Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Autobus zatrzymał się w szczerym polu. Jak do tej pory moja podróż rysowała się przejrzyście, zahaczając o poszczególne punkty na wytyczonej trasie, poczynając od punktu wyjścia, aż do teraz. Aż do teraz. No bo pozostało mi do pokonania jeszcze jakieś dziesięć kilometrów, a środki transportu się wyczerpały, co nie znaczy że tego nie było w moich planach. Od samego początku brałem taką okoliczność jako bardzo prawdopodobną. I stało się tak, jak zakładałem. Autobus odjechał, plując na pożegnanie kłębami czarnego dymu w chłodny listopadowy eter. Powoli nadciągało popołudnie, a tuż za nim czaił się zmierzch. Czarny asfalt wił przede mną swoje chude i poszczerbione cielsko, błyszczące od niedawno witającego w tych okolicach deszczu. Podniosłem z ziemi swój niewielki plecak i zarzuciłem go sobie na plecy. Na północ, to był kierunek w którym musiałem się udać, strona, na której czekało na mnie przeznaczenie, moja przyszłość wylegiwała się bezczelnie na biegunie mojej trasy, a ja czekałem dziesięć kilometrów od niej. Mógłbym czekać, aż ruszy swoje grube pośladki i wyjdzie mi naprzeciw, bo dlaczego nie mógłbym? Ale rozsądek wziął we mnie górę, pokonał moje chwilowe infantylne pojęcie świata, tak jak Goliat, który nie pozwoliłby jakiemuś konusowi wymachiwać sobie przed oczami procą, zmiażdżył je w jednej chwili. Ruszyłem więc w kierunku północnym, trzymając się lewej strony jezdni, tak, aby nie potrącił mnie jakiś przejeżdżający samochód. Żaden samochód nie przejechał, a ja dotarłem do ściany lasu. Za nim to leżał punkt docelowy, ale las ciągnął się w nieskończoność, połykając czarny jęzor szosy. Zmartwiłem się tym faktem. Co dalej? Czy postawić pierwszy krok w to chłodne i tajemnicze środowisko, pełne mrocznych tajemnic, wiekowych drzew i krwiożerczych bestii, czy poczekać? Goliat zareagował natychmiastowo, wpychając irytującemu przeciwnikowi procę w przełyk. W konwulsjach, rzężąc przeraźliwie, skonał mój podstęp - muszę iść dalej.
Już, kiedy moja prawa noga uniosła się na wysokość łydki nogi lewej, już, kiedy ta pierwsza powolnym łukiem poczęła wysuwać się do przodu, kiedy ciało całe przechyliło się w północną stronę, za plecami ktoś ujął cały tragizm tej sytuacji jednym potokiem dźwięków:

- Prrrrrrr! Śliwka!

Zamarłem bez ruchu. Goliat, który właśnie robił piąte kółko na arenie, targając za swoim rydwanem ciało infantylności, zatrzymał się zdezorientowany. Nagle uświadomiłem sobie, że za sobą słyszę także cichą muzykę, a co ważniejsze, słyszałem ją już od jakiegoś czasu. Jednak powaga sytuacji, w której się znajdowałem odsunęła ten fakt w pokłady podświadomości. Goliat splunął zmieszany. Nie wytrzymałem, postanowiłem odwrócić się. Powoli. Cofnąłem prawą, dolną kończynę do punktu wyjścia, przechyliłem ciało w południową stronę. Obiema nogami dotykając gruntu zwalczyłem szalejącą w głowie niepewność. Jest taki dowcip o woźnicy, który niemiłosiernie okładał swojego konia batem. Koń sfrustrowany, odwrócił się w pewnym momencie i rzekł nieoczekiwanie: „Człowieku! Oszalałeś? Przecież to boli!” Zszokowany furman odrzekł: „Jezu! Pierwszy raz w życiu słyszę jak koń mówi!”. Znużony życiem pies podniósł ociężale głowę i skonstatował: „Ja też…”.Przypomniała mi się ta opowiastka. Śmiech jest wyzwoleniem w napiętych sytuacjach, nawet jeśli graniczy z obłędem. Historia ta, jak zwykle wprawiła mnie w dobry humor, pewny siebie odwróciłem się. Stanąłem jak wryty, przede mną stanął koń, którego przed chwilą zrodziła moja imaginacja. Otrząsnąłem się jak z jakiegoś okropnego snu. Lecz to nie pomogło, tępe spojrzenie zwierzęcia odbijało się od guzików mojej kurtki. Za koniem stała furmanka, a na niej siedział chłop w waciaku. W jednej ręce trzymał lejce, drugą majstrował coś przy małym radiu, które stało obok. Zmieniał najwidoczniej stację. Szum, który chwilowo wyrwał się z głośnika przeszedł w prostą melodię, nie za żwawą, ale też nie za spokojną. Furman spojrzał na mnie.
-Już późno, zanim dojdziesz do miasta, ściemni się na pewno, podwieźć cię?
Jestem uratowany, pomyślałem i odpowiedziałem zadowolony:
-Jasne, jeśli byłby pan tak miły!

