Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pamięci Karola Levittoux

„...I ciągle jedna myśl tłucze o ściany: Nic nie mówić, nie mówić”

Urzędnik Miłościwie Panującego Cara Wielkiej Rosji – Michaił Wasiliczow, był wyjątkowo z siebie zadowolony. Rozparł się, niczym sam Iwan Groźny, w fotelu i wodził dumnym wzrokiem po swoich adiutantach, którzy przynieśli mu satysfakcjonującą nowinę.
- Taaak. To już coś. Rozbiliśmy kolejny nieprawomyślny spisek. Polaczkowie. Co za żałośliwy naród... Ale dzięki ich głupocie ja mogę zasłużyć sobie teraz na wdzięczność Cara Wszechrosji. – oznajmił z błogim uśmiechem na nalanej twarzy. Młodzi żołnierze pokiwali gorliwie głowami.
- Pozostaje nam tylko czekać na pierwsze wyznania młodego pana Levittoux. Z samego przerażenia wyda od razu wszystkich, o których, nawet tylko przypadkowo, słyszał.
Adiutanci znów pokiwali głowami. Mówił po rosyjsku, niektórzy nie rozumieli ani słowa. Ale przytakiwali z możliwie największym przekonaniem. Właściwie tylko taka była ich rola. Kiwać głowami i czekać na ewentualne rozkazy. I znów bezmyślnie kiwać. Żeby główka nie spadła...
- No to co, zaczynamy? – zapytał urzędnik, zacierając ręce. – Przyprowadźcie go!
Dwóch żołnierzy wyprężyło się i równym krokiem wymaszerowało z pokoju. Wasiliczow westchnął głęboko. Pogrzebał palcem w uchu i z zainteresowaniem przyjrzał się temu, co z niego wydłubał. Wytarł rękę o spodnie. Otarł czoło z kropli potu. Po chwili zamyślenia przyjrzał się uważnie wiszącemu na ścianie knutowi. Podniósł się ciężko z fotela (w carskiej służbie urzędniczej dorobił się niezłego brzuszyska, ale biada temu, kto ośmieliłby się to zauważyć) i pogłaskał bat wręcz pieszczotliwie. Zdjął go z haka i zważył w dłoni. Pokiwał z zadowoleniem głową.
- Mam nadzieję, że nie będzie nam potrzebny. – stwierdził głośno. – Pan Levittoux mógłby oszczędzić nam czasu...
- Na pewno nie będzie potrzebny, panie Wasiliczow. – gorliwie przytaknął jeden z żołnierzy. Wasiliczow zrobił wszechwładną, zadowoloną minę, i zwalił się na fotel.
Zazgrzytał zamek w drzwiach. Adiutanci wprowadzili do pokoju młodego człowieka. Chłopak był chudy, bardzo wysoki i wyjątkowo przystojny. Mimo strasznych okoliczności nie wyglądał na przerażonego. Twarz miał jak z kamienia, choć bladą. Zaciskał zęby. Wasiliczow uśmiechnął się obleśnie. Dał znak, by chłopak usiadł. Ten stał jednak, dumnie wyprostowany, z uniesionym wysoko czołem.
- Panie Levittoux, proszę się nie upierać. My to wszystko robimy dla pańskiego dobra. – zaczął łagodnie urzędnik. Polak siłą woli powstrzymał się od parsknięcia śmiechem. Zamarł jednak, gdy ujrzał wiszące na ścianie narzędzia. Wasiliczow dostrzegł to i nie ukrywał satysfakcji.
- Niech pan siada, panie Levittoux. – powiedział zimnym, rozkazującym tonem. Chłopak usiadł, zmuszony przez adiutantów. Urzędnik przyjrzał się Polakowi badawczo.
- Hmmm... – zastanowił się głośno i podrapał po głowie. – Zapewne dobrze pan zdaje sobie sprawę, za co pan tu trafił, mój drogi Levittoux.
Chłopak nie odpowiedział. Rozglądał się po pokoju, po zaciętych twarzach żołnierzy. Spuścił głowę, zacisnął pięści.
- Widzę, że panu jest przykro. Że pan się wstydzi swego niegodnego zachowania. – Wasiliczow udał, że fałszywie zrozumiał gest Karola. Polak zagryzł z wściekłości wargi. – Nasz car jest bardzo miłosierny, mój panie. Mimo żeście go bardzo udręczyli tą waszą niewdzięcznością, jest w stanie panu wybaczyć. – przerwał na chwilę, rozkoszując się złością chłopaka. – I panu będzie dużo lżej, z tym, co ma pan na sumieniu, gdy nam pan pomoże. Potrzebuję imion i nazwisk pańskich wspólników... – urwał, obserwując reakcję Polaka. Chłopak zbladł nagle jeszcze bardziej. Podniósł jednak z godnością głowę i demonstracyjnie obrócił się bokiem do Wasiliczowa. Skrzyżował ręce na piersi.
- Niech pan mi nawet nie próbuje wmawiać, że działał pan samotnie. – ciągnął urzędnik. – Zdaje pan sobie chyba sprawę, że w to nie uwierzę. – urzędnik przeszył Karola złym wzrokiem. Postawa młodego człowieka była jednak niewzruszona.
- Panie Levittoux, niech mnie pan nie zmusza do użycia innych środków. – ruchem głowy wskazał na ścianę. – Niech pan nie będzie zatwardziałym przestępcą.
Karol ze wszystkich sił starał się nie okazać strachu.
- Nie ja tu jestem przestępcą. – odezwał się hardo, głębokim, mocnym głosem. Jeden z żołdaków zamierzył się na niego pałką. Wasiliczow uspokoił adiutanta gestem. Jego oczy wyrażały fałszywą troskę. Jakby rozmawiał z rozwydrzonym dzieckiem.
- Drogi panie Levittoux, czuję się głęboko urażony pańskim zarzutem. – powiedział urzędnik spokojnym tonem. – Ale cóż mi do cara, ja też panu wybaczę, starczy okazać skruchę... O ile spokojniejsze będzie serce pana, gdy pomoże pan skończyć ze zbrodniczą działalnością tych Polaczków. Naprawi pan, co pan zepsuł do tej pory...
Zapadło głuche milczenie. Karol nie zmienił nawet wyrazu twarzy. Zaciskał tylko pięści i zęby. Nie ze strachu. Z wściekłości.
- Zawodzi pan mnie, panie Levittoux. – przerwał ciszę Wasiliczow, kręcąc głową. – Zawodzi i zasmuca. Pan milczy, a minuty lecą. Wygląda na to, że będzie pan musiał spędzić trochę czasu w odosobnieniu, żeby zastanowić się dobrze, nad swymi postępkami. Zabrać go!

