Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Lubił ją fotografować. Przed obiektywem miał ją tylko dla siebie, ją całą i tylko ją. Mógł dotykać jej włosów, słuchać jej śmiechu z siebie samej, rozmawiać w trakcie kolejnych ujęć. Siedziała wtedy zazwyczaj na jego balkonie w czarnej dopasowanej, jesiennej kurtce, kolorowym szaliku, piła gorzką kawę i mówiła. Nie zawsze spokojnie i nie zawsze rzeczowo. Czasem opowiadała co wydarzyło się na jej studiach, żartowała, wygłupiała się, a czasem siedziała zapatrzona w panoramę miasta z czwartego piętra. Płakała przy nim. Tak płakała. Nigdy o nic jej nie pytał, zawsze mówiła sama od siebie. Do niego, a może w tą przestrzeń. On tylko słuchał i fotografował.
Miał jej zdjęcia lekko uśmiechniętej, beztrosko roześmianej z rozwianymi włosami, zawstydzonej, kojąco spokojnej, skrępowanej, zamyślonej, zapłakanej, przejętej, zdenerwowanej. Cały album czarno-białych zdjęć – emocji. Przy niej patrzył i widział. Nie tylko delikatną twarz i zgrabne, lekko muśnięte słońcem ciało. Widział więcej. Tak, lubił ją fotografować.

Nigdy nie była femme fatale, pewną siebie kobietą sukcesu w każdym aspekcie życia, kolekcjonerką męskich serc, umysłów czy kart kredytowych. Była na to zbyt wrażliwa. Ale emanowało z niej coś, co przyciągało, co mówiło ‘podejdź, poczuj, dotknij’, co wzbudzało lekki podziw a zarazem chęć poznania. Może jej naturalna nieśmiałość, spontaniczny rumieniec gdy odwzajemniała uśmiech, a może kobiecość, która unosiła się wokół niej, kobiecość gęsta jak mgła. A może zupełnie co innego. W końcu widzimy ludzi przez pryzmat siebie i swych oczekiwań.
Owszem - atrakcyjna, pachnąca czekoladą i migdałami, wstydliwie pokazująca w uśmiechu szereg białych, dziecinnie małych zębów. Była ciepła. Ciekawa. Tak zwanego świata. Zapachów, dźwięków, obrazów. I jeszcze ciekawa tej wrodzonej pasji, która kłóciła się w niej z nabytą melancholią. Pasji do życia.