Lejce rozcięły fragment listopadowego powietrza, i do wtóru parskania konia, a także rzężącej muzyki z radioodbiornika, gumowe koła wozu rozpoczęły lizanie brudnego asfaltu. Byle przed siebie, i byle na północ! Hej przez las! Ciemnozielone gałęzie pokryte igliwiem wyłaniały się na wyciągnięcie ręki. I znalazłem się w mrocznym lesie, a nie był to las normalny. Pomiędzy pniami drzew, walały się sterty śmieci, blaszane rury, kupy odpadków o przeróżnej zawartości. Mieszały się ze sobą w jednych skupiskach foliowe worki, obierki ziemniaków, jabłek, gruszek, stalowe pręty wyłaniały się niczym zbrojenie z tej zwyrodniałej konstrukcji. Wokół unosił się zapach żywicy, wymieszany z mdłym fetorem rozkładu. Wrony krakały. Ale ja jechałem na wozie, i to było najważniejsze. Przez gąszcz przedzieraliśmy się za przewodnictwem konia, o krowim spojrzeniu. Chociaż tempo, którym jechaliśmy, było niezbyt szybkie, to w tym pokracznym gąszczu czułem się pewnie, nawet stwierdzając że powoli robi się ciemno.
A demon południa tylko czekał na chwilę zapomnienia mego, czaił się, planował jak zaskoczyć po raz kolejny źródło bytowania swego. Kroczył za mną i planował, a plany jego były wyrafinowane - pozwolić na chwilę, oderwać się oczom od swego artefaktu, podejść w ciszy i zgnieść. Chłód przyszedł wraz z kolejnym krzykiem wron, dreszcz przeszył ciało i opadłem na dno myśli swoich. Skrył się w ciele chłopa, zabrał mnie, niby to bezinteresownie i wiózł na barce swojej po asfaltowym Styksie.
-Dlaczego to robisz? - zapytałem, patrząc mu prosto w oczy.
Miał kamienną, toporną, wyciosaną niedbale w ludzkim ciele twarz. Nos jak kartofel wypuścił smugę papierosowego dymu. Brązowe oczy wydały się być zaskoczone moim pytaniem, ale nie, o nie, nie dałem się zwieść. Powtórzyłem raz jeszcze swoje pytanie, nie odwracając wzroku od jego twarzy. Muzyka płynęła z radia. Jakaś piosenka „o życiu”.
-Jest późno, zanim dotarłbyś do połowy lasu ściemniło by się, lazł byś po ciemku, a to
nie jest bezpieczne, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.
Spojrzał na mnie bezczelnie, jakby nie zdawał sobie sprawy że wiem o co mu chodzi, że odkryłem, że nic nie było do odkrywania, gdyż to on się odkrył przede mną. Chyba że nie miał zamiaru ujawniać się w tej chwili, że zadziałał przypadek, fatum, los. W takim razie stałem pośrodku areny na której bogowie toczyli walkę o bieg rzeczy, mojej rzeczy. Fatum i Melancholia na ringu. Los, który chciał bym wiedział i Depresja z podstępem za pazuchą. Czyżby przypadek wziął górę, cisną z łoskotem swoim przeciwnikiem na matę. W każdym razie dotarło do mnie ostrzeżenie o niebezpieczeństwie, zdemaskowałem wroga. Kąciki ust podniosły mi się nieznacznie, czułem głupkowato ścierpnięte policzki. Postanowiłem wypełnić głosem sytuację:
-Śmierdzi strasznie w tym lesie.

Opublikowano

witam! jestem średnio nowa (ale na gwarancji)

sympatycznie zacząłeś, ale dlaczego taki krótki tekst?

Jak do tej pory moja podróż rysowała się przejrzyście, zahaczając o poszczególne punkty na wytyczonej trasie, poczynając od punktu wyjścia, aż do teraz. - podziel to zdanie na dwa albo coś i usuń powtórzenie
w ogóle strasznie dużo u Ciebie przydługich zdań
podobają mi się porównania i metafory

+ na zachętę i liczę na dalszy ciąg

Opublikowano

witam Mariuszu!!
małe korekty :
" Żaden samochód nie przejechał, a ja dotarłem do ściany lasu. Za nim to leżał punkt docelowy" powino być - "za nią"
rzeczywiście krótki tekst i kiedy coś się zaczyna, to wszystko sie urywa. Czy będzie dalszy ciąg? czy jest to jedynie wprawka?
jak na początek - na plus.

