Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

. „Matka jęczała ojciec łkał
Straszny był świat gdziem susa dał
Nagi bezbronny i z ciękim krzykiem
Jakbym zza chmury był diablikiem”



William Blake „Smutek nowo narodzonego”




-Mathatjah!! Mathatjah!! Głośny ochrypły głos mojej wychowawczyni wyrwał mnie ze snu
-Kolejny raz zasnąłeś na mojej lekcji, twoja postawa zaczyna mnie doprowadzać do szału „Flaki mi się wewnątrz przewracają”* gdy widzę cię śpiącego.
Nasza kochana pani wychowawczyni, gdy wypatrzy sobie jakąś ofiarę, to potrafi do końca lekcji tej osobie ucierać uszy, swoimi pięknie zbudowanymi zdaniami, wykwintność z jaką to robi jest wręcz oszałamiająca.
-Ale proszę pani.....
-Żadnych ale! Acha!..... I tu powstała tzw. -cisza napięcia- po której od razu padła seria jak z karabinu maszynowego.
-A tak poza tym, to odbyłam krótką burzliwą konwersację z panią z Matematyki i jeszcze w dodatku Pan z Historii skarży się na twoje zachowanie, jesteś jak on to powiedział- kompletnie nieobecny. Grożą ci oceny niedostateczne z obu tych przedmiotów
-Ale ja chciałem-. Miałem tak ściśnięte gardło, że ledwo wybełkotałem te słowa przez zęby
-Siedź cicho i nic nie dodawaj. Ja już sobie porozmawiam z twoimi rodzicami, może oni pomogą mi ukierunkować cię na dobrą drogę.
Gdy nasza Pani zaczyna te swoje długie monologi to chyba zapomina oddychać, bo od razu robi się cała czerwona. A biorąc pod uwagę, iż nie jest już pierwszej świeżości to przy każdym wypowiadanym słowie, ta niezliczona ilość pofałdowanych zmarszczek tak śmiesznie skacze jej po twarzy.
Tak prawdę mówiąc to chyba 80% naszej klasy jest zagrożona z matematyki. Pani po prostu w ten sposób chce nas mobilizować do nauki. Zawsze powtarza iż jesteśmy „Lenie śmierdzące” I jeszcze dodaje nie wszyscy muszą wybierać ambitne kierunki studiów, niektórych usatysfakcjonuje łopatologia",** kończąc to zdanie przelatuje spojrzeniem po całej klasie szyderczo się uśmiechając. Co do historii to rzeczywiście, zdarzyło mi się kilka razy zasnąć. Ale jak tu nie zasnąć, jak pan historyk zaczyna się bawić w krytyka rzeczywistości i opowiada o politycznym świecie przekrętów, o burakach w biało czerwonych krawatach albo o „samoobronie” kobiet. Albo każe wkuć na pamięć jakieś daty, które według zasady 4 „z”, znikną z głowy zapewne zaraz po klasówce. Raz pamiętam sytuację, był bardzo ważny temat lekcji, już nie pamiętam o czym. Ale dla naszego pana to była świętość nad świętości. No i oczywiście mi zdarzyło się bujać w obłokach, nie żebym spał, ale jakoś tak mój wzrok rozpływał się pomiędzy dekoltem koleżanki, która siedziała tuż koło okna a majestatem chmurzystego nieba. Pan podszedł do mnie i zaczął mi machać ręką przed nosem, a ja nic, rzadnej reakcji. I nagle jak mnie huknoł książką w łeb, to myślałem, że wbiła mi się głowa pomiędzy żebra.-Nie żyj w świecie wyobraźni, ty wstrętny marzycielu, tacy jak ty doprowadzą nasz naród do klęski gospodarczej. Po tych słowach nasz historyk szybciutko wrócił do straconego wątku, dodając jeszcze- mamy tak niewiele czasu a zagadnienie jest naprawdę godne uwagi.
