Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

. „Matka jęczała ojciec łkał
Straszny był świat gdziem susa dał
Nagi bezbronny i z ciękim krzykiem
Jakbym zza chmury był diablikiem”



William Blake „Smutek nowo narodzonego”




-Mathatjah!! Mathatjah!! Głośny ochrypły głos mojej wychowawczyni wyrwał mnie ze snu
-Kolejny raz zasnąłeś na mojej lekcji, twoja postawa zaczyna mnie doprowadzać do szału „Flaki mi się wewnątrz przewracają”* gdy widzę cię śpiącego.
Nasza kochana pani wychowawczyni, gdy wypatrzy sobie jakąś ofiarę, to potrafi do końca lekcji tej osobie ucierać uszy, swoimi pięknie zbudowanymi zdaniami, wykwintność z jaką to robi jest wręcz oszałamiająca.
-Ale proszę pani.....
-Żadnych ale! Acha!..... I tu powstała tzw. -cisza napięcia- po której od razu padła seria jak z karabinu maszynowego.
-A tak poza tym, to odbyłam krótką burzliwą konwersację z panią z Matematyki i jeszcze w dodatku Pan z Historii skarży się na twoje zachowanie, jesteś jak on to powiedział- kompletnie nieobecny. Grożą ci oceny niedostateczne z obu tych przedmiotów
-Ale ja chciałem-. Miałem tak ściśnięte gardło, że ledwo wybełkotałem te słowa przez zęby
-Siedź cicho i nic nie dodawaj. Ja już sobie porozmawiam z twoimi rodzicami, może oni pomogą mi ukierunkować cię na dobrą drogę.
Gdy nasza Pani zaczyna te swoje długie monologi to chyba zapomina oddychać, bo od razu robi się cała czerwona. A biorąc pod uwagę, iż nie jest już pierwszej świeżości to przy każdym wypowiadanym słowie, ta niezliczona ilość pofałdowanych zmarszczek tak śmiesznie skacze jej po twarzy.
Tak prawdę mówiąc to chyba 80% naszej klasy jest zagrożona z matematyki. Pani po prostu w ten sposób chce nas mobilizować do nauki. Zawsze powtarza iż jesteśmy „Lenie śmierdzące” I jeszcze dodaje nie wszyscy muszą wybierać ambitne kierunki studiów, niektórych usatysfakcjonuje łopatologia",** kończąc to zdanie przelatuje spojrzeniem po całej klasie szyderczo się uśmiechając. Co do historii to rzeczywiście, zdarzyło mi się kilka razy zasnąć. Ale jak tu nie zasnąć, jak pan historyk zaczyna się bawić w krytyka rzeczywistości i opowiada o politycznym świecie przekrętów, o burakach w biało czerwonych krawatach albo o „samoobronie” kobiet. Albo każe wkuć na pamięć jakieś daty, które według zasady 4 „z”, znikną z głowy zapewne zaraz po klasówce. Raz pamiętam sytuację, był bardzo ważny temat lekcji, już nie pamiętam o czym. Ale dla naszego pana to była świętość nad świętości. No i oczywiście mi zdarzyło się bujać w obłokach, nie żebym spał, ale jakoś tak mój wzrok rozpływał się pomiędzy dekoltem koleżanki, która siedziała tuż koło okna a majestatem chmurzystego nieba. Pan podszedł do mnie i zaczął mi machać ręką przed nosem, a ja nic, rzadnej reakcji. I nagle jak mnie huknoł książką w łeb, to myślałem, że wbiła mi się głowa pomiędzy żebra.-Nie żyj w świecie wyobraźni, ty wstrętny marzycielu, tacy jak ty doprowadzą nasz naród do klęski gospodarczej. Po tych słowach nasz historyk szybciutko wrócił do straconego wątku, dodając jeszcze- mamy tak niewiele czasu a zagadnienie jest naprawdę godne uwagi.
