Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

chyba już się wyczerpałam

zdarta płyta, wióry z deski 

porwał mnie swawolny strumień

w którym płyną moje łezki

 

chyba się już wyczerpałam 

jak chusteczka przesmarkana

tak się we mnie wycierali

że została żrąca rana

 

chyba już się wyczerpałam 

jak atrament w kałamarzu 

wypisali mnie z radości

nie wróciłam ani razu

 

chyba się już wyczerpałam 

z tolerancji, gładkich słówek 

brak mi siły do idiotów

nie wynajdę też wymówek

 

chyba już się wyczerpałam 

jak żarówka w lampce nocnej

nie chcę brać udziału więcej 

w żadnej walce bezowocnej

 

leżę niczym w polu kamień

niech już na mnie nikt nie czeka

chcesz to kopnij, chcesz to omiń

ale trzymaj sie z daleka 

 

 

 

 

 

 

Opublikowano

@viola arvensis

 

bardzo mocny wiersz

 

gdybym był jakimś tam filozofem to bym napisał tak:

 

są takie  wyczerpania które nie znaczą końca    lecz chwilę w której człowiek przestaje rozdawać siebie temu co nigdy  nie umiało tego uniesć

 

 

warto się zadumać nad wersami Twojego wiersza

 

świetnego wiersza

 

 

stary mistrz czyli Laozi powiedział kiedyś tak:

(podobno on i podobno że tak)

 

 

"wiedzieć kiedy dosć to zawsze mieć dość" 

 

 

tak to pamiętam:)

 

i Ty jak przeczytałem w wierszu też:)

 

 

Wiolu

 

Opublikowano

@Migrena dziekuje za blyskotliwy komentarzvi pochwałę.

 

Lubię ten cytat, ladnie mi tu też zagrał :

 

"Problem z tym światem polega na tym, że ludzie inteligentni są pełni wątpliwości, podczas gdy głupi są pełni pewności siebie." — Charles Bukowski

 

I tacy własnie potrafią wykończyć... 

 

Opublikowano

@viola arvensis

 

Bertrand Russell napisał kiedyś:

 

"głupcy są zarozumiali a ludzie inteligentni są pełni wątpliwości" 

 

z głowy cytat więc mogłem coś pokręcić:)

 

 

to rzucę Sokratesem z jego słynnym - "wiem że nic nie wiem" 

 

 

i właśnie to jest głębia Twojego pierwszorżędnego wiersza:)

 

 

 

Opublikowano

@viola arvensis

U mnie tytuł " Pęknięcia "

 

O świcie,  

z kubkiem kawy,  

siedzę na krawędzi.  

Wokół szczere pole.  

Nie ocenia.  

Po prostu jest.  

 

Nie trzeba oczu.  

Ja widzę jego pęknięcia.  

Ono widzi moje.  

 

Słucham.  

 

Wiatr bez imion  

siada obok  

jak stary znajomy.  

Nie pyta o zgodę.  

 

Kawa stygnie.  

Żadne z nas nie wie,  

po co tu jesteśmy.  

I to wystarczy.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...