Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Niestety i ja nic innego nie powiem, tylko bardzo goraco pochwalę za przemyślaną budowę, treść, rymy i puentę. Tym szczególniej jest mi miło, że sam piszę wiersze rymowane i to aby nie zagubiły sie one we wszechogarniającej bieli jest mi bardzo bliskie. Pozdrawiam Leszek. :)

PS jedynie miny-winy mi zgrzyta, gdyż odróżnia się dokładnością od innych rymów oraz w wersie "Każdy z mych niepoczutych płaczy" średniówka jest inna niż we wszystkich pozostałych wersach.
Opublikowano

Tak, to prawda: miny-winy psuły mi krew już od początku, stwierdziłem jednak, że odpuszczę sobie kombinacje z tym pierwszym wyrazem: wadomo, mógłbym szukać rymu kończącego się na -nych (sinych na przykład). Z tym, że już niespecjalnie chęci miałem, by przerabiać ten fragment - poszedłem więc na łatwiznę.

Prawda też ze średniówką: na szczęście rytm się tu nie łamie, więc myślę, że rzecz może zostać na swym miejscu.

Pozdrawiam, Antek

PS. Leszek, ja wiem, że Ty rymujesz :) Raz, że komentowałem, dwa, że przecież miałeś jakiś czas temu, gdy działała LSC, publikację w Periodyku. Ja pamiętliwy jestem - to pamiętam. :)

Opublikowano

Zamiana "zmarłych" na "żywych", jakkolwiek tworzyła by tekst ciekawy, dała by w efekcje treść zupełnie inną niż taka, o której tu piszę. I nie zgodzę się, że odrębne są tu wątki; wszystkie one to pewne aspekty niechęci, jakie peel do tego święta czuje. Myślę, że obcinając wiersz do kolejnej fraszki (już trochę ich pisałem :) wiersz wiele by stracił. Ale dziękuję za komentarz.

Opublikowano

Oj, mam wrażenie, że kolega przyjął mylny aksjomat. Podmiot liryczny utworu jest w stu procentach żywy, krew ma, kości, ślinę, limfę i miny kwaśne. W ostatniej strofie zwraca się do zmarłych; pali im świeczkę, lecz ten płomień nie ma mylić ich osądu co do jego do nich nastawienia. Podobnie i w nastepnym wersie zwraca się do zmarłych; nie chce, by Ci zadręczali się jego postępowaniem. Domyślam się, że słowo "góra" zmyliło Cię dość mocno; tym niemniej dotyczy ono nadal nieboszczków, o których peel myśli, że są w niebie. Bo kto z nas, odwiedzając cmentarze, ma o swych zmarłych inne przekonanie?
Reszta, gdy przyjąć nagle, że podmiot liryczny żyje, staje się dużo mniej zabawna.

Pozdrawiam, Antoś

PS. To co prawda pierwsza chyba taka interpretacja, lecz by uniknąć ewentualnych dalszych nieporozumień - zmieniam tę "górę".

Opublikowano

A mnie śmiertelność, choć daleka,
Takoż z fortecy wodą ścieka
Bo po cóż bronić ciało, które
Od duszy oddzielone murem
I gnije wewnątrz a poniekąd
Szoruj „Waść” oczy bo na wieko
„trza” zapracować, bez kamienia
Schodzą jedynie „się” marzenia

z ukłonikiem i pozdrówką MN

Opublikowano
Jak to? Przyszedł do kogoś bliskiego uczcić małym ognikiem Jego pamięć i mówi nagle, że go nie lubi? Po co w takim razie przyszedł na cmentarz, nie ma przecież takiego obowiązku.

A nie wiem po co przyszedł - podejrzewam, że on sam nie wie. Widać wyraźnie, że nie czyni tego z radością i uśmiechem; coś go musi zmuszać do uczestniczenia w tych okolicznościach. Najprawdopododniej zwyczaj; przyjęło się, że zapalić świeczkę wypada, to, by mieć czyste sumienie, idzie i zapala. Być może czuje nacisk rodziny; raz, że może być młody wiekiem i rodzice mogli go tam przywieźć (dajmy na to: jest w liceum), dwa, że będąc osobą dorosłą czuć może nacisk ze strony żony, szwagra, cholera wie - może i teściowej. Nie ma FORMALNEGO obowiązku am być, ale jakiś wewnętrzny obowiązek czuje, więc na cmentarzu się pojawia.

