Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

1.
tłuste słoneczniki syte latem siały czarne zęby ziaren
w misie doliny. naprężona błona nieba. żyłki światła.
miriady rozgałęzień. synapsy rozwidleń i odnóg. emma
przesiadywała w krużgankach sadu. gaworzył wiatr.
kicały króliczki lukrowane różem, dziecięcym błękitem
na trawiastym kocyku pod jabłonią. pusta w środku,
wydrążona jak tykwa. z napiętą skórą twarzy.
włosy zwijała w bolesny węzeł. ciężki kadłub
chmur rozwierał oko opalizujące kataraktą. obłęd.
emma przeniosła przez próg nowego lokatora.

2.
szare futerko kurzu i pajęczyn zarastało dom niczym
kłaki dzikiej brody. strugi ulewy. już tydzień
siedział w prostokącie blasku rozciętym na czworo
wąskim krzyżem cienia. ożywała na plecach
atramentowa menażeria gdy ściskał wnętrzności
palcami żeber. jedna po drugiej eksplodowały
doniczki na ganku. okrzyki światła. terakotowy pył.
za oknem szubieniczny wiąz zakorzeniony
w błotnistym gruncie zbielałymi knykciami.

3.
wyfrunął za nią w ryczącą noc. dogasała już
na cembrowinie spirytusowa lampka jak znicz
nagrobny. w miękkich błotnistych dziąsłach studni
wierzgający na sznurze amorficzny zoofit.
spuchnięte pijawki powiek. szkarłatne bukiety
wybroczyn. pająki snu plotły rzemienne nici
słodkiej drzemki. w siekącym deszczu ambulans
piął się grząską drogą jak lśniący skorupiak.

4.
świt litościwie opuszczał blady sierp. odchodził
wraz z ulewą. z twarzą poparzoną łzami. ospowatą
powierzchnią kałuż dryfowała surowa galeria
portretów oprawnych w okienne ramy. pęknięcia
w płaskim brzuchu doliny. strzałki światła. kruki
kaleczyły posiniaczone i utrudzone niebo.

(epilog)

1.
fale ulewy przestały chlupotać o burty
i znów każdy dzień stał się wart zachodu.
słońca odcedzone luksferami lapis lazuli
zbierała w motki i przędła złociste nici.
umiała szyć. zdążyła już połknąć dwie igły
i parę garści tęczowych guzików. mnóstwo
razy wypruwała zębami drobne ściegi szwów
na nadgarstkach. szkarłatne koronki nie pasują
do dziecinnego pokoju. lepszy błękitny patchwork
z pierzastych gałganków. szkiełkami paznokci
kroiła niebo na brudne szmatki. wieczorem
sternik przynosił laudanum w kieszeni fartucha.
strząsał z ramion na deski gwiezdny puder.
udawała uległość bioder i tępy wzrok. odchodził
zadowolony. emma zlizywała lśniące drobiny.

2.
domki jak czekoladki tkwiły w zagłębieniach
aksamitnej doliny. wiatr szeleścił pergaminem nieba.
w chacie na kruczej górce od tygodnia dojrzewał
embrion. drgnął i rozwinął się gdy poczuł swąd piór
na rozpalonej płycie dachu. najwyższy czas.
naostrzył wszystkie noże. chwytał i z pasją zarzynał
krzesła komódki kołyskę. na suche wióry
na drobne ząbki na złote włoski. ach jakże mruczał
ogień. ach jak troskliwie lizał oszalałego syna
na pępowinie sznura. po coś mnie wtedy ratował
cedziła dmuchając w słońce. ludzie szeptali: to ona.
to emma zaprószyła zachód.

3.
najdroższy już nie przepłoszysz mi snów. skręciła się
w supeł z szmacianą laleczką przy piersi. kołderka
wygłuszyła ściany. nad lasem wrzeciono księżyca.
od pożaru wracały spóźnione szalupy. brzask wzbierał
poplamiony krukami.

