się zwierząt
Kocham ale boję
Wolałam pracę w ziemi plewienie czy wykopywanie
A moim najulubieńszym zajęciem było zbieranie w karton po butach zdechł ych zwierzątek i robienie im pogrzebu
Ja wiem że obrzydliwe i fuj ale co zrobisz jak nic nie zrobisz trzeba polubić zaakceptować i ogólnie uznać za w miarę normalne
@Natuskaa... odniosłaś się do pierwszej cząstki, no dobrze... :) niech jest dzisiaj i...
wzmacniajmy postanowienia zawsze w dogodniejszej godzinie i żeby zawsze się pojawiła.
A jakiś wpływ mamy jedynie na okruszki i to te na naszym talerzu. Lato, niech pozostanie bajecznym latem... :)
@Gosława No,"niemiergi" nie znałem :-)
Jak obiecałaś, światu i mnie - mundum et me promisisti - tak zrobiłaś. Miło przeczytać, a ja słyszę w pamięci intonację tych słów w ustach Babci Elżbiety, "Małej Babci". Smakowało mleko "prosto od krowy"(mleko od prostej krowy?- zastanawiałem się, malutki). Super napój, lekki krem, zwłaszcza bez siary. Kto zasmakował, nie polubił banalnej Coca Coli.
Krowy Mojej Babci - na przemian, zawsze, Wiśnia i Malina - bywały kapryśne lub dobrze ułożone i wspominane przez Nią latami. Pasałem pod lasem, z książką. Bywało, że budziła mnie dobrotliwa morda, pochylona nade mną. Pamiętam szorstki język, którym zlizywała sól z dłoni...
Pozdrawiam