Wygląda jakby chcieli swoich bliskich zagrzebać raz na zawsze
a przecież ludzie odwiedzają i porządkują groby aby odswieżyć pamięć tych co odeszli.
Bardzo źle poetycko zestawione wyrazy: grzebią przy grobach.


Tu się nie zgodzę, zestawienie jest umyślne i w moim odczuciu udane. Raz, że oczywiście ma konotacje z swoistym pogrzebowym słownictwem. Dwa, że wyraża stosunek peela do tego święta. "Grzebać" to przecież tyle, co "majstrować"; niechętny jest peel takiej - często czysto okazjonalnej - pielęgnacji.

Otóż każdy człowiek ma nadzieje, że bliscy wspomną go czasem kiedy umrze,
tak jak on wspomina nnieraz swoją matkę, ojca, dziadków, babcię, przyjaciół...
Stąd te płyty marmurowe na cmentarzach bo marmur jest symbolem czegoś trwałego,
wiecznego - symbolem naszej nieustającej Pamięci.


Gratuluję podejścia do święta zmarłych - niestety, peel prezentuje postawę odmienną od Twojej. Ma do tego prawo. Dla niego wspaniałe, marmurowe pomniki są może i symbolem, ale bezużytecznym. Próbą wyrażenia czegoś, ale próbą nieporadną i mijającą się z celem. Przede wszystkim zaś jednak nagrobki, prócz tego, że przypominają peelowi, że on sam umrze nie mają dla niego znaczenia; świadomosć śmierci nie zmieni więc jego postępowania. Może przypomina sobie o niej jedynie na cmentarzu? Może przede wszystkim dlatego nie lubi tego święta?

Lubię interpretować własne utwory :) Pytanie "co autor nam przekazuje" robi się dwa razy ławiejsze :)

Pozdrawiam, Antek
Opublikowano

Antku!! - Napisałeś bardzo dobry wiersz. Każdy interpretuje go po swojemu, ale mnie też "męczy moja prywatna w nich śmiertelność" gdyż z materialnego punktu widzenia odeszli i choć jestem pewien, że zmienili formę bytu nie zawszę się umiem wyzwolić.

Pozdrawiam i zabieram wiersz do ulubionych Jacek

Opublikowano

Sokratex: Jaka śmertelność? Oj, czytaj, proszę, uważniej! Nie śmiertelność zmarłych sensu stricte, a "prywatna śmiertelność" podmiotu lirycznego, którą w zmarłych dostrzega. Mówiąc po ludzku: patrząc na zmarłych przypomina sobie, że i on umrze - dlatego nie lubi ich i ich święta. Oczywiście powiedzieć można, że ich śmierć i śmiertelność peela to nieco inne rzeczy; aczkolwiek mam wrażenie, że łączą się ze sobą. By nie powiedzie, że ściśle.
Gdyby coś jeszcze było niezrozumiałego - służę pomocą.

Czy słowo "Smętarz" jest genialne? Nie, tego nie napisałem: jest przeciętne. Za to "grzebać" uważam za dobre. Nikt nie powiedział, że poważnych wierszach nie wolno używać ironii. A jeśli powiedział, to ja nie słyszałem.

Pozdrawiam, Antek

PS. Jacek: Dzięki za komentarz :) To inna refleksja niż ta, która dotyka peela - jak go znam to dlatego po prostu, że nie odwiedza nikogo bliskiego. Ale kto mu broni być niedojrzałym? :)

Opublikowano

Co do powyższego komentarza, to zgodzę się tylko z tym, że Smętarz wyszedł mi nieźle - choć prawdą jest, że i pisywałem lepiej. Nie zwykłem niczego żądać, ale złamię przyzwyczajenie: żądałbym uzasadnienia powyższej radości i humoru z zeszytów. Co się nie podoba w powyższych porównaniach? Pomijając może fragment o stokrotkach; obecnie sam bym to napisał nieco inaczej.

Pozdrawiam, Antek

PS. Ja tego w Z nie publikowałem.

