Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Connecting people. Kiedy słyszał te słowa czuł się dumny. Do końca nie wiedział co znaczą, ale pojawiały się zawsze na końcu reklamy i brzmiały bardzo elegancko. Od czasu kiedy 3 września 2005 roku kupił w urodzinowej promocji Nokię 3120 za złotówkę plus VAT, jego życie nabrało innych barw. Stało się bardziej metalic. Bardzo mu się podobał ten kolor. W bloku, w którym mieszkał wszystko było szare i ohydne. Ze wstrętem patrzył na odrapaną klatkę, schody nigdy nie sprzątane, pełne psich gówien, śmieci, butelek i gazet. Teraz miał na to lekarstwo. Zamykał się w swoim pokoju i dotykał Nokię. Matka dobijała się do drzwi i krzyczała tak że słychać ją było na całym osiedlu.
-Otwórz słyszysz! Czego się przede mną zamykasz, masz natychmiast otworzyć. Co ja ci mówiłam, weź się za jakąś robotę, ile ty masz lat, cały życie mam cię utrzymywać, z jednej renty?
Kiedy zaczynała się seria przekleństw włączał dzwonki. Gdy sama siebie obrażając krzyczała – Ty skurwysynu - on niebieskim przyciskiem w lewym górnym rogu wchodził w menu, w galerię, w pokaż foldery, w dźwięki. Wysłuchiwał Carnival 1, City Life, Elevator. Przy Floating matka zaczynała słabnąć – Ty mnie do grobu wpędzisz! – To zdanie oznaczało, że doszła do granic wytrzymałości, za chwilę otworzy sobie kredens i się wzmocni. Jeśli nie znajdzie tam wina, przeszuka lodówkę i szafkę pod zlewem. Potem szurając kapciami podejdzie pod drzwi. Będzie łagodna jak alpejski baranek, grający w reklamie skarpet.
-Arunio, no nie gniewaj się na mamę, wiesz, że ja muszę się wygadać, że mi lżej na duszy, no już dobrze, pożyczyłbyś mamie pięć złotych, oddam ci po rencie.
Słuchał Hat Dance a zaraz potem włączył nieco nostalgiczny dzwonek Lily, zrobiło mu się matki szkoda. Rzucił jej piątkę pod drzwi. I podszedł do okna. Widział ją jak w radosnych pląsach biegła w stronę sklepu. Wiedział też, że ma wieczór i noc tylko dla siebie i dla niej. Była miła w dotyku, lekka (90g) wytrzymała (czas oczekiwania 230 h) poręczna a co najważniejsze nazywała się Nokia. Wyprodukowała ją fińska firma, która promowała politykę nieustannego rozwoju. Chciał się rozwijać razem z nią. Teraz to było w zasięgu jego ręki. Miał narzędzie komunikacji (tak przeczytał w folderze) nie tylko proste w obsłudze, ale też symbol stylu. Jak mówiła reklama na wysokości piersi ślicznej brunetki – „Samo życie. Tylko ulepszone”.
Kiedyś czas nie miał dla niego żadnego znaczenia. Spał do południa. Potem leżał do wieczora bezmyślnie patrząc się w telewizor, albo siedział przed blokiem równie bezmyślnie gapiąc się w niebo. Teraz już nie musiał patrzeć ani w telewizor ani w niebo. Wyświetlacz Noki zastępował mu wszystkie widoki świata. W galerii, w folderze zdjęcia miał do wyboru kilkanaście tapet. Gdy znudził mu się build.gif, ustawiał, control.jpg, ewentualnie, disc.jpg. Czasem gdy był w romantycznym nastroju ustawiał sobie flowers.jpg ale tylko na chwilę, bo flowers był dobry dla dziewczyn. Wolał machine.jpg a najbardziej party.jpg.
W każdej sekundzie odkrywał nowe możliwości. Pierwszego wieczora dowiedział się, że ma kalendarz, zegar i budzik. Dopiero następnego dnia udało mu się dotrzeć do kolejnych zadziwiających funkcji. Wszedł w GPRS z pewnym niepokojem, angielska nazwa General Packet Radio Service nic mu nie mówiła. Dopiero kiedy w instrukcji obsługi, w rozdziale „przegląd funkcji telefonu” dowiedział się, że GPRS to możliwość wysyłania i odbioru danych przez sieć komórkową poczuł się szczęśliwy. Tak samo uszczęśliwiła go funkcja MMS co oznaczało Multimedia Messaging Service. Tego wieczoru gdy odkrył większość funkcji Noki, zrozumiał, że świat stoi przed nim otworem. Miał tyle możliwości. Był w kontakcie z całym światem, w każdej chwili ktoś ze świata mógł zechcieć z nim porozmawiać. Wystarczyło nacisnąć przycisk z zielonym znaczkiem i już. Po drugiej stronie był ktoś inny. Już nie był sam.