Długi dźwięk dzwonka obudził wszystkich uczniów z letargu. Była to już ostatnia lekcja, więc wszyscy szybciutko porozbiegali się do domów, tak że po chwili klasa była całkiem pusta. Uwielbiam ten moment gdy kończy się ostatnia lekcja, to jest jak u skazańca, który po odsiedzeniu 20 lat wyroku. Wychodzi na wolność i może sobie pójść, gdzie mu się żywnie podoba. Wtedy inaczej świeci słońce, jest cieplejsze, wiatr delikatniej gładzi policzki, ptaszki piękniej śpiewają i tak dalej i tak dalej bla bla bla. Teraz w drodze do domu mam wolną chwilkę, aby opisać chociaż po trochu moją klasę. Szczerze mówiąc wcale mi się tego nie chce robić. Ponieważ w mojej klasie są same bałwany, ale nie takie jak w zimie[ takim porównaniem ubliżył bym śnieżny stworkom, a tego nie ważę się zrobić ponieważ dążę je ogromom sympatiom]
Czy takim bałwaną które tworzą się na czubkach załamujących się fal, och! Te bałwany są przepiękne, fascynujące. A chłopaki z mojej klasy to totalne pierdoły wśród bałwanów. I gdyby oni wszyscy brali grupowy udział w konkursie na największą pierdołę, to zapewne zajęli by drugie miejsce. Zapytasz się pewnie dlaczego drugie a nie pierwsze? Już ci odpowiadam. Bo to takie straszne!! pierdoły. Co do dziewczyn, to nie mam zdania, ponieważ wcale ich nie znam. Przykładowo ostatnio doszedł do naszej klasy jakiś nowy. I o nim wiem tyle co o reszcie tych pierduł.
Gdy tak szedłem po chodniku i rozważałem nad lepianiem bałwanów śnieżnych, niespodziewanie jeden z przejeżdżających samochodów zwolnił i przez dłuższą chwilę podążał zrównany ze mną. Na początku udawałem, że go nie widzę i że jest mi kompletnie obojętny. Lecz tak naprawdę intrygował mnie jak cholera. Wtem uchyliła się szyba od której odbijały się promienie słońca i ujrzałem gigantyczne usta umalowane czerwoną szminką. Wargi były tak wielkich rozmiarów, że zasłaniały prawie cało twarz. Usta falowały, wyginały się, poruszały się tak jakby chciały mnie pożreć w całości. Wraz z tym przerażającym widokiem słyszałem jakieś pojedyncze słowa wyrwane z kontekstu wielu zdań, które nie mogły do mnie dotrzeć przez barierę wielkich warg.
-Mathatjah!!! czy ty zawsze musisz spać nawet na stojąco
. Oj to moja pani wychowawczyni, przez ten świeży makijaż, który musiała sobie zrobić zapewne przed momentem, była w ogóle nie do poznania .
-Zatrzymałam się aby ci przypomnieć o powiadomieniu rodziców, zrobiłabym to osobiście, ale śpieszę się na ważne spotkanie, mam randkę. Po słowie randka wychowawczyni zrobiła promienisty uśmiech i jej wielkie czerwone usta tak się powiększyły, że zakryły prawie całą maskę samochodu. Uniosła brwi trzykrotnie, kokieteryjnie mrugnęła mi oczkiem i z piskiem opon pozostawiła mnie w chmurze pyłu........
Nie wiem z kim porozmawia moja wychowawczyni. Ojca nie pamiętam, nie wiem co się z nim stało, gdy się pytam mamy o niego, zawsze powstaje taka nieprzyjemna krępująca cisza, więc szybko zmieniam temat na jakiś inny. Co do Mamy to jest nałogową alkoholiczką. Jak zaczynie pić to cały miesiąc chodzi śladem węża. Czasem przestaje na tydzień lub dwa, wtedy staje się nieobecna, cicha, zamknięta w sobie. Lecz to nie trwa długo ponieważ znów zaczyna pić i wtedy to w ogóle nie mam ochoty z nią rozmawiać. I jest tak na okrągło odkąd pamiętam. Gdyby nie zasiłek i drobne grosze z bezrobocia to nie wiem z czego byśmy się utrzymali, chociaż i tak żyjemy w nędzy. Mama przepija połowę pieniędzy, za resztę starcza na marne jedzenie i niektóre opłaty. Niektóre bo innych nie płacimy. Mama mówi że nie trzeba. Nie wiem sam co o tym myśleć, komornika jeszcze nie było, żadne listy z upomnieniami nie przychodzą więc cóż...