Opublikowano

Piszę /za co przepraszam/ ponad głową Autora /a to Jego strona/ do Sokratex'a: czy uważasz, że tylko ty poznałeś alchemię słowa, i tylko Ty znasz tajemnicę wytopu złota poezji?; coś mi się wydaje, że usiłujesz każdemu rozmówcy narzucić swoją poetykę jako obowiązującą. Zgadzam się na taką postawę ale tylko w ramach rywalizującej ze sobą sztuki / o czytelnika? o prawdę?/, czyli na wiersz o tematyce śmierci, cmentarza, nekropolii, Pól Elizejskich, łona Abrahama itd.itp...Masz inne na ten temat zdanie, sąd - wyraź to w wierszu, bo akurat w odniesieniu do zaprezentowanego tu wiersza nie wykazujesz dobrej woli wyrażenia zgody na odmienność. Niestety, wykazujesz także ślepotę na o c z y w i s t y
fakt spójności formalnej i logicznej w przyjętej przez Autora poetyce wiersza. On się wyobcowuje z "tego miejsca" już w samym tytule: smętactwo go mierzi, ale w zakończeniu pisze wyrażnie: męczy go własna w n i c h śmiertelność, czyli ma świadomość nieuniknionej śmierci. Właśnie dlatego, że nieuniknionej, w obliczu p o w a g i śmierci wszystkie zabiegi ż y w y c h wokół grobów wydają się niepoważne i chybione celu. Ja tylko domyślam się, co CIĘ tak Sokratex'sie zirytowało - pomyślałeś czy też posądziłeś Autora o lekceważący ton wobec tematu, niesłusznie. Wiersz tej granicy nie przekracza. Pozdrawiam Ciebie i gratuluję Autorowi udanego dzieła.J.S.

Opublikowano

No, pojawiam się i odpowiadam :)

Najpierw może jeszcze o tej śmiertelności. Moim zdaniem ta obecna w tym utworze nie odbiega wcale od słownikowej definicji (deathinicji?). "Śmiertleność organizmów żywych" - się zgadzam - o której te przekonują się patrząc na organizmu już martwe. Nie rozbierałem tej konstrukcji na funktory i zmienne indywiduowe - ale i tak wydaje mi się, że brzmi to logicznie :)

Szybciutko o innych utworach: zgadza się, moje haiku to nie haiku. Nie chcę pisać haiku sensu stricte, bo taka forma mi nie odpowiada. Dlatego je rymuje, wtłaczam je w ramy spinające, podsumowuje je, pointuję, systematyzuję obserwacje charakterystyczne dla haiku w całościowym obraze rzeczywistości. Z drugiej strony miniatury te powstają na bazie takiego mentalnego haiku, krótkich splotów myślowych; stąd zacowana liczba sylab i na wpół obserwacyjny charakter. Publikuje w dziale haiku, bo nie ma na to tu lepszego działu.

Natomiast szczęka mi opadła przy limerykach. "Kilka zwrotek"?! Na bogów, które?! Zgadzam się, że czasem rytm 3 i 4 nie jest o stopę krótszy, rymy nie zawsze są dokładne, czasem występuje podmiot liryczny - ale takie odchylenia są w limeryku dopuszczalne, choć nie są szczytem marzeń. Natomiast "Kilka zwrotek"?! Podaj proszę przykłady, bo sam jestem ciekaw.

Natomiast zbytnia efektowność to już ciekawy argument. Nie ukrywam, ja lubię wymyślać ciekawe - bo nie zgodze się, że nonsensowne, każdą potrafię wytłumaczyć - metafory. Owszem, Jacek Dehnel napisął mi kiedyś, że zbyt rozciągam rejestry. Ja natomiast nadal nie ukrywam, że takie pisanie - posiadające treść, ale i lekko barokowe, bogate w formie - póki co (!) mnie interesuje. Są tu odstępstwa od normy: rzuć, prozę okiem na *** [to nie jest koniec śwata...]. Tym niemniej, choć lubię wspomnianego Herberta i lubię jego komunikatywny styl pisania, to najbardziej pociąga mnie poetyka Leśmiana. Rzecz jasna nie staram się jej naśladować - to byloby samobójstwo - ale staram się pisać po swojemu, ale opierając się również na możliwie ciekawych skojarzeniach. Nie mówię, że zawsze nimi trafiam, ale to pewnie cena, jaką się płaci za chęć szukania jakiś nowych porównań i metafor.

Jeżeli chodzi o tę zabawę to mogę co najwyżej poszukać - dajmy na to w Różewiczu, Herberta na pólce nie mam - fraz, które mi się nie podobają. Póki co wrzucę Ci jednak jeden z mych ulubionych fragmentów Leśmiana - pisać tak nie będę, ale wyobraźnia i intuicyjność pisania szokowała nie tu zawsze:

Południe samo siebie
roztrwania w oman senny...
Niebem prześwieca w niebie
przezroczy księżyc dzienny.