Długi dźwięk dzwonka obudził wszystkich uczniów z letargu. Była to już ostatnia lekcja, więc wszyscy szybciutko porozbiegali się do domów, tak że po chwili klasa była całkiem pusta. Uwielbiam ten moment gdy kończy się ostatnia lekcja, to jest jak u skazańca, który po odsiedzeniu 20 lat wyroku. Wychodzi na wolność i może sobie pójść, gdzie mu się żywnie podoba. Wtedy inaczej świeci słońce, jest cieplejsze, wiatr delikatniej gładzi policzki, ptaszki piękniej śpiewają i tak dalej i tak dalej bla bla bla. Teraz w drodze do domu mam wolną chwilkę, aby opisać chociaż po trochu moją klasę. Szczerze mówiąc wcale mi się tego nie chce robić. Ponieważ w mojej klasie są same bałwany, ale nie takie jak w zimie[ takim porównaniem ubliżył bym śnieżny stworkom, a tego nie ważę się zrobić ponieważ dążę je ogromom sympatiom]
Czy takim bałwaną które tworzą się na czubkach załamujących się fal, och! Te bałwany są przepiękne, fascynujące. A chłopaki z mojej klasy to totalne pierdoły wśród bałwanów. I gdyby oni wszyscy brali grupowy udział w konkursie na największą pierdołę, to zapewne zajęli by drugie miejsce. Zapytasz się pewnie dlaczego drugie a nie pierwsze? Już ci odpowiadam. Bo to takie straszne!! pierdoły. Co do dziewczyn, to nie mam zdania, ponieważ wcale ich nie znam. Przykładowo ostatnio doszedł do naszej klasy jakiś nowy. I o nim wiem tyle co o reszcie tych pierduł.
Gdy tak szedłem po chodniku i rozważałem nad lepianiem bałwanów śnieżnych, niespodziewanie jeden z przejeżdżających samochodów zwolnił i przez dłuższą chwilę podążał zrównany ze mną. Na początku udawałem, że go nie widzę i że jest mi kompletnie obojętny. Lecz tak naprawdę intrygował mnie jak cholera. Wtem uchyliła się szyba od której odbijały się promienie słońca i ujrzałem gigantyczne usta umalowane czerwoną szminką. Wargi były tak wielkich rozmiarów, że zasłaniały prawie cało twarz. Usta falowały, wyginały się, poruszały się tak jakby chciały mnie pożreć w całości. Wraz z tym przerażającym widokiem słyszałem jakieś pojedyncze słowa wyrwane z kontekstu wielu zdań, które nie mogły do mnie dotrzeć przez barierę wielkich warg.
-Mathatjah!!! czy ty zawsze musisz spać nawet na stojąco
. Oj to moja pani wychowawczyni, przez ten świeży makijaż, który musiała sobie zrobić zapewne przed momentem, była w ogóle nie do poznania .
-Zatrzymałam się aby ci przypomnieć o powiadomieniu rodziców, zrobiłabym to osobiście, ale śpieszę się na ważne spotkanie, mam randkę. Po słowie randka wychowawczyni zrobiła promienisty uśmiech i jej wielkie czerwone usta tak się powiększyły, że zakryły prawie całą maskę samochodu. Uniosła brwi trzykrotnie, kokieteryjnie mrugnęła mi oczkiem i z piskiem opon pozostawiła mnie w chmurze pyłu........
Nie wiem z kim porozmawia moja wychowawczyni. Ojca nie pamiętam, nie wiem co się z nim stało, gdy się pytam mamy o niego, zawsze powstaje taka nieprzyjemna krępująca cisza, więc szybko zmieniam temat na jakiś inny. Co do Mamy to jest nałogową alkoholiczką. Jak zaczynie pić to cały miesiąc chodzi śladem węża. Czasem przestaje na tydzień lub dwa, wtedy staje się nieobecna, cicha, zamknięta w sobie. Lecz to nie trwa długo ponieważ znów zaczyna pić i wtedy to w ogóle nie mam ochoty z nią rozmawiać. I jest tak na okrągło odkąd pamiętam. Gdyby nie zasiłek i drobne grosze z bezrobocia to nie wiem z czego byśmy się utrzymali, chociaż i tak żyjemy w nędzy. Mama przepija połowę pieniędzy, za resztę starcza na marne jedzenie i niektóre opłaty. Niektóre bo innych nie płacimy. Mama mówi że nie trzeba. Nie wiem sam co o tym myśleć, komornika jeszcze nie było, żadne listy z upomnieniami nie przychodzą więc cóż...

