Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane

Części IV i ⅓: „JAK NIE W TRZECH, TO W DWÓCH”.
A na deser zostawiłem sobie lub
Tak wyszło mi z historii tej map
Tego, co "Ledwie na sahiba pół ⁵²
Nada się, ćwierć, lub 0 razy 2
zależy, kogo spytać się
Bo niby nie, lecz raczej tak
Wpisujemy się do sztambucha łat
Niby za Waszą, i takie Tu tam, ⁵³
Lecz w zasadzie komponujemy się
W ogólny plan: najpierw weszliśmy w tył
Jąć-Wikingów, potem Gie-Dymiło wręcz: ⁵⁴
Zaczadziliśmy je w blichtru srebrny sen
Aa, po drodze nie-mych Łamaliśmy w ten rym:
"Sok żywica kołomyja młyn",
I kilku pejsatych zmieliliśmy na kwaszony chleb, ⁵⁵
I kto jeszcze wziął w łeb?
A, ci z podrzędnej krainy, te
Dzikusy z Pszenicznych Pól:
Najpierw сорок вісім, i na poprawkę сім, ⁵⁶
Wiem, oni na nas bardziej ostrzyli apetyt swój,
I tańczyli w rytm muzyki pił,
Lecz po co robić igłę z widl?
A, tak à propos:
Też akurat w сорок, też вісім,
Lecz tym razem później lat 2 x sto,
Wystawił nam kwit ciemny lud
Za stulecia wiszenia jak bezpański krzyż
I grania w Bambo, tylko w inny rytm ⁵⁷
A, jak mowa o kolorze lic:
"Każdy cygan to żyd, musi pływać jak karp", ⁵⁸
Więc zrobiliśmy im akwarium tylko dla nur
W ziemi trzech: najpierw w Alma Matr
Z ław wznieśliśmy mur, ⁵⁹
Wciąż cieszymy się, karuzela gra..
Nie, czterech: zabudw сорок сім,
I ostateczne rozwiązanie kwestii w מערץ, ⁶⁰
Święto Docentów Wszech Stron... ⁶¹
A, zapominał bym, że to rok,
Anus Horribilis Hańb tych Trzech:
Zdradzony żak, żyd, i Czech, ⁶²
Aż zamilkł kur, gdy Wiesław pluł
Stek nienawistnych bzdur. ⁶³
Czterech, jeśli liczyć, że Lech,
Stodół jedwabny szlak, ⁶⁴ czy bliżej naszych lat
Czas, gdy tęczy marsz rozbija się o brzeg,
Gdzie jego brunatny brat
Czyni aryjski szczęścia znak,
Albo zamawia fünf piw, ⁶⁵ więc nie mów mi,
Że Grudzień i Czerwiec, i
Za Waszą, i Polin raj...
Ja wciąż pamiętam ten kraj:
Madagaskaru żar, i bilet bez wróć w dom, ⁶⁶
I to, jak Grubo Malowany Ptak, ⁶⁷
Musiał odlecieć do lepszych stron...
Więc pociągam wyciągnika drut,
By wyjść na poziom 303,
Lech nawet ze skrzydeł zrobi stodoły drzwi ⁶⁸
I szybuję, gdzie obcości cud.
Lecz ona wciąż trzyma ster;
I ciągle szepce: "Wróć
Na właściwą ścieżkę, weź kurs
Na rzekę szarą jak stal,
Na niebo ciężkie od kul..."
I powtarza wciąż banal ten:
"Albo trzymasz pion, lub prostują cię".
Czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt wnet,
Nowego lądu biel
Powtarza jak zużyta strona B:
"To jest Twój port, tu skończysz bieg..."
Wstrzymuję dech, nurzam się w jej mrok
W szary świt, pożyczony sen
I będę, choć zatykam nos
Choćby kur piał x100
Kocham cię, mgło.
Ja też nie
Kocham,
Kochałem się,
(Znów odwołali lot).
"Jakoś to będzie, zmieścisz się” ⁶⁹
Concernant votre vol,
On a le regret d'annoncer... ⁷⁰
⁵² Sahib pół: Drwina z polskich, przedwojennych ambicji kolonialnych Ligi Morskiej i Kolonialnej. Sny o Madagaskarze i zamorskich plantacjach ulepione z prowincjonalnej biedy i kawiarnianych mrzonek. Próba przymierzenia tropikalnego kasku przez naród, który sam nosił na plecach ślady carskiego bata i pruskiego rygoru.
⁵³ Za Waszą... Tu tam: Hasło powstańcze zderzone z technicznym chaosem maszyn Tupolew. Tradycyjna maksyma o wolności waszej i naszej, która w kokpicie radzieckiego odrzutowca zamienia się w serię sprzecznych komunikatów i urwanych sygnałów. Romantyczny zryw, który kończy się na złamanym skrzydle w błocie Smoleńska, gdzie historia znowu kpi z geometrii podejścia.
⁵⁴ Gie-Dymiło / Wikingowie: Dynastia Giedyminowiczów i unia z Litwą; ekspansja na Kresy. Marsz na Wschód przebrany w blichtr jagiellońskiego srebra i unijnych pergaminów. Kolonizacja przebrana za braterski uścisk, w którym puszcze litewskie i stepy ukraińskie zostały spowite w dym kadzideł i łomot pańszczyźnianego klucza.
⁵⁵ Pejsatych: Ludowy, prowincjonalny antysemityzm na ziemiach polskich. Mroczny nurt płynący pod spodem narodowego patosu, zapach kwaszonego chleba mieszający się z zapiekiem nienawiści w małomiasteczkowych sieńkach. Obcość zmielona przez wiejski młyn przesądów, gdzie sąsiad staje się figurą z najgorszego snu, zanim jeszcze nadbiegną obcy katastroficzni jeźdy.
⁵⁶ 48 / 7: Ukraińskie liczebniki; Akcja Wisła 1947 oraz czystki etniczne na Wołyniu. Geometria cięć piłą w poprzek rodzinnych pni i rymów. Muzyka narzędzi gospodarskich, które przestały służyć ziemi, a zaczęły służyć wycinaniu tożsamości. Obydwie strony ostrzące na siebie noże w dzikim tańcu, z którego pozostały jedynie bezimienne kopce i wieczny, niedokończony rachunek krzywd.
⁵⁷ Bambo: Protekcjonalny rasizm ujęty przez pryzmat klasyka Tuwima. Prowincjonalna wyższość ukryta w dziecięcej rymowance, gdzie inny zawsze gra w innym, gorszym rytmie pod dyktando białego nauczyciela. Rasizm oswojony, domowy, ukryty w elementarzu jak pluskwa w starej tapecie.
⁵⁸ Każdy cygan to żyd: Uliczne uprzedzenia etniczne. Brutalny skrót myślowy miejskiego bruku, gdzie każda inność zostaje wrzucona do jednego żlebu i skazana na wieczną płynność. Świat jako akwarium dla nurków, w którym mniejszości muszą nauczyć się oddychać mułem, podczas gdy na powierzchni karuzela bawi się w najlepsze.
⁵⁹ Ghetto ławkowe: Oficjalna segregacja studentów żydowskich na uczelniach w latach trzydziestych. Kamienne mury wzniesione wewnątrz sal wykładowych Alma Mater. Moment, w którym uniwersytecka toga zapachniała bojówkarską pałką, a nauka stała się narzędziem do precyzyjnego odmierzania szerokości czaszek i wyznaczania miejsc po lewej stronie ciemności.
System wysiedleń sprężony pod partyjną matrycą. Miesiąc, w którym język polski pękł na pół pod ciężarem dekretów. Czas, gdy litery hebrajskie i jidysz zostały spakowane do walizek z tektury i wyrzucone na Dworcu Gdańskim wprost w marcową chlapę, która miała zmazać ślady stuleci.
⁶¹ Święta Docentów: Szybkie awanse miernych kadr PZPR po czystkach naukowych w 1968 roku. Triumf miernoty, która weszła do opustoszałych katedr profesorskich w butach z gomułkowskiego nadania. Narodziny nowej elity z teczek bezpieki, piszącej naukę na nowo przy pomocy milicyjnej pałki i donosu.
⁶² Żak, żyd i Czech: Trzy hańby roku 1968: pacyfikacja studentów, oficjalny antysemityzm i inwazja wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Rok, w którym polski orzeł splunął we własne gniazdo i poleciał gasić praską wiosnę na rozkaz Kremla. Trzy węzły wstydu zadzierzgnięte na szyi jednego pokolenia.
⁶³ Wiesław: Antysemickie przemówienia I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki. Głos z głośnika, szorstki jak papier ścierny, sączący nienawistne bzdury o piątej kolumnie. Moment, w którym państwowa demagogia stała się językiem ulicy, a kur zamilkł ze wstydu, słysząc tyrady o emigracji i czystości klasowej.
⁶⁴ Jedwabne: Pogrom z 1941 roku, spalenie Żydów w stodole i grabież mienia pożydowskiego. Szlak jedwabny zamieniony w zapach spalonego ludzkiego tłuszczu i zwęglonego drewna. Lekcja, której naród nie odrobił, woląc zamienić drzwi stodoły w kolejną tarczę strzelniczą dla własnych mitów o wiecznej niewinności.
⁶⁵ Tęczy marsz / fünf piw: Współczesna homofobia narodowa i rodzimi neonaziści wykonujący salut rzymski. Nowy brunatny brat zamawiający pięć piw na tle płonących tęcz. Aryjski znak szczęścia wyryty na kibolskim kastecie, udowadniający, że czas nie leczy ran, lecz jedynie zmienia mundury oprawców na dresowe bluzy.
⁶⁶ Madagaskar / bilet: Międzywojenny plan deportacji Żydów oraz przymusowa emigracja po Marcu 1968 roku. Bilet z orłem bez prawa powrotu w dom, tropikalny żar zamieniony w zimny skandynawski azyl lub pustynny piasek Izraela. Wygnanie jako stała metoda czyszczenia narodowego sztambucha.
⁶⁷ Malowany Ptak: Kontrowersyjna powieść Jerzego Kosińskiego o okrucieństwie wojennej wsi wobec dzieci. Figura ptaka, którego pomalowano obcą farbą, przez co własne stado zadziobało go na śmierć. Metafora losu każdego, kto nie pasuje do rygoru wiejskiej gromady i brunatnego rymu.
⁶⁸ Poziom 303 / stodoła: Zderzenie mitu Dywizjonu 303, katastrofy smoleńskiej Lecha Kaczyńskiego i pogromu w Jedwabnem. Przestrzeń, w której polski romantyzm lotniczy spotyka się z brutalną prawdą o ziemi. Pilot, który zamiast w chmury chwały, celuje skrzydłami wprost w zamknięte wrota stodoły, zza których bije dym dawnych zbrodni.
⁶⁹ Zmieścisz się: Smoleński syndrom nacisku na pilotów i łamania procedur bezpieczeństwa we mgle. Nacisk systemu na jednostkę, wieczne jakoś to będzie wpisane w państwowy etos. Rozkaz schodzenia poniżej poziomu zero, wydany przez głosy, które same nigdy nie siedziały za sterami, lecz zawsze wymagały przyziemienia za wszelką cenę.
⁷⁰ Concernant votre vol: Lotniskowy komunikat redukujący narodowy dramat do opóźnienia rejsu. Chłodny, francuski głos z głośnika nadany na terminalu wieczności, który informuje o odwołaniu lotu z powodu mgły. Ostateczna redukcja stuleci wojen, pogromów i katastrof do suchej informacji o zmianie rozkładu lotów.

.