Matka wróciła z „przyjacielem” Ryśkiem. Arek na wszelki wypadek schował Nokię do kieszeni. Przyjaciel mógł dowiedzieć się od matki o telefonie i mógł zechcieć zadzwonić. Wyobraził sobie najgorsze. Rysiek swoimi czarnymi łapskami bierze aparat. Żółtymi od petów paluchami próbuje wycisnąć jakiś numer, a potem przykłada do owłosionych uszu i plując w powietrze zaczyna bełkotać. Po chwili rozległo się pukanie.
-Arunio, pokażże ten telefon – matka miała w głosie radość wypitych win. Wiedział, że jak nie otworzy matka namówi przyjaciela, żeby jej pomógł wywarzyć drzwi. Kiedyś, kiedy miał jeszcze w pokoju meble barykadował się. Teraz mając jedynie pompowany materac był bezbronny. Otworzył drzwi i wszedł do kuchni.
-Cześć Aruniuo – Rysiek wyciągnął rękę na powitanie. No, pokaż ten telefon, do chuja, przecież ci go nie zepsuję.
Postanowił grać na czas.
-Może kupić wam coś, idę do sklepu…
Matka czknęła, wytrzeszczyła oczy jakby nie zrozumiała o czym mówi.
-To zaraz, pokaż telefon – Rysiek zaakcentował słowo pokaż.
Sytuacja wydawała się bez wyjścia. Arek w ostatniej chwili wpadł na pewien pomysł.
-No dobra, zaraz przyniosę.
Wrócił do pokoju i wyłączył telefon. Bez pinu Nokia była bezpieczna. Podał Ryśkowi aparat. Ten wziął go i zaczął ważyć.
-Patrz Wiesia, jaki gówno, takie nic…
-Bo to za złotówkę.
-A – Rysiek cmoknął z niezadowolenia. – Za psie pieniądze to Arunio, nie warto się łaszczyć. U nas było takie wino za dwa czterdzieści…
-Dwa sześćdziesiąt – matka krzyknęła jakby chodziło o coś naprawdę istotnego.
-Cicho kurwa, cicho, daj powiedzieć, mordę drzesz, dwa czterdzieści. Takie z żółtą kartką. Normalne z czerwoną kartka kosztuje trzy pięćdziesiąt, a te dwa czterdzieści, promocja mówili, w dupę jebane, po tej ich promocji to ja wątrobę prawie wyrzygałem, także trzeba Arunio uważać. A jak chcesz iść do sklepu to idź, ja się trochę pobawię, jak się to włącza?
-Wcale się jeszcze nie włącza, muszą mnie przyłączyć do sieci.
Rysiek wydął usta ze zdziwienia.
-Takie buty?
-Rysiek on cię oszukuje, ja go znam, on po ojcu taki chytry, on się boi, że ty będziesz mu dzwonił.
Twarz Ryśka stężała.
-To ty taki ogórek?
Arek próbował wycofać się do pokoju. Rysiek złapał go za szyję i usadził przy stole.
-A włączaj mi tu bękarcie ten telefon, bo jak ci przypierdolę to cię będą z tej szyby łyżkami zeskrobywać.
Drżącymi palcami wpisał pin. Głośny dźwięk przywitania sprawił, że na twarzy Ryśka pojawił się błogi uśmiech.
-No a teraz skocz do sklepu, chcesz pieniądze? – pytanie było retoryczne.
Udał, że wychodzi. Stanął za drzwiami i nasłuchiwał. Rysiek wystukiwał klawisze, w matce odezwały się bliżej nieokreślone uczucia.
-Nie dzwoń daleko, skąd weźmie na rachunek…
-Aż ty głupia jesteś. Na telefon miał to i na rachunek znajdzie.
-Za złotówkę kupił. W promocji.
-Durna jesteś! Chyba ci od tej siarki się tak porobiło. Telefon za złotówkę? Takich głupich jeszcze nie ma. Wino kosztuje trzy pięćdziesiąt a telefon złotówkę, co?
W tym momencie Rysiek połączył się, bo zaczął krzyczeć.
-Kazik? Cześć stary pierdoło. Co nie poznajesz, Rysiek dzwoni. No. Z komóry. A co, myślisz, że ja kurwa jestem garbaty. Stać mnie. Co u ciebie? No i tak trzymać. Robi się to tu, to tam. Kuronia jeszcze mam, no, dwa miesiące, potem mam do Niemiec jechać, trochę się trzeba odchamić, no, furę jakąś sprowadzić.
Arek usiadł na schodach i liczył. Przy stu pięćdziesiątej sekundzie poczuł skurcz, Rysiek rozkręcał się. Nic nie wskazywało, żeby zamierzał przestać. Opowiadał ostatnią libację podczas której trzy razy zerwał mu się film. W dziesiątej minucie zaczął powoli się żegnać. Rozłączył się w czternastej minucie i drugiej sekundzie. Arek pomyślał, o sekundowym naliczaniu, które uratowało całą minutę. Rysiek mimo protestów matki wykonał kolejne połączenie. Do znajomej Danki. Matka zaczęła go szarpać, nie wiedział czy z zazdrości czy z troski o rachunek. Arek otworzył drzwi. Rysiek ze słuchawka przy uchu oganiał się od matki, zerknął w jego stronę.
-Gdzie wina?