c.d.n



*- ulubione powiedzenia mojego pierwszego trenera Henryka S.
**-tą sentęcję czesto powtarzał mój historyk z liceum

Opublikowano

zaczyna mnie twoja postawa doprowadzać do szału - twoja postawa zaczyna mnie...
może oni pomogą mi ciebie ukierunkować na dobrą drogę. - ukierunkować cię
robiąc przy tym szyderczy uśmieszek. - uśmiechając się szyderczo
I wtem jak mnie chuknoł książką - proste zdania, a tu nagle "wtem" , poza tym: huknął
takim porównaniem ubliżył bym śnieżny stworkom, a tego nie ważę się zrobić ponieważ dążę ich ogromom sympatiom - darzę je (te stworki, te bałwanki) sympatią
Czy takim bałwaną [przecinek] które tworzą się na czubkach załamujących się fal - takim bałwanem, takimi bałwanami, ...
ulepianiem - lepieniem
cało - całą
zrobiła bym - zrobiłabym
od kond - odkąd
większą połowę - ??
Chenryka - Henryk

językowe i stylistyczne zgrzyty
treść nie powala
przeglądaj czasem słownik języka polskiego

Opublikowano

Ja bym Ci proponował troszkę ochłonąć i przeczytać ten tekst za kilka dni - wtedy wychwycisz błędy i potknięcia stylistyczne. Poza tym dobrze byłoby napisać jakiś plan zdarzeń, przemyśleć całą historię już teraz. Jeżeli będziesz chciał pełnej korekty, to napisz do mnie na priva.
Treść rzeczywiście nie powala, wszystko posypało się po ostatniej rozmowie z nauczycielką.
Co do problematyki, to jest ona bardzo ciekawa. Sam zajmuję się nią teoretycznie (w tekstach) i praktycznie (w życiu), może dlatego łezka mi się w oku zakręciła podczas czytania.
Ale nie zmienia to faktu - jest tutaj jeszcze bardzo dużo do zrobienia.
Pozdrawiam.

Opublikowano

dzięki za wizytę i słowa otuchy, problem taki, że jak czytam własne teksty to jakoś te błędy stają się niewidoczne a ja jakoś ślepiec (dyslektyk) błądzę w krainie cieniów
wiem tekst jest szkieletem, jeszcze trza go rozbudować dopowiedzieć, ale na to już przyjdzie odpowiedznia chwila

