Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Dariusz Sokołowski

Dariusz Sokołowski

A.M.

 

Co znaczy ta melodia? Nie wiem, mnie nie pytaj.

Nie rozumiem, co mówi, jak do mnie przychodzi.

Wiem, że rytm z sobą niesie, zacięcie do życia,

tak ważny mi, tak bliski, tak bardzo mi drogi.

Kiedy nucę jej dźwięki, odkrywam, że jestem

nie ten sam, ale inny – zwiewny w każdym słowie.

Więc ją w sobie układam, uczę się jej treści,

która tworzy mnie, zmienia, zestraja na nowo.

Słyszę smutek jej nikły, wątpliwą istotę,

co jak nić, srebrna linia, wywija się, miota.

Słyszę jasność jej tonu, tembr, ciemny niepokój,

który więźnie mi w gardle, odbierając słowa.

 

Może kiedyś się ze mnie wyśpiewa, wyrazi,

swoją barwę jak oddech w powietrzu rozniesie –

jak ten, którego nigdy nie widziałem twarzy,

a głos czuję po skali, w harmonii, bezkresie.

Dariusz Sokołowski

Dariusz Sokołowski

A.M.

 

Co znaczy ta melodia? Nie wiem, mnie nie pytaj.

Nie rozumiem, co mówi, jak do mnie przychodzi.

Wiem, że rytm z sobą niesie, zacięcie do życia,

tak ważny mi, tak bliski, tak bardzo mi drogi.

Kiedy nucę jej dźwięki, odkrywam, że jestem

nie ten sam, ale inny – zwiewny w każdym słowie.

Więc ją w sobie układam, uczę się jej treści,

która tworzy mnie, zmienia, zestraja na nowo.

Słyszę smutek jej nikły, wątpliwą istotę,

co jak nić, srebrna linia, wywija się, miota.

Słyszę jasność jej tonu, tembr, ciemny niepokój,

który więźnie mi w gardle, odbierając słowa.

 

Może kiedyś się ze mnie wyśpiewa, wyrazi,

swoją barwę jak oddech w powietrzu rozniesie –

jak ten, którego nigdy nie widziałem twarzy,

a głos czuję po skali w harmonii, bezkresie.

Dariusz Sokołowski

Dariusz Sokołowski

A.M.

 

Co znaczy ta melodia? Nie wiem, mnie nie pytaj.

Nie rozumiem, co mówi, jak do mnie przychodzi.

Wiem, że rytm z sobą niesie, zacięcie do życia,

tak ważny mi, tak bliski, tak bardzo mi drogi.

 

Kiedy nucę jej dźwięki, odkrywam, że jestem

nie ten sam, ale inny – zwiewny w każdym słowie.

Więc ją w sobie układam, uczę się jej treści,

która tworzy mnie, zmienia, zestraja na nowo.

 

Słyszę smutek jej nikły, wątpliwą istotę,

co jak nić, srebrna linia, wywija się, miota.

Słyszę jasność jej tonu, tembr, ciemny niepokój,

który więźnie mi w gardle, odbierając słowa.

 

Może kiedyś się ze mnie wyśpiewa, wyrazi,

swoją barwę jak oddech w powietrzu rozniesie –

jak ten, którego nigdy nie widziałem twarzy,

a głos czuję po skali w harmonii, bezkresie.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...