Tego dnia obudziła się łaskotana promieniami słońca, najpewniej ostatnimi tego roku. Leniwie odsunęła kołdrę - zimno. Właściwie mogłaby włączyć telewizor, zaparzyć dzbanek herbaty i spędzić tak dzień w nie dogrzanym mieszkaniu. Mogłaby tak przezimować aż do wiosny. Rachunki, zakupy, okna – aha...nie mogłaby. Sennym krokiem poszła do łazienki, wzięła gorący prysznic, założyła gruby golf, pogniecione dżinsy, włączyła radio, by obudzić mieszkanie. Upiła kilka łyków herbaty, potrząsnęła jeszcze mokre włosy, pozmywała kieliszki po wczorajszym babskim spotkaniu, sprzątnęła swoje parę metrów kwadratowych (Sobota? Sobota.) i wyszła w ten świat jesienny, szeleszczący kolorowymi liśćmi pod stopami. Drzewa już łysiejące, zmęczone, otoczone złoto – czerwonym dywanem, skąpane w październikowych strugach słońca wydały jej się takie ciepłe. Takie poczciwe – tego roku już spełniły swe zadanie, zasypiają. Otuliła się mocniej lekkim szalikiem, lubiła taką jesień, dawała jej poczucie bezpieczeństwa.
Na poczcie i w banku kolejki, w supermarkecie kolejki (sobota) z ulgą więc wróciła do domu, odczytała maile i próbowała przełamać się, i zafundować oknom wysoki połysk. I nagle pomyślała o nim. Nie dlatego, że nie miała planów na sobotni wieczór – miała. Anka z dołu wyciągała ją na rynek. Ale odmówiła, chciała odpocząć od znajomych, od piwa, wina, głośnej muzyki.
Odkąd Robert, mężczyzna, z którym ostatnio się spotykała, wyjechał na trzy miesiące do Stanów prowadziła intensywne życie towarzyskie. Jej znajomi dbali, a może to ona nadgorliwie sama dbała o to by nie zostawać wieczorami w domu. Chciała nie myśleć, nie tęsknić, nie siedzieć samej w starym dresie. Wysyłała maile, nocą rozpaczliwie go pragnęła, rano z przyzwyczajenia parzyła dwie kawy. Tęskniła. A teraz tak po prostu pomyślała o innym mężczyźnie, o tym który robił jej te niesamowite zdjęcia, choć nie z ich powodu pochłonął teraz jej uwagę.
Zadzwoniła z jednym tylko ‘mogę wpaść?’
Znała go od zawsze. Starszy o trzy lata, charyzmatyczny, spokojny. Małomówny. Kilka niezupełnie udanych związków, zainteresowanie fotografią – skrót ostatnich paru lat. I tak nie wiedziała o nim wiele więcej. Był dobry w tym co robił, miała tego świadomość, widział rzeczywistość z wielu perspektyw. Przeglądała czasem jego zdjęcia, miały głębię, miały klimat, miały jego styl. To jej wystarczało.
A teraz chciała z nim po prostu pobyć. Pobyć. Nie wiedzieć czemu. Nie dla zdławienia samotności, nie dla zapchania wieczoru, ani nie z potrzeby towarzystwa. Z potrzeby jego. Założyła kurtkę, owinęła się szalem, wzięła torbę i zamknęła za sobą drzwi.
Stanęła w jego progu i zobaczył ją we włosach rozwianych przez ten jesienny wiatr. Taką naturalną i taką namacalną. Weszła do kuchni, w której zawsze parzył im kawę i robił jakieś nieudolne kanapki na obiad. Uśmiechnęła się. Dopiero teraz uświadomiła sobie jak lubiła tą kuchnię, miała tu swój kubek, swoje krzesło i swój zwyczaj siedzenia na nim. Bałagan jak zawsze, ale bałagan przyjemny. Widok z okna na osiedlowy kiosk, parking i mały park. Tak się do niego przyzwyczaiła. Jego mieszkanie przepełniało ją spokojem.
Siedzieli tu teraz naprzeciw siebie jak zawsze, rozmawiali i milczeli. Jak długo, nawet nie wiedziała. Weszła do pokoju kuszona refleksami słońca wkradającymi się przez okno. To tak jakby chciało jeszcze ogrzać ich ostatnimi promieniami nim schowa się za horyzontem. Zawołała go i w tym momencie zauważyła rozstawiony naprzeciw okna statyw. Chciała takich zdjęć, tylko dla siebie. Nawet gdyby nie miały tylu walorów estetycznych, chciała stanąć naga przed jego obiektywem, tak by wpadające światło rozświetlało jej ciało. Zdjęła gruby golf, dżinsy, białą bieliznę. Czuła, że się rumieni.
Wziął aparat, znowu była jego, taka bliska. Ustawił. Zdjęcia robiły się same w trybie migawki, on tylko wybierał odpowiednie ujęcia, regulował statyw. I widział tą kobietę tak szczerą i swobodną przed nim, a zarazem zawstydzoną. Widział jej miękkie włosy, wąską talię, pełne piersi, czuł jej zapach i nagle zorientował się, że nie chce robić tych zdjęć, nie chce patrzeć na nią przez pryzmat obiektywu, a potem tęsknie dotykać jej policzków na odbitkach. Nie chce. Podszedł do niej powoli, na tą drugą stronę. Patrzyła na niego, wiedziała. Stali tak kilka sekund a może kilka minut, gdy wreszcie odważył się dotknąć jej ramienia. Wędrował dotykiem po jej dłoniach, rękach, karku, nie przerywając kontaktu wzrokowego, tej niewidzialnej więzi bliskości. Nie przeszkadzały im błyski flesza. Zdjął koszulę, ujął jej twarz w swe szerokie, męskie dłonie, podszedł bliżej a ona przylgnęła do niego z całą swą tęsknotą. Żadnych dźwięków, prócz ich przyśpieszonych oddechów. Całował ją tak zmysłowo i zapamiętale, całował ją jak nikt jeszcze...