Pozdrawiam obu dyskutantów,
Antek

Opublikowano

O ile co do śmiertelności nie dojdziemy do porozumienia - ja nadal uważam, że w organizmach martwych widać ich śmiertelność, właśnie dlatego że są martwe - o tyle niepotrzebny jest tu spór o te miniaturki. Że zacytuję sam siebie z poprzedniego postu "Nie chcę pisać haiku sensu stricte, bo taka forma mi nie odpowiada. Dlatego je rymuje, wtłaczam je w ramy spinające, podsumowuje je, pointuję, systematyzuję obserwacje charakterystyczne dla haiku w całościowym obrazie rzeczywistości. Z drugiej strony miniatury te powstają na bazie takiego mentalnego haiku, krótkich splotów myślowych; stąd zacowana liczba sylab i na wpół obserwacyjny charakter. Publikuje w dziale haiku, bo nie ma na to tu lepszego działu."
Nie musisz mnie uczyć pisania haiku - ja haiku pidać umiem, po prostu nie chcę tego robić.

Natomiast nadal proszę o przykład kilkuzwrotkowego limeryku. Nie rzucaj słów na wiatr.

Pozdrawiam, Antek

Opublikowano
Antoni, naprawdę nic nie można Ci wytłumaczyć podobnie jak próbowano to zrobić w dziale haiku. Tutaj to samo: "Nie chcę pisać haiku trala lala... Dlatego JE rymuje, wtłaczam JE w ramy spinające, podsumowuje JE, pointuję trata tata...." Poza tym: jak można spointować haiku które są już same w sobie pointą, największym z możliwych poetyckich skrótów?! Znasz haiku o żabie? Twoja pointa wygląda w tym przypadku mniej więcej tak (oby!)

Ech, ppowtórzę raz jeszcze: piszę miniatury, pogrubiłem to specjalnie w poprzednim komentarzu. Haiku, które powstają w formie zlepku myśli, obrazów przekształcam, rymuję i tworzę z nich miniatury. Coś innego, coś, co nie jest haiku. Ostatni raz to tłumaczę, OK?

Limeryki? Nie wiem, nie śledziłem Twojej twórczości az tak dokładnie. Zajrzałem do działu limeryków i natknąłem się na rymowany wierszyk niewiele mający z limerykami wspólnego,
inny nie trzymał sylab, kolejny był niedokładnie zrymowany, jeszcze inny mało śmieszny


Na tym forum nie ma działu poświęconego tylko limerykom. Jest Piaskownica, miejsca tak dla limeryków jak i innych żartobliwych form. Z Twej wypowiedzi wynika, że jeden nie był limerykiem, jeden nie trzymał liczby sylab (powiedz który, poprawię), jeden był niedokładnie zrymowany, jeden Cię nie śmieszył. Z tego wniosek, że pozostałe trzy Cię śmieszyły, co poczytuję sobie za osobisty sukces. A na serio: jak nie śmieszyły to trudno, poczucie humoru jest rzeczą względną. Tylko napisz który wierszyk nie trzymał sylab; wszystkie, które piszę, zwykły.

Ciężko mi jest zrozumieć, co - według Ciebie - jest złego w tych porównaniach. Wiem już, że w miniaturkach nie podoba Ci się to, że są w dziale haiku, a w wierszach zbytnia efektowność niektórych fraz. Nadal jednak nie widzę niczego zabawnego czy błędnego w przytoczonych przez Ciebie fragmentach: nie uargumentwałeś dlaczego Cię śmieszą (nie mówię o tej śmiertelności, podałeś argumentację, choć według mnie karkołomną). Nie podałeś też fragmentów, które Ci się podobają - nie mogę więc nawet wnioskować przez opozycję.

I na koniec: nie podoba mi się ton, który stosujesz. Piszesz w sposób protekcjonalny; taki ton mnie drażni, bo nie widzę w Tobie autorytetu. Wychodzę z założenia, że od każdego można się czegoś nauczyć, więc uwag słucham, notuje się do nich i stosuję się do nich, gdy uważam to za słuszne. Taki ton temu nie służy; ja przecież też mogę być złośliwy, czy wypowiadać się z wyższością. A przecież nie o to chodzi: ani ja nie mam prawa, by traktować Cię z góry, ani Ty nie masz takiego prawa w stosunku do mnie.