c.d.n



*- ulubione powiedzenia mojego pierwszego trenera Henryka S.
**-tą sentęcję czesto powtarzał mój historyk z liceum

Opublikowano

zaczyna mnie twoja postawa doprowadzać do szału - twoja postawa zaczyna mnie...
może oni pomogą mi ciebie ukierunkować na dobrą drogę. - ukierunkować cię
robiąc przy tym szyderczy uśmieszek. - uśmiechając się szyderczo
I wtem jak mnie chuknoł książką - proste zdania, a tu nagle "wtem" , poza tym: huknął
takim porównaniem ubliżył bym śnieżny stworkom, a tego nie ważę się zrobić ponieważ dążę ich ogromom sympatiom - darzę je (te stworki, te bałwanki) sympatią
Czy takim bałwaną [przecinek] które tworzą się na czubkach załamujących się fal - takim bałwanem, takimi bałwanami, ...
ulepianiem - lepieniem
cało - całą
zrobiła bym - zrobiłabym
od kond - odkąd
większą połowę - ??
Chenryka - Henryk

językowe i stylistyczne zgrzyty
treść nie powala
przeglądaj czasem słownik języka polskiego

Opublikowano

Ja bym Ci proponował troszkę ochłonąć i przeczytać ten tekst za kilka dni - wtedy wychwycisz błędy i potknięcia stylistyczne. Poza tym dobrze byłoby napisać jakiś plan zdarzeń, przemyśleć całą historię już teraz. Jeżeli będziesz chciał pełnej korekty, to napisz do mnie na priva.
Treść rzeczywiście nie powala, wszystko posypało się po ostatniej rozmowie z nauczycielką.
Co do problematyki, to jest ona bardzo ciekawa. Sam zajmuję się nią teoretycznie (w tekstach) i praktycznie (w życiu), może dlatego łezka mi się w oku zakręciła podczas czytania.
Ale nie zmienia to faktu - jest tutaj jeszcze bardzo dużo do zrobienia.
Pozdrawiam.

Opublikowano

dzięki za wizytę i słowa otuchy, problem taki, że jak czytam własne teksty to jakoś te błędy stają się niewidoczne a ja jakoś ślepiec (dyslektyk) błądzę w krainie cieniów
wiem tekst jest szkieletem, jeszcze trza go rozbudować dopowiedzieć, ale na to już przyjdzie odpowiedznia chwila

jeszcze raz dziękuję ni9sko się kłaniam i pozdrawiam

Opublikowano
Nasza kochana pani wychowawczyni, gdy wypatrzy sobie jakąś ofiarę, to potrafi do końca lekcji tej osobie ucierać uszy, swoimi pięknie zbudowanymi zdaniami, wykwintność z jaką to robi jest wręcz oszałamiająca. - zbędne to; zbędny przcecinek przed swoimi pięknie; przecinek przed wykwintność proponuję zamienić na kropkę bądź średnik.
A tak poza tym, to odbyłam krótką burzliwą konwersację z panią z Matematyki i jeszcze w dodatku Pan z Historii skarży się na twoje zachowanie - a nie od matematyki, od historii?
Gdy nasza Pani zaczyna te swoje długie monologi to chyba zapomina oddychać, bo od razu robi się cała czerwona. - wyrzuć to.
A biorąc pod uwagę, iż nie jest już pierwszej świeżości, to przy każdym wypowiadanym słowie, ta niezliczona ilość pofałdowanych zmarszczek tak śmiesznie skacze jej po twarzy. - znów to; przecinek po wypowiadanym słowie niepotrzebny, za to przyda się wcześniej.
Tak prawdę mówiąc, to chyba 80% naszej klasy jest zagrożona z matematyki.
Zawsze powtarza, iż jesteśmy „Lenie śmierdzące”.
I jeszcze dodaje: "nie wszyscy muszą wybierać ambitne kierunki studiów, niektórych usatysfakcjonuje łopatologia",** kończąc to zdanie przelatuje spojrzeniem po całej klasie szyderczo się uśmiechając. - miast przecinka po ** lepsza będzie kropka.
Ale jak tu nie zasnąć, jak pan historyk zaczyna się bawić w krytyka rzeczywistości i opowiada o politycznym świecie przekrętów, o burakach w biało czerwonych krawatach albo o „samoobronie” kobiet. - powtórzenie.
Albo każe wkuć na pamięć jakieś daty, które według zasady 4 „z”, znikną z głowy zapewne zaraz po klasówce. - zbędny przecinek po 4 "z".
Raz pamiętam sytuację, był bardzo ważny temat lekcji, już nie pamiętam o czym.
- raz pamiętam czy pamiętam jedną?
No i oczywiście mi zdarzyło się bujać w obłokach, nie żebym spał, ale jakoś tak mój wzrok rozpływał się pomiędzy dekoltem koleżanki, która siedziała tuż koło okna, a majestatem chmurzystego nieba.
Pan podszedł do mnie i zaczął mi machać ręką przed nosem, a ja nic, rzadnej reakcji. - błąd ortograficzny (żadnej)
I nagle jak mnie huknoł książką w łeb, to myślałem, że wbiła mi się głowa pomiędzy żebra. - huknĄŁ
Ponieważ w mojej klasie są same bałwany, ale nie takie jak w zimie[ takim porównaniem ubliżył bym śnieżnym stworkom, a tego nie ważę się zrobić, ponieważ dążę je ogromom sympatiom] - literówka, przecinek, ogromną, sympatiĄ.
Czy takim bałwaną które tworzą się na czubkach załamujących się fal, och! - błąd ortograficzny (bałwanom).
A chłopaki z mojej klasy to totalne pierdoły wśród bałwanów. I gdyby oni wszyscy brali grupowy udział w konkursie na największą pierdołę, to zapewne zajęli by drugie miejsce. Zapytasz się pewnie dlaczego drugie a nie pierwsze? Już ci odpowiadam. Bo to takie straszne!! pierdoły. - po pierwsze: nie rozumiem; po drugie: wywalić wykrzykniki na koniec zdania.
I o nim wiem tyle co o reszcie tych pierduł. - błąd ort. (pierdół)
Na początku udawałem, że go nie widzę, i że jest mi kompletnie obojętny.
Wargi były tak wielkich rozmiarów, że zasłaniały prawie cało twarz. - całą
Usta falowały, wyginały się, poruszały się tak, jakby chciały mnie pożreć w całości.
Uniosła brwi trzykrotnie, kokieteryjnie mrugnęła mi oczkiem i z piskiem opon pozostawiła mnie w chmurze pyłu........ - co to za znak interpukcyjny?
Niektóre, bo innych nie płacimy.
Mama mówi, że nie trzeba.