PUTAINERIE. PAS DE CE MONDE reż. Sierż Pieprz-Gains "Zbór"

"Ten mroczny afekt, co mnie wiedzie w noc
I toczy tak jak ty tę mroźną łzę,
I biodra Twe, co mają dżungli moc
I buszu żar, co w twej kawie wrze,
By porwać mnie z śnieżnej lektyki mej
I na barw skalanie wieść"
R. Mackerel-King, The Road to Mandate, Aye



MINITEL: 6996
 (Port d'aborygène)

Kocham cię tak
O, jak w locie ptak!
Ja ciebie też nie

Och, miła ma 
W fal odwieczny cień
Idę i dochodzę wnet
W lędźwie twe

Bo ja
Kocham cię 
Kocham tak
O tak, kocham cię!
Ja też nie

Och, miła ma...
Ty to fala, ja ziemi trud
Więc wpłyń mi już
Na mój brzeg
Brzeg mych zeschłych ud

Więc ja biegnę, by
Na/przeciw wyjść ci
Kocham Cię 
Kocham Cię
Ja też nie

Och, miła ma...
W fal odwieczny cień
Idę i wchodzę wnet
W Twój lepki mrok

Wstrzymuję krok
Ty bijesz o mój szczyt
Czubek miłości mej

Ja idę, by
Hołd złożyć ci
Złożyć perły dżdżu
W dolinie Twych ust

A Ty idziesz w mój ślad
Kocham Cię 
Kocham Cię
O tak, kocham na wznak!
Ja też nie

Miłości ciał zamknięty pas
Ląduję i tak
Gdzie twego łona port
Orczyk ściągnąć chcę,
Lecz nie, schodzę w poziom zerr
To Ty mój trzymasz ster...

Nachodzi, ziemi fort...
Nie! Terra... terr!
Terrain ahead, pull up!
Przyziemienia spaz..

Je t'aime de pluie
Moi non plus
Je te kiffe
Même diff...


RICHARD 1004.
(Tu i tu, i tam)

Kochał pałac tak
(Boga palec mniej)
Że porwał go żelazny ptak,
W las antycznych ciał...
I w ostry historii cień
Wbił dziób swój, w ziemi krew...

Gdy wzbili się, w dech małpiej mgły
W pagonów, tóg werbli rytm
To stary wilk wciąż dzierżył ster,
Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

O konia dam na sławy żer!
My też nie
Och, ziemio ma...
To tylko zakłócenia fal, 
Przecie wciąż kochasz mnie

Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
Więc zlecę, gdzie chcesz,
By Vox Populi skrył mnie deszcz
Osiodłam znów mit krwistych burz...

Czy wyjdziesz znów 
Na spotkanie mi?
Wciąż kocham Twój 
Blado-krwawy róż,
Dam kres dniom swym 
By być jeszcze miłym ci..

Och, miła ma...
Na fali twej
Ulecieć chcę nawet tam,
Gdzie Aerofłot
Wstrzymuje lot

Biję w wąwozu szczyt
Lodowej góry Twej,
Lecę, by hołd złożyć Im
I łożyć perły ciał
Na ołtarz tronu łez

O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
By wpiąć je w dolinę Twych ust
Jeśli Ty też nie trafisz w pas
W mój kurs i szlak

"Nie zostawiaj mnie
Nie zostawiaj w tym tu
Nie zostawiaj, chcę...
Nie zostawiaj: Mu

Obiecuję ci
Wyssać perły krwi
Z ciebie l ziemi tej,
Gdzie pada żelaza deszcz

I z najkrwawszej z ziem
Wycisnąć choć metr
Stopę..." Stop tlen...

Skryłem już ciało swe
W całun błót, w umarłych szlak 
Kocham Cię Kocham Cię
O daj mi znak
Że kochasz mnie .
Leżę tam, gdzie stoi znak...
(My też przez chwilę tak)

Miłości ciał zamknięty pas
Ląduję i tak
Jak te jedwabne drzwi
Gdzie mój ostatni port

Wolant próżno ściągam, bo
Wciąż poziom na tysiąc sto
I ster już trzyma On;

"Ppавильнa дорогa.
Na верно
Pути..."

Wiary dochowałem Ci, 
Ukończyłem lot
Wzbiłem się w Majestatat Flot

Wstrzymałem dech
Wbiłem się 
W wąwozu szczyt
Zdradzony świt
Kupy Kości tych 
Kur zapiał (X3)

Я люблю тебя, туман.
И я.
Я сошёл с ума,
Я сошёл c телa
Я, туман.


YFD: 0-911
(Sullied van Dyjk)

Kochał tak przygody smak
(I inshallah też)
Że porwał go żelazny ptak
W ten tumult szklanych wież ...

"Yes; the book and orders were onboard,
Quite quiet men, and riot squads
His cutting edge was not stored
And came quite handy down the road;

Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
I był poręczny w zręcznym locie tym;

His learning did not go as far
As mooring at the quai:
He only sought to know the start;
The rest, he'll find on the fly

Nauka go zawiodła tylko w ten las,
Nie wola go bezpieczny port
Chce wiedzieć, jak ma zerwać czas,
Jak się poderwać w lot"

Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot
I w szklany sufit historii się wbić
I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
I Ziemię Zer zatopić we krwi

I paszczę zatkać Ul. Mur,
By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę,
Epoletów belki wzniosły w rytm serc,
By morski wilk utracił ster,
A w rufę wszedł mu Hudson cień

Wlatuję w wąwóz ten wrażych wież
Sodomy mur, co niesie śmierć.
Pozbędę się ich, jak z LEGO ścian,
Gdzie Rzece w drogę wchodzi Brzeg
 I złożę kolię ciała perł, 
Tam, gdzie króluje Wieprz

Daj skrzydlatego konia mi, by los pożywił się!
I w ziemii zer - jedność z tym, co jeden jest

To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
Uleciałem zburzyć płaczu mur
Rozciąłem ziemię tam, gdzie حسب położył cień 
 By صوت الله ognia deszcz spuścił z chmur

Czy wyjdziesz tu, by spotkać nas, gdzie seraju próg?
Wciąż kocham Twą zieleń i biel,
Życie dam im, jeśli tak chce Bóg…

Panie zielonooki mój, swój los powierzam Ci,
Lecz na mych kompanów czeka wciąż  
Air Virgin 93
...

„Nie zostawiaj mnie,
Nie zostaw w tej mgle
Nie wystaw na wiatr…
Niech się skończy świat,
Zrobię, czego chcesz Ty

Obiecuję ci
Oddać perłę krwi,
Z pustki tej wydobyć dreszcz,
Spuścić nań ognia deszcz,

By z tej maci ran
Nie pozostał cal,
Odłączyć tlen,
Włączyć stali mgłę,

By fortepian ciał
Wpiął się w bruku brud
W welonów proch, liści śmierć
Kocham cię Panie, ześlij wieść
O, Panie, daj mi znak...

Kocham cię aż tak,
Że mój ostatni dech
Poświęciłem Ci:
Pogrążyłem świt,
By zmazać grzech

Domów i szkół
Wymazanych z map
I dni złamanych na pół...

Płomień zapiał (x2)
I z tych niewiernych wież
Stworzył Twej uczty stół
A ich ziemską moc obrócił w perz
Przywrócił w (/.5)

Kocham cię
Idę w mgłę
Ufam ci
Seraj dal mi

آخ ضباب
Żyję, póki ścieżka trwa…
Póki ścieżka twa…
Ciało me składam do Twych ram
حب الجسد قد وصل إلى أبوابك

Miękko wyląduje znów
W ramionach Twych
Ciała mego MiG
I złoży się w miękkość twą, 
Jedwabi szyk

الرحلة ١١ (اتجه برج المراقبة شمالاً)
الرحلة ١٧٥ (اتجه برج المراقبة جنوباً)
الرحلة ٧٧ (شكل النجمة الخماسية)
الرحلة ٩٣ (انقطعت طائرة بنسلفانيا

]فيلد عن الطيرا[

 (The impure candle by your wind blown out
 The Minus Minaret forever gone south
 Babylon's pentagram handed up its hair 
Devil's Pen's stroke lost in the field, out of air)

(برج مكة المجهولة يجذبه الريح شمالاً بفظاظة
المئذنة الصغرى اتجهت جنوباً
نجمة بابل الخماسية اختفت من بين أيدينا
ضربة قلم الشيطان في الحقل، من الهواء)

هنا يرقد قديسي
حسبحس
الرحلة
  (ال
( برج اا
(Wieże Mnie-Mekki na północ wlecze wiatr,
Minął-Minaret na południe otwarł świat,
Babilonu pięść spadła w przepaść zła 
Szatana ostrze ostrz zawisło w powietrza brak.) 

Ruszam na oparach pamięci w lot,
Gdzie czekają święci, mimo, że wciąż noc 
(Międzylądowanie mam w drogi ćwierć,
Tam, gdzie Wieżę Pieśni miała do wczoraj Śmierć).

تسحب الرياح أبراج مكة الزائفة شمالًا.
سقطت المآذن من زيفها، والريح تهب من الجنوب.
وسقط نجم بابل الشرير في غياهب التاريخ.
ريشة الشيطان، أشد السيوف حدة، معلقة في الفراغ السحيق.

هنا يرقد قديسي.
هذه رحلة على بقايا وقود الذاكرة المتقلب.
(هنا كان يقف برج الموت.)

البرج رقم سبعة
  فيّ، مع ربي،
 تسعة برج برج ا ا
(اثنان 0 0 واحد)

أصعد سلم العذرا
في الخليفة في

  برج 0 تسعة اا
في داخلي أنا مع ربي، 
في داخلي أنا مع ربي
 أنا أصعد سلم العذراء

هنا يرقد قديسي
حسبحس
الرحلة
  (ال
 برج اا
Łez zamknięty krąg,
Kroplę ٥...


REKOLEKCJE PARYSKIE ANNO DIABOLI ...
 (.... Czyli nigdzie)

Tak bardzo kochała blichtr
(I Charlie’ego dryg),
Że wyniósł ją żelaza cykl
Ciężkiego niby MiG...

Tak dobrze kreślili śmiech
(Przecież to nie grzech),
Że poniosło ich chyba trzech
W pieca miech.

Tak mocno śpiewali śmierć,
Że śmierć ruszyła w ich skład wejść
I w ich z metalu śmieć
Wniosła –126.

Wynieśli się w rytm diesla mgły,
W Staccato AK-33,
W Solingen ostatni sztych –
Jak kiedyś ja i ty.

Czy w szykach tóg od chez Dior,
Czy w czerni Crayon d’Or,
Czy w logo Revenge of Thor,
Peu importe: ils sont morts;

Wpadł im już z rąk życia ster,
Kierownica odcień camembert,
Podkład dla wrażliwych cer,
Kredka marki 0.0.

Same diff, they have deferred,
Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer,
Czy Rossinanta La Manche,
Czy Rossinskiego plansz,

Liczy się, że są jak Edam ser.
Ziemia, tu planeta Metal Mars,
Tu patria Allah en marche,
Tu księstwo Mówisz i Masz.

Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz:
Czy wzburzone grafiki szkło,
Czy podburzenie a la Monroe,
Czy mur zburzony Behemotha czcią,

Non importa, sono senza brio...
Czy krwawego bata klan,
Czy czarno-biały świata plan,
Czy arabski z drugiej ręki flan,

Egal, sind raus aus dem Lebens Autobahn.
Ech, życie, kocham cię, cię życie nad...
O, wskaż mi szlak.
Kładę się tam, gdzie jest znak…

Ciała wrota już zamknęły się.
Tu mój Na Zawsze Dom, gdzie ta café,
Ten jedwabny tunel Salmy mej,
Ostatnia kreska kredki HB.

Wciągam kabel kamery, będzie 💯,
Lecz to On trzyma linii ster, pobiera ciał cło.
„Na właściwej drodze," „Wierną Ścieżką Twą”.
16, dziewiczyć od i do…

Daj, Lady Die, zejdź w dół
Vis Charlie III i ½

Nielot Kogut wzleciał nad świata dach,
W głębię pokory (w dur skal).
Dreszcz Wniebowzięcia… tylko ten strach.
Ścieżka prowadzi, Pasażer Nikt ginie w dal.



Na wiernej ścieżce ja, Pana Głosu bot
Doniosłem lot, spełniłem każdą z iot 
Wznoszę się w Majestatat Twych flot



GOŚĆ. 14 : 92 GOSP.
(Część I: W kakaowe oko kawiarenki)

Pierwszy był Chris, a może Leif
Lub pewnie jakiś Czukcz
Na pewno przedtem ktoś w czas Trias
(Proszę, nie wycieraj ust u rąbka historii uczt:

Chcę by wrócil Victorii czarny szyk
By znów wpłynął w podbrzusze ziem Drake
By spłynął herbatą Prince Polo dryg.
'First we grab Hong Kong, then Garcia's steak'

Więc płynę, gdzie chcesz, aż w historii błąd
Czy spotkasz mnie choć w drogi pół? 
Co noc budzi mnie twój duch kolor blond 
Twych lędźwi trzcin wciąż dziki ląd 
Million dusz oddał bym, by je wziąć na stół..."

