Zgubiła się
pomiędzy bladym świtem a cierpką kawą,
teraz mija siebie codziennie -
niczym obcą kobietę.
W pośpiechu poprawia płaszcz,
biegnie do pracy przez gąszcz
cudzych uśmiechów
i chmurnych spojrzeń.
W torbach z zakupami dźwiga ciężar dnia,
rzuca w korytarz wymuszone „dzień dobry”,
a ten odpowiada pustym echem.
Wieczorami,
gdy w samotnych ścianach drży głos Bajora,
karmi porzuconego kota
i niezagojoną tęsknotę.
Czasem wykrzesze z siebie krótki śmiech,
jakby na przekór głuchej ciszy,
która od tamtego dnia
wciąż w niej dorasta.
Na spacerze
odwraca wzrok od splecionych dłoni.
Chciałaby po prostu
wrócić do siebie.