Ufff... Mam nadzieję, że docenisz wysiłek, jaki włożyłam w korektę.

Gubię się w tym tekście. Nie potrafię wywnioskować ile lat ma bohater, a to bardzo ważne. Jeśli jest małym chłopcem chaotyczność języka może być usprawiedliwiona; błędy ortograficzne też, o ile on to wszystko zapisuje (por. listy do Pana Nikt w Bidulu Maślanki). Pomysł jest dobry, tylko wykonanie pozostawia wiele do życzenia.

pozdr
Opublikowano

Maćku ciekawy pomysł z tym opowiadankiem, rzeczywiście poprzednicy powytykali błędy, jednak muszę stwierdzić, że całościowo podoba mi się, jestem zaciekawiona tą historią.

P.S. chyba rzeczywiście napiszę jakieś opowiadanko :)

pozdrawiam serdecznie Espena Sway :)

Opublikowano

Pani Marri huano bardzo dziękuję za wkład pracy w korekcie mojego opowiadania, już zdaje sobie sprawę, że problem nie leży tylko w ortografi ale zwłaszcza w interpunkcji i w logicznym układaniu zdań, coż czuję, że teraz aby nie frustrować czytelnika będę teksty dawał najpierw do poprawki, bo samemu poprawiając nic z tego nie wychodzi
jeszcze raz dziękuję nisko się kłaniam i pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



właśnie dla mnie proza była zawsze priorytetem, lecz niestety moje azdolności pisarskie uniemożliwiają napisanie bezbłędnego tekstu, jeśli chodzi od strony technicznej
tobie rzyczę pisania samych udanych tekstów, bo w poezji sobie radzidsz a w prozie któż to wie