Był jeszcze Jacques de Mauvais-Quartier
Co świata ćwierć dzielił (lecz to za chwile dwie)
I (później już) kowboje z GRC,
Co w gardła wciskali tlenu biel

I żeglarze ci z Mają Kwiat, 
Co zaszczepili Nowy Świat
Przeciwciałem na Ale!, Jak?
I ludem branym, bo właśnie tak 

Co później tylko parę chwil
Dzikich żywili, serwując im 
Znoszone płaszcze, których styl 
Dusze niemyte zmielił w pył 

A simiesques, skorych do psot 
Mieszkańców Kwiatów Cnot
Wdrożyć chcieli w smutek błot
(Też kulą w płot)

I Nuevo Julius Court-Caesar,
Ten, co to zęby złote zżarl 
Na piramidalny wręcz czar 
Dżungli, gdzie ciągle Maj 

Inni też się chcieli wbić
W twój wąwóz, i tam rosę spić 
Gdzie Kilim Nadziei żarł szczyt,
Co zanurza stopę w gęsty żar, 
Gdzie C

Co zanurza stopę w gęsty żar, 
Gdzie Czarnej Królowej spoczywa Staw
I im także powiem cześć, 
Jak Stanley'owi dr Sam:

[Wyst. Zesp. 'Grobów Jard i Żołądka Treść']

"To wam śpiewam tę pieśń,
Coście dobyli pereł deszcz
Twardych jak słonia kość,
Nie szczędząc cudzych łez"

[Do czarnej polewki z łez 
Przygrywa Bastion White Power Band
 I je.

YFD: 0-911
(Sullied van Dyjk)

Kochał tak przygody smak
(I inshallah też)
Że porwał go żelazny ptak
W ten tumult szklanych wież ...

"Yes; the book and orders were onboard,
Quite quiet men, and riot squads
His cutting edge was not stored
And came quite handy down the road;

Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
I był poręczny w zręcznym locie tym;

His learning did not go as far
As mooring at the quai:
He only sought to know the start;
The rest, he'll find on the fly

Nauka go zawiodła tylko w ten las,
Nie wola go bezpieczny port
Chce wiedzieć, jak mar zerwać czas, 

Jak się poderwać w lot"

Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot
I w szklany sufit historii się wbić
I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
I Ziemię Zer zatopić we krwi
I paszczę zatkać Ul. Mur,

By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę,
Epoletów belki wzniosły w rytm serc,
By morski wilk utracił ster,
A w rufę wszedł mu Hudson cień

Wlatuję w wąwóz ten wrażych wież

 Sodomy mur, co niesie śmierć.
Pozbędę się ich, jak z LEGO ścian,
Gdzie Rzece w drogę wchodzi Brzeg
 I złożę kolię ciała perł, 
Tam, gdzie króluje Wieprz

Daj skrzydlatego konia mi, by los pożywił się!
I w ziemii zer jedność z tym, co jeden jest

To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
Uleciałem zburzyć płaczu mur
Rozciąłem ziemię tam, gdzie حسب położył cień 
 By  صوت الله  ognia deszcz spuścił z chmur

Czy wyjdzie On, by spotkać nas, gdzie seraju próg?
 Wciąż kocham Twą zieleń i biel,
Życie dam im, jeśli tak chce Bóg…

Panie zielonooki mój, swój los powierzam Ci,
Lecz na mych kompanów czeka wciąż  
Air Virgin 93
...
„Nie zostawiaj mnie,
Nie zostaw w tej mgle
Nie wystaw na wiatr…
Niech się skończy świat,
Zrobię, czego chcesz Ty

Obiecuję ci,
Oddać perłę krwi,
Z pustki tej wydobyć dreszcz,
Spuścić ognia deszcz,

By z tej maci ran
Nie pozostał cal,
Odłączyć tlen,
Włączyć stali mgłę,

By fortepian ciał
Wpiął się w bruku brud
I w welonów proch, i w liści śmierć
Kocham cię Panie, ześlij wieść
O, Panie, daj mi znak...

Kocham cię aż tak,
Że mój ostatni dech
Poświęciłem Ci:
Pogrążyłem świt,
By zmazać grzech

Domów i szkół
Wymazanych z map
I dni złamanych na pół
Płomień zapiał (x2)

I z tych niewiernych wież
Stworzył Twej uczty stół
A ich ziemską moc obrócił w perz
Przywrócił w (/.5)

Kocham cię
Idę w mgłę
Ufam ci
Seraj dal mi

آخ ضباب
Żyję, póki ścieżka trwa…
Póki ścieżka twa…
Ciało me składam do Twych ram
حب الجسد قد وصل إلى أبوابك

Miękko wyląduje znów
W ramionach Twych
Ciała mego MiG
I złoży się w miękkość twą, 
Jedwabi szyk

الرحلة ١١ (اتجه برج المراقبة شمالاً)
الرحلة ١٧٥ (اتجه برج المراقبة جنوباً)
الرحلة ٧٧ (شكل النجمة الخماسية)
الرحلة ٩٣ (انقطعت طائرة بنسلفانيا

فيلد عن الطيرا[

 (The impure candle by your wind blown out
 The Minus Minaret forever gone south
 Babylon's pentagram handed up its hair 
Devil's Pen's stroke lost in the field,  out of air)

(برج مكة المجهولة يجذبه الريح شمالاً بفظاظة
المئذنة الصغرى اتجهت جنوباً
نجمة بابل الخماسية اختفت من بين أيدينا
ضربة قلم الشيطان في الحقل، من الهواء)

هنا يرقد قديسي
حسبحس
الرحلة
  (ال
 برج اا

(Wieże Mnie-Mekki na północ wlecze wiatr,
Minął Minaret, na południe otwarł świat,
Babilonu pięść spadła w przepaść zła 
Szatana ostrze ostrz zawisło w powietrza brak.) 

Ruszam na oparach pamięci w lot,
Gdzie czekają święci, mimo, że wciąż noc 
(Międzylądowanie mam w drogi ćwierć,
Tam, gdzie  Wieżę Pieśni miała do wczoraj Śmierć).

تسحب الرياح أبراج مكة الزائفة شمالًا.
سقطت المآذن من زيفها، والريح تهب من الجنوب.
وسقط نجم بابل الشرير في غياهب التاريخ.
ريشة الشيطان، أشد السيوف حدة، معلقة في الفراغ السحيق.

هنا يرقد قديسي.
هذه رحلة على بقايا وقود الذاكرة المتقلب.
(هنا كان يقف برج الموت.)

البرج رقم سبعة
  فيّ، مع ربي،
 تسعة برج برج ا ا
(اثنان 0 0 واحد)
أصعد سلم العذرا
في الخليفة في

  برج 0 تسعة اا
في داخلي أنا مع ربي، 
في داخلي أنا مع ربي
 أنا أصعد سلم العذراء

حسبحس في خليفيدخليفياخلي في اا في ll 
Łez zamknięty krąg,
Kroplę ٥...

حب اتجه برج

أحبك
أدخل في الضباب
أثق بك
أعطاني إياه السراي

آه، أيها الضباب
أعيش ما دام الطريق قائمًا...
الطريق لك...
أضع جسدي بين ذراعيك
وصل حبي للجسد إلى عتبة دارك

سيهبط برفق من جديد
في حزامك
جسدي الميغ
وسيطوي نفسه في نعومتك

تشكيل حريري

الرحلة الأولى (البرج انفجر شمالًا)
الرحلة التاسعة وواحد (البرج مفتوح جنوبًا)
الرحلة صفر وواحد (النجمة الخماسية للشر)
الرحلة الخامسة (هربت إلى حقول الغابة)

حقل بلا هواء

(الشمعة النجسة أطفأتها ريحك)

مئذنة الكذب اتجهت جنوبًا إلى الأبد

شعر نجمة بابل الخماسية قد انتُزع
ضربة ريشة الشيطان ضاعت في الحقل، بلا هواء)

(برج مكة الكافر، رسمته الريح شمالًا تقريبًا)
مئذنة الزيف اتجهت جنوبًا
الخماسية اختفى نجم بابل من بين أيدينا
هبوب ريشة شيطان في الحقل، من الجو

هنا يرقد قديسي
وفقًا للخطة

برج مكة الزائفة

برج مكة الزائفة ينجذب شمالًا بفعل الريح
المئذنة اتجهت جنوبًا
نجمة بابل الخماسية فقدت شعرها
هبوب ريشة شيطان اختفت في الحقل، من الجو

هنا يرقد قديسي
على الطريق الصحيح

برج غير مكة سقط
شمعة نجسة أسقطتها ريحك
المئذنة اتجهت جنوبًا بفعل الريح
نجمة بابل الخماسية وقفت على رأسها
هبوب ريشة شيطان اختفت في الحقل، من الجو، بسبب نقص الهواء

انطلقتُ على غبار الذكريات، طائرًا
حيث القديسون، رغم أن الليل لا يزال ساطعًا
(لديّ محطة توقف في ربع الطريق
إلى حيث كان الموت حتى الأمس يمسك ببرج الأغنية)

الـ الرياح تسحب أبراج مكة الزائفة شمالًا.

سقطت المآذن من زيفها، والريح تهب من الجنوب.

وهوي نجم بابل الشرير في غياهب التاريخ.

ريشة الشيطان، أشد السيوف حدة، معلقة في الفراغ السحيق.

هنا يرقد قديسي.

هذه رحلة عبر بقايا وقود الطيران للذاكرة.

(هنا كان يقف برج الموت.)

البرج رقم سبعة

في داخلي، إلى الرب،

الأبراج صفر
(اثنان صفر واحد)
أصعد سلم الحوريات
إلى خلافتك

البرج رقم ثلاثة
في داخلي أنا مع ربي،
في داخلي أنا مع ربي
أنزل درجات الظلام
حصبة في الخلافة، خلافتك، في أحد عشر
دائرة مغلقة من الدموع،
خمس قطرات...
حبيبي، أتجه نحو الأبراج ستة ستة ستة

REKOLEKCJE PARYSKIE ANNO DIAVOLI ...
 (.... Czyli nigdzie)

Tak bardzo kochała blichtr
(I Charlie’ego dryg),
Że wyniósł ją żelaza cykl
Ciężkiego niby MiG...

Tak dobrze kreślili śmiech
(Przecież to nie grzech),
Że poniosło ich chyba trzech
W pieca miech.

Tak mocno śpiewali śmierć,
Że śmierć ruszyła w ich skład wejść
I w ich z metalu śmieć
Doniosła –126.

Wynieśli się w rytm diesla mgły,
W Staccato AK-33,
W Solingen ostateczny sztych –
Jak kiedyś ja i ty.

Czy w szykach tóg od chez Dior,
Czy w czerni Crayon d’Or,
Czy w logo Revenge of Thor,
Peu importe: ils sont morts;

Wpadł im już z rąk życia ster,
Kierownica odcień camembert,
Podkład dla wrażliwych cer,
Kredka marki 0.0.

Same diff, they have deferred,
Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer,
Czy Rossinanta La Manche,
Czy Rossinskiego plansz,

Liczy się, że są jak Edam ser.
Ziemia, tu planeta Metal Mars,
Tu patria Allah en marche,
Tu księstwo Mówisz i Masz.

Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz,
Czy wzburzone grafiki szkło,
Czy podburzenie a la Monroe,
Czy mur zburzony Behemotha czcią,

Non importa, sono senza brio...
Czy krwawego bata klan,
Czy czarno-biały świata plan,
Czy arabski z drugiej ręki flan,

Egal, sind raus aus dem Lebens Autobahn.
Ech, życie, kocham cię, cię życie nad...
O, wskaż mi szlak.
Kładę się tam, gdzie jest znak…

Ciała wrota już zamknęły się.
Tu mój Na Zawsze Dom, gdzie ta cafe,
Ten jedwabny tunel Salmy mej,
Ostatnia kreska kredki HB.