***

Cela okazała się komórką, w której mieściło się właściwie tylko łóżko ze zbutwiałych desek, okręconych słomą. Okna cytadeli były na tyle małe, że nawet nie musiało być w nich krat. Panował mrok, rozjaśniony tylko nikłym płomykiem kaganka. Karol Levittoux siedział na sienniku, z kolanami podciągniętymi pod brodę. Nie krzyczał, nie płakał, nie wzywał pomocy przyjaciół. Zwyczajnie nie miał na to sił. Powieki same mu opadały. Ostatniej nocy przeżył pięć albo sześć przesłuchań. Chwil pełnych bólu, przerażenia, zniechęcenia. Nie złamał się. Ale ile jeszcze uda mu się znieść? Przy którym uderzeniu złowrogim knutem opuści go niezachwiana dotąd wiara? Której nieprzespanej nocy po prostu nie wytrzyma? Kiedy zacznie błagać o kawałek chleba? W którym momencie będzie za łyk wody gotów oddać wszystko, nawet życie najlepszych przyjaciół?
Matka Ojczyzna wystawiła go na ciężką próbę. Ukrył twarz w dłoniach. Może na kilka minut uda się zdrzemnąć, żeby strażnik pod drzwiami nie zauważył. Do tej pory, gdy tylko zasypiał, wyrywano go ze snu, prowadzono na przesłuchanie... Bito do nieprzytomności, żądano nazwisk... Ile on już tu czasu spędził... Nie wiedział. W celi ciemno było przez całą dobę. Od kiedy nie jadł? Ile czasu nie spał? Na ilu przesłuchaniach był?
Matka Ojczyzna kołysała syna do snu. Zmrużył oczy, próbując zapomnieć o przejmującym bólu. Tam, tam za grubymi murami, znaczonymi ranami zacieków i plamami grzybów, była Warszawa. Stolica. Jego Polska. Domy, pola, lasy. Ludzie mówiący pięknym i najdźwięczniejszym dla ucha językiem. Matka na progu kamienicy...
Zgrzyt zamka wyrwał chłopaka z drzemki. Strażnik szturchnął go boleśnie w bok. Chwycił za ramię i wywlókł z celi. Znów na przesłuchanie...

