Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie bój się szeptu liści
uderzanych wodą

załóż wianek z kropel
łagodnie głaszczących włosy

pozwól mu zawisnąć
na cienkich nitkach przeznaczenia

poddaj się mokrej pieszczocie
obejmującej ciało drżące

a potem przyjmij chrzest
oczyszczającej kąpieli

nie bój się tego co naprawde istnieje
i często nie w porę puka w twoje okno

Opublikowano

Ja kocham deszcz, więc Twój wiersz także kocham... Po prostu cudowne. Nieco nie pasowała mi woda na początku, lepsze byłyby w tym miejscu krople, no ale krople są zaraz dalej, a tam już chyba nie da się czymś innym zastąpić, więc niech będzie jak jest.

taka mała refleksja - chciałbym napisać taki wiersz jak ten, spokojny, do którego nie wejdzie wiele osób, zostanie pewnie niedużo komentarzy... mówię szczerze. to, co się wydarzyło przy moim ostatnim wierszu (tzn tym dzisiejszym) mnie trochę przeraża i męczy.

chciałbym napisać coś takiego ślicznego jak Twój utwór... piękno trzeba pielęgnować :)

pozdrawiam /Arek

Opublikowano

Arku, bo pisałeś ostrożne komentarze,
Vacker- miło mi że zaszczyciłeś mnie swym kometarzem , no cóż wartości literackiej szukamy u wziętych i uczonych w tej dziedzinie, ja niestety tylko lubie to robić dla dobra ducha, pozdrawiam ciepłym,spokojnym (wbrew naturze) deszczem słów.

Opublikowano

Koteczku, może coś sie da, przemyślę!i dziękuję, a może jakaś sugestia?-gorące pozd.
Vaker, portal portalem może i trzeba ale ...no cóż każdy orze jak może , jak potrafi szukając tego co jest w zasięgu myśli, pióra.w każdym razie ja próbuję - chciaż skutki deszczowe,pozdrawiam też gorąco!
Arku! miło mi słyszeć i odzwajemnić!pozdrawiam sercem

Opublikowano

tak, miał być spokojny, dzięki że rozumiesz, iż ukazywanie piękna na codzień -nawet w ulewnym deszczu -tez musi być!w pogoni za nowinkami gubimy po drodze coś co nas dotyczy, nie zwracamy uwagi na to co piękne w przyrodzie- dzięki

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...