Wciągam kabel kamery, będzie 💯,
Lecz to On trzyma linii ster, pobiera ciał cło.
„Na właściwej drodze". „Wierną Ścieżką Twą”.
16, dziewiczyć od i do…

Daj, Lady Die, idź w dół
Vis Charlie III i ½

Nielot Kogut wzleciał nad świata dach,
W głębię pokory (w dur skal).
Dreszcz Wniebowzięcia… tylko ten strach.
Ścieżka prowadzi, Pasażer Nikt ginie w dal.

Na wiernej ścieżce ja, Pana Głosu bot
Doniosłem lot, spełniłem każdą z iot 
Wznoszę się w Majestatat Twych flot


GOŚĆ. 14 : 92 GOSP³.
(Część I: W KAKAOWE OKO KAWIARENKI)


Pierwszy był Chris, a może Leif
Albo pewnie jakiś Czukcz
Na pewno przedtem ktoś w czas Trias
(Proszę, nie wycieraj ust u rąbka historii uczt:

Chcę by wrócil Victorii czarny szyk
By znów wpłynął w podbrzusze ziem Drake
By spłynął herbatą  Prince Polo dryg.
'First we grab Hong Kong, then Garcia's steak'

Więc płynę, gdzie chcesz, aż w historii błąd
Czy spotkasz mnie choć w drogi pół? 
Co noc budzi mnie twój duch koloru blond 
Twych lędźwi trzcin wciąż dziki ląd 
Million dusz oddał bym, by je wziąć na stół..."

Był jeszcze Jacques de Mauvais-Quartier
Co świata ćwierć dzielił na dwie 
I (później już) kowboje z GRC,
Co w gardła wciskali tlenu biel

I żeglarze ci z Mają Kwiat, 
Co zaszczepili Nowy Świat
Przeciwciałem na Ale, na Jak
I ludem wybranym, bo właśnie tak 

Co później tylko parę chwil
Dzikich żywili, serwując im 
Znoszone płaszcze, których styl 
Dusze niemyte zmielił w pył 

A simiesques, skorych do psot 
Mieszkańców Kwiatów Cnot
Wdrożyć chcieli w smutek błot
(Też kulą w płot)

I Nuevo Julius Court-Caesar,
Ten, co to zęby złote zżarl 
Na piramidalny wręcz czar 
Dżungli, gdzie ciągle Maj 

Inni też się chcieli wbić
W twój wąwóz, i tam rosę spić 
Gdzie Kilim Nadziei zżarł Ô Peak,
Co zanurza stopę w gęsty żar, 
Gdzie Czarnej Królowej spoczywa Staw
I im też powiem cześć, 
Jak Stanley'owi dr Sam:

[Wyst. Zesp. 'Grobów Jard i Żołądka Treść']

"To wam śpiewam tę pieśń,
Coście dobyli pereł deszcz
Twardych jak słonia kość,
Nie szczędząc cudzych łez"

[Do czarnej polewki z łez 
Przygrywa Bastion White Power Band
 I jego Scoutesses]:

(Zdradzonych już drugi też, gdy
Jacek K., dla bliskich Kur,
Pomalował je na świeżokrwisty rouge,
I po raz trzeci, gdy chłopcy z Żyd Cham Erre
Wbili je na przaśny krzyż)

„Jak chcesz, to weźmij mnie
Samej nie pozostaw. Nie
Tak. Oczywiście chcę…
Tak, ja pragnę cię..."

"A ja dam ci
Drążyć aż po świt
Ziemi czarnej dni
Travail te hicera free!

Obiecuję też,
Gdzie nie pada deszcz,
Dobyć strumień łez
'K-46

I Twych krwistych ziem
Każdy  orać metr,
Stopę… niech krąży krew!"

(To mówiłem ja: Rudy-Yard, Lew,
Co nieswoim gościom kazał nieść 
Brzemię przecież przeznaczone mu)

Był Ferdek, co nie przeżył jamais vu
Zamiast on im, oni kęsim kęs zrobili mu
I Vasco (ten kto?), i Half-Cooked 
Lord Sandwich z białych mięs 

(A, zapomniałem: jeszcze Król Lew,
Co swego jądra pół porzucił w śmiech...)


(Częściowo  II:  DOKRĘCANIE ŚRUBEK)

Tak mocno w swe bagna wbili pal,
Że nawet wszechmocny poczuł lekki żal,
Bo nic to pomocnych ofiara  ciał,
Lecz jego Pierre nie taki być miał...

I choć siwą hordę obrócili w śmiech
(Przecież to nie grzech)
To wnet wzięli pod mordy nie dwóch, nie trzech 
I zadęli w imperialny miech:

Święta Samotrzecia jęła eksportować śmierć 
Komponując ją w marsz tam, 

Gdzie nie stąpnęła stopy biel:
Wpierw Planetę Czukcz wzięła na cel, 
Potem zapadł wyrok, by raźniej, we trzech:

(Lecz wychodzę przed -) najpierw wstąpienie w dół, 
By dosiąść góry chociaż pół 
I czarnego  złota złóż 
I krainy złotych zbóż 

I winogron złocistą kiść
(Gdzie tu dalej iść? 
Zgubiłem rym, w łoskocie tym:
Gdzie Rzym... A tu: Krym!

Więc na niecki dom wzięli kurs
Choćbym mieli stracić/stracili Kursk 
(Lecz to dalej, w sukurs mi pójdź,
Wiem:) na razie tylko czarny morza ресурс,

126p w Moskwicza mgle 
(Nie no, nie: znów jak maluch rozpędziłem się, 

A więc ad REM):

Serce im stawało w rytm silników T-
(Nie, też jeszcze nie!)
W staccato AK-Sorok Siem
(To później, jak koń pojony w la Seine) 

Więc wracam do ad REMu rzecz
(Co jeszcze mogę rzec? 
A, już wiem;) Teraz ze sto lat bez
(Tyci Francuzik przyszedł, odszedł precz)

I wreszcie Odin Siem
(To już było, tak wiem)
I  prawie pokój wsiem
Gdyby nie cud Varsovie, (quand même!)

A potem nie swój pokój znów
Aż po sojusz orłów dwóch
(Czy krzyży łamanych na słuch)
Złamany przez wojsk ruch...

Wsio rawno, bo czasu duch
Solingen ostatni nóż w brzuch
Wyparł, i wraży régime 
Zdmuchnął w puch
I kres położył drugiej z dwóch
Lecz o tym za chwilę już

(Jak na razie, uch -
Dotarłem do sorok piat'!
Błagadarion, bliat':
Po polsku: kocham twą nać)

Potem znów spokój, ludów brać
Przez następne sorok piat'
(Z interludium na "Wrogów ludu brać,
Cisza nocna w Bloku ma trwać!")

(A, jeszcze w  Kabulu kaboom
Kursk (znów), północno-wschodni rząd trumn,
A tak przy Abchazji na szkoły boom 
I w Groźnym Mieście stali szum

(A gdzie dwadcat dwa?
A fourteen? Krzywi się widz:)

Jeszcze nie, na razie jak gdyby niby nic
(Dobra, bloki poszły w gaz,
A telewizor sobie i Łabędziom grał,
I w krainie win, sumo w nagich zmagań czas),

Lecz to nic przy zehn und vier:
(Ich weiß, wartest auf dwadcat dwa)
Więc najpierw idzie walka o żwir  -
Betoniarek z Donu niecki dna 

I od morza czarnych plaż
(Czekałeś, czekałeś, aż:)
Voici deux douzaines du mois volage!

"No a potem już niebo, to niebo nieb
Im wzięło i runęło na ich ten łbów łeb
No a potem to już tylko gleba gleb
I potem jeden czarnej Wołgi żleb!

A potem ich porwał bomb żelazny cykl 
I los ciężki jak MiG...
(Nie, ich porwał In the Sky Gigue?
Nie, ich nie Samsona fryzjer strzygł!)

Czy to będzie wreszcie Żukowa Rżew,
(Za skalania Żdanowa grzech),
Z Steinera w pieca futra  zew 
Czy gordyjskie cięcie wszystkich  trzech?

Na dziś dzień jest w połowie tłusty Lew,
I dekompozycję (à la Lech),
Zstąpienie w hutniczego pieca miech,
A w ich metalu oddech death...

Gnębi ich po nocach General  Pech
Poniosło ich pono MMMMMCLX i ½

Czyżby czarno-bialski grzyb 
Zatonął całkiem bez ans 
W mało rosyjski barszcz? 
W prawo, w wierny ryt?

("Ah, Я сошёл c сил
Я сошёл c США
Я сошёл c тела
Я сошёл с")

W jedności przemienienia cud
W karny szereg w khaki zer?
Lecz to ty już trzymasz ster;

(„Na kursie, na ścieżce"
 „Przedwojennej stopie” wciąż)

Tysięcy dziesięć, dwadzieścia, czterdzieści…
Idą w piach czwórkami, jak żaden mąż,
Tam gdzie Atlantydy ląd… 
Utopii płaczu mur

Lekcja zarobiona (w bemol dur)
Lekcje nie odrobione choć przez pół
W niebo wzięty dreszcz
I nierychliwy deszcz...

"Dotrzymałem Wiery, ukończyłem bieg
Złóżcie kwiat, gdzie mój ziemi z niebem ścieg
Czasie, powstrzymaj dech"
(Kogut pieje x luda 1000003)

Трепет Вознесения…
Путь Справедливости.
Дождь Tелесности.
Путь от Cмертности

Я люблю тебя, туман.
И я.

Я люблю тебя,
Я люблю тебя,
Я люблю тебя, туман.

Я, туман


Zrzesz. III: (i CZEŚĆ)

A obok zaraz, zrzeszenie ziem,
Co od tamtego orła nauczyły się, 
Że nie trzeba się rzucać wpław
By pójść w Drang za swój za mały świat
I po co łódź, jak o krok  Lēcbargs?


Zaczęli od kradzieży  Bramy Bram,
Potem już poszło: choć przykaz brzmiał:
"Na południe patrz", cichcem zaszli od Tannenberg

(I znów pospieszyłem się:)
Na razie w domu im się zrobił bardak,
I jeszcze Związek Czarny Krzyż
O, taki kurdupel wywiózł w Zielony Las

To o tym mówiłem wyż. Na razie cała 🛑 
Ganz pomada aż do siebzehn x sto,
Gdy we trzech, bo raźniej (wyżej patrz)
I na trzy pas, schrupali całkiem pospolitą Rzecz,

W rzeczy samej, jej połówki dwie, 
Lub i trzy (lecz to za chwili halb
Jeśli ciekawość masz),
Dalej tylko HKT, nad Neisse bez zmian

I chociaż nie chcieli grać postaci Schwarz
(Nie, to nie ten od mroku jądr)
To zwodowali Boot
I wzięli kęsa pół, gdzie Opalony Ląd 

Aż do eins neun eins und vier, AKA Wielka/Number 1,
Wtedy to malarz ten (za chwilę już, wohl, ja!)
D spakował w trok, jak jego Heimat (X2 -
Bo i München i Wien):
Tak tam dostali w kość, 
Że rzucili w kąt politykę Ost

A dalej, już wiesz:  artysta, co w pokoju swym
Zmalował surówki spusty do rynn,
(Co w gust spuściła Akademie)
Więc on puścił pół królestwa w dym

I zrobił nam 3, 9, 4, 5,
(Lecz to na inny dzień)
Aha, zaczął pieczeń piec 
(Lecz to horror z cyklu B, 
Albo z naszej klasy X)

(A, jeszcze był z Cepelii graft 
Co ruszył podbijać Nowy Świat, 
Lecz mu zrobił Bach! cieknący gaz)

A potem 45, nie, nawet z mendla pół
(Tym razem już sprowadzali gaz,
Zamiast nim puszczać dym)

A, historia zrobiła ich w kolo kół:
Na kolonie wziął ich ich własny Gast,
I wyeksportowali Żelaznego, K.  Jako barter za gaz...

