Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nagroda za tą mnie
z lustra
zdjęć
i butelki wina

i portretu pamięciowego
kogoś obcego
dla niego

a ta prawda w wąskich biodrach
ze złamanym paznokciem
będzie czekać

na próżno-
nie boli
już wcale

Opublikowano

Hmmm… nie bardzo, można by nad nim jeszcze trochę popracować

lustro zdjęć - absolutnie na „nie”

nagroda za tą mnie
z lustra zdjęć
i butelki wina

i portretu pamięciowego
kogoś-tam
dla niego właśnie


pierwszy wers i dwa ostatnie (od „kogoś tam”) brzmią bardzo niezręcznie, jakoś ciężko się to czyta, nie lepiej „dla autora” (mnie ze zdjęć, i z portretu)

a ta prawda w wąskich biodrach
ze złamanym paznokciem
będzie czekać


chyba lepiej będzie bez „a ta” i generalnie jakoś skromniej, ale bardziej wymyślnie, może:

prawda o wąskich biodrach
podrapie się złamanym paznokciem

zaczeka

na próżno-
to już nie boli


oczywiście to tylko moje propozycje, zrobisz jak zechcesz

Pozdrawiam serdecznie

Fei

Opublikowano

Fei: z interpunkcją (której raczej się wystrzegam):

Nagroda za tą mnie
z lustra, (ze) zdjęć
i butelki wina


a więc bez zwrotu 'lustra zdjęć' gdyż takowy nie był w zamyśle, aczkolwiek przez brak przecinka nasuwa taką interpretację;)
Dalej -> 'portret pamięciowy kogoś tam' to czyjeś wyobrażenie mnie, a więc nie ja i dla tego kogoś ta nagroda, stąd też 'dla autora' trochę się gryzie;)
Mozliwe, że to wszystko takie mało prezycyjne, ale taki mam styl, najpierw jakiś spontan, potem dopiero to szlifuje, gdy stwierdzam, że coś z tym można jeszcze zrobić. Także ja z nim dopiero zaczynam;)

Z kolei 2 lub 3 Twoje ostatnie wersy chyba wykorzystam.
Dzięki za odwiedziny, pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...