***


Zimowy śnieg, ten cudowny, miękki, biały puch przeobrażał się właśnie w paskudną chlapę. Po chodnikach płynęły strumienie błota, jakby tego było mało padał deszcz. Szła pod parasolem, obładowana książkami i zakupami. Marzec. Gdy doszła do swej kamienicy w butach miała już kałużę, a w reklamówkach doniosła dodatkowo kilka litrów wody. Weszła do pustego znów mieszkania - Robert wyprowadził się na początku roku, rozstali się. Zmienił się po powrocie.
Odgrzała zupę od Anki, przebrała się w ciepły dres, wyciągnęła pierwszą lepszą książkę, położyła się na kanapie z zamiarem czytania, jednak deszcz miarowo uderzający o parapet uśpił jej zmysły. Gdy się obudziła, na dworze było już ciemno. Zaparzyła herbatę i przypomniała sobie, że nie wyjęła rachunków ze skrzynki. Zeszła na dół, przekręciła kluczyk i prócz znajomych kopert zobaczyła w niej jedną grubą, brązową. Weszła do siebie na górę i w przedpokoju wyciągnęła z niej brązowy, ręcznie zrobiony album ze zdjęciami.
Sztywne kartki, połączone czerwoną wstążką. W środku zdjęcia z tamtego sobotniego wieczoru, kiedy dała mu siebie całą. Zdjęcia, których nie widziała pół roku. Mężczyzna, którego nie widziała pół roku. Cały album najintymniejszych i najpiękniejszych przeżyć. Oglądała go ze łzami w oczach, oglądała go dziesiątki razy aż nagle poderwała się do telefonu.

Opublikowano

pierwszy akapit przeniosłabym gdzieś dalej, nie podoba mi się zaczynanie od takiego "wprost" opisywania postaci. Innych uwag nie mam, podoba mi się, nawet bardzo mi się podoba. Liczę na dalszy ciąg. I dziękuje za ten klimat października :)

Opublikowano

Z tym wstępem to jest tak, ze miał on być ciągiem dalszym innego opowiadania, a tu wyszło mi nowe;)także pomyślę, gdzie by go 'wcisnąć', dzięki za uwagę:)

Opublikowano

kurcze czytałem już kiedyś podobne opowiadanko, z jedną różnicą, że tam zamiast fotografa był malarz. I pierwsze moje odczucia były krytyczne, lecz przeczytałem sobie tekst jeszcze drugi raz i stwierdzam, iż sam bym chciał pooglądać te zdjęcia (-: (faceci =esteci tylko by się gapili na płeć piękną, ale cóż zrobić, taka jest już nasza natura)
co do samego tekstu to jest w nim coś takiego co sprawia, że zostaje w pamięci. Więc czekam na c.d mam nadzieje ,że będzie równie wciągający
nisko się kłaniam i pozdrawiam

Opublikowano

Jestem zaskoczona tymi pozytywami, niezmiernie, oj niezmiernie;)
Dziękuję i cieszę się, że tekst 'coś' ma w sobie, tymbardziej, że to dopiero drugi.
I właściwie na tym miało stanąć, tak się miało zakończyć moje opowiadanie, ale ok skombinuję jakiś cd;)

Opublikowano

Literatura kobieca ale ja lubie teksty kobiece poniewaz kobiety maja duzo wiecej do powiedzenia. Twoja bohaterka tez.
Mam jednak kilka drobnych uwag...przepraszam, za to ze sie czepiam.

1) "w koncu widzimy ludzimy, przez pryzmat samych siebie i wlasnych oczekiwan."
brakuje mi tu jednego slowa: w MILOSCI. Jest to tez cecha bardzo negatywna moim zdaniem powinienes(powinnas) o tym nadmienic slowem niestety lub a szkoda.

