Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Równo o piątej rano, w pomalowanym na czarno pokoju zadzwonił budzik. Zegar przedstawiał parę młodzieńców, z których jeden trzymał drugiego za szyję i uderzał nim w gong, wydając tym samym charakterystyczny dźwięk. Samael otworzył oczy i spojrzał na krwistoczerwoną tkaninę baldachimu. Usiadł na łóżku, starając się przy tym zachowywać możliwie cicho, by nie obudzić śpiącej z boku małżonki. Lilith leżała na wznak pochrapując z lekka. Nie chciał przerywać jej snu. Wstał, ubrał się szybko, wyszorował zęby czarną pastą do butów i wyszedł.
Godzinę później dotarł do swojego gabinetu. Nie było to łatwe - o tej porze wszystkie demony, diabły i diabliki spieszyły do swoich zajęć. Wesoło podśpiewując pod nosem „Cysorz to ma klawe życie” usiadł za swoim biurkiem i skinął na sekretarkę – młodą diablicę, lat około dwustu pięćdziesięciu.
- Panno Black – rozkazał. – Proszę zrobić mi kawy.
Po chwili stanęła przed nim ozdobiona gustowną mozaiką kości filiżanka wypełniona parującą cieczą. Kawa, jaką zwykł pijać Samael od smoły różniła się jedynie zapachem i – nieznacznie – smakiem. Wzdrygnął się na ten widok, ale powtórzył sobie w duchu, że pozycja jednak do czegoś zobowiązuje i zatykając nos, wlał w siebie gorący napar. Następnie złapał pierwszą, z leżącego na biurku stosu gazetę i zaczął przegląd prasy. Po lekturze nie wyglądał na zadowolonego. Zmiął arkusz w dłoniach i cisnął go w ogień kominka. Chwycił następną, ta jednak tylko pogorszyła jego nastrój. Podobnie kolejne. W końcu nie wytrzymał, złapał za słuchawkę telefonu i wykręcił numer centrali: 999-666-999.
- Z Asmodeuszem! – huknął. – Migiem!
- Tak? – po drugiej stronie pojawił się zaspany, chrapliwy głos.
- Cóż to?! – ryknął Samael. – Śpicie na służbie towarzyszu Asmodeusz?!
- Nie, nie – zaczął jąkać się głos. – Ja tylko...
- Nie obchodzi mnie, co wy tylko. Macie zwołać zebranie! O jedenastej zero sześć w Głównej Sali. Obecność obowiązkowa! Wykonać!
- Tak jest!
Główna Sala Piekła nie należała do przyjemnych miejsc. W poustawianych pod ścianami, wypełnionych smołą kotłach, młode stopniem diabły gotowały zesłanych tu grzeszników. Nie byli to jednak zwykli złoczyńcy, o nie. Takimi zajmowano się w innych pomieszczeniach, do Sali Głównej trafiali zaś tylko najbardziej zatwardziali recydywiści. Z sufitu zwieszały się malownicze draperie i stalaktyty. Samael wszedł na mównicę przy marszowych dźwiękach kotłów, wybijanych przez niewolników. Wtórował im stojący na balkonie chór. Książe demonów uniósł rękę, dając im znak, by zamilkli. Mały diablik, który kichnął pomimo wyraźnego zakazu, został wyprowadzony z Sali przez służby porządkowe.
- Bracia! – zaczął, ale odpowiedziały mu gwizdy.
- Kochane diabły! – próbował naprawić sytuację, ale z sali posypały się w jego kierunku pomidory. Sprawców zamieszania szybko zlokalizowano i wyrzucono za drzwi.
- Cisza! – ryknął w końcu rozsierdzony Samael, choć nikt już się nie odzywał. – Nie jest dobrze. Nie jest dobrze! Musimy działać. Piekło musi podjąć zdecydowane kroki. Na Ziemi źle się dzieje. Znaczy się, dobrze. – Splunął. – Trzeba podjąć jakieś kroki, zaradzić tej sytuacji. Nie możemy pozwolić, żeby ludzie przestali się nas bać. A wszystko ku temu zmierza!