Nie czekając na to co zrobi Rysiek rzucił się na niego. Przez moment wydzierali sobie aparat, po chwili mieli go obaj. Rysiek tylnią część obudowy i baterię, Arek resztę. Matka próbowała ich rozdzielić. W pewnej chwili w dłoni Ryśka błysnął nóż. Arek sięgnął po leżący w zlewie scyzoryk od obierania ziemniaków.

Matka spojrzała na leżące na podłodze ciała. Krew wymieszała się w jedną kałużę. Wyjęła z zaciśniętej dłoni Ryśka baterię, po chwili odnalazła pod brzuchem Arka resztę telefonu. Po kilku próbach udało jej się złożyć aparat w jedną całość. Wciskała po kolei wszystkie przyciski, wreszcie coś pisnęło, pojawił się jakiś napis. Nie wiedziała co ma dalej robić. Kiedy odłożyła aparat na stół wydobył się z niego niski, męski głos: „Nokia. Connecting people.”

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Trzeba sobie zainstalować własny kasownik szumu. Widziałem taki na falmach o katastrofach lotniczych, jak odczytują "czarne skrzynki" 
    • @Jacek_Suchowicz

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      To jest inna logika, jak sądzę, ten BB może obronić przed niebezpieczeństwem. Jak widziałeś film "6 dni 7 nocy", z Harrisonem Fordem, tam jest taka scenka:   Robin: I thought, that’s what women wanted Quinn: What? Robin: Men who weren’t afraid to cry, who were in touch with their feminine side. Quinn: No, not when they’re being chased by pirates, they like them mean and armed.   Pozdr.     
    • Z Wami Panie rozmowa jak ze starym, siwym, dawidowym handlarzem.  Ani człowiek po tej dyspucie mądrzejszy  ani głupszy. Ani w pełni zadowolony, ani zdradziecko oszukany. Rzeknijcie na rany Chrystusa, ile z sakwy mi czerwońców ubędzie?  Za Wasze wątpliwe wstawiennictwo i opiekę.     Wy inflamis i przechrzta. Nie ariański a popi bydlak kresowy. Palownik od księcia Jaremy. Strach blady i kaźn na dusze kozacze. Choć Wy teraz odziani w karmazyny   na dworze magnackim i nahajem chłopstwo  jak ptactwo dzikie, po polach rozganiacie. To ja wiem, żeście nie zawsze tacy byli, pierwszej krwi błękitnej, szlachcic.     A co ja prawie, jeno szlachcic… wojewodzic, Hetman koronny, książę elektor na warszawskich pałacach i sejmowych polach. Buty Wam i czarnego jak kopyta Mefistofila, humoru przaśnego, bicze bisurmańskie z głowy nie wybiły. Ale już skórę z pleców odjęły i zniżać głowę  przed obliczem wezyra galernego, nauczyły.     Gdybym nad grobem nie stał w chwili doczesnej i gardłowej sprawie się nie poświęcił to bym spluwał na Wasz herb i szablę Waszą i z grobu Was nie odradzał. Lecz tylko Wy, czerni grobu się nie boicie. Krzyże święte profanujecie, na klasztory kobiece zajazdy gotujecie, młódki dla zabawy  raptem gnębicie  i gwałt im bezbożny zadajecie. W imię sił nieczystych, którym duszę zaprzedaliście, Wy i cała Wasza sotnia.     Pamiętam jak dziś, bo walczyłem tego, przeklętego dla ojczyzny, majowego dnia, roku pańskiego tysiąc sześćset czterdziestego ósmego na korsuńskim stepie. I niech mnie Bóg pokara jeślim skłamię teraz i piorun mnie jasny zabije, bo przeto dokładnie widziałem jak padacie z konia, trafiony tatarska strzałą i sfora do Was doskoczyła jak diabelska, wściekła fala.  Cięły Was i kozackie karabele i osmańskie ordynki Tatarów. Widziałem, Panie Bracie jak trup z Was jeno ostał na ich drzewcach i ostrzach. Jak mi Bóg miły, umarliście a teraz żyjecie!     Wy diabły stepowe,  na pokutę wieczną skazane. Wy, nieumarli obrońcy, świętego stepu. Kruki i sokoły, Waszymi sługami i oczami. Diabliki, na rumakach z huraganu,  Waszymi kompaniami. A śmierć Wam hetmanem i batiuszką. Carem i hosporadem. Klątwą Waszą po wieki. Nie chcecie przeto nic ode mnie. Ani złota ani srebra  ani honorów i wstawiennictw. Chcecie jedynie bym ten pergamin przeklęty, własną krwią podpisał i przeklął swą duszę. Mi już nie dwory ni zamki,  rezydencjami doczesnymi. A castrum doloris, ciche w świątynii. Dajcie sztylet. Sobie na pohybel, pieczęć krwistą pod umową stawiam.     Kary koń już czekał u drzwi. Wspaniały silny i dumny fryz.  Samej pani małodobrej, wierny ogier. Gość mój wsiadł na niego z miną straczeńczą Zabrał go prosto do piekielnych podziemi.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...