Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Opowieść „O dziewczynce z Dnia Wczorajszego”

Czekałam na swoją kolej w gabinecie, w pomieszczeniu były jeszcze dwie osoby. Pierwsza to kobieta, która tam pracuje (z którą zawsze prowadzę jakieś zdawkowe rozmowy), a druga, to mała dziewczynka.
Małe około trzyletnie ciałko, które nie potrafiło zaznać spokoju bo więziło w sobie duszyczkę tak ruchliwą i wszędobylską iż starczyłoby jej na jeszcze kilka podobnych ciałek. Dziewczynka przy tym miała dość makabryczne pomysły (może to od kostek cukru które wyszukała u pani w szafce i połykała jedną za drugą ;-)).

Jej mama zażywała akurat promieni sztucznego słońca a pani z solarium wykazywała już zniecierpliwienie w stosunku do małej wynikające raczej z bezsilności...

Jeden z pomysłów dziewczynki brzmiał: Wsadź tam palec!
To polecenie skierowane było do mnie a jej paluszek wskazywał duży wiatrak elektryczny. Szczery, dziecięcy uśmiech na zachętę, powalił mnie...
Zadałam jej pytanie „czy pamięta jak czuje się ból? Czy kiedyś coś ją bolało?” Wskazała na rączkę, posmutniała i powiedziała, że „tak, bardzo...”A ja na to:”Skoro pamiętasz, że to było przykre czemu chcesz żebym teraz ja cierpiała?” Zmieszała się nieco i nie mogąc znaleźć odpowiedzi usiadła na fotelu.
Ale duch zamieszkujący jej postać machał nóżkami tak energicznie iż wkrótce musiała wstać by dać mu ukojenie.
Tym razem wpadła na fascynujący pomysł...Wyszła na korytarz (w którym mieszczą się liczne biura i siedziby firm a te jeszcze pracowały) i natychmiast spostrzegła, że tam mieszka ECHO! Echo było niestrudzone podobnie jak jej gardełko. Spojrzałam ze śmiechem na obezwładnioną jej zachowaniem panią pracującą w solarium i zrobiło mi się jej żal. W końcu to ona powinna robić wszystko by nikt z klientów nie zakłócał atmosfery pracy. Postanowiłam zrobić coś z tym fantem, tym bardziej, że Echo krzyczało już w niebogłosy!
Kiedy Dżenis (-tak brzmiało imię małej), łapała oddech a Echo tuż po niej, odezwałam się wykorzystując maleńką pauzę.Moja twarz, z uśmiechniętej w jednej chwili stała się zatroskana i przerażona. Oczy wyrażały ubolewanie a z ust wydobyły się słowa, którym nadałam ton, jakim zdradza się najskrytsze tajemnice...Powiedziałam:
ON zaraz przyjdzie....
Dziewczynka spojrzała na mnie okrągłymi oczkami, powstrzymała się od kolejnego krzyku i zbliżyła się do mnie. Ja kontynuowałam...
ON nie lubi kiedy MU się przeszkadza. Mój ton był coraz bardziej tajemniczy a ja skuliłam się nieco, tak jakbym chciała się przed NIM ukryć w fotelu...Dziewczynka spytała: „Kto to jest ON?”
ON...to jest KTOŚ kogo ja nigdy nie chcę spotkać. Lepiej żeby nie dał się nam poznać...
-„A co ON ma?”
ON ma WOREK....(i mówiąc to zniżyłam ton pochylając się lekko ku dziewczynce a nasze oczy-moje i jej szeroko otwarte-były na tym samym poziomie)
-„WOREK???!!”
I tu oczy dziewczynki zrobiły się jeszcze bardziej okrągłe a usteczka przyjęły kształt niemego „O” (okazało się nawet, że mała potrafi szeptać) a pani zwijała się już ze śmiechu za biurkiem szukając tam czegoś co wcale nie musiało się znaleźć.
„A co ON ma w worku”?
W worku nosi książki bo ON uwielbia pracować i czytać W CISZY. Słyszałam, że kiedyś były dzieci które mu w tym przeszkodziły...
„I CO????!!”
(dziewczynka przybliżyła się do mnie jeszcze bardziej wpatrując się w moją twarz)
Tego nie wiem. Wiem tylko, że ON miał nagle cięższy worek....
Dziewczynka zamarła.
-„ON tu mieszka??!”
ON mieszka wszędzie tam gdzie się pracuje i gdzie trzeba być cichutko. ON zakochany jest w CISZY i kiedy JĄ MA w ogóle nie przychodzi. ON i CISZA bardzo się kochają. Ja nigdy GO nie widziałam bo zawsze byłam cichutko w miejscach gdzie nie wolno krzyczeć.
Tam (wskazałam na okno) można krzyczeć i bawić się z ECHEM ale tutaj mieszka ON i nie możemy MU przeszkadzać by się nie zdenerwował.

Dziewczynka usiadła na drugim fotelu i po chwili zadumy (o co wcześniej bym jej nie podejrzewała), wzięła kolorowe pismo i zadawała mnóstwo pytań (wesołym acz cichym głosikiem) typu: a co to jest?, a do czego?Aż w którymś momencie zwróciła się do mnie MAMO (!!) Nadmieniłam, że mamusia jeszcze się opala, a ja mam na imię Agnieszka i poprosiłam żeby przybiła mi piątkę, co uczyniła z radością. Okazało się, że jej nóżki potrafią być w bezruchu a ona umie siedzieć na fotelu i prowadzić ze mną rozmowę. Zadawałam jej pytania typu: Jaki to kolor? A ona -”Zielony”, a ja na to: ŚLICZNIE ! Masz rację-zielony! Czy wiesz co jest zielone na dworze? Itp., itd.