Po sali przemknął jęk grozy i przerażenia.
- Dlatego postanowiłem, co następuje: co jakiś czas będziemy wysyłać na Ziemię kilku naszych ludzi. Diabłów chciałem powiedzieć. Ich zadaniem będzie odbudowa odwiecznej równowagi między dobrem a złem. Przywrócenie dobrego... tfu! Złego imienia Piekła.
Rozejrzał się. Na twarzach zgromadzonych malował się strach. Wskazał na siedzącego pod ścianą diabła:
- Podejdź tu – rozkazał. – Reszta może wracać do swoich zajęć.
- Jak ci na imię? – spytał, gdy wskazany zbliżył się do mównicy, przepychając się przez opuszczający Salę tłum.
- Woland panie.
- A tak, tak. Przypominam coś sobie. Powierzę ci bardzo odpowiedzialne zadanie chłopcze. Udasz się do Moskwy. Pierwsza połowa dwudziestego wieku, może przełom stuleci... w każdym razie pozostawiam ci wolną rękę w kwestii dokładnego wyboru daty.
- Ale, przecież teraz mamy rok...
- A co cię obchodzi, co mamy teraz? Nie zaszkodzi trochę pozmieniać historię. Weź ze sobą kogoś. Koniecznie zabierz Azazela, ten bęcwał cały czas się obija, przyda mu się trochę ćwiczeń w terenie.
Woland skinął z szacunkiem głową i – na dany znak – odmaszerował.
Samaelowi nie dane było jednak tego dnia odpocząć. Gdy wrócił do gabinetu, panna Black spojrzała na niego zatroskanym wzrokiem.
- Szef pana wzywa – wyrzuciła z siebie jednym tchem.
- Lucyfer? O cholera.
Takie wezwanie zazwyczaj nie oznaczało nic dobrego. Nie mógł jednak kazać szefowi czekać. Klnąc pod nosem, udał się do gabinetu Lucyfera. Na całe szczęście, było oddalony tylko o kilkanaście metrów. Kilka razy zastukał mosiężną kołatką, drzwi same się otworzyły. Wszedł do środka. Lucyfer siedział w swoim fotelu, jedną rękę opierając na wykonanej z kości poręczy, drugą zaś głaszcząc wielkiego dobermana. Samael ukłonił się.
- Daruj sobie te uprzejmości Sam – zaczął szef. – Nikt nas tu nie usłyszy. Wezwałem cię, bo muszę cię pochwalić. Doniesiono mi o zebraniu i twoim planie. Genialne. Sam bym czegoś lepszego nie wymyślił.
- Od tego jestem Lucjuszu – twarz Samaela rozjaśnił uśmiech.
- Na pewno ucieszysz się, gdy powiem, że mam dla ciebie kolejne zajęcie.
- Lucjusz, ja nie wyrabiam! – krzyknął przerażony Sam. – Potrzebuję urlopu!
- To niestety niemożliwe. A ta sprawa nie cierpi zwłoki. Siadaj – pstryknął palcami i naprzeciw niego pojawił się drugi fotel. – Zapewne zdajesz sobie sprawę, że liczba Bestii, 666, jaką podał w „Apokalipsie” święty Jan jest błędna. Otóż bał się on wypowiadać prawdziwej liczby – i bardzo dobrze – więc przekręcił ją względem środka symetrii. Ale naprawdę, nas jest 999. Nie licząc mniej znacznych czartów.
- Wiem o tym.
- No właśnie. To błędne, panujące wśród ludzi przekonanie, zmniejsza nasze szeregi o jedną trzecią! To niedopuszczalne!
- Masz rację Lucjuszu.
- Dlatego ty zajmiesz się zmianą tego przekonania.
- Ja? Ale dlaczego? I jak mam tego dokonać?
- Bo jesteś moim najwierniejszym sługą. A sposób, w jaki to uczynisz, pozostawiam już tobie. Tylko nie waż mi się tykać „Apokalipsy”! Jasne?!
- Tak. Czy to już wszystko?
- Tak, możesz odejść Sam. Na razie.
- Do widzenia Lucjuszu.
Gdy wrócił do domu, nie był w najlepszym nastroju. Zakosztował wdzięków swojej małżonki i położył się spać. Czekał go przecież kolejny pracowity dzień.