Opublikowano

jest długi i trudny, ale magiczny. wgryzam się po kawałku. choć nie mam wielkiej nadziei na dojście do dna, bardzo osobista symbolika. zabieram do rozgryzania po kawałku.

pozdrawiam
m.

Opublikowano

czydziestek, zazdrość to niskie uczucie, poza tym pisze się "stąd", a nie "z tąd", hehe! :>
Marny Poeto - to ma być zemsta za czas jaki poświęciłam, żeby odpisać Ci na Twoje skomlenie o skomentowanie Twojego "wiersza"?
Wyznam Wam obu, że aż mi poszło w pięty i chyba pójdę wsadzić łeb pod pociąg z rozpaczy.
I co to w ogóle znaczy "gdybyś była facetem"? Ty (prawdopodobnie) jesteś - i co z tego? Wątpliwą przynosisz chlubę swemu rodowi.
Powiem krótko: kto nie rozumie - niech nie komentuje, bo tylko się ośmiesza. Pozdrawiam, co mi tam.

Opublikowano

magda:
jest długi i trudny, ale magiczny. wgryzam się po kawałku. choć nie mam wielkiej nadziei na dojście do dna, bardzo osobista symbolika. zabieram do rozgryzania po kawałku.

Bo realizm magiczny jest trudny i przeznaczony dla czytelników o wysublimowanym smaku, nieprzeciętnej wrażliwości i niewątpliwej inteligencji :) Ja wiem, czy osobista? Raczej nie. Może po prostu wczułam się w postacie tak dalece, że emanują autentycznością swej traumy. Nie, Magdo: wszelkie podobieństwo jest niezamierzone i przypadkowe. Upuściłam cugle i pojechałam galopem na całego :)
Dzięki za dobre słowo i gratuluję intuicji.
Pozdrawiam

Opublikowano

Dorma:
> Bylam, widzialam, przeczytalam( choc z trudem)
Dzięki, że dobrnęłaś do końca :)
Chcesz? Na złość wszystkim krzykaczom powiem Ci, o czym jest ta bajka:

Dziewczyna nie mogła mieć dzieci, więc postanowiła sobie odebrać życie. Facet ją uratował, ale zabrali ją do zakładu dla obłąkanych. Tam podejmowała kolejne próby. W tym czasie facet zwariował i spalił chałupę razem z sobą w środku. Kiedy wszyscy gasili pożar - Emma w końcu dopięła swego. Piękne, nie? Nie cierpię szczęśliwych zakończeń :)

> żałosne te wasze komentarze..Ile w was agresji..
Agresja najczęściej rodzi się z poczucia zagrożenia. Tylko przed czym? Doprawdy nie rozumiem. Ale nie ma sensu zawracać sobie głowy męskimi atawizmami :>

pozdrawiam

Opublikowano

czydziestek:

no nie coraz bardziej mnie pani rozbawia :)))))))))))))))))
(...) no i co i juz mam przypisy:)
no nic - podziwiam konsekwancje :)

Ja natomiast podziwiam konsekwencję pewnej części tubylców: im lepszy wiersz, tym więcej objawów wścieklizny. Więcej godności, Panowie, uczcie się od stoików (a bawię się świetnie; przy okazji ćwiczę riposty - same korzyści :D)

Opublikowano

Wracam tu po raz nie wiem który z kolei i chyba dopiero teraz jestem w stanie coś napisać. Trudno przebrnąć przez gąszcz słów i wyłowić z nich znaczenie. Po pierwszych kilku podejściach docierały do mnie tylko obrazy, emocje, które trzeba było sobie poukładać i "dopasować" do sytuacji. Wiedziałam, ze są mi one bliskie, musiałam jeszcze tylko zrozumieć dlaczego. Wyszła z tego interesująca wycieczka do wewnątrz samej siebie. Niestety - dość przygnębiająca. Mimo to doceniam prawdziwą maestrię tkania obrazów i uczuć, obecną zresztą we wszystkich Twoich wierszach. Podziwiam i dziękuję, j.
PS
Nic co wartościowe nie przychodzi łatwo. Naprawdę warto było sie potrudzić. I jeszcze prośba: nie zamieszczaj nigdy takich dosłownych interpretacji - zabierasz magię swoim wierszom. A one, po napisaniu, nie należą już do Ciebie ;)