I to na tyle, bo nudnie żelastwo kuł i Schulz i Merc
Aż do Febr zwanzig i/und vier,
Gdy w gaz dała śmierć

(Nie mogę sobie dać przetrwać wciąż, 
Więc jeszcze:) ANEKS, CZYLI OSTATNI REJS:

Był tu już lew, teraz wiązka Lilii Trzech
Zobaczmy: jest Gdzie Rzeka Zwęża Się,
(I gdzie mój niespokojnej -ości dom 

I jeszcze jest Nowy Dziewicy Kąt,  
Piotruś-i-Michel-Ange, no i to Wyspy Pół Gdzie Nie Rośnie Las,

Za to w ustach rośnie czas 
I ziemi wrzask od dizwit sans toi
(To muszę włożyć w poniższą część: 
Tam też w białe bije czarne bawiliśmy się)

I oczywiście Słoniowej Kości Róg,
I bombowy wymarsz Czarnych Stóp, 
("W wiatr Historii portki im trzęsły się"),

I pola, gdzie ryż motyla nogę dal, 
Gdzie rośnie pieprz, itp itd
Itd itp aż po stronicy kres


(Lecz, by sprawiedliwość dać: CZĘŚCI I ad C,

Co tworzyły dyskretne tło 
Dla Króla słońc, Białego Lwa,
Nad którym nie zachodził mrok 
Od Kolumbii B. Aż po Bang- Cock):

Więc: byli sobie też raz;
Tse (50M), Pot (ledwie 2),
Idi (kto liczy to),  Hutich chuć do nie-ja 
Mogę liczyć da....
Lecz to cię grzeje mniej

Я сошёл с,
Я сошёл c тел 

Eh, human, ty sk...



(Części IV  i ⅓: "JAK NIE W TRZECH, TO W DWÓCH")

A na deser zostawiłem sobie (lub
Tak wyszło mi z historii tej map)
Tego, co "Ledwie na sahiba pół
Nada się, ćwierć, lub 0 razy 2
(Zależy, kogo spytać się)

Bo niby nie, lecz raczej tak
Wpisujemy się do sztambucha łat 
Niby za Waszą, i takie Tu tam, 

Lecz w zasadzie komponujemy się
W ogólny plan: najpierw weszliśmy w tył 
Jąć-Wikingów, potem Gie-Dymiło wręcz:
Zaczadziliśmy je w blichtru srebrny sen

(Aa, po drodze nie-mych Łamaliśmy w ten rym:
"Sok żywica kołomyja młyn",
I kilku pejsatych zmieliliśmy na kwaszony chleb,

I kto jeszcze wziął w łeb?) 
A, ci z podrzędnej krainy, te
Dzikusy z Pszenicznych Pól:
Najpierw сорок вісім, i na poprawkę сім,

(Wiem, oni na nas bardziej ostrzyli apetyt swój, 
I tańczyli w rytm muzyki pił, 
Lecz po co robić igłę z widl?

A, tak à propos:)
Też akurat w сорок, też вісім, 
Lecz tym razem później lat 2 x sto, 

Wystawił nam kwit ciemny lud
Za stulecia wiszenia jak bezpański krzyż
I grania w Bambo, tylko w inny rytm
(A, jak mowa o  kolorze lic:)

"Każdy cygan to żyd, musi pływać jak karp",
Więc zrobiliśmy im akwarium tylko dla nur
W ziemi trzech: najpierw w Alma Matr
Z ław wznieśliśmy mur,

(Wciąż cieszymy się, karuzela gra..
(Nie, czterech:) забув сорок сім,
I ostateczne rozwiązanie kwestii w מערץ,

Święto Docentów Wszech Stron...
(A, zapominał bym, że to rok,
 Anus Horribilis Hańb tych Trzech:
Zdradzony żak, żyd, i Czech,

Aż zamilkł kur, gdy Wiesław pluł
Stek nienawistnych bzdur. 
Czterech, jeśli liczyć, że Lech),

Stodół jedwabny szlak, czy bliżej naszych lat
Czas, gdy tęczy marsz rozbija się o brzeg,
Gdzie jego brunatny brat 
Czyni aryjski szczęścia znak,

Albo zamawia fünf piw, więc nie mów mi,
Że  Grudzień i Czerwiec, i
Za Waszą, i Polin raj... 
Ja wciąż pamiętam ten kraj:
Madagaskaru żar, i bilet bez wróć w dom, 

I to, jak Grubo Malowany Ptak,
Musiał odlecieć do lepszych stron...
Więc pociągam wyciągnika drut, 
By wyjść na poziom 303,
(Lech nawet ze skrzydeł zrobi stodoły drzwi)

I szybuję, gdzie obcości cud.
Lecz ona wciąż trzyma ster;
I ciągle szepce: "Wróć
Na właściwą ścieżkę, weź kurs 

Na rzekę szarą jak stal,
Na niebo ciężkie od kul..."

I powtarza wciąż banal ten:
"Albo trzymasz pion, lub prostują cię".

Czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt wnet,
Nowego lądu biel 
Powtarza jak zużyta strona B:

"To jest Twój port, tu skończysz bieg..." 
Wstrzymuję dech, nurzam się w jej mrok  
W szary świt, pożyczony sen
I będę, choć zatykam nos 
Choćby kur piał (x100)

Kocham cię, mgło.
Ja też nie
Kocham,
Kochałem się,
(Znów odwołali lot).
"Jakoś to będzie, zmieścisz się”
(Concernant votre vol,
On a le regret d'annoncer...)



MINITEL: 6996
 (Port d'aborygène)

Kocham cię tak
O, jak w locie ptak!
Ja ciebie też nie

Och, miła ma 
W fal odwieczny cień
Idę i dochodzę wnet
W lędźwie twe

Bo ja
Kocham cię 
Kocham tak
O tak, kocham cię!
Ja też nie

Och, miła ma...
Ty to fala, ja ziemi trud
Więc, wpłyñ mi już
Na mój brzeg
Na brzeg mych zeschłych ud

Więc ja biegnę, by
Na spotkanie wyjść ci
Kocham Cię 
Kocham Cię
Ja też nie

Och, miła ma...
W fal odwieczny cień
Idę i wchodzę wnet
W Twój lepki mrok

Wstrzymuję krok
Ty bijesz o mój szczyt
Czubek miłości mej

Ja idę, by
Hołd złożyć ci
Złożyć perły dżdżu
W dolinie Twych ust

A Ty idziesz w mój ślad
Kocham Cię 
Kocham Cię
O tak, kocham na wznak!
Ja też nie

Miłośi ciał zamknięty pas
Lecz ląduję i tak
Gdzie twego łona port
Orczyk ściągnąć chcę,
Lecz nie, schodzę w poziom zerr
To Ty mój trzymasz ster...

Nachodzi, ziemi fort...
Nie! Terra... terr!
Terrain ahead, pull up!
Przyziemienia spaz..

Je t'aime de pluie
Moi non plus
Je te kiffe
Même diff...


RICHARD 1004.
(Tu i tu, i tam)

Kochał pałac tak
(Boga palec mniej)
Że porwał go żelazny ptak,
W las antycznych ciał...
I w ostry historii cień
Wbił dziób swój, w ziemi krew...

Gdy  wzbili się w dech małpiej mgły
W pagonów, tóg werbli rytm
To stary wilk wciąż dzierżył ster,
Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

O konia dam na sławy żer!
My też nie
Och, ziemio ma...
To tylko zakłócenia fal, 
Przecie wciąż kochasz mnie

Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
Więc zlecę, gdzie chcesz,
By Vox Populi skrył mnie deszcz
Osiodłam znów mit krwistych burz...

Czy wyjdziesz znów 
Na spotkanie mi?
Wciąż kocham Twój 
Blado-krwawy róż,
Dam kres dniom swym 
By być jeszcze miłym ci..

Och, miła ma...
Na fali twej
Ulecieć chcę nawet tam,
Gdzie Aerofłot
Wstrzymuje lot

Biję w wąwozu szczyt
Lodowej góry Twej,
Lecę, by hołd złożyć Im
I łożyć perły ciał
Na ołtarz tronu łez

O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
By wpiąć je w dolinę Twych ust
Jeśli Ty też nie trafisz w pas
W mój kurs i szlak

"Nie zostawiaj mnie
Nie zostawiaj w tym tu
Nie zostawiaj, chcę...
Nie zostawiaj: Mu

Obiecuję ci
Wyssać perły krwi
Z ciebie l ziemi tej,
Gdzie pada żelaza deszcz

I z najkrwawszej z ziem
Wycisnąć choć metr
Stopę... Stop tlen..."

Skryłem już ciało swe
W całun błót, w umarłych szlak 
Kocham Cię Kocham Cię
O daj mi znak
Że kochasz mnie .
Leżę tam, gdzie stoi znak...
(My też przez chwilę tak)

Miłości ciał zamknięty pas
Lecz ląduję i tak
Jak te jedwabne drzwi
Gdzie mój ostatni port

Wolant próżno ściągam, bo
Wciąż poziom na tysiąc sto
I ster już trzyma On;
"PCzęściowo  II:  DOKRĘCANIE ŚRUBEK)

Tak mocno w swe bagna wbili pal,
Że nawet wszechmocny poczuł lekki żal,
Bo nic to pomocnych ofiara  ciał,
Lecz jego krajobraz  nie taki być miał...

I choć siwą hordę obrócili w śmiech
(Przecież to nie grzech)
To wnet wzięli pod mordy nie dwóch, nie trzech 
I zadęli w imperialny miech:

Święta Samotrzecia jęła eksportować śmierć 
Komponując ją w marsz tam,

Gdzie nie stąpnęła stopy biel:
Wpierw Planetę Czukcz wzięła na cel, 
Potem zapadł wyrok, by raźniej, we trzech:

(Lecz wychodzę przed -) najpierw wstąpienie w dół, 
By dosiąść góry chociaż pół 
I czarnego  złota złóż 
I krainy złotych zbóż 

I winogrona złocistą kiść
(Gdzie tu dalej iść? 
Zgubiłem rym, w łoskocie tym:
Gdzie Rzym... A tu  Krym!

Więc na niecki dom wzięli kurs
Choćbym mieli stracić/'stracili Kursk 
(Lecz to dalej, w sukurs mi pójdź,
Wiem:) na razie tylko czarnego morza ресурс,

126p  w Moskwicza mgle 
(Nie no, nie: znów jak maluch rozpędziłem się,

A więc ad REM):

Serce im stawało w rytm silników T-
(Nie, też jeszcze nie!)
W staccato AK-Sorok Siem
(To później, jak koń pojony w la Seine) 

Więc wracam do ad REMu rzecz
(Co jeszcze mogę rzec? 
A, już wiem;) Teraz ze sto lat bez
(Taki tyci Francuzik przyszedł, odszedł precz)

I wreszcie Odin Siem
(To już było, tak wiem)
I  prawie pokój wsiem
Gdyby nie cud Varsovie,(quand même!)

A potem nie swój pokój znów
Aż sojusz orłów dwóch
(Czy krzyży łamanych na słuch)
Złamany przez wojsk ruch...

Wsio rawno, bo czasu duch
Solingen ostatni nóż w brzuch,
Wyparł, I wraży régime zdmuchnął go w puch
I kres położył drugiej z dwóch
Lecz o tym za chwilę już

(Jak na razie, uch -
Dotarłem do sorok piat'!
Błagadarion, bliat':
Po polsku: kocham twą nać)

Potem znów spokój, ludów brać
Przez następne sorok piat'
(Z interludium na "Wrogów ludu brać,
Cisza nocna w Bloku ma trwać!")

( A, jeszcze w  Kabulu kaboom
Kursk (znów), północno-wschodni rząd trumn,
A tak przy Abchazji na szkoły boom 
I w Groźnym mieście stali szum

(A gdzie jest dwadcat dwa?
A fourteen? Krzywi się widz:)

Jeszcze nie, na razie jak gdyby niby nic
(Dobra, bloki poszły w gaz,
A telewizor sobie i Łabędziom grał,
I w krainie win sumo w gimnastyk czas),

Lecz to  nic na miarę zehn und vier:
(Ich weiß, wartest nich aut dwadcat dwa)
Więc najpierw idzie walka o żwir  -
Betoniarek z Donu niecki dna 

I od morza czarnych plaż
( Czekałeś, czekałeś,  aż:)
Voici deux douzaines du mois volage!

"No a potem już niebo, to niebo nieb
Im wzięło i runęło na ich ten łbów łeb
No a potem to już tylko gleba gleb
I potem tylko jeden czarnej Wołgi żleb!