Pozdrawiam, Antek
Opublikowano

Ja tu widzę przykład megalomani, natomiast nie widze argumentów, szkoda.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Lepsze bo twoje? Na podstawie jakich wyznaczników tak sądzisz, poproszę o szczegóły.

P.S. Pan Antoni bodajże juz trzy razy mówił, że nie pisze haiku. A ty nadal mówisz, o jakichś jego haiku, które nigdy nie istniały.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Cóż, odpowiem jak zwykle pogodnie i z uśmiechem. Temu własnie służą medytacje, szczerze polecam.

Sokratex: Moje dwa przykładowe haiku, napisane od ręki są lepsze od każdego z tych które napisałeś...

Oj, Sokratexie :) Przez całą dyskusję udowadniasz mi - mimo, że zgadzam się z Tobą od samego poczatku - że nie piszę haiku. Teraz nagle stwiedzasz, że haiku jednak piszę - ale gorsze od Twoich. Widzę, że się wahasz; pozwolę sobie jeszcze raz powtórzyć, że piszę miniatury. W mojej głowie powstają myśli, które są własciwe tym stanowiącym bazę haiku. Mógłbym napisać haiku na ich bazie. Ale nie chcę.

siląc się niewiadomo czemu na rymy

Powtórzę raz jeszcze: rymuje je, bo rym w miniaturze zamyka ją, zawiera ją w jakiś ramach. Haiku to forma otwarta, zadająca - w moim odczuciu - pytania; moje miniaturki to próba odpowiedzi, znalezienia dla obrazów miejsca w rzeczywistości, usystematyzowania ich. Treść jest poukładana; potrzebuje więc odpowiedniej tu formy. Tę formę zapewniają, moim zdaniem, rymy. Rymy, powtórzę raz jeszcze, w miniaturach, będących do haiku formą w pewnym wymiarze - ale tylko w pewnym! - podobną.

A jeśli chodzi o limeryki to prosze bardzo - na dole przykład limeryku który można czytać w kółko otrzymując różne znaczenia i który mimo prostackiej z zasady formy limeryku można zaliczyć do poezji.

Limeryk nie ma być poezją. Limeryk ma być śmieszny. :)
Poza tym chciałbym zwrócić uwagę, że podany przez Ciebie (Twój?) limeryk niesie ze sobą błąd formalny: pojawia się w nim pierwsza osoba liczby pojedynczej, a limeryk powinien być pisany w osobie trzeciej. Ale to nic wielkiego, więc się nie martw.

Nie mam zamiaru dalej ciągnąć tej dyskusji, skoro nawet nie usiłujesz wyłapać niczego, nie tylko niepoetyckiego, ale także nieprawidłowego logicznie w cytowanych wcześniej sformułowaniach znalezionych w ciągu 5 minut w Twoich wierszach. Żałuję, że
traciłem niepotrzebnie czas.


Ależ ja nie widzę w nich nic nielogicznego! Jeśli twierdzisz, że istnieją tu zbitki nielogiczne - pokaż mi je. Argumentuj! Pokaż mi CO nielogicznego jest w tych frazach. Mam je rozbijać na predykatory?

Sam jak widzę usiłowałeś napisać haiku i to z pytaniem "haiku?" na które nie doczekałes jak dotad odpowiedzi - po co w takim razie zabierasz głos na temat haiku jeśli nawet nie masz pojęcia czy to co piszesz to haiku? :-)

A to jest z kolei bardzo brzydki argument. "Ty się nie znasz, więc się zamknij"? Bądźmy poważni. Nie komentowałem jeszcze żadnego Twojego wiersza, przeczytałem raptem jedno Twoje haiku, nie znam żadnego Twojego limeryku (chyba, że ten był Twój) - a i tak uznaję, że masz coś do powiedzenia w sprawie poezji. Więcej, gotowy jestem nawet się uczyć od Ciebie; gotowy jestem uczyć się od każdego. Nie każę Ci uczyć się od innych - ale pozwól im wypowiadać własne zdanie.

Pozdrawiam, Antek

PS. Gotowy byłbym na zakończenie napisać, że piszę miniatury, a nie haiku - ale to już chyba wiemy, prawda?

Opublikowano

Sokratesie, nie zabrałem głosu w sprawie haiku, tylko w sprawie miniaturek.
Bo widzę, że ta zaćma przeniosła się tez na ciebie, skoro tyle razu pisze się, że Antoni nie tworzy haiku. A Ty ciagle wmawiasz i jemu i innym, że tak nie jest.
To tak jakbyśmi wmawiał, że taraz mieszkam w Chinach.