jeszcze raz dziękuję ni9sko się kłaniam i pozdrawiam

Opublikowano
Nasza kochana pani wychowawczyni, gdy wypatrzy sobie jakąś ofiarę, to potrafi do końca lekcji tej osobie ucierać uszy, swoimi pięknie zbudowanymi zdaniami, wykwintność z jaką to robi jest wręcz oszałamiająca. - zbędne to; zbędny przcecinek przed swoimi pięknie; przecinek przed wykwintność proponuję zamienić na kropkę bądź średnik.
A tak poza tym, to odbyłam krótką burzliwą konwersację z panią z Matematyki i jeszcze w dodatku Pan z Historii skarży się na twoje zachowanie - a nie od matematyki, od historii?
Gdy nasza Pani zaczyna te swoje długie monologi to chyba zapomina oddychać, bo od razu robi się cała czerwona. - wyrzuć to.
A biorąc pod uwagę, iż nie jest już pierwszej świeżości, to przy każdym wypowiadanym słowie, ta niezliczona ilość pofałdowanych zmarszczek tak śmiesznie skacze jej po twarzy. - znów to; przecinek po wypowiadanym słowie niepotrzebny, za to przyda się wcześniej.
Tak prawdę mówiąc, to chyba 80% naszej klasy jest zagrożona z matematyki.
Zawsze powtarza, iż jesteśmy „Lenie śmierdzące”.
I jeszcze dodaje: "nie wszyscy muszą wybierać ambitne kierunki studiów, niektórych usatysfakcjonuje łopatologia",** kończąc to zdanie przelatuje spojrzeniem po całej klasie szyderczo się uśmiechając. - miast przecinka po ** lepsza będzie kropka.
Ale jak tu nie zasnąć, jak pan historyk zaczyna się bawić w krytyka rzeczywistości i opowiada o politycznym świecie przekrętów, o burakach w biało czerwonych krawatach albo o „samoobronie” kobiet. - powtórzenie.
Albo każe wkuć na pamięć jakieś daty, które według zasady 4 „z”, znikną z głowy zapewne zaraz po klasówce. - zbędny przecinek po 4 "z".
Raz pamiętam sytuację, był bardzo ważny temat lekcji, już nie pamiętam o czym.
- raz pamiętam czy pamiętam jedną?
No i oczywiście mi zdarzyło się bujać w obłokach, nie żebym spał, ale jakoś tak mój wzrok rozpływał się pomiędzy dekoltem koleżanki, która siedziała tuż koło okna, a majestatem chmurzystego nieba.
Pan podszedł do mnie i zaczął mi machać ręką przed nosem, a ja nic, rzadnej reakcji. - błąd ortograficzny (żadnej)
I nagle jak mnie huknoł książką w łeb, to myślałem, że wbiła mi się głowa pomiędzy żebra. - huknĄŁ
Ponieważ w mojej klasie są same bałwany, ale nie takie jak w zimie[ takim porównaniem ubliżył bym śnieżnym stworkom, a tego nie ważę się zrobić, ponieważ dążę je ogromom sympatiom] - literówka, przecinek, ogromną, sympatiĄ.
Czy takim bałwaną które tworzą się na czubkach załamujących się fal, och! - błąd ortograficzny (bałwanom).
A chłopaki z mojej klasy to totalne pierdoły wśród bałwanów. I gdyby oni wszyscy brali grupowy udział w konkursie na największą pierdołę, to zapewne zajęli by drugie miejsce. Zapytasz się pewnie dlaczego drugie a nie pierwsze? Już ci odpowiadam. Bo to takie straszne!! pierdoły. - po pierwsze: nie rozumiem; po drugie: wywalić wykrzykniki na koniec zdania.
I o nim wiem tyle co o reszcie tych pierduł. - błąd ort. (pierdół)
Na początku udawałem, że go nie widzę, i że jest mi kompletnie obojętny.
Wargi były tak wielkich rozmiarów, że zasłaniały prawie cało twarz. - całą
Usta falowały, wyginały się, poruszały się tak, jakby chciały mnie pożreć w całości.
Uniosła brwi trzykrotnie, kokieteryjnie mrugnęła mi oczkiem i z piskiem opon pozostawiła mnie w chmurze pyłu........ - co to za znak interpukcyjny?
Niektóre, bo innych nie płacimy.
Mama mówi, że nie trzeba.




Ufff... Mam nadzieję, że docenisz wysiłek, jaki włożyłam w korektę.

Gubię się w tym tekście. Nie potrafię wywnioskować ile lat ma bohater, a to bardzo ważne. Jeśli jest małym chłopcem chaotyczność języka może być usprawiedliwiona; błędy ortograficzne też, o ile on to wszystko zapisuje (por. listy do Pana Nikt w Bidulu Maślanki). Pomysł jest dobry, tylko wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

pozdr
Opublikowano

Maćku ciekawy pomysł z tym opowiadankiem, rzeczywiście poprzednicy powytykali błędy, jednak muszę stwierdzić, że całościowo podoba mi się, jestem zaciekawiona tą historią.

P.S. chyba rzeczywiście napiszę jakieś opowiadanko :)

pozdrawiam serdecznie Espena Sway :)

Opublikowano

Pani Marri huano bardzo dziękuję za wkład pracy w korekcie mojego opowiadania, już zdaje sobie sprawę, że problem nie leży tylko w ortografi ale zwłaszcza w interpunkcji i w logicznym układaniu zdań, coż czuję, że teraz aby nie frustrować czytelnika będę teksty dawał najpierw do poprawki, bo samemu poprawiając nic z tego nie wychodzi
jeszcze raz dziękuję nisko się kłaniam i pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



właśnie dla mnie proza była zawsze priorytetem, lecz niestety moje azdolności pisarskie uniemożliwiają napisanie bezbłędnego tekstu, jeśli chodzi od strony technicznej
tobie rzyczę pisania samych udanych tekstów, bo w poezji sobie radzidsz a w prozie któż to wie

nisko seię kłaniam i pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...