A potem ich porwał bomb żelazny cykl 
I los ciężki jak MiG...
(Nie, ich porwał In the Sky Gigue 
Nie, ich nie Samsona fryzjer strzygł 

Czy to będzie wreszcie Żukowa Rżew,
(Za skalania Żdanowa grzech),
Z Steinera w  pieca futra  zew 
Czy salomonowe przecięcie wszystkich  trzech?

Na dziś dzień mamy w połowie tłusty Lew,
Ich dekompozycję (coś a la Lech),
Zstąpienie w hutniczego pieca miech,
A w ich metalu oddech death...

Gnębi ich po nocach General  Pech
Poniosło ich pono MMMMMCLX i ½
Czyżby czarno-bialski grzyb

Zatonął całkiem bez ech
W ukraiński barszcz? W prawowierny kult?

("Ah, Я сошёл c сил
Я сошёл c УПА
Я сошёл c тела
Я сошёл с")

W jedność  przemienienia cud
Karnego szeregu w khaki zer,
Lecz to ty już trzymasz ster;

(„Na kursie, na ścieżce"
 Na „przedwojennej stopie” wciąż)
Tysięcy dziesięć, dwadzieścia, czterdzieści…

Idą w piach czwórkami, lecz jak żaden mąż,
Tam gdzie Atlantydy ląd… 
Utopii płaczu mur
Lekcja zarobiona (w bemol dur)
Lekcje nie odrobione choć przez pół

 W niebo wzięty dreszcz…
 Sprawiedliwy deszcz

"Dotrzymałem wiary, ukończyłem bieg
Złóżcie kwiat, gdzie mój ziemi z niebem ścieg
Czasie, powstrzymaj dech"
(Kogut pieje x luda 1000003)

Трепет Вознесения…
Путь Справедливости.
Дождь Бестелесности.
Путь от смертности

Я люблю тебя, туман to.
И я.

Я люблю тебя,
Я люблю тебя,
Я люблю тебя, туман.

Я, туман


Zrzesz. III: (i CZEŚĆ)

A obok zaraz, zrzeszenie ziem,
Co od czarnego orla nauczyły się, 
Że nie trzeba rzucać się wpław
Aby powiększyć swój za mały świat
I po co łódź, jak o krok jest Lēcbargs?


Zaczęli od kradzieży  Bramy Bram,
Potem już poszło: choć przykaz brzmiał:
"Na południe patrz", cichcem zaszli od Tannenberg

(I znów pospieszyłem się:)
Na razie w domu im się zrobił bardak,
I jeszcze Stowarzyszenie Czarny Krzyż
O, taki kurdupel wywiózł w Zielony Las

To o tym mówiłem wyż. Więc na razie cała 🛑 
Ganz pomada aż do siebzehn x sto,
Gdy we trzech, bo raźniej (wyżej patrz)
I na trzy pas, schrupali całkiem pospolitą Rzecz,

W rzeczy samej, jej połówki dwie, 
Albo nawet trzy (lecz o tym za chwilę dowiesz się, 
Jeśli nie znuży sur le côté le côté le cię krotochwila ma),
Dalej tylko HKT, nad Neisse bez zmian

I chociaż nie chcieli grać postaci Schwarz
(Nie, to nie ten od mroku jądr)
Jednak zbudowali sobie Boot
I wzięli kęsa pół, gdzie Opalony Ląd 

Aż do eins neun eins und vier, AKA Wielka/Number 1,
Wtedy ten malarz ten (za chwilę już, wohl, ja!)
D spakował w trok, jak jego Heimat (X2):
Tak dostali w kość, że rzucili w kąt politykę Ost

A dalej, już wiesz:  artysta, co w pokoju swym
Zmalował surówki spusty do rynn,
(Czego mu nigdy nie wybaczył Wien)
Więc on puścił pół królestwa w dym

I zrobił nam 3, 9, 4, 5,
(Lecz to na inny dzień)
Aha, zaczął pieczeń piec 
(Lecz to horror z cyklu B, 
Albo z naszej klasy X)

(A, jeszcze był z Cepelii graft
Co ruszył podbijać Nowy Świat,
Lecz mu zrobił Bach!  cieknący gaz)

A potem 45, nie, nawet z mendla pół
(Tym razem już sprowadzali gaz,
Zamiast nim puszczać dym)
A, historia zrobiła ich w kolo kół:

Na kolonie wzięli ich ich właśni Gast,
A Żelaznego, K. wyeksportowali  jako barter za gaz...
I to na tyle, bo nudnie

Żelastwo kuł i Schulz i Merc
Aż do Febr zwanzig i/und vier,

Gdy w gaz dała śmierć

(Nie mogę sobie dać przetrwać wciąż, 
Więc jeszcze:) ANEKS, CZYLI OSTATNI REJS:

Był tu już lew, to teraz wiązka Lilii Trzech
Zobaczmy: jest Gdzie Rzeka Zwęża Się,
(I gdzie mój niespokojnej -ości dom 


I jeszcze jest Nowy Dziewicy Kąt, 

Piotruś-i-Michel-Ange,no i to Wyspy Pół Gdzie Nie Rośnie Las,


Za to w ustach rośnie czas od dizwit sans toi
(To muszę włożyć w poniższą część: 
Tam też w białe bije czarne bawimy się)

I oczywiście Słoniowej Kości Róg,
I bombowy wymarsz Czarnych Stóp, 
("W wiatr Historii portki im trzęsły się"),


I pola, gdzie ryż motyla nogę dal, 

Gdzie rośnie pieprz, itp itd

Itd itp aż stronica skończy się


(Lecz, by sprawiedliwość dać: CZĘŚCI I ad C,

Co tworzyły dyskretne tło 
Dla Króla słońc, Białego Lwa,
Nad którym nie zachodził mrok 
Od Kolumbii B. Aż po Bang- Cock):

Więc: byli sobie też raz;
Dong (50M), Pot (ledwie 2),
Idi (kto liczy to),  Hutich chuć do nie-ja 
Mogę liczyć da....


Я сошёл с,
Я сошёл c тел 

Eh, human, ty sk...



(Części IV  i ⅓: "JAK NIE W TRZECH, TO W DWÓCH")

A na deser zostawiłem sobie (lub
Tak wyszło mi z historii tej map)
Tego, co "Ledwie na sahiba pół
Nada się, lub ćwierć, lub 0 razy 2

(Zależy, kogo spytać się)
Bo niby nie, lecz raczej tak
Wpisujemy się do sztambucha łat 
Niby za Waszą, i takie Tu tam, 

Lecz w zasadzie komponujemy się
W ogólny plan: najpierw weszliśmy w tył 
Jąć-Wikingów, potem Gie-Dymiło wręcz:
Zaczadziliśmy je w blichtru srebrny sen

(Aa, po drodze niemych łamaliśmy w ten rym:
"Sok żywica kołomyja młyn",
I kilku pejsatych zmieliliśmy na kwaszony chleb,
I kto jeszcze wziął w łeb?) 


A, ci z podrzędnej krainy, te
Dzikusy z Pszenicznych Pól:
Najpierw сорок вісім, i na poprawkę сім,
(Wiem, oni na nas bardziej ostrzyli apetyt swój, 
I tańczyli w rytm muzyki pił, 

Ale po co robić igłę z widl?
A, tak à propos:)
Też akurat w сорок, też вісім, 
Lecz tym razem później lat 2 x sto, 

Wystawił nam kwit ciemny lud
Za stulecia wiszenia jak bezpański krzyż
I grania w Bambo, tylko, że w inny rytm
(A, jak mowa o  kolorze lic:)

"Każdy cygan to żyd, musi pływać jak karp",
Więc zrobiliśmy im basen tylko dla nur
W Mieście trzech gett: najpierw w Alma Matr
Z ławek wznieśliśmy mur,

I wciąż cieszymy się, że karuzela gra, 
(Nie jednak czterech:) забув сорок сім,
I ostateczne rozwiązanie w kwestii  מערץ,

Święto Docentów Wszech Stron...
(A, zapominał bym, że to rok,
 Anus Horribilis Hańb tych Trzech:
Zdradzony żak, żyd, i Czech,

Aż zamilkł kur, gdy Wiesław pluł
Stek nienawistnych bzdur. 
Czterech, jeśli liczyć, że Lech),

Stodół jedwabny  szlak, czy bliżej naszych lat
Czas, gdy tęczy marsz rozbija się o brzeg,
Gdzie jego brunatny brat 
Czyni aryjski szczęścia znak,

Albo zamawia fünf piw, więc nie mów mi,
Że  Grudzień i Czerwiec, i
Za Waszą, i Polin raj! Ja wciąż pamiętam ten kraj:
Madagaskaru żar, i bilet bez wróć w dom, 

I to, jak Grubo Malowany Ptak,
Musiał odlecieć do lepszych stron...
Więc pociągam wyciągnika drut, 
By wyjść na poziom 303,
(Lech nawet ze skrzydeł zrobi stodoły drzwi)

I szybuję, gdzie obcości cud.
Lecz ona wciąż trzyma ster;
I ciągle szepce: "Wróć
Na właściwą ścieżkę, weź kurs 

Na rzekę szarą jak stal,
Na niebo ciężkie od kul..."

I powtarza wciąż banal ten:
"Albo trzymasz pion, albo prostują cię".

Czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt wnet,
Nowego lądu biel 
Powtarza się jak zużyta strona B:

"To jest Twój port, tu skończysz bieg..." 
Wstrzymuję dech, nurzam się w jej mrok  
W szary świt, pożyczony sen
I będę, choć zatykam nos 
Choćby kur piał (x100)

Kocham cię, mgło.
Ja też nie
Kocham,
Kochałem się,
(Znów odwołali lot).
"Jakoś to będzie, zmieścimy się”

о правильной дороге.
Na верном пути"
Sixty, fifty, fort...

Nie! Ziemia...ziem!
Kur!!!
Uniżenia dno (w dur)
Wniebowzięcia dreszcz...
Pравильнa дорогa.
Na верно
Pути..."

Wiary dochowałem Ci, 
Ukończyłem lot
Wzbiłem się w Majestatat Flot

Wstrzymałem dech
Wbiłem się 
W wąwozu szczyt
Zdradzony świt
Góry Kości tej
Kur zapiał (X3)

Я люблю тебя, туман.
И я.
Я сошёл с ума,
Я сошёл c телa
Я, туман.

YFD: 0-911
(Sullied van Dyjk)

Kochał tak przygody smak
(I inshallah też)
Że porwał go żelazny ptak
W ten tumult szklanych wież ...

"Yes; the book and orders were onboard,
Quite quiet men, and riot squads
His cutting edge was not stored
And came quite handy down the road;

Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
I był poręczny w zręcznym locie tym;

His learning did not go as far
As mooring at the quai:
He only sought to know the start;
The rest, he'll find on the fly

Nauka go zawiodła tylko w ten las,
Nie wola go bezpieczny port
Chce wiedzieć, jak mar zerwać czas,

Jak się poderwać w lot"

Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot
I w szklany sufit historii się wbić
I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
I Ziemię Zer zatopić we krwi
I paszczę zatkać Ul. Mur,

By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę,
Epoletów belki wzniosły w rytm serc,
By morski wilk utracił ster,
A w rufę wszedł mu Hudson cień

Wlatuję w wąwóz ten wrażych wież

Sodomy mur, co niesie śmierć.
Pozbędę się ich, jak z LEGO ścian,
Gdzie Rzece w drogę wchodzi Brzeg
 I złożę kolię ciała perł, 
Tam, gdzie króluje Wieprz

Daj skrzydlatego konia mi, by los pożywił się!
I w ziemii zer jedność z tym, co jeden jest

To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
Uleciałem zburzyć płaczu mur
Rozciąłem ziemię tam, gdzie حسب położył cień 
 By  صوت الله  ognia deszcz spuścił z chmur

Czy wyjdzie On, by spotkać nas, gdzie seraju próg?
 Wciąż kocham Twą zieleń i biel,
Życie dam im, jeśli tak chce Bóg…

Panie zielonooki mój, swój los powierzam Ci,
Lecz na mych kompanów czeka wciąż  
Air Virgin 93
...
„Nie zostawiaj mnie,
Nie zostaw w tej mgle
Nie wystaw na wiatr…
Niech się skończy świat,
Zrobię, czego chcesz Ty

Obiecuję ci,
Oddać perłę krwi,
Z pustki tej wydobyć dreszcz,
Spuścić ognia deszcz,

By z tej maci ran
Nie pozostał cal,
Odłączyć tlen,
Włączyć stali mgłę,

By fortepian ciał
Wpiął się w bruku brud
I w welonów proch, i w liści śmierć
Kocham cię Panie, ześlij wieść
O, Panie, daj mi znak...