Opublikowano

i choć trudno już być oryginalnym pisząc o diabłach, to z ta liczbą mnie rozwaliłeś. Jeśli to prawda, to niezła jazda!!!!
tekst bardzo wciągający. Mogłeś dać więcej - bo chyba nie jest to koniec?
jak dla mnie czadzik!!! choć dialog Lucyfera z Samaelem troszkę naiwny "Wezwałem cię, bo muszę cię pochwalić. Doniesiono mi o zebraniu i twoim planie. Genialne. Sam bym czegoś lepszego nie wymyślił." - albo to jest ironia do granic albo parodia postaci diabła
pozdr!!!!

Opublikowano

1)Dzięki za odwiedziny. Z liczbą - podobno - prawda. Też byłem zdziwiony.
2)Najpierw chciałem potraktować to jako całość, taka miniaturka, opis dnia diabła, ale tak teraz myślę, że chyba jednak będzie jakiś dalszy ciąg. Nie wiem tylko kiedy i czy na pewno.
3)I jeszcze jedno - otóż to, to jest parodia=).
pozdr

Opublikowano

podoba mi się (a ostatnio mało co mnie zadowala ;) )
po pierwszych kilku zdaniach pomyślałam, że "szatan naprawia diabelskie życie" albo jakos tak i faktycznie, boski Bułhakow się kłania. Ciężko jest opierać się na utworach poważnych twórców, zeby czegoś nie spier*** a przynajmniej nie skiepścić. Gratulacje
Czuję się troche niedoedukowana, bo nie jestem pewna jak to było z Lilith, pamiętam tylko, że była żoną Adama
+

P.S
po zobaczeniu tytułu skojarzyło mi się z R.Kapuścińskim, a tu nic (może lepiej, bo jego byś nie przebił ani nie dorównał ;P)
ale nie o to chodzi, bo tekst fajny

Opublikowano

Macieju:
Jak już mówiłem, ciąg dalszy będzie. Ale nie wiem jeszcze kiedy=)

Meliso:
Lilith była żoną Adama, owszem, ale jest też partnerką Samaela. A co do tytułu, to jest to aluzja to tekstu pana Waligórskiego. Zresztą Samael nuci sobie nawet jego fragment, jako, że jest to tekst piosenki=). Polecam=).

pozdr

Opublikowano

Nie chodzi mi tu o kapelę "Samael" (chociaż ja akurat w takich klimatach gustuję (acz nie tylko w takich)=), a o to, że główny bohater, który swoją drogą zowie się tak samo, nuci sobie fragment uwtoru, do którego tekst napisał Andrzej Waligórski. "Cysorza" nie wykonywał żaden zespół, to jest piosenka raczej kabaretowa=). Klimat zdecydowanie inny od "Samaela" wspomnianego powyżej=)
pozdr

