Dzień II
Od rana myślę o stoikach
oni mówili – panujcie nad emocjami
epikurejczycy – żyjcie spokojnie
uciekajcie od cierpień
Przychodzisz powoli dostojnie
spoglądasz z gracją nadzwyczajnie
w sercu ukłucie
w środku duchota
Dzisiaj, jakby specjalnie
oczy podkreśliłaś eyelinerem
usta wydawały się pełniejsze
Zamieniamy się zmianami
ja od rana – wychodzę
Ty do północy – zaczynasz pracę
Przy drzwiach odwracam się
jesteś – obserwujesz
każdy krok mój pojedynczy
Łapię się za głowę –
od wczoraj jestem zależny od Ciebie
wykonam każdy Twój nakaz i polecenie
W domu zbyt spokojnie
cisza powinna wyciszać i koić
w ciszy myśli zapętlają się
A każda próba zajęcia siebie
czymkolwiek – parapetów przecieraniem
odkurzaniem, myciem podłogi
powrót mych myśli powoduje
Za oknem widzę naszą pracę
spontanicznie ubieram się
pójdę tylko na kawę
Nie dowierzasz
po godzinach wróciłem
akurat na Twoją przerwę
Idziemy zapalić
siadasz naprzeciwko mnie
Milczysz
staram się wydusić słowo
zachować równowagę i fason
Wymieniamy się spojrzeniami
to nie konkurs – kto z nas dłużej
wytrzyma bez mrugnięcia powiekami
Nadal milczysz
wybuchasz śmiechem
zagadujesz, przełamując barierę
Trzydzieści minut minęło
jak palca pstryknięcie
jak papierosa jednego wypalenie
Ciąg dalszy nastąpi…