Tak oto zdążyłyśmy się zaprzyjaźnić a On nie był już nękany Echem. Rozstałyśmy się wymieniając szczere uśmiechy a ociągającą się nieco z wyjściem dziewczynkę, mama wyprowadziła za rączkę.

Nie jestem zwolenniczką stosowania metody Na „STRACHA” ale cóż, skoro mama nie zaszczepiła małej pewnych podstawowych zasad dobrego zachowania się w miejscach publicznych czasem zmuszeni są do działania obcy ludzie zostający z trzyletnim, bez stresowo wychowywanym „terrorystą”, który nie zna smaku odmowy.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Kiedy byłem dzieckiem, popijałem ambrozję z mchu. Zajadałem się niebiańskim musem. A na deser ptasie mleczko w klarownym syropie z róż skapywało mi wprost do ust.   Dzisiaj podniebienie moje wypełniają tylko dziecięce, waniliowe słodkie bzdurki. Piernikowa chata z bajki i cukrowa wata z chmurki.   Baba-Jagi zaklęte słowa wabią mnie, gdy ulicami nocą błądzę. Tajemnicza Złota Ręka tarką gładzi mnie. Słyszę wszystkie myśli złe i czuję siarki spalonej oddech.   Nie mogę już doczekać się… Co to będzie, jak to będzie, kiedy za kilka lat ze snu narodzą się wszystkie dobre bajki. Obdaruję nimi dorosłe już wszystkie na ziemi dzieciaki.   Będziemy razem znów popijać ambrozję z mchu. Zajadać się niebiańskim musem. A na deser ptasie mleczko w klarownym syropie z róż skapywać nam będzie wprost do ust…     Limboskiemu – z podziękowaniem za koncert.
    • @Lidia Maria Concertina cudny, bliski mi klimatem, choć udekorowany Twoją wrażliwością. 
    • @Leszek Piotr Laskowski   ,, Jadłem je pełną buzię, ale we śnie ,, Tak rodzą się poeci, fantazja...   Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • Gdy dopadnie mnie śmierć  czego by nie powiedzieć  niejedynym który odejdzie będę  i w trumnę me zwłoki zapakują  listem poleconym w ziemię wyślą z kodem muzycznym  przy płaczu bliskich  tak po czasie stwierdzę  w trumnie ciężko  nie wiercić się nie wiem czy pozycja niewygodna  ale uwiera  po śmierci męczące czekanie  nim  natłok ziemi trumnę połamie  kiedy wilgoć deszczu  sprawi spróchnienie  wejdą larwy Conicera tibialis  w końcu dla kogoś pożywieniem będę  wznieci się życie  nowe i lepsze  Kości zostaną niczym ram pamięci  zresztą szkielet to dzieło Boga resztę  budujemy sami  ale po co po śmierci masa mięśniowa  brzuszek piwny i tusz wisceralny  troche to banalne  umysł już nie sprawi  figla  nie poplącze rzeczywistości z mirażem  język nie potrzebny o kim plotkować wiercąc się w trumnie samemu  może wrócę we śnie  ale po co  kolejny koszmar  nikomu nie życzę       
    • „Gortatów – dom wakacji” – 6   A za drogą z asfaltu, gdzie czasem leżałem, było sadownictwo, które obserwowałem. Jabłka tam rosły, wiśnie i piękne czereśnie. Jadłem je pełną buzią, ale tylko we śnie!   Bo wszystko było wielkim płotem ogrodzone, a wchodzenie do sadu było zabronione. Ale raz pamiętam, że to się wydarzyło – jakby ogrodnictwo wszystkich zaprosiło.   I zbiegli się ludzie, z piętnastu ich było, do koszyków rwali, co się im trafiło. Ja z wujkami i siostrą też się najedliśmy, jeszcze koszyk owoców babci przynieśliśmy!   Raz tylko tak się stało, nie wiedzieć dlaczego. Może to z życzliwości zarządcy głównego? A może po prostu, z braku tych pilnujących, doszło do haraty ludzi tam mieszkających.   A co do cegielni, często się przyglądałem. Z oddali patrzyłem, nazbyt się nie zbliżałem. Widziałem młode dziewczyny, wózki pchające, z cegłami z gliny w hangary wjeżdżające.   Cegły kładzione do suszenia tam bywały, zanim już wysuszone do pieców trafiały. Dziewuchy je pchały, cegłą naładowane, żelazne wózki na szynach przepychane.   Dziewczęta mnie widziały, często mnie wołały: „Kawalerze, chodź do nas!” – tak ze mną żartowały. Omijałem cegielnię, zawsze gdy pracowały. Nie lubiłem, kiedy się ze mnie wyśmiewały.   Ale po południu, gdy pracę już skończyły, to wózki na szynach wtedy moje już były. I puste wcale nie były ciężkie do pchania, rozpędzania ich mocno i na nie wskakiwania.   Hamulce działały, a szyny długie były, środkiem hali suszarni fajnie mnie woziły. Takich hal tam było, jak dla dziecka od gromu. Moją ta pierwsza była, bo najbliższa przy domu.   Z każdym rokiem te zabawy – takie płytkie raczej – wzrokiem coraz mądrzejszym widziałem inaczej. Rowery naprawiałem i nimi jeździłem. Do ptaków nie strzelałem – domki im robiłem.   Kuzynów przybywało – co rok więcej nas było. Widziałem, jak za mamą im też się tęskniło. Wraz z dorastaniem inaczej to odbierałem, ale wciąż na wakacje jeździć tam chciałem.   – cdn   Leszek Piotr Laskowski. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...