Do Edmunda, spawacza z Tuluzy,
przyszedł Pierre w rękach międląc rajtuzy.
Gdy te gatki naciągam,
to André* się przygląda,
mówi, że straszne w kroku, tu, luzy.
*ądRE :)
Do Edmunda, spawacza z Tuluzy,
przyszedł Pierre w rękach międląc rajtuzy.
Gdy te gatki naciągam,
to André* się przygląda,
mówi, że straszne w kroku, tu, luzy.
*ądRE :)
Do Edmunda, spawacza z Tuluzy,
przyszedł Pierre w rękach międląc rajtuzy.
Gdy te gatki naciągam,
to André* się przygląda,
mówi, że straszne w kroku, tu, luzy.
*ądRE :)
Bardzo mocny tekst. Peonia jako centrum emocjonalnego terroru to trafna metafora domu podporządkowanego czyjejś obsesji. Scena z piłką i wstrzymanym oddechem świetnie oddaje, jak ciało wciąż pamięta strach, nawet gdy zagrożenia już nie ma.
Genialna końcówka - spalenie kwiatu to ulga, a "skradziony, dziecięcy śmiech" to jak odzyskanie wolności. Świetna, gęsta i poruszająca proza.