Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dla wszystkich zainteresowanych moją debiutancką książką polecam zakup bezpośrednio w wydawnictwie, nie trzeba płacić za przesyłkę. Ukazał się dzisiaj stosowny komunikat:

"Szanowni Czytelnicy.
Wychodząc naprzeciw Państwa oczekiwaniom proponujemy bezpośredni zakup wydawanych przez nas książek. Zamawiane pozycje będą wysyłane za pobraniem. Ceny detaliczne znajdują się przy opisach tytułów w zakładce książki.

Koszt przesyłki pokrywa Wydawnictwo.

Zapraszamy do składania zamówień pod adresem [email protected]. "

Opublikowano

a tak ogólnie to o czym jest ta książka? tytuł coś niecoś mówi, ale tylko coś niecoś ;)

również gratuluję!
mój ojciec siedział w tej branży, wiem, że trudno jest wydać książkę- przede wszystkim z powodu pieniędzy...
życzę udanej promocji- bo jest tu teraz najważniejsze!! trzymam kciuki!

pozdr, fr.ashka ;)

Opublikowano

Ty, Autor ! ( to nie miało być ordynarne, ale Piotrusiu ani Panie Piotrze nie pasowało )
Zapłacili Ci coś? Nie pytam o kwotę, ale jestes zadowolony z zapłaty? Czy też masz inne źródła utrzymania i piszesz dla idei?

W ogóle to Cię nie znam, a tu nagle książka! Jak to się stało?

Opublikowano

Wychodzi na to, że piszę dla idei. Nawet jakby sie sprzedał cały nakład zarobię marnę groszę. W międzyczasie utrzymuje mnie żona moja kochana droga. Szczerze powiedziawszy zastanawiam się co dalej. Być może zmienię nazwisko i imię. Na Stephen Grochola.

Opublikowano

przeważnie jest tak, że książki zalegają u ksiągarzy, a nawet jeśli cos się sprzeda, to nigdy nie płacą na czas- a czasem w ogóle nie płacą, tylko oddają książki...

smutne, ale prawdziwe. mój ojciec promował i wydawał booki, a teraz spłaca długi, a ksiązki w antykwariatach leżą. teraz pozbywam sie ich na jarmarku dominikańskim- jedyny plus, trochę pracy, ale przyjemnej hehe

to czarny scenariusz, ale spójrz na Harry'ego! ;)))

fr.ashka ;)

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...