Opublikowano

Dzięki za krytykę. Zastanawiałem się czy kontynuacja ma jakikolwiek sens, wiecie, pisanie do szuflady nie jest zbytnio motywujące. Tak, mam ciąg dalszy, ale nie całość. Po pierwsze, zanim coś dodam, muszę najpierw to poprawić do wglądu publicznego. Nie chce się skompromitować banalnymi błędami. No i mam koncepcję na całość, chociaż muszę to sobie w główce poukładać. Ale ważne że mnie zmotywowaliście. Wspólnie dobrniemy do końca.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Dobro

       

      Pół żartem, a pół serio można powiedzieć, że prawdziwe Dobro to tylko Bóg i nikt poza Nim. Gdyby wgłębić się w to proste zdanie, to widać, że żartu w nim niewiele. Jeśli Miłość, Prawda i Piękno są dobrem, to dobro stanowi atrybut Boga, znany nam z Objawienia. Jeśli życie jest dobrem to stanowi ono atrybut Absolutu. Dobro jest przedmiotem nienawiści na tym świecie, a zarazem stanowi przedmiot pożądania. Ponieważ tego dobra jest na ziemi niewiele nieustannie toczą się o nie spory, kłótnie, walki i wojny. Doskonałość jest dobrem ale stanowi atrybut Absolutu. Doskonałe zło nie istnieje, podobnie jak doskonałe cokolwiek na tym świecie. Doskonałość rozumiana jako ideał. Dobrem jest harmonia różnych działań i funkcji wynikających z imperatywu formy człowieczej egzystencji. Wszelkie dysfunkcje, zakłócenia stanowią asumpt, bodziec do kaskady zła. Dobrem jest harmonia Łaski Bożej, zdrowego rozsądku, inteligencji, serca i duszy. Dobro tak rozumiane pomnaża dobro, sprawia, że na tym świecie i w tej cywilizacji zwiększa się rachunek dobra. Człowiek stresu, złej woli, człowiek chory sprawia, że pożądane dobro traci swoje atuty i zostaje zredukowane, zubożone. Staje się atrapą dobra, która nie przynosi prawdziwej radości, tylko nowe pożądania. W dzisiejszym świecie harmonia tak rozumiana jest dostępna tylko niewielu ludziom. Silne bodźce przymusu ekonomicznego czy fizycznego zmuszają wielu ludzi z pauperyzujących się, pauperyzowanych i spauperyzowanych grup społecznych do nieustannej pogoni za jakimkolwiek zyskiem. Niczym starożytni niewolnicy mogą powiedzieć, że dobro to brak jakichkolwiek uczuć i odczuć. Ich zamęczenie harówką nie ma nic wspólnego ze zdrowym zmęczeniem po całodziennym wysiłku, uczciwej pracy. Jak każdy ideał, ideał harmonii jest dobrem równie nieosiągalnym, jak inne na tym świecie. Niektórzy ludzie mówią, że Boga nie ma. Że ludzie modlą się do powietrza całymi godzinami… . A przecież i samo powietrze jest dobrem. Być dobrym dla wszystkich jak powietrze…? Każdy nim oddycha, wchłania chciwie niczym jakiś skarb. Gdy go gdzieś brakuje, opuszcza to miejsce i chciwie, łapczywie wtłacza w płuca tam gdzie ono jest, czując jak wraca mu życie, jasność umysłu. Gdy go zupełnie braknie człowiek umiera. Może modlitwa do tegoż powietrza to nie takie niemądre postępowanie, może wtedy zachodzi fluidyczny związek człowieka z odnowieniem, odświeżeniem się cząstek materii powietrza. Może powietrzu aby się odnowiło potrzeba tej minimalnej dawki bioprądów i fluidów, wydzielanych przez organizm ludzki…? Dobrze jest, kiedy ludzie nawzajem wybaczają sobie to, co uważają za złe, kiedy podają sobie ciepłe, serdeczne uściski dłoni. W naszych sercach budzi się jakaś radość z poczucia wspólnego dążenia ku jakiemuś Dobru, chociaż nie wypowiadamy jej głośno. Jest jakimś dobrem wspólne pomaganie sobie w kłopotach, w pokonywaniu jakiś przeszkód, w wypełnianiu obowiązków. Człowiek zatraca poczucie osamotnienia, wyobcowania we wrogim świecie, ma wrażenie, że ciało nie stanowi granicy jego jaźni i że żyje pomiędzy ciałami innych ludzi, że wypełnia się przestrzeń pomiędzy ludźmi jakąś energią… . Ma poczucie wspólnego losu w czasie i przestrzeni w jakich przyszło mu egzystować. Dobrem jest poszukiwanie swego indywidualnego głosu, głosu często zatracanego w społeczności wielkich molochów miejskich, swego odczucia świata, swego spojrzenia na siebie i innych ludzi. Społeczność w swej masie zniewala każdego człowieka, przymusza do porzucenia indywidualnej percepcji, rozumienia rzeczy, narzuca to co się samo narzuca lub co niesie „bagno behawioralne”. Dobrze jest, kiedy ktoś kocha zwierzęta, we właściwy sposób, sposób który podpowiada sama natura i potrzeba. Zwierzęta ze swej natury nieufne i płochliwe, właściwie traktowane, oswajają się i tracą lęk, nawiązują więź z człowiekiem. Często dokonują przy człowieku rzeczy, których w naturze nigdy by nie uczyniły: łaszą się, skaczą z radości, beczą, szczekają, kiwają łbami i są posłuszne dźwiękom ludzkiego głosu, którego artykulacji nie rozumieją. Jest dobrem zwrócenie uwagi komuś, że źle czyni, wyjaśniając dlaczego uważa się, że to coś jest złe, a to co się proponuje jest dobre. Człowiek osamotniony może właściwie nie pojmować i łatwiej zarazić się dobrem, niż złem, może zatracić siebie w walce o przetrwanie. Można powiedzieć, że dobrem jest kolekcja dzieł sztuki, która swym oddziaływaniem przenika ludzki umysł, ubogaca jego wyobraźnię, wzrusza, bawi, uczy. Dzieło sztuki jest dobrem związanym z sensem doczesnej egzystencji, z poczuciem piękna. Piękna muzyka potrafi przenieść człowieka w pozór jakiegoś innego świata, potrafi wrócić mu siły, ukoić bolesne rany, rozładować zły nastrój, a nawet uratować od zbrodni. Mówią o tym niektóre filmy fabularne, oparte o autentyczne wydarzenia (np. „Fitzcarraldo” W. Herzoga, „Misja” R. Joffe), publikacje książkowe, etc. Kunsztownie wykonaną kolię czy naszyjnik z pereł lub diamentów można uznać za jakieś dobro, ale… czy przynosi to więcej dobra czy zła? Jak dobry jest wynalazek penicyliny, ilu ludziom uratował życie doczesne? Ilu ludzi leżało w gorączce bez żadnej nadziei na wyzdrowienie i umierało? A jak spowszedniał ten wynalazek, to dobro, że każdy traktuje je niczym gruszki na drzewie, które można zerwać i zjeść w razie potrzeby? Któż pamięta dziś nazwisko tego dobroczyńcy, który wynalazł penicylinę? Można powiedzieć, że dobrem powszechnym stają się wynalazki współczesnej mikroelektroniki, wykorzystywane do rozmaitych urządzeń, mających za zadanie ułatwienia w egzystencji każdego człowieka, takie aby maszyny mogły zastąpić wysiłek ludzki i dać więcej wolności od wysiłku, od pracy. Dobrem są z pewnością radioodbiorniki, odtwarzacze laserowe, komputery osobiste, internet, telewizja. Dobre wynalazki to takie jak wynalazek żarówki T. Edisona, mogą służyć ludziom, ubogacać ich, wzmacniać, pomagać zapełnić nadmiar wolnego czasu. Ale powszechnie wiadomo, że dobre wynalazki mogą być wykorzystywane w złym celu przez ludzi o złej woli, mogą służyć złu. Dobrze jest, można powiedzieć, kiedy ludzie nie wynoszą się ponad siebie, kiedy są skromni, znają swoje możliwości, otrzymane dary, talenty i nie udają słońca, że są tak dobrzy, jak słońce i świecą na firmamencie dla wszystkich. 

