Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Deszcz listopadowy

Spłynął z chmur,
Zmył kolory,
Szarością okrył ziemię,
Wypełnił sobą powietrze,
Roztoczył wszędzie swą woń,
Przygwoździł do ziemi liście,
Opadłe z drzew.

Uderzył o szyby,
Zagrał swą głuchą melodię,
Zmącił cisze mego domu,
Uderzył w blaszany parapet,
Równo i miarowo,
Wystukał swój mokry rytm.
Uderzył o ziemię,
Roztrzaskał się o nią,
Wykrwawił,
Wypełnił sobą powietrze,
Spowił wszystko mokrym kirem,
Zimną derką otulił,
Do snu ułożył,
I ukołysał…
______________________________
A świat w cichości złożywszy głowę,
Na mokrym i zimnym posłaniu,
Z jesiennych liści,
Usnął,
Deszczem okryty.

Opublikowano

forma:
1 zwrotka — na siedem wersów sześć to zdania gramatyczne, żadnej przerzutni
2 zwrotka — na 14 wersów, 13 to zdania gramatyczne, również bez przerzutni, zastanawia więc po co rozdzielenie na dwie zwrotki, skoro w drugiej nie ma ani jednego nowego elementu, no może poza tym wielokropkiem, który wobec wcześniejszej monotonii zdaje się czymś wyjątkowo atrakcyjnym (aczkolwiek nienawidzę wielokropków, bo są pretensjonalne)

czyżby zamysł był taki — ilustracja monotonii listopadowego deszczu poprzez monotonię tekstu? może być, ale to nie musi oznaczać ubóstwa literackiego, jakim jest z pewnością wypisywanie zdania pod zdaniem, przy obarczeniu ich czasownikiem pojęciowo silnie nacechowanym, ubóstwem jest również zabieg wstawienia czasownika jako wersu jednowyrazowego, wiersz (wydawałoby się) tematycznie opisowy, nie posiada żadnej cechy opisu, gdyż jest po prostu wyliczanką czynności lub stanów, sporadycznie przerywaną jakimś dopiskiem
interpunkcja jest uboga — pokrywa się całkowicie z podziałem wersyfikacyjnym, stąd wniosek, że nic nie wnosi do treści, stąd wniosek, że jest niepotrzebna
maniera rozpoczynania wersu od wielkiej litery również nic nie wnosi
co do słownika — już pisałem o nacechowanych czasownikach „wykrwawił”, „spowił”, „otulił”, „ukołysał” itd z jednej strony to prymitywna próba wzbudzenia być może melancholii, jak również nachalny liryzm, ocierający się miejscami o tkliwość, którą pogłębia wielokropek
puenta porażająca — świat usnął deszczem okryty, czy to jest refleksja autora/ki? niestety, ale widać, że ktoś się naczytał liryki przyrodniczej sprzed przynajmniej 150 lat i teraz odtwarza (zresztą nieudolnie)
ja się pytam: po co? ja się pytam: czy to da się czytać? i znowu: po co?
pozdr

Opublikowano

Znów pytanie "po co" ?? jużna nie odpowiadałem... PO TO...
przecież to, że nie trzyma się kanonów poezji współczesnej nie oznacza chyba, że wiersz od razu jest skazany na bycie utworem "niedorobionym"... teraz podobno wszystkie chwyty są dozwolone i wszystko można nazwać pięknym bo do cholery piękno jest pojęciem względnym !!

mi sięta plastyczność podoba, na monotonność i instrumentalizacja... wszystko złożone dobrze w opis.
Ktoś mówił, że wiersz skłąda się z metafor... tutaj je można znaleźć, ale mimo wszystko wiersz (z pewnością) będzie przez innych skrytykowany, a dlaczego ?? bo debiut w tym serwisie ??

Opublikowano

Ja chceż, to mogę co powierześć...gdy go pisalam byl listopad i padł deszcz...bylo szaro i sennie, stąt ten uśpiony świat....monotonny, bo faktycznie zamysł był taki...żywiolowy test to tego by nie pasował. podział na zwrotki. chodzi o to, że by była tam jakaś przestrzeń (oddech paułza dłusza)
Rozpoczynanie wiersza od wielkiej litery, to nie maniera, tylko mój styl i już.