Opublikowano

joaxii:
Wiedziałam, ze są mi one bliskie, musiałam jeszcze tylko zrozumieć dlaczego. Wyszła z tego interesująca wycieczka do wewnątrz samej siebie. Niestety - dość przygnębiająca. Mimo to doceniam prawdziwą maestrię tkania obrazów i uczuć, obecną zresztą we wszystkich Twoich wierszach. Podziwiam i dziękuję, j.

jezu, trafił mi się czytelnik idealny! Wcale nie dlatego, że chwali, ale czyta kilkakrotnie, za każdym razem odkrywając nowe znaczenia, zastanawia się, drąży, po prostu myśli. Jesteśmy zachwyceni! (rzeknę niczym kocur do Małgorzaty :)

(...)I jeszcze prośba: nie zamieszczaj nigdy takich dosłownych interpretacji - zabierasz magię swoim wierszom. A one, po napisaniu, nie należą już do Ciebie ;)

Wobec tak kulturalnej prośby doprawdy nie można pozostać obojętnym.
Choć musisz zrozumieć, jak trudno jest mi się nieraz powstrzymać :)

Opublikowano

dobra, dziś część przeczytałem, a w sumie to nawet całość,
wynika więc z tego, iż jakkolwiek tekst byłby ciekawy, w jakiś sposób nie zachęca, by zagłębić się w kolejne obrazy

za długie, przeintelektualizowane i tak dalej.

Ogólnie jesteś fajna poetka, ciekawa i interesująca, ale ten tekst wyżej mnie nie przekonał i tyle.

a poza tym to nie lubię jeszcze jak kropki są w połowie wersu, myślę i myślę nad tym, i się zastanawiam po co to wogóle służy.

uważam, że to taki poetycki bełkot, może mocne słowo, ale... za mocno zamotalaś swoje myśli.

oczywiście ja się nie znam, ale że mam możność wypisywania czego tylko dusza zapragnie, no to sobie napiszę, niemniej zgadzam się z tym co napisałem całkowicie ;)

wiesz co, za bardzo jesteś według mnie spiętą poetką,
na psychologii się może nie znam, a może i nie...
ale oczekujesz od czytelnika czegoś więcej, no cuż, wymagania odnośnie krytyki masz, ale to już nie od Ciebie zależy, bo zawsze znajdzie się taki gość jak ;)
- wredota jeden!

tylko Ty mi się tu na mnie nie obraź,
bo słabo nie piszesz, masz własne zdanie, i coś na pewno ciekawego i interesującego sąbą prezentujesz,

jeśli Cię zdenerwowałem... ...dobrze, że mieszkam daleko ;)

ale ten wiersz, który tu zamieszanie sieje fajne, jeszcze raz na spokojnie przeczytam...

Pozdrawiam,
Kai Fist

Opublikowano

Kai Fist:
dobra, dziś część przeczytałem, a w sumie to nawet całość,
wynika więc z tego, iż jakkolwiek tekst byłby ciekawy, w jakiś sposób nie zachęca, by zagłębić się w kolejne obrazy
za długie, przeintelektualizowane i tak dalej.

Ty, no bez przesady, to nie "Iliada" (rozmiar), ani "Ulisses" (trudność) :)

Ogólnie jesteś fajna poetka, ciekawa i interesująca,(...)

