Pozornie wszystko szło
normalnym, utartym trybem.
Jednak pozory to zawsze tylko pozory.
Musieliśmy już
od dłuższego czasu udawać,
że podoba nam się wystrój kawiarni.
Nie irytuje nas puszczana muzyka.
Nie rozpraszają rozmowy
przy sąsiednich stolikach.
Płacz i krzyk dzieci,
biegających między stolikami.
Kelnerzy byli świetni
w stwarzaniu pozorów.
Udawali usłużnych i przemiłych
a tak naprawdę wylali by
całą zawartość tac na nas
i w upokarzającym marszu do drzwi,
wypędzili by gości do domu.
Nie lubili sztucznych uśmiechów i gier.
Jak ja.
Wszystko było na bakier.
Nawet deser.
Zamówiłem to
czego najbardziej nie znosiłem.
Zamiast czarnego espresso
i ciasta czekoladowego.
Zamówiłem
ciasto z czerwoną porzeczką
a dodatkowo herbatę,
którą piłem tylko wtedy
gdy byłem umierająco chory na grypę
a i wtedy
siorbałem ją powoli i z obrzydzeniem.
Sam jej ohydny zapach wywoływał
efekt kolejki górskiej w moim żołądku.
Ale w końcu
czego się nie robi
dla wyśnionej kobiety.
To już niestety
ten moment gorączki serca
w którym jak to mówią
a gdyby ci kazała
skoczyć z dachu to byś skoczył?
I pewnie skoczyłbym
z jej imieniem na ustach.
Jedynym punktem zaczepnym
i zupełnie nie stwarzającym pozorów
była Twoja postać
po drugiej stronie stolika.
Swe ciemne włosy
upięłaś w wysoki kok,
ułożony na srebrne wsuwki.
Makijaż miałaś delikatny,
bo Twoje ponętne, duże oczy
nigdy nie wymagały
ostrego podkreślenia.
Ich linia zawsze powodowała,
że spojrzenie jakim mnie obdarzałaś
zapierało mi dech.
Wiszące, długie kolczyki,
rozświetlały Twą
anielsko delikatną twarz.
Założyłaś też
zawieszkę z inicjałem imienia,
którą podarowałem Ci ledwie wczoraj.
Żałuję nadal że zgubiłaś poprzednią,
prezent od mamy.
Lecz mam nadzieję,
że ta będzie przypominać Ci
o mnie po kres dni.
Im więcej takich
drobnych spraw wokół nas
tym bardziej wierzę w przeznaczenie.
A może Ty również wierzysz?
Wierzysz we
wróżby, sny, magiczne kamienie.
Mój ołtarz, ugina się od złożonych ofiar.
Sam oddałbym życie, duszę, wszystko,
bo i tak
w moich krokach, ruchach, snach
jesteś tylko Ty.
Dopiłeś już?
Zapytałaś, delikatnie muskając swą przyjemnie ciepłą dłonią,
moje zaciśnięte na uszku filiżanki palce.
Tylko przytaknąłem, patrząc smutno
w plątaninę chaosu, czarnych fusów.
Wszystko wróży mi zawsze chaos.
Najwyższy czas odejść w cień i mrok.
Dukt i knieję.
Cmentarze i bagna.
Czas wrócić do domu.
Daj odczytam tą wróżbę.
Co nam przyniesie los.
No tak była w końcu
domorosłą wiedźmą.
Rozszczelniła mój chwyt
i przesunęła delikatnie filiżankę
w swoją stronę stolika.
Delikatnie nią zakręciła.
Reszka płynu zmyła
czarne fusy w środek naczynia.
Jesteś gotowy?
Patrzyła na mnie tak jakby wiedziała.
Jakby znała mój los.
Moje przeznaczenie.
Szczęście którym była.
Wbiła czujny wzrok w dno naczynia.
Kochałem jej aurę, magię
i sensualny teatr onirycznych wizji.
To ciekawa wróżba.
I spełni się niebawem.
Czyżby.
Tylko tyle
potrafiłem z siebie wyrzucić.
Jej czar, wyłączał moje zmysły.
Chcesz wiedzieć co zobaczyłam?
Tak.
Chcę poznać prawdę.
O nas.
To rzuciłem już tylko w myślach.
Widzę młodą dziewczynę.
Szalenie zakochaną
i pragnącą szczęścia.
Początkującą wiedźmę,
którą otacza
szczelny sabat
potencjalnych wybranków.
Żaden z nich jednak
nie przemówi do jej duszy.
Na granicy kniei, czai się olbrzymi wilk.
Patrzy z chęcią mordu
na chłopców
a na dziewczynę
z niesamowitym
pragnieniem i czułością.
Pokona bez problemu
tych bezbronnych młokosów
a dziewczynę porwie w bezkres gajów.
Jest jej opiekunem i strażnikiem.
Kto wie może będzie jej lubym.
Nic nie będzie w stanie
go powstrzymać.
Złapała moją dłoń.
Zimną i wręcz sztywną od napięcia.
Co myślisz o tym?
Zrozumiałem tylko, że z fusów
odczytała mój plan.