  • 1 miesiąc temu...
  • 2 tygodnie później...
  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od czarownic. Paracelsus
    • 20:48 M. 7 Al-Si [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jacques Brel Jeśli mam mieć tylko Twój żar, by odziać nas w cud I ubrać w słońca czar przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jest mojej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać - w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę Za bolączki, jakie zna świat, Jak trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ofiarować tym, których jedyna gra To wejść w światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I tylko ten hymn, co ciszę skradł, By werblowi kazał, by zamilknąć chciał Wtedy, mając jedynie za broń Siłę, którą daje Twój żar, Wtedy ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę....( I. Od chryzantemy do chryzantemy Rozpadają się przyjaźnie Od chryzantemy do chryzantemy Zanikają w naszej jaźni ci, których kochaliśmy. Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok. Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zawlec znów swoje kości stare Do słońca, aż do lata, Do wiosny, aż do jutra... Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze Zobaczyć raz, czy rzeka Ciągle jeszcze czeka, czy zatoka Jest dalej przystanią, znów tam stanąć... Zaraz będę, za parę chwil Ale dlaczego ja, czemu teraz Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, Zawsze byłem tylko przybyszem... Od chryzantemy do chryzantemy Za każdym razem coraz bardziej stary, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej nie do pary... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów wsiąść w miłość, na gapę, Jak wsiada się w autobus, By już nie być sam, By być na czyimś progu, Znowu czuć się dobrze, tam... Zaraz będę, za chwilę.,. Ale tak bym pragnął Znów gwiazdami nakarmić Drżące ciało i paść martwy Miiłością spalony jak słońcem, Z sercem spopielonym... Zaraz będę, za chwilę.,. To nawet nie ty jesteś wcześniej - To ja już się spóźniłem Zaraz będę, za chwilę.,., oczywiście, że będę Czy kiedykolwiek byłem kimś innym, niż przybyszem"? II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości )zgrubny( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałam/liśmy się w powietrza ]dal[ I każdy tu pamięta kąt, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y swąd); Nic nie przypomina(ło) niczego innego(whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(to błąd!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dniaWciąż cię kocham, wieszKocham cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki) szarmanckiego( -księcia Od czasu (do czasu), traciłe/am }cię{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku] ]w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/jak kwlazł, właz Aby się zestarzeć, nie będąc dorosłymi {zejdź z ganku!} Im więcej czasu nas otacza I tym więcej )czasu( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[nagra,cza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę mniej, wkrótce Rozpadam się trochę później] kawałki/na[ Mniej chronimy nasze sekrety (przed/po wódce) Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia… Na której nie ma Ni zwierza, Ni człowieka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, bezoddech... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczyny w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje... ─── WAŻNE STRONY