Mówiąc zaś o wzburzanej na sile melancholi i nachalnym liryzmie bardzo się mylisz...widzisz czasem jest tak, że słowa same się cisną...same pokazyją, że pasują, gdzie pasują...słownik nie jest ubogi, tylko skromny (to leprze liż wybujały)

Poezja przed 150 lat ...no powiedzmy...że wole romaltyzm i moderlizn niż współczesność...ale nic nie naśladuje, pisze po swojemu, nie wpadam w kanony....co do formy...chyba doibrze że jest jednolita. (no powiedzmy) nie lubie zbytniego balaganu. I to napewno liryka opisowa (chociaż w pewnym miejcu też bezposrednia) i jeszcze jedno. wielokropki są czasem potrzebne, pokazują, że coś powinno może mieć ciąg dalszy, że jest utwane, nie dokonczone i są niewinne, a nie przetsjonalne. chyba, że innaczej roizumiemy to słowo. Ciekawa jestem jak ty je rozumiesz....

e, dzięki Menkaure....:)

Opublikowano

państwo nie rozumieją najwyraźniej, o czym ja piszę — przede wszystkim o twórczym podejściu do pisania, o świadomości literackiej i językowej autora o umiejętności korzystania z narzędzi i środków wyrazu, czyli o wartości literackiej (ktoś się mnie niedawno pytał, co ten termin oznacza)
co do piękna — jest taki genialny przykład, powieść „Trędowata”, która była uznawana za „piękną” w swoim czasie, piękno jest oczywiście względne, z drugiej strony jednak pytanie z czego ta względność wynika: czy z indywidualnych doświadczeń zebranych przez jednostkę, czy z braku tych doświadczeń
odpowiedź „po to” nie jest satysfakcjonująca dla czytelnika, który wcale nie musi czytać czyichś wytworów, aby dojść do podobnych obserwacji na temat deszczu, podejrzewam, że większości ludzi udaje się podobna sztuka przed 15 rokiem życia, pisanie jest po to, aby dokonywać próby ukazania ludziom czegoś, czego mogliby nie dostrzec (z wielu względów), po to są w ogóle sztuki, aby pokazać ludziom coś, czego oni nie są w stanie, albo nie mają czasu dostrzec
proste?
jeśli słowa same się cisną, jest to dowodem na niewielką dojrzałość w pisaniu — nie polecam, jeśli mnie cisną się jakieś słowa, zawsze zadaję sobie pytanie (czasem kilkakrotnie): czy to jest naprawdę konieczne?
pozdr

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



chyba wystarczy zauważyć na przykładzie pierwszej strofy, że zbudowała pani swój tekst niemalże na samych czasownikach, a niestety, tak być nie może. Skoro wiersz ma być "uśpiony i monotonny" nie może składać się z samych czynności, to wydawałoby się logiczne. Nie widzę też tutaj ani jednej metafory, jedynie sam opis, niezbyt zgrabny niestety. Oczywiście stara się pani operować ładnym słownictwem , subtelnym, tak aby stworzyć klimat, jednak to za mało, aby tekst zatrzymał czytelnika na dłużej.

Reszta błędów także została już zauważona przez moich przedmówców. Proszę mi nie mowic że taki jest pani styl, bo dla mnie mówienie że pisanie każdego wersu wielką literą jest stylem, oznacza definitywnie jego brak. Dlaczego? Otóż wielkie litery muszą mieć w poezji swoje uzasadnienie, tutaj go nie ma, więc są - niepotrzebne !

Po co odgrodzenie końcówki? pierwszy raz coś takiego widzę i wolałabym nie widzieć. Przecież jeśli chcemy coś zaakcentować , oddzielić, są na to lepsze sposoby...

proponuję duuużo czytać, jeśli to debiut, to wcale nie jest najgorzej, trzeba tylko wyciągnąć odpowiednią naukę z tego co się dzieje dookoła nas.

pozdr. serdecznie życząć miłej przygody z poezją
agnes
Opublikowano

Może i wielu ludzi dochodzi do podbnych wniosków, ale kto zwraca na nie uwagę, kto się nimi przejmuje? Dojrzałość coż jest jeszvcze wrażliwość...jak dla mnie ważniejsza...

Ps. Co do oddzielania kraską, ja parę razy coś takiego widziałam (i to nie u amatorow, ale zapomniałam gdzie...) a te czasonki, opisą, to co robi deszcze..jeśli chodzi o metafoty. istnieje coś takiego jak mowinie wprost (czasem zdarza się też w wieszach i naprawę zle nie wyglada) ach nie lubie jak ja to nazywam dorabiania ideologi...a wielkie litery, coż może strofy powinnam kończyć kropką, a nie przecinkiem? to przecież osobne zdania...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

no, no, właśnie, właśnie o to chodzi — bo być może takie wnioski są o kant d... potłuc? do niczego nie prowadzą i nic nie dają człowiekowi, takie rzeczy, które po prostu się wie, ale nikt nie robi z tego zagadnienia, bo nie ma z czego: roślinki rosną, ludzie umierają, deszcz pada, tak się kręci świat od jakiegoś już czasu

to mnie rozbawiło — proszę mi pokazać wrażliwość w tym wierszu, poza powierzchowną tkliwością, przesyconą, jak mniemam, własnym, niezbyt dobrym samopoczuciem
w filmie „Rejs” poeta tak skomentował tekst piosenki:
„jestem sam
nie mam dziewczyny
jest mi niedobrze”
sorry, ale mnie, w przeciwieństwie do inż. Mamonia, to nie wzrusza
pozdr
Opublikowano

