Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zaczekam na kolejne powiem wiatru
by sprawdzić czy nie jestem mgłą

fale słów wznoszą się i opadają
rozbłyskują w oczach by zniknąć

czuję się pusty po brzegi skóry:
nie wiem jak można poświęcić życie
każdym słowem wątpie
w zmartwychwstanie

co dalej.
kolejne rewelacje.

język pozostaje kłamliwy
myśli nie znają znaków zapytania

umrą jak wiara
niosąc na plecach
kształt tego świata

Opublikowano

dopsze...

wyobraź sobie że "powiem" jest tak właśnie napisane - w cudzysłowiu.

teraz wyobraź sobie pannę młodą, która czeka na to ważne dla niej "tak" narzeczonego.

podmiot liryczny czeka na ------ powiew wiatru
ale że to nie wiatr, tylko fale słów... tak jak on w sumie nie jest tą mgłą
to jest to takie "powiem" wiatru... taka afirmująca ( afirmatywna ? ) forma czasu przyszłego, czasownika "powiedzieć".

więc on czeka jak ta mgła na jakies słowa chyba...

Opublikowano

matko przenajświętsza i mówi Pan, że wszyscy odbiorcy - oprócz mnie - rozumieją, o co tu chodzi???

Pozdrawiam, najserdeczniej dziękując za szybką edukację w bloku tematycznym zaręczyn. Dla niezorientowanych (nawet, jeśli w mniejszości) zastosowałabym jednak kursywę.

Opublikowano

matko przenajświętsza i mówi Pan, że wszyscy odbiorcy - oprócz mnie - rozumieją, o co tu chodzi???


W którym momencie tak powiedziałem ?

może nie wszyscy wiedzą o co chodzi, ale niekażdy teź uznał, że nie znam deklinacji...
zresztą nawet jeśli mój tekst jest niezrozumiały - jeśli powinno być "powiew wiatru"
to co z tego?



PS.

Wtedy oczywiści napisałbym "kolejny powiew wiatru"
a nie "kolejne powiew wiatru"
bo przeciez ma mnie Pani za kretyna i zaraz mi to Pani zarzuci :)
to była bardzo miła zdań wymiana, moja kochana...

Opublikowano

Marku – co do kształtów to kiedyś tam zbudowałem sobie coś bardzo prostego składającego się na trzy wymiary i ten czwarty (prawdopodobnie – czas) – zapewne grałeś w „kółko i krzyżyk” więc wiesz zapewne jak narysować krzyżyk (sorry – to receptura dla tych co nie wiedzą), w krzyżu powstają cztery pola, w które można wrysować cztery podstawowe figury, kwadrat, trójkąt i koło, spróbuj wymyślić tę czwartą, tylko nie pisz mi, że to kropka, mówię serio, znasz czwartą figurę nie podobną do pozostałych a niezbędną? A może ktoś inny zna?
Piszę to w związku niosącego coś tam na plecach w kształtach świata
pozdrówko MN

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...