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      W porcie Amsterdam W porcie Amsterdam Są żeglarze, co śpiewają I sny, co sen odbierają, U wybrzeży portu Amsterdam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy śpią Jak sztandary, co lśnią Wzdłuż ponurych brzegów. Tam. W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy umierają Pełni piwa i dramatów z annałów O świcie, tam w porcie Amsterdam. Lecz w porcie Amsterdam Są żeglarze, co rodzą się W gęstym upale i nie rzadszej mgle Od oceanów ospały port Amsterdam, tam. ─── W porcie Amsterdam Są żeglarze, którzy chcą jeść Na zbyt białych obrusach, jak ich życia treść Ociekająca rybami – port Amsterdam. To nie przystań dla dam! Pokazują ci zęby całkiem połamane, Które sprawiają, że chcesz W jabłko Fortuny wgryźć się, Aby księżyc ubolewał, Że całuny chcą żreć, I pachnie dorszem żołądka treść... W samym jądrze frytki, Którą biorą w swoją wielką dłoń, By wrócić, wstają ze śmiechem do bitki. W burzliwym hałasie Zapinają rozporki i wychodzą, bekając w niedoczasie. W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, Pocierając brzuchy, jak zwyczaj każe, O brzuchy kobiet. Kręcą się, tańczą jak w żałobie, Jak wypluwane słońca, W rozdartym dźwięku skwaszonego akordeonu, tak bez końca. Wykręcają szyje, Aby lepiej słyszeć swój śmiech, co buty szyje, Aż nagle akordeon gaśnie. Wtedy z poważnym gestem, a potem z dumnym spojrzeniem, tak właśnie, Wyciągają swoich bękartów z powrotem na światło dzienne I piszą testament w synaptyczny atrament.... ─── W porcie Amsterdam Tańczą marynarze, którzy piją, I piją, i piją znowu, I piją jeszcze trochę, każdy sam. Piją za zdrowie Amsterdamskich kurw Z Hamburga czy gdzie indziej tam: Z wszystkich tych dziur. Wreszcie piją zdrowie dam, Które im udzieliły swoich pięknych ciał, Które dają im swoją cnotę cnót, Za złotą monetę obciągają drut. A kiedy wreszcie nasycą się, Wtykają nosy w niebo, Wydmuchują nosy w całun gwiazd, Sikają się, jakby im zbierało się na płacz Nad niewiernymi kobietami, z którymi trzeba... W porcie Amsterdam, W porcie Amsterdam, W porcie nie dla dam, Porcie, gdzie każdy sam. ─── Marieke Jacques Brel Aj Marieke, Marieke Kochałam cię tak cudnie Między wieżami Gandawy I Brugii Aj Marieke, Marieke Dawno temu, zmienne l złudnie Między wieżami Brugii i Gandawy Bez miłości, cudnej miłości Wiatr wieje, cichy wiatr Bez miłości, pełnej miłość Morze płacze, szara morza dal... Bez miłości, cudnej miłości Światło cierpi, światło w cień A piasek trze moją ziemię przemiłą Moją płaską ziemię, o mojej Flandrii sen Aj Marieke, Marieke Flamandzkich nieb Kolor wież Z Brugii i Gandawy niesie się Aj Marieke, Marieke Flamandzkie niebo daję w zastaw Płacz ze mną Od Brugii do Gandaw Bez miłości, cudnej miłości Gdy wieje wiatr, to już koniec Bez miłości, pięknej miłości Gdy morze płacze, już skończone Bez miłości, gdzie jest cudna miłość? Gdy światło cierpi, wszystko w cień A piasek harata moją ziemię, co skryła... Moja płaska ziemia, mój o Flandrii sen. Aj Marieke, Marieke Me flamandzkie niebo nieb Czy było ciężkie zbyt, Marieke? Z Brugii aż do Gandawy het? Aj Marieke, Marieke Od twoich dwudziestu lat Które tak pokochałem w mig? Z Brugii do Gandawyv aż Bez miłości, cudnej miłości Gdy śmieje się diabeł, czarny czort Bez miłości, pięknej miłości Gdy moje serce płonie, me serce, bo; Bez miłości, cudnej miłości Gdy umiera lato, smuci się czas A piasek szoruje moją ziemię tak miło Moja płaska ziemio, o Flandria na 5 Aj Marieke, Marieke Czas powraca powraca czas Z Brugii do Gandaw żyje w nas Aj Marieke, Marieke Zawraca czas Gdy kochałaś mnie Z Brugią i Gandawą wraz Aj, Marieke, Marieke Wieczorem w sam raz Entre les tours De Brugges à Gand Aj, Marieke, Marieke Każdy staw Otwiera wrota bram van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4) van Brugge naar Gent (x4)  III. Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas - Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Życia wieczny zbieg Zapomnieć nieporozumień czas I straconych lat... Wiedząc jak Wciąż martwić się, jak Zapomnieć o dniach, które niosły jad Wymierzając cios W sam serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Ja dam ci Perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada znów I wydrążę z ziem Aż po śmierci tlen by skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę świat, gdzie miłość będzie królem twym miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów słów Bez sensu, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli razy dwa Jak płoną serca ich I: opowiem ci Baśń, jak ten król Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... widzieliśmy nie raz jak Ogień tryska znów Z góry starej jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem lepszy diamentów plon, Niż z kwietniów wszech, bo on.. A gdy nadejdzie sen niebo w ogniu ma stać Wtedy Czerwień i Czerń swój ślub będą brać Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi... Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ... Tańczę i śmieję się I słuchając cię Śpiewam, a potem milknę jak i gdzie... Daj mi ostać się Jako cień twego cienia cień twojej ręki cień,a nawet cień twojego psa Nie zostawiaj mnie  Nie zostawiaj, już... Mnie nie, nie Nie zostawiaj, tuż... ... Tuż ...   @Michał Pawica## Wstęp: List otwarty do Mistrza Wojciecha    
    • @Mel666   sierść jeży mi się na karku jak czytam ten wiersz.  Oryginalne pisanie. 
    • @Annna2 Przeczytałem z przyjemnością, pozdrawiam. 
    • @Anna_Sendor Po prostu - Przednio  !
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...