Kocham cię aż tak,
Że mój ostatni dech
Poświęciłem Ci:
Pogrążyłem świt,
By zmazać grzech

Domów i szkół
Wymazanych z map
I dni złamanych na pół
Płomień zapiał (x2)

I z tych niewiernych wież
Stworzył Twej uczty stół
A ich ziemską moc obrócił w perz
Przywrócił w (/.5)

Kocham cię
Idę w mgłę
Ufam ci
Seraj dal mi

آخ ضباب
Żyję, póki ścieżka trwa…
Póki ścieżka twa…
Ciało me składam do Twych ram
حب الجسد قد وصل إلى أبوابك

Miękko wyląduje znów
W ramionach Twych
Ciała mego MiG
I złoży się w miękkość twą, 
Jedwabi szyk

الرحلة ١١ (اتجه برج المراقبة شمالاً)
الرحلة ١٧٥ (اتجه برج المراقبة جنوباً)
الرحلة ٧٧ (شكل النجمة الخماسية)
الرحلة ٩٣ (انقطعت طائرة بنسلفانيا

فيلد عن الطيرا[

 (The impure candle by your wind blown out
 The Minus Minaret forever gone south
 Babylon's pentagram handed up its hair 
Devil's Pen's stroke lost in the field,  out of air)

(برج مكة المجهولة يجذبه الريح شمالاً بفظاظة
المئذنة الصغرى اتجهت جنوباً
نجمة بابل الخماسية اختفت من بين أيدينا
ضربة قلم الشيطان في الحقل، من الهواء)

هنا يرقد قديسي
حسبحس
الرحلة
  (ال
 برج اا
 
(Wieże Mnie-Mekki na północ wlecze wiatr,
Minął Minaret, na południe otwarł świat,
Babilonu pięść spadła w przepaść zła 
Szatana ostrze ostrz zawisło w powietrza brak.) 

Ruszam na oparach pamięci w lot,
Gdzie czekają święci, mimo, że wciąż noc 
(Międzylądowanie mam w drogi ćwierć,
Tam, gdzie  Wieżę Pieśni miała do wczoraj Śmierć).

تسحب الرياح أبراج مكة الزائفة شمالًا.
سقطت المآذن من زيفها، والريح تهب من الجنوب.
وسقط نجم بابل الشرير في غياهب التاريخ.
ريشة الشيطان، أشد السيوف حدة، معلقة في الفراغ السحيق.

هنا يرقد قديسي.
هذه رحلة على بقايا وقود الذاكرة المتقلب.
(هنا كان يقف برج الموت.)

البرج رقم سبعة
  فيّ، مع ربي،
 تسعة برج برج ا ا
(اثنان 0 0 واحد)
أصعد سلم العذرا
في الخليفة في

  برج 0 تسعة اا
في داخلي أنا مع ربي، 
في داخلي أنا مع ربي
 أنا أصعد سلم العذراء

حسبحس في خليفيدخليفياخلي في اا في ll 
Łez zamknięty krąg,
Kroplę ٥...

 


REKOLEKCJE PARYSKIE ANNO DIAVOLI ...
 (.... Czyli nigdzie)

Tak bardzo kochała blichtr
(I Charlie’ego dryg),
Że wyniósł ją żelaza cykl
Ciężkiego niby MiG...

Tak dobrze kreślili śmiech
(Przecież to nie grzech),
Że poniosło ich chyba trzech
W pieca miech.

Tak mocno śpiewali śmierć,
Że śmierć ruszyła w ich skład wejść
I w ich z metalu śmieć
Doniosła –126.

Wynieśli się w rytm diesla mgły,
W Staccato AK-33,
W Solingen ostateczny sztych –
Jak kiedyś ja i ty.

Czy w szykach tóg od chez Dior,
Czy w czerni Crayon d’Or,
Czy w logo Revenge of Thor,
Peu importe: ils sont morts;

Wpadł im już z rąk życia ster,
Kierownica odcień camembert,
Podkład dla wrażliwych cer,
Kredka marki 0.0.

Same diff, they have deferred,
Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer,
Czy Rossinanta La Manche,
Czy Rossinskiego plansz,

Liczy się, że są jak Edam ser.
Ziemia, tu planeta Metal Mars,
Tu patria Allah en marche,
Tu księstwo Mówisz i Masz.

Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz,
Czy wzburzone grafiki szkło,
Czy podburzenie a la Monroe,
Czy mur zburzony Behemotha czcią,

Non importa, sono senza brio...
Czy krwawego bata klan,
Czy czarno-biały świata plan,
Czy arabski z drugiej ręki flan,

Egal, sind raus aus dem Lebens Autobahn.
Ech, życie, kocham cię, cię życie nad...
O, wskaż mi szlak.
Kładę się tam, gdzie jest znak…

Ciała wrota już zamknęły się.
Tu mój Na Zawsze Dom, gdzie ta cafe,
Ten jedwabny tunel Salmy mej,
Ostatnia kreska kredki HB.

Wciągam kabel kamery, będzie 💯,
Lecz to On trzyma linii ster, pobiera ciał cło.
„Na właściwej drodze". „Wierną Ścieżką Twą”.
16, dziewiczyć od i do…

Daj, Lady Die, idź w dół
Vis Charlie III i ½

Nielot Kogut wzleciał nad świata dach,
W głębię pokory (w dur skal).
Dreszcz Wniebowzięcia… tylko ten strach.
Ścieżka prowadzi, Pasażer Nikt ginie w dal.

Na wiernej ścieżce ja, Pana Głosu bot
Doniosłem lot, spełniłem każdą z iot 
Wznoszę się w Majestatat Twych flot


GOŚĆ. 14 : 92 GOSP³.
(Część I: W kakaowe oko kawiarenki)

'Ten mroczny afekt, co mnie wiedzie w noc
I toczy tak jak ty tę mroźną łzę,
A biodra Twe mają dżungli moc
I buszu żar, co w twej kawie wrze,
By porwać mnie z śnieżnej lektyki mej
I na barw skalanie wieść'
L. Mackerel-Ling, The Road to Mandate, Ay

Pierwszy był Chris, a może Leif
Albo pewnie jakiś Czukcz
Na pewno przedtem ktoś w czas Trias
(Proszę, nie wycieraj ust u rąbka historii uczt:

Chcę by wrócil Victorii czarny szyk
By znów wpłynął w podbrzusze ziem Drake
By spłynął herbatą  Prince Polo dryg.
'First we grab Hong Kong, then Garcia's steak'

Więc płynę, gdzie chcesz, aż w historii błąd
Czy spotkasz mnie choć w drogi pół? 
Co noc budzi mnie twój duch koloru blond 
Twych lędźwi trzcin wciąż dziki ląd 
Million dusz oddał bym, by je wziąć na stół..."

Był jeszcze Jacques de Mauvais-Quartier
Co świata ćwierć dzielił na dwie 
I (później już) kowboje z GRC,
Co w gardła wciskali tlenu biel

I żeglarze ci z Mają Kwiat, 
Co zaszczepili Nowy Świat
Przeciwciałem na Ale, na Jak
I ludem wybranym, bo właśnie tak 

Co później tylko parę chwil
Dzikich żywili, serwując im 
Znoszone płaszcze, których styl 
Dusze niemyte zmielił w pył 

A simiesques, skorych do psot 
Mieszkańców Kwiatów Cnot
Wdrożyć chcieli w smutek błot
(Też kulą w płot)

I Nuevo Julius Court-Caesar,
Ten, co to zęby złote zżarl 
Na piramidalny wręcz czar 
Dżungli, gdzie ciągle Maj 

Inni też się chcieli wbić
W twój wąwóz, i tam rosę spić 
Gdzie Kilim Nadziei żarł  szczyt,
Co zanurza stopę w gęsty żar, 
Gdzie Czarnej Królowej spoczywa Staw
I im także powiem cześć, 
Jak Stanley'owi dr Sam:

[Wyst. Zesp. 'Grobów Jard i Żołądka Treść']

"To wam śpiewam tę pieśń,
Coście dobyli pereł deszcz
Twardych jak słonia kość,
Nie szczędząc cudzych łez"

[Do czarnej polewki z łez 
Przygrywa Bastion White Power Band
 I jego Scoutesses]:

(Zdradzonych powtórnie, gdy
Jacek K., dla bliskich Kur,
Pomalował je na świeżokrwisty rouge,
I po raz trzeci, gdy chłopcy z ZHR
Wbili je na przaśny krzyż)

„Jak chcesz, to weźmij mnie
Samej nie pozostaw. Nie
Tak. Oczywiście chcę…
Tak, ja pragnę cię..."

"A ja dam ci
Drążyć aż po świt
Ziemi czarnej dni
Travail te hicera free !

Obiecuję też,
Gdzie nie pada deszcz,
Dobyć strumień łez
'K-46

I Twych krwistych ziem
 Każdy  orać metr,
Stopę… niechaj płynie krew!"

(To mówiłem ja: Rudy-Yard, Lew,
Co nieswoim gościom kazał nieść 
Brzemię przecież przeznaczone mu)

Był Ferdek, co nie przeżył jamais vu
Zamiast on im, oni kęsim kęs zrobili mu
I Vasco (ten kto?), i Half-Cooked 
Lord Sandwich z białych mięs 

(A, zapomniałem: jeszcze i Król Lew,
Co swego jądra pół porzucił w śmiech...)

 


(Częściowo  II:  DOKRĘCANIE ŚRUBEK)

Tak mocno w swe bagna wbili pal,
Że nawet wszechmocny poczuł lekki żal,
Bo nic to pomocnych ofiara  ciał,
Lecz jego krajobraz  nie taki być miał...

I choć siwą hordę obrócili w śmiech
(Przecież to nie grzech)
To wnet wzięli pod mordy nie dwóch, nie trzech 
I zadęli w imperialny miech:

Święta Samotrzecia jęła eksportować śmierć 
Komponując ją w marsz tam,

Gdzie nie stąpnęła stopy biel:
Wpierw Planetę Czukcz wzięła na cel, 
Potem zapadł wyrok, by raźniej, we trzech:

(Lecz wychodzę przed -) najpierw wstąpienie w dół, 
By dosiąść góry chociaż pół 
I czarnego  złota złóż 
I krainy złotych zbóż 

I winogrona złocistą kiść
(Gdzie tu dalej iść? 
Zgubiłem rym w łoskocie tym:
Gdzie Rzym... A tu, Krym!

Więc na niecki dom wzięli kurs
Choćbym mieli stracić/stracili Kursk 
(Lecz to dalej, w sukurs mi pójdź,
Wiem:) na razie tylko czarnego morza ресурс,

126p w Moskwicza mgle 
(Nie no, nie: znów jak maluch rozpędziłem się,

Więc ad REM):

Serce im stawało w rytm silników T-
(Nie, też jeszcze nie!)
W staccato AK-Sorok Siem
(To później, jak koń pojony w la Seine) 

Więc wracam do ad REMu rzecz
(Co jeszcze wam mogę rzec? 
A, już wiem;) Teraz ze sto lat bez
(Taki tyci Francuzik przyszedł, odszedł precz)

I wreszcie Odin Siem
(To już było, tak wiem)
I  prawie mir wsiem
Gdyby nie cud Varsovie,(quand même!)

A potem nie swój pokój znów
Aż sojusz orłów dwóch
(Czy krzyży łamanych na słuch)
Złamany przez wojsk ruch...

Wsio rawno, bo czasu duch
Solingen ostatni nóż w brzuch,
Wyparł, I wraży régime zdmuchnął go w puch
I kres położył drugiej z dwóch
Lecz o tym za chwilę już

(Jak na razie, uch -
Dotarłem do sorok piat'!
Błagadarion, bliat':
Po polsku: kocham twą nać)

Potem znów spokój, ludów brać
Przez następne sorok piat'
(Z interludium na "Wrogów ludu brać,
Cisza nocna w Bloku ma trwać!")