Oj ludzie...wy nic nie rozumiecie, a wnioski, co dla jednych jest warte tylko rozbicia o kat d.... dla innych może właśnie mieć jakośc wartośc. Wrażliwość, to umiejetność zachwycenia się np. tym, że jakaś babanna roslinka sobie wyrosla na trwniku przed blokiem, alb, że spadł deszcz...pozdro

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



więc wrażliwość to zachwyt? nie, nie i jeszcze raz nie; wrażliwość to spostrzegawczość, to tworzenie skojarzeń, to refleksje, to tworzenie analogii, to zastanawianie się nad światem, zastanawianie się nad sobą
sam zachwyt nad roślinką, która wyrosła na trawniku, nie świadczy o wrażliwości, ale o przywiązywaniu wagi do detali i poświęcaniu im czasu w ilości niewspółmiernej do skali zjawiska
poza tym — najważniejsze — trzeba jeszcze umieć to napisać
Opublikowano

Wrażliwość, to umiejetność dostrzegania rzeczy małych. Wiadomo, stosunek do rzeczy małych jest nie raz wyznacznikiem stosunku do rzeczy wielkich. A wrażliwość jest dla mnie tym czym jest. to możliwość glebszego przeżywania możniwość dostrzegania pozornie nic nie znaczących detali. detali z których sklad się swiat. jakby zabrakło jednego z nich, to kto wie jak by było.

Sedecznie pozdrawiam ludzi nietoleralcyjnych i ograniczonych..

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



co z tego, że się dostrzega detal, jeśli nie dostrzega się, bądź pomija układ, w którym ten detal funkcjonuje? dostrzegłaś, że pada deszcz? brawo, gratuluję, gdzie to głębsze przeżywanie deszczu? proszę mi pokazać w tekście, proszę mi pokazać coś więcej niż nieudolnie tworzony opis i trywialną puentę
gratuluję również dobrego samopoczucia, bo widać autorka uznaje swój tekst jako dowód niezwykłej wrażliwości, spostrzegawczości i otwartości umysłu
ja nie widzę nic więcej poza ekstazą i samozadowoleniem, zmartwię cię, że ekstaza podczas deszczu to dość powszechne uczucie, tylko że nie każdy jest skłonny uważać to za coś wyjątkowego — to po prostu uczucie, które zwykło towarzyszyć człowiekowi obserwującemu przyrodę, ale z obserwacji powinno coś wyniknąć — i to jest „głębsze przeżywanie” a obserwacja, że po deszczu robi się cicho i otoczenie przesycone jest wilgocią, jest trywialna
być może to głębsze przeżywanie wiąże się ze „stylem”, a styl jest natchniony i pretensjonalny, co potęguje groteskowe wrażenie, bo piszesz o rzeczach tak prostych, że trudno o prostsze, więc dorabianie do tego misterium i magii jest śmieszne
pozdr
Opublikowano

Jak tak, to sie walcie!!!!!!!!! nie potraficie zromieć pewnych spraw...tego, że deszcz sam w sobie jest dośc liryczny i piękny w swojej prostocie...i o tym warto pisać wiersze. a z resztą co wy tam wiecie.

Opublikowano

"Wrażliwość, to umiejetność zachwycenia się np. tym, że jakaś babanna roslinka sobie wyrosla na trwniku przed blokiem, alb, że spadł deszcz...pozdro"

Powiem tylko jedno. Swoją wrażliwość można wykorzystywać do ratowania psa potrąconego przez samochód, ale nie do tworzenia poezji. Jeżeli już, to wrażliwość może być tylko i wyłącznie dodatkiem.
Czy się to komuś podoba czy nie, pisanie poezji to przede wszystkim technika, oczytanie i ciężka praca.
No i oczywiście proszę na przyszłość z godnością i cierpliwością przyjmować krytykę. Nikt nikomu tutaj krzywdy nie chce zrobić, a bardzo często dobrze poczytać ze zrozumieniem te negatywne komentarze i wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski.