A co do mojego haiku, to prawda nie znam się. Dlatego dałem pytajnik. Ale to nie znaczy, że nie moge mieć własnego zdania. Poza tym nie wiem dlaczego zacząłeś rozmawiać o tym co piszę. Jeżeli tak bardzo chcesz mi powiedzieć czy to co pisze jest haiku to napisz to we właściwym miejscu.

P.S. Podaj szczegóły potwierdzające dlaczego te wycinki z wierszy Leszczyca sa złe.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



W moim odczuciu, Antoś, ten wiersz nie jest zbyt udany. Wydaje mi się, że z założenia miał być trochę prześmiewczy, dystansujący się od nastroju cichego skupienia panującego przy grobach. Jednak wiele sformułowań jest wg mnie nieporadnych, wysilonych, co w znacznej mierze psuje efekt. Podobają mi się dwa pierwsze wersy.
Nie przemawia do mnie drapanie deszczu. Starte blizny - też niezbyt. Prędzej zatarte, może zamierzchłe? i może kapie?. Takie rozdrapywanie ran deszczem, no - jakoś nie bardzo. Dalej: "zaś grzebią dziś" też jest dla mnie jakieś nieporadne. Czemu zaś? Deszcz drapie, zaś człowiek grzebie - ta przeciwstawność dla mnie jest nieuzasadniona. Chyba, że "zaś" użyłeś w znaczeniu "znów" - czasem spotykam taką formę. Bardziej bym tu jednak widział "znów", bo to wprowadziłoby element powtarzalności. Dalej trochę mnie razi pewna personifikacja grobów zawarta w słowie "im". Potem: niebieskie igliwie? Szafir jest raczej kolorem niebieskim złamanym tylko w kierunku zieleni. No, ale niech Ci będzie. Dalej - przyszłe znaczenia w płytach nagrobnych wydają mi się nielogiczne. Kwaśna mina jest jakby trochę z wierszyka dla dzieci. Niepoczute płacze? Czuje się raczej chęć do płaczu, a słowo niepoczutych bardzo mi odstaje. I w końcu puenta. Wydaje mi się, że zrobiłeś tu małą mieszankę - przestawiając sztucznie słowa dla uzyskania rytmu. Czyli, że chodziło o znaczenie: Nie lubię zmarłych, bo w nich męczy mnie moja prywatna śmiertelność. I dlatego wyszło niezbyt zrozumiale. Coś trochę pokombinowałem, ale to dalej chyba nie jest to:

Jesień. Wiatr liści szary papier
wtrąca przechodniom między słowa.
Deszcz na zatarte blizny kapie,
ludzie znów grzebią dziś przy grobach.

Tafle spękane i nadżarte,
zdobią w igliwia zwiędły szafir,
jakby stroili je na tańce
lub do trumiennej fotografii.

Nie widzę w płytach głębszych znaczeń,
skupionej nie obnoszę miny.
Każdy z niezaistniałych płaczy
jest jak przyznanie się do winy.

Niech was nie zmyli płomień świecy;
nie łamcie w raju rąk nade mną!
Nie lubię grobów, bo w mnie męczy
udowodniona w nich śmiertelność.


Teraz parę słów co do całej powyższej dyskusji. Bardzo nie podoba mi się styl komentarza: "Żle piszesz, popatrz jak ja piszę i bierz przykład" Wyrywanie wersów z kontekstu i kłucie nimi w oczy autorowi też nie przynosi chwały komentującemu, nawet gdyby miał rację co do pewnych w nich niedociągnięć. "Kilkuzwrotkowe limeryki" wynikają z niewiedzy komentującego, że dział limeryki/pisakownica nie ogranicza wklejanych utworów wyłącznie do limeryków, tylko jest to miejsce na utwory po prostu lekkie i żartobliwe. Nie bronię tu Antosiowych limeryków, bo z nimi mocno różniaście bywa, ale udowadnianie autorowi, przy tym tak otwartemu na uwagi, że w czambuł jest beznadziejny nie jest sensownym działaniem. Proponuję zatem zakończyć sprawę. Wiadomo, że każdy piszący ciągle się uczy, chce się doskonalić, uczyć się patrzeć na swoje utwory przez pryzmat odczucia czytelników. Problem w tym, żeby mu te odczucia przedstawić w sensowny i zarazem kulturalny sposób.
To tyle w skrócie.
Z pozdrowieniem
Ja.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...