***

- JEDENAŚCIE! – liczył uderzenia Wasiliczow. Karol jęczał z bólu. – W końcu się załamiesz, Levittoux! Już niedługo, DWANAŚCIE, niedługo będziesz musiał zeznawać! BĘDZIESZ MUSIAŁ, ROZUMIESZ?!
Chłopak leżał na ziemi nieprzytomny. Koszulę miał zbroczoną krwią, plecy pocięte ciosami nahajki. Wychudł jeszcze bardziej, twarz, niegdyś tak przystojna, zapadła się, poszarzała z ciągłej udręki. Nigdy jednak Karol Levittoux nie wydawał się szlachetniej piękny.
- Chwileczkę! – Wasiliczow zatrzymał dłoń kata, który dalej chciał bić chłopca. – Zabijesz go.
- Co pan się tak martwi tym jego psim, nic nie wartym żywotem?
- Aleś ty głupi. – stwierdził carski urzędnik z niesmakiem, dając znak, żeby adiutanci wynieśli bezwładne ciało do celi, „do następnego razu”. – Aleś ty głupi! Co nam po nim martwym? Trup niczego nam nie powie. Tu trzeba bólu ciągłego, ale nie zabijającego. Zbierzemy owoce spokojnego i wytrwałego śledztwa, przyjacielu. Nie będzie przecież bez końca niewzruszony...

***

Następnej nocy nie przetrzymam. Nie dam już rady. Pisane mi jest zdradzić Ojczyznę, dla marności, jaką jest moje życie. Jeśli śmierć może, niech przybywa. Niech przybywa prędko. Niech mnie wybawi od bólu, który nie ma końca.
Świeczka migoce rzucając na ścianę dziwaczne cienie.
Jak to dobrze, choć trochę tego światła. Cieplej tu, niż na przesłuchaniach. Ogrzeję ręce.
Bezwładna dłoń opada , dotyka płomienia.
Tak. Jeszcze bliżej, bliżej. To mniej boli, niż rany. Ogień oczyszcza... Ile potrwa, aż zapali się całe to mokre drewno i słoma? Ile poczekam, aż płomienie dosięgną ciała? Cierpienie się skończy. Warto poczekać. Tylko żeby nie zagasić, mało tego ognia... Byleby się zapaliło, byleby...
Karol Levittoux podstawia świeczkę pod łóżko. Podpala słomę. Powoli zajmują się spróchniałe deski, zamiast płonąć jasnym płomieniem tylko się zwęglają. To nic... Chłopak klęka. O czym myśli? Ostatnie strzępki świadomości poświęca Matce Ojczyźnie, która podała mu rękę w cierpieniu. Poświęca Matce Bożej, Królowej Polski, Tej, która czuwała nad obroną Jasnej Góry.
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą... Bądź mi Boże miłościw, bo zgrzeszyłem przeciw Tobie...
Pokolenia wielkich Polaków kiwają z uznaniem sędziwymi głowami, obserwując z góry obraz tlącego się siennika.

***

Ile trwa straszna śmierć więźnia, nikt nie wie. Następnego dnia strażnicy odnajdują zwęglone zwłoki. Cytadela pochłania kolejne istnienie. Nikt już ich nie liczy. Incydent...

***

"Po incydencie tym rozkaz wydano, by więźniom światła nie dawać do celi."

Opublikowano

Może być...powrót do korzeni...moja ulubiona epoka...Cóż więcej? Dbałość o język, dobry styl. Pięknie...ja pracuję ostatnio nad filmem opartym na życiu Norwida...przydadzą się jakieś nowe punkty zaczepienia, nowespojrzenie na epokę...myślę, że radzisz sobie z tym doskonale.

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

Jestes chyba zbyt zwiazana z bohaterem i przez to calosc jest zbyt jednostronna, moze nawet tendencyjna. Palacy sie czlowiek, bez wzgledu na motywy nie mogl czuc satysfakcji. Bol jest zawsze, mozna go pokonac, ale nie zlikwidowac. Mysle, ze lepszy efekt mozna bylo osiagnac przy wiekszym skupieniu uwagi na opisach cierpienia.
Jego kazni nie wydaja sie tak dlugie i nadludzkie jakie byly w rzeczywistosci. Dlaczego na przyklad nie uciekal??
Czy posiadasz moze jakies dokladniejsze informacje na temat jego zycia i smierci??
Na zakoncznie musze jeszcze tylko dodac, ze samemu nie napisalbym czegos, co mogloby chocby mierzyc sie z tym tekstem.

P.S. Godna pozazdroszczenia jest matka, ktora zada takich dowod milosci, ale coz "na taka milosc nas skazali/ taka przebodli nas ojczyzna"

Opublikowano

Czy Ty się boisz, że się pogniewam? Nie, nawet nie mam zamiaru:)
Wiesz jak ze mną jest, więc już nic nie mówię. Ale dzięki:)
Dokładniejszych informacji nie posiadam. Mówiąc szczerze, trochę sobię chcę "dozmyślać":)

Opublikowano

Nie o to mi chodzilo. Moze bede egocentryczny, ale nie chcialem tylko zebys pomyslala sobie, ze uwazam sie za niewiadomo i mysle, ze wiem wszystko. Chyba wieksza wartosc ma znanie tylko kilku chwalebnych szczegolow, bo przeciez kazdy czlowiek ma wady (chocby Kaczmarski).

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...