Opublikowano

czepiacie się naprawdę takich rzeczy i z tego wynikająwłaśnie stereotypy - o, to ten/ta autor/ka, trzeba go opierdzielić i czerpać z tego zabawę... nie na tym polega interpretacja wiersza, ktoś może nie lubić Miłosza i pisać o tym, że on nawet nie potrafił jednego wiersza dobrze napisać. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził... i proszęwas o jedno... jeśli krytykujecie to krytykujcie z sensem, błagam...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


czyżby Rycerz Krzyża?
a co to znaczy krytykować z sensem? prawda jest taka, że dla niektórych żadna krytyka nie jest „z sensem”, bo oczekują tylko tego, by ktoś ich głaskał po główce, tutaj naprawdę się ocenia (wedle możliwości) próby literackie, jeśli ktoś ma problemy, to gdzie indziej powinien się zgłosić
mnie naprawdę nie bawi opierdzielanie grafomanów, zwłaszcza że poświęcam czas na to, żeby dać jakąś wskazówkę, a potem czytam: „walcie się”, zamiast podjęcia rzeczowej dyskusji otrzymuję w odpowiedzi: „nic nie rozumiesz”, „jesteś głupi”
ja rozumiem, że ktoś się może poczuć urażony, zwłaszcza debiutant, którego nikt jeszcze porządnie nie zjechał, sam tak miałem, ale stawianie się w pozycji ostatniego sprawiedliwego i jedynego wrażliwego, który woła na puszczy, jest śmieszne
pozdr
Opublikowano

wskazóki ?? czy twoim zdaniem coś takiego "to miejsce nie jest dla ciebie", "dziewczyno, nie pisz przynajmniej przez rok" to są wskazówki ?? no przepraszam... dziękuję za takie coś...

nie jestem żadnym rycerzem, bo średniowiecza nie trawię, więc tym samym porównując mnie do jakichś gości ubranych w żelazne garnitury troche mnie wkurzasz. Nie jestem tu po to, żeby namawiać innych do tego by polubili wszystkie moje wiersze czy wiersze innych autorów. Nie wszystko da się polubić; naucz psa by polubił kota...

prawdziwa krytyka to wypowiedzenie swoich poglądów ale nie w sposób, który ubliża autorowi (mówie tutaj o tym, że ktoś jest np za smarkaty na pisanie dobrych wierszy - a takie zarzuty są widoczne w komentarzach pod wierszami Ivetty i Czarnej Perły)
Prawdziwa krytyka to więc wypowiedź neutralna, bez słow "nie umiesz pisać" "baw się lalkami" "lepiej poświęć czas nauce niż pisaniu" ... tak każdy może powiedzieć nawet o poezji Kochanowskiego. Po prostu - jeśli nie lubi to krytykuje bo nie dobrze mu na myśl o Trenach czy innych hymnach "Czego chcesz od nas Panie za twe chojne dary".
Nie jesteśmy tutaj oczywiście po to, by o każdym wierszu mówić w zachwycie. Głaskaćpo głowce jak to sam napisałeś. Jestesmy ludźmi, nie wszystko nam się musi podobać. Ale słowa krytyki fałszywej tylko zniechęcają człowieka, który nie chce siebie narażać na coś podobnego w przyszłości.
Jeśli coś mi się nie podoba to mówię:
"To bym zmienił, tutaj bym inaczej napisał, pominąłbym trochę czasowników, dodałbym jeszcze to, tamto śmamto... " powiedziane to neutralnie nieubliżając autorowi i co najważniejsze - szanując to, że pisze, chce pisać.

Wkurzają mnie komentarze typu

Może ładnie
Może subtelnie
ale po co...

nie będę się na ich temat wypowiadał, bo każdy wie co na ten temat sądzę (pisze to za każdym razem gdy widzę coś tak nie fair)

na zakończenie:

Nie jestem poetą,
To co tworzę nie jest poezją
Jestem człowiekiem
A to co piszę to moje życie
Przelane na papier
Ot tak sobie

Dziękuję za uwage

Opublikowano

Nie miałam ochoty czytać do końca tej rozprawy nad tym, czym jest wrażliwość; zauważyłam tylko, że autorka opublikowała tu dopiero DWA wiersze. Z czasem nabierze dystansu do własnej twórczości i nauczy się przyjmowac słowa krytyki, póki co, należy jej wskazywać jakie środki przekazu są najlepsze... Podpowiadać... poprawiac... pomagać. Wrażliwość to grunt dla oczytania i techniki, na tym gruncie rozwija się po jakimś czasie poezja. PO JAKIMŚ CZASIE. Nie wiemy ile lat ma auorka i od jakiego czasu zajmuje się pisaniem. Mam nadzieję, że obie strony (i nie tylko) wyciągną odpowiednie wnioski z tego, co napisałam. pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...