      Dobrze jest żyć w kraju skromnych ludzi, pełnych rozsądnej pokory, szacunku dla dóbr rzeczywistych, dla wartościowych rzeczy, dla rzeczywistych dokonań, a nie iluzorycznych bufonad i fantastycznych wizji powszechnego dobrobytu. Można powiedzieć, że dobrze jest, gdy człowiek czuwa nad dobrem, nad tym aby posiadanego dobra nie utracić, a powiększyć jego zasoby. Można powiedzieć, że czuwanie nad dobrem jest podobne do czuwania nad własnym ogrodem. Dobrze jest pielęgnować roślinkę dobra, gdy nadciąga wicher podeprzeć listwą, usztywnić, gdy zbliża się powódź stosownie przekopać… . Dobrze byłoby pokusić się o dokonanie rozrachunku z samym sobą. Na czym to mogłoby polegać? Wystarczy obrać sobie z otoczenia dowolną rzecz, dowolny przedmiot i wyszukać w nim tylko i wyłącznie dobro, to co dobrego w nim widzę, a następnie wyszukać negatywy danej rzeczy. Później policzyć ile widziało się dobra, a ile zła… . Uczciwy rozrachunek może wiele powiedzieć o rachmistrzu. Ktoś wtedy powie: „widzę więcej zła w tym przedmiocie, niż dobra”. Czy to dobrze, czy źle?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...