Pan Wołodymyr, którego nie sposób
nie widzieć wszędzie, wygląda jak mój ulubiony
wychowawca ze szkoły podstawowej. Coraz
większe podobieństwo wraz ze zmianą
w czasie. Trudno więc nie zadać sobie
pytania: z jakiego powodu — mentalność?
Pochodzenie? Czy może też był
komikiem? Mój wychowawca doceniał
starania, inwencję, potrafił zobrazować
problem, każdemu dawał szansę, wzmacniał
i motywował. Przez dwa lata otwierał nas
jak stos identycznych żołnierskich konserw.
Wybrał mój koncept na logo harcówki. Bronił
przed pierwszym publicznym ostracyzmem,
gdy krzywo powiesiłam gazetkę z samych
białych panoram, i za to, że miała przestrzenie
jak hale beskidzkie, bo zauważył, że
położenie nikomu niewiele mówiącego Kotarza*
nakreśliłam z pamięci, a w tym wszystkim
największe, że jeszcze próbowałam
pomóc w matematyce Anetce, która i tak potem
pierwsza z nas umarła.
*kotarz — miejsce, gdzie zwykle przychodzą na świat
młode owce.