Odnoszę wrażenie, że tutaj większość ludzi zamiast "wrzucać wiersze na warsztat" - przede wszystkim oczekuje akceptacji dla swojej osoby.
Twoja powyższa asekuracja też o tym świadczy. Mam w nosie, czy ktoś z krytyków lubi MNIE; ważne, żeby merytorycznie podchodził do moich wierszy. Jeszcze raz przypominam o haśle "konstruktywna krytyka", nie mająca nic wspólnego z osobistymi wycieczkami. Strona taka jak ta powinna zajmować się poezją, a nie skupiać hermetyczne towarzystwo wzajemnej adoracji.

a poza tym to nie lubię jeszcze jak kropki są w połowie wersu, myślę i myślę nad tym, i się zastanawiam po co to wogóle służy.

Przerzutnia, Słonko. Tworzenie nowych sensów. Na przykład:

(...) odchodził
wraz z ulewą. z twarzą poparzoną łzami. ospowatą
powierzchnią kałuż dryfowała surowa galeria

powyższa przerzutnia sprawia, że zarówno twarz jest ospowata, jak i powierzchnia kałuż.

Albo:
wypruwała zębami drobne ściegi szwów
na nadgarstkach (...)

Zanim nastąpił pierwszy z powyższych wersów - czytelnik sądził, że chodzi o zwykłe szwy na materiale. Przerzucenie nadgarstków do następnego wersu spowodowało element zaskoczenia. W połączeniu z łykaniem garściami prochów oraz igieł - mamy już pewność, że Emma znów próbowała się zabić, na różne sposoby.

Przy okazji stosowanie przerzutni zapobiega nadmiernemu i niczym nieuzasadnionemu szatkowaniu wierszy, które dzięki temu powszechnemu niestety zwyczajowi zdają się ciągnąć w nieskończoność. A w poezji - jak wiadomo (chyba) - ważna jest kondensacja.

uważam, że to taki poetycki bełkot, może mocne słowo, ale... za mocno zamotalaś swoje myśli.

Bełkot jest wtedy, gdy autor sam nie wie, co chce powiedzieć. W tym przypadku - to czytelnik nie rozumie. A to już trąci zwalaniem winy :)

(...)
wiesz co, za bardzo jesteś według mnie spiętą poetką,
na psychologii się może nie znam, a może i nie...

Mylisz się, jestem wyjątkowo luźna, a pisanie bawi mnie i relaksuje :)

ale oczekujesz od czytelnika czegoś więcej,

jezu! To chyba świadczy o szacunku do czytelnika, że wymagam od niego kreatywnego odbioru? Nie mam chyba do czynienia z debilami (zresztą ten tekst wykrzykiwano mi tu już nie raz prosto w nos).

(...) wymagania odnośnie krytyki masz, (...)

Mam i czuję wielki niedosyt. Krytyka to bardzo trudna sztuka. Wymaga olbrzymiej wiedzy, oczytania i minimum dystansu do osoby autora. Jednym słowem - dojrzałości (niekoniecznie metrykalnej).

tylko Ty mi się tu na mnie nie obraź,

czy Ty masz coś z głową? Niewiele osób próbuje tu z autorem dyskutować. Z reguły zamiast komentarzy czyta się ty egzaltowane westchnienia tudzież ociekające jadem bluzgi. Ty nawiązujesz dialog. "I za to cię, Hela, szanuję!" :)

(...)
ale ten wiersz, który tu zamieszanie sieje fajne, jeszcze raz na spokojnie przeczytam...