nisko seię kłaniam i pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Nata_Kruk  bywa że tak coś przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie. I mierzymy się z tym- chwilą, wspomnieniem. I wzbraniamy się z nimi, choć przecież wiemy, że i tak zmierzyć się przyjdzie.
    • Dawno dawno temu, gdzieś tam w galaktyce, solidnie dysząc spłaszczonymi płucami, wypełza typ spod ciemnej gwiazdy. Strudzony wielce oraz spocony, niczym mysz w norce bez klimatyzacji, żywi wygłodniałą nadzieję, że teraz wreszcie wydostał ciało i umysł, na zawsze i na wieczność. Otrzepuje wesoło krótkie porcięta z resztek ciemnych światełek i wyrzuca je do czarnodziury, dziurawiąc niemiłosiernie, wnerwiony horyzont swoich planów i marzeń.     Dlatego też ni stąd ni zowąd, nie zauważa i nie słyszy echa, albowiem ślimaki w jego uszach, grają na bębenkach, ucztując smakowicie, pożerając ser, którym obleczone są ich rogi. Nie zauważa też wysokich ograniczeń po bokach. Dopiero po chwili dostrzega leżący wniosek. Przeto dochodzi do wniosku, że wędruje na dnie wąwozu. Z każdym krokiem, ściany są coraz bliżej, jakby wchodził do lejka. Na domiar złego, nie może przestać. Musi iść.     Wtem dostrzega piłkarza. Lekko spłaszczony, kopie też z lekka spłaszczoną piłkę. Ta rozpędzona jak absurdalny bicz, uderza typa w głowę. Ów wszczyna kłótnie, mimo wszystko pojednawczą, ale po chwili z lekka otumaniony, znowu widzi gwiazdy. Na szczęście już spod żadnej nie musi wychodzić, gdyż są leciutkie i tylko zwiewnie otrzeźwiają, gilgocząc strudzone ciało. Niestety. Piłka odbita od ciemienia, leci dalej. Trafia w kran na ścianie. Niszczy go doszczętnie, a wypływająca woda, zaczyna potop.       Tu następuje zmiana bohaterów w tekście, gdyż dotychczasowi giną w odmętach, z braku tchu. Jednak nie wszystko ginie. Szczególnie przyszłe wydarzenia, obiekty oraz nowi bohaterowie.      W powstałym oceanie, płynie sobie spokojnie, pośród pluszowych rekinów oraz pomiędzy płotkami, łódź podwodna, w kolorze słoneczka. W środku słychać mamroczące, niewyspane rżenie. Odgłosy owe, wydaje ranny koń. Wstał ze żłoba za wcześnie i teraz marudzi, nie do końca rozbudzony. Ponadto głodny, gdyż nie mógł wybrać, czy pożreć owies, czy siano, czy też truchło osła, który też nie wybrał i zdechł.      Nagle łódkę z zawartością, połyka także wygłodniały kraken. Na domiar złego, tnie na wilgotne strzępy, wbudowaną piłą mechaniczną, by po chwili strawić i wydalić niepotrzebne odpadki. Tym samym zanieczyszcza środowisko wodne, doprowadzając do szewskiej mokrej pasji, wkurzone koralowce, które budzą oceaniczną wróżkę. I bardzo dobrze. Nie przynajmniej nie przegapia randki z morskim bałwanem.       Razem odnajdują na dnie morza, strasznie zawilgocony, pokaźnych rozmiarów skarb. Nie zauważają jednak, iż kryje on w sobie, przeklęty bunkier, na którego klątwę rzucili duchy bohaterów, oficjalnie już w opowiadaniu, niewystępujący. Czyli: typ spod ciemnej gwiazdy, ślimaki, bębenki, ser, piłkarz, koń, osioł, pluszowy rekin, kraken i inni.       Dlatego po chwili, wróżka i morski bałwan, nie żyją długo i szczęśliwie.        Chociaż to wcale nie jest takie pewne, gdyż właściwe zakończenie, skradli wyżej wymienione duchy i wywlekli poza stronę. Nawet puenty z końcowych wnętrzności nie wyłuskali, by ją zostawić do przeczytania. W sumie może to i lepiej, bo na takiej okrwawionej puencie, krew mogłaby skrzepnąć, kusząc wampiry do jej obgryzania i czosnek na kołku wie, z kogo by tam jeszcze, krwinki wyciućkali.
    • w odłamkach zwierciadła łąkę zrodziłeś ziemia czarna i strumyk płonie   że niby co że to już koniec   kwiaty zwiędłe i złote kłosy białe motyle złem nieskalane trup skowronka lecz pieśń została   czy miłość powróci przez lustro całe
    • @Poet Ka   ja żyłem w Arkadii” lub „Nawet w Arkadii jestem ja. Memento mori- pamiętaj o śmierci. I Ekfraza  do obrazów  Nicolasa Poussina.   Czas przewyższa przestrzeń. Przestrzeń to to co jest, to życie- od do. Rodzimy się wszyscy, wszystkie zwierzęta też z dwoma datami: narodzin i śmierci. Czas to nieskończoność to wieczność. Non omnis moriar"- chcę w to wierzyć. Bo człowiek nie wszystek umiera.          
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ada Bzik salowej, Ewo, laski zbada
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...