2)" teraz chciała z nim po prostu pobyć. Pobyć. Nie wiedzieć czemu. Nie dla zdławienia samotności, nie dla zapchania wieczoru, ani nie z potrzeby towarzystwa. Z potrzeby jego. Założyła kurtkę, owinęła się szalem, wzięła torbę i zamknęła za sobą drzwi" - czyli jest bohaterka negatywna bo sie zwyczajnie puszcza i dlatego miesza sie ta opowiesc.
Z pozoru, wrazliwa kobieta, zyje kazdym dniem, jesiennym rowniez ale dla mnie jest niegodna zaufania. Nie widze w niej nic nadzwyczajnego. Lubi sie rozbierac idzie z jakims fotografem do lozka. Nic ich przeciez nie laczy...?

Technicznie raczej bez uwag. Bardzo mi sie podobalo, jest klimat, jest intymnosc, jest tesknota, jest moja ulubiona pora roku, jestzwyczajnosc zycia, ale ONA mnie nie przekonuje, nie chcialbym miec z nia nic wspolnego.
Naprawde dobry tekst.

p.s :

Zauwazam pewne podobienstwo do mojegoulubionego filmu.
Tam bohaterka, Valentine, jestw podobnej sytuacji. Teskni (wrazliwe kobiety osiagaja w tym mistrzostwo swiata), spi nawet w jego kurtce, ale nigdy nie przespalaby sie z innym.Zeby bylo smieszniej jest fotomodelka i odrzuca amory fotografa :) Bardzo wyrazne podobienstwo:) i to cechuje wspaniale kobiety...dlatego uwazam, ze twoja pani jest beee.
Mimo wszystko podobalo mi sie.

Opublikowano

Piotrze, nie czepiasz się, po to m. in. tutaj publikuję by usłyszeć (przeczytać;) kilka uwag czy wskazówek, zawsze można się czegoś nauczyć, więc nie przepraszaj.

Ale pozwolę sobie popolemizować:)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Owszem, w miłości często, jednak nie tylko - z reguły lubimy/kochamy/akceptujemy kogoś, bo nasze wyobrażenie o nim, czasem zbyt wyidealizowane, jest stworzone przez nas i nam odpowiada. Stąd też moje uogólnienie. Nie muszę kogoś kochać, by mieć swoją 'przyjazną' lub jakąkolwiek inną wizję jego.



To zdanie akurat nie powinno sugerować, że bohaterka się puszcza;)W mojej intencji akurat nie było ukazanie jej jako 'tej złej'.
Czy lubi się rozbierać? Hmm..skoro byla jego modelką, pozowała mu, robił jej więc również akty (wcześniej) - tam była taka aluzja: ' Przy niej patrzył i widział. Nie tylko delikatną twarz i zgrabne, lekko muśnięte słońcem ciało.';)Rozebrała się przy nim juz pewnie wielokrotnie, pod 'służbową przykrywką';)
Fotograf z kolei nie był 'jakiś' bo był jej w pewien sposób bliski - znała go lata, rozmawiała z nim o wszystkim, zwierzała mu się, chciała z nim przebywać, czuła się spokojna w jego mieszkaniu, a więc właściwie przy nim samym. On natomiast jej potrzebował, tęsknił może trochę nieświadomie, znał na wylot, akceptował.
Nic ich nie łączy?

Czy idzie z nim do łóżka? O tym nie wspomniałam:) I na razie ciii..chosza:)

Bawię się w tekście może trochę niedomówieniem, ale lubię w ten sposób pisać - namieszać, pokomplikować, w każdym bądź razie próbuję rozbudzić wyobraźnię.

Tak czy inaczej cieszy mnie, że bohaterka jest dla Ciebie 'jakaś', że wywołuje emocje, choć widzę, że ja Ciebie do niej niestety nie przekonam:) Ja mogę tylko podziękować za uwagę, i czas poświęcony mojemu tekstowi - doceniam:)

PS Filmu niestety nie widziałam, może podaj tytuł, skoro nieświadomie napisałam tekścik o podobnej tematyce to może sobie obejrzę:)
Opublikowano

Trzy kolory "czerwony", jak obejrzysz to mnie w pełni zrozumiesz i obraz ten na pewno Cię zafascynuje bowiem jest to bardzo podobna tematyka. Dramat egystencjalny. Bohaterką jest kobieta - fotomodelka. Przekonasz się sama. Film jest o przyjaźni, o zdradzie, o miłości o tęsknocie. Poprostu perełka.
Co do tekstu, jeszcze raz duże, duże brawa.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...