Oczywiście, że zamieszanie jest zjawiskiem pozytywnym. Najgorszą cenzurką dla słabego wiersza jest obojętność, cisza w wątku. Jeśli wzbudza emocje, kontrowersje - to znaczy, że jest "jakiś".

pozdrówka, "sapere auso" :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przecież właśnie na tym polega poezja (nie tylko zresztą - proza czasami też). Z tego, co napisał autor, budujemy własne obrazy na podstawie wzorów, które są w nas. Poezja jest jak woda: przybiera kształt naczynia, do którego została wlana. Natomiast kolor, zapach, temperatura to cechy, które nadaje jej autor. Dlatego poezja jest taka piękna - za każdym razem potrafisz znaleźć w tym samym wierszu coś nowego, jego znaczenie zmienia się wraz z Twoimi doświadczeniami i z Tobą. Tym się różni od reportażu, relacji, sprawozdania. W dodatku jej podstawową funkcja jest szeroko rozumiane piękno i zapis emocji. Wieloznaczność i niedosłowność różnią ją od ekshibicjonizmu, o któy zresztą czasem jest posądzana. Tobie się udaje to osiągnąć. A przynajmniej ja tak to widzę ;)
Pozdrawiam, j.
Opublikowano

dobra, porozumienia w tym wypadku nie będzie,

i całkowicie nie podoba mi sie to:
Zanim nastąpił pierwszy z powyższych wersów - czytelnik sądził, że chodzi o zwykłe szwy na materiale. Przerzucenie nadgarstków do następnego wersu spowodowało element zaskoczenia. W połączeniu z łykaniem garściami prochów oraz igieł - mamy już pewność, że Emma znów próbowała się zabić, na różne sposoby.

- to jest...!!! żeby autorka wypowiadała się za np. mnie, przecież to ja jestem czytelnik, i to ja sądzę. czy to jakieś pranie mózgu? ;)
logicznie czegoś tu nie rozumiem?

Mam i czuję wielki niedosyt. Krytyka to bardzo trudna sztuka. Wymaga olbrzymiej wiedzy, oczytania i minimum dystansu do osoby autora. Jednym słowem - dojrzałości (niekoniecznie metrykalnej).

o tak! krytykiem staje się nagle jednego dnia,
zauważ też, że za krytyka się nie uważam, bo się nie z n a m, i że to jest tylko moja opinia, co do kótrej mam prawo absolutne, nieprawdaż?

czy Ty masz coś z głową?
mam :)
a nie widać?

a tak poza tym jesteś kobietą, i potwierdzasz regułę,
że kobiet nie da się czasem rozumieć

Pozdrawiam,
Kai Fist

P.S.
sapere auso - razem oddzieleni? osobno razem? czy jakiś saper to jest, wybacz, ale łaciny nigdy się nie uczyłem, proszę o oświecenie.

Opublikowano

Kai Fist
dobra, porozumienia w tym wypadku nie będzie,
(...) czy to jakieś pranie mózgu? ;)
logicznie czegoś tu nie rozumiem?
(...) za krytyka się nie uważam,(...)
(...) a tak poza tym jesteś kobietą, i potwierdzasz regułę,
że kobiet nie da się czasem rozumieć.

Na Twoim przykładzie przekonałam się, jakże bolesne bywają rozczarowania. Okazało się, że wszystko spływa po Tobie jak po gęsi.
"Sapere auso" to cytat z Horacego, oznaczający "temu, który odważył się być mądry" (w odniesieniu do Ciebie - jednak okazał się baaardzo na wyrost). Ja co prawda studiowałam filologię klasyczną, ale posiadam również google, w których przeważnie znajduję to, czego mi trzeba. W Twoim przypadku to zwykłe lenistwo. I Wy mi tu mówicie, żeby nie załączać "mapek"? Gdyby nie one - nikomu nie chciałoby się nawet kiwnąć palcem, żeby czegoś poszukać. Oczywiście - wtedy można bezkarnie rozedrzeć japę, że wiersz do dupy, a autor głupi, "bo JA nic nie rozumiem!!!" (tupnięcie nóżką). I pomyśleć, że kiedyś nie było internetu, a po niezbędne informacje chodziło się do biblioteki. Dlatego właśnie ociężałość umysłowa powinna znaleźć na liście chorób cywilizacyjnych współczesnej młodzieży.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...