Zatoczony krąg,
zaklęć kilka stopni,
pośrodku płomień niegasnący,
podwójną duszę strzegący.
Nadchodzi strzyga,
żywa czy też martwa?
Pochowana twarzą w dół,
wydająca dźwięki udręki.
Chochoł wyłania się z lasu,
z wąpierzem tańczy walca -
raz dwa trzy,
raz dwa trzy,
Zaraza pije z krwawego kielicha.
Dzieci tańcują,
z drugiej strony kogoś przywołują.
Zmora nadlatuje,
we śnie oczy kłuje,
siada okrakiem,
ciężarem ludzi dręczy.
Męczy i jęczy.
Kroczy drogą ta ostatnia,
dźwigająca kosę w ręku,
żnąca zboże,
robiąca fikołki na polu.
Południowa.
Ostateczna.
Śmiertka.
Mój ojciec i matka,
stworzenia i snu zagadka.