(A, jeszcze w  Kabulu kaboom
Kursk (znów), północno-wschodni rząd trumn,
A tak przy Abchazji na szkoły boom 
I w Groźnym mieście stali szum

(A gdzie dwadcat dwa?
A fourteen? Krzywi się widz:)

Jeszcze nie, na razie jak gdyby niby nic
(Dobra, bloki poszły w gaz,
A telewizor sobie i Łabędziom grał,
I w krainie win sumo w gimnastyk czas),

Lecz to  nic na miarę zehn und vier:
(Ich weiß, wartest nich auf dwadcat dwa)
Więc najpierw idzie walka o żwir  -
Betoniarek z Donu niecki dna 

I od morza czarnych plaż
(Czekałeś, czekałeś,  aż:)
Voici deux douzaines du mois volage!

"No a potem już niebo, to niebo nieb
Im wzięło i runęło na ich ten łbów łeb
No a potem to już tylko gleba gleb
I potem tylko jeden czarnej Wołgi żleb!

A potem ich porwał bomb żelazny cykl 
I los ciężki jak MiG...
(Nie, ich porwał In the Sky Gigue 
Nie, ich nie Samsona fryzjer strzygł)

Czy to będzie wreszcie Żukowa Rżew,
(Za skalania Żdanowa grzech),
Z Steinera w  pieca futra  zew 
Czy salomonowe przecięcie wszystkich  trzech?

Na dziś dzień mamy w połowie tłusty Lew,
I dekompozycję (coś a la Lech),
Zstąpienie w hutniczego pieca miech,
A w ich metalu oddech death...

Gnębi ich po nocach General  Pech
Poniosło ich pono MMMMMCLX i ½
Czyżby czarno-bialski grzyb

Zatonął całkiem bez ech
W ukraiński barszcz? W prawowierny kult?

("Ah, Я сошёл c сил
Я сошёл c УПА
Я сошёл c тела
Я сошёл с")

W jedność  przemienienia cud?
Karnego szeregu w khaki zer?
Lecz to ty już trzymasz ster;

(„Na kursie, na ścieżce"
 Na „przedwojennej stopie” wciąż)
Tysięcy dziesięć, dwadzieścia, czterdzieści…

Idą w piach czwórkami, lecz jak żaden mąż,
Tam gdzie Atlantydy ląd… 
I Utopii płaczu mur
Lekcja zarobiona (w bemol dur)
Lekcje nie odrobione choć przez pół

 W niebo wzięty dreszcz…
 Sprawiedliwy deszcz

"Dotrzymałem wiary, ukończyłem bieg
Złóżcie kwiat, gdzie mój ziemi z niebem ścieg
Czasie, powstrzymaj dech"
(Kogut pieje x luda 1000003)

Трепет Вознесения…
Путь Справедливости.
Дождь Бестелесности.
Путь от смертности

Я люблю тебя, туман.
И я.

Я люблю тебя,
Я люблю тебя,
Я люблю тебя, туман.

Я, туман


Zrzesz. III: (i CZEŚĆ)

A obok zaraz, zrzeszenie ziem,
Co od czarnego orla nauczyły się, 
Że nie trzeba rzucać się wpław
Aby powiększyć swój za mały świat
I po co łódź, jak o krok Lēcbargs?


Zaczęli od kradzieży Bramy Bram,
Potem już poszło: choć przykaz brzmiał:
"Na południe patrz", cichcem zaszli od Tannenberg

(I znów pospieszyłem się:)
Na razie w domu im się zrobił bardak,
I jeszcze Stowarzyszenie Czarny Krzyż
O, taki kurdupel wywiózł w Zielony Las

To o tym mówiłem wyż.

Więc na razie cała 🛑 
Ganz pomada aż do siebzehn x sto,
Gdy we trzech, bo raźniej (wyżej patrz)
I na trzy pas, schrupali całkiem pospolitą Rzecz,

W rzeczy samej, jej połówki dwie, 
Albo nawet trzy (lecz o tym za chwilę dowiesz się, 
Jeśli nie znuży cię krotochwila ma),
Dalej tylko HKT, nad Neisse bez zmian

I chociaż nie chcieli grać postaci Schwarz
(Nie, to nie ten od mroku jądr)
Jednak zbudowali sobie Boot
I wzięli kęsa pół, gdzie Opalony Ląd 

Aż do eins neun eins und vier,

(AKA Wielka/Number 1),
Wtedy ten malarz ten (za chwilę już, wohl, ja!)
D spakował w trok, jak jego Heimat (X2 -

Bo i München i Wien):
Tak dostali w kość, że rzucili w kąt politykę Ost

A dalej, sam już wiesz co: 

Artysta, co w pokoju swym
Zmalował wszystkie surówki spusty do rynn,
(Czego mu nigdy nie wybaczył jego chez Ihm)
Więc on puścił pół królestwa w dym

I zrobił nam 3, 9, 4, 5,
(Lecz to na inny dzień)
Aha, zaczął pieczeń piec 
(Lecz to horror z cyklu B, 
Albo z naszej klasy X)

A potem 45, nie, nawet z mendla pół
(Tym razem już sprowadzali gaz,
Miast nim puszczać dym)
A, historia zrobiła ich w kolo kół:

Na kolonie wzięli ich ich właśni Gast,
A Żelaznego, K. wyeksportowali  jako barter za gaz...
I to na tyle, bo nudnie

Żelastwo kuł i Szulc i Merc
Aż do Febr. zwanzig i/und vier,

Gdy w gaz dała śmierć

(Nie mogę sobie dać przetrwać wciąż, 
Więc jeszcze:) ANEKS, CZYLI OSTATNI REJS:

Był tu już lew, to teraz wiązka Lilii Trzech
Zobaczmy: jest Gdzie Rzeka Zwęża Się,
(I gdzie mój niespokojnej -ości dom 


I jeszcze jest Nowy Dziewicy Kąt, 

Piotruś-i-Michel-Ange, no i to Wyspy Pół Gdzie Nie Rośnie Las,


Za to w ustach rośnie czas

Od dizwit sans toi
(To muszę włożyć w poniższą część: 
Tam też w białe bije czarne bawiliśmy się)

I oczywiście Słoniowej Kości Róg,
I bombowy wymarsz Czarnych Stóp, 
("W wiatr Historii portki im trzęsły się"),


I pola, gdzie ryż motyla nogę dal, 

Gdzie rośnie pieprz, itp itd

Itd itp aż stronica skończy się


(Lecz, by sprawiedliwość dać: CZĘŚCI I ad C,

Co tworzyły dyskretne tło 
Dla Króla słońc, Białego Lwa,
Nad którym nie zachodził mrok 
Od Kolumbii B. aż po Bang- Cock):

Więc: byli sobie też raz;
Tsu (50M), Pot (ledwie 2),
Idi (kto liczy to),  Hutich chuć do nie-ja 
Mogę liczyć da....


Я сошёл с,
Я сошёл c тел 

Eh, human, ty sk...



(Części IV  i ⅓: "JAK NIE W TRZECH, TO W DWÓCH")

A na deser zostawiłem sobie (lub
Tak wyszło mi z historii tej map)
Tego, co "Ledwie na sahiba pół
Nada się", lub ćwierć, lub 0 razy 2

(Zależy, kogo spytać się)
Bo niby nie, lecz raczej tak
Wpisujemy się do sztambucha łat 
Niby za Waszą, i takie Tu tam, 

Lecz w zasadzie komponujemy się
W ogólny plan: najpierw weszliśmy w tył 
Jąć-Wikingów, potem Gie-Dymiło wręcz:
Zaczadziliśmy je w blichtru srebrny sen

(Aa, po drodze niemych łamaliśmy w ten rym:
"Sok żywica kołomyja młyn",
I kilku pejsatych zmieliliśmy na kwaszony chleb,
I kto jeszcze wziął w łeb?) 


A, ci z podrzędnej krainy, te
Dzikusy z Pszenicznych Pól:
Najpierw сорок вісім, i na poprawkę сім,
(Wiem, oni na nas bardziej ostrzyli apetyt swój, 
I tańczyli w rytm muzyki pił, 

Ale po co robić igłę z widl?
A, tak à propos:)
Też akurat w сорок, też вісім, 
Lecz tym razem później lat 2 x sto, 

Wystawił nam kwit ciemny lud
Za stulecia wiszenia jak bezpański krzyż
I grania w Bambo, tylko w inny rytm
(A, jak mowa o  kolorze lic:)

"Każdy cygan to żyd, musi pływać jak karp",
Więc zrobiliśmy im basen tylko dla nur
W Mieście trzech gett: najpierw w Alma Matr
Z ław wznieśliśmy mur,

I wciąż cieszymy się, że karuzela gra, 
(Nie jednak czterech:) забув Kieł сорок сім,
I ostateczne rozwiązanie kwestii w מערץ,

Święto Docentów Wszech Stron...
(A, zapominał bym, że to rok,
 Anus Horribilis Hańb tych Trzech:
Zdradzony żak, żyd, i Czech,

Aż zamilkł kur, gdy Wiesław pluł
Stek nienawistnych bzdur. 
Czterech, jeśli liczyć, że Lech),

Stodół jedwabny  szlak, czy bliżej naszych lat
Czas, gdy tęczy marsz rozbija się o brzeg,
Gdzie jego brunatny brat 
Czyni aryjski szczęścia znak,

Albo zamawia fünf piw, więc nie mów mi,
Że  Grudzień i Czerwiec, i
Za Waszą, i tu Polin raj!

Ja wciąż pamiętam ten kraj:
Madagaskaru żar, i bilet bez wróć w dom, 

I to, jak Grubo Malowany Ptak,
Musiał odlecieć do lepszych stron...
Więc pociągam wyciągnika drut, 
By wyjść na poziom 303,
(Lech nawet ze skrzydeł zrobi stodoły drzwi)

I szybuję, gdzie obcości cud.
Lecz ona wciąż trzyma ster;
I ciągle szepce: "Wróć
Na właściwą ścieżkę, weź kurs 

Na rzekę szarą jak stal,
Niebo ciężkie od kul..."

I powtarza wciąż banal ten:
"Albo trzymasz pion, lub prostują cię".

(Czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt wnet,
Nowego lądu biel 
Powtarza się jak zużyta strona B:

"To jest Twój port, tu skończysz bieg..." 
Wstrzymuję dech, nurzam się w jej mrok  
W szary świt, pożyczony sen
I będę, choć zatykam nos 
Choćby kur piał x100)

Kocham cię, mgło.
Ja też nie
Kocham,
Kochałem się,
(Znów odwołali lot).
 

 

 

Michał Pawica

Michał Pawica



MINITEL: 6996
 (Port d'aborygène)

Kocham cię tak
O, jak w locie ptak!
Ja ciebie też nie

Och, miła ma 
W fal odwieczny cień
Idę i dochodzę wnet
W lędźwie twe

Bo ja
Kocham cię 
Kocham tak
O tak, kocham cię!
Ja też nie

Och, miła ma...
Ty to fala, ja ziemi trud
Więc, wpłyñ mi już
Na mój brzeg
Na brzeg mych zeschłych ud

Więc ja biegnę, by
Na spotkanie wyjść ci
Kocham Cię 
Kocham Cię
Ja też nie

Och, miła ma...
W fal odwieczny cień
Idę i wchodzę wnet
W Twój lepki mrok

Wstrzymuję krok
Ty bijesz o mój szczyt
Czubek miłości mej

Ja idę, by
Hołd złożyć ci
Złożyć perły dżdżu
W dolinie Twych ust

A Ty idziesz w mój ślad
Kocham Cię 
Kocham Cię
O tak, kocham na wznak!
Ja też nie

Miłośi ciał zamknięty pas
Lecz ląduję i tak
Gdzie twego łona port
Orczyk mój ściągnąć chcę,
Lecz nie, schodzę w poziom zerr
To Ty mój trzymasz ster...

Nachodzi, ziemi fort...
Nie! Terra... terr!
Terrain ahead, pull up!
Przyziemienia spaz..

Je t'aime de pluie
Moi non plus
Je te kiffe
Même diff...


RICHARD 1004.
(Tu i tu, i tam)

Kochał pałac tak
(Boga palec mniej)
Że porwał go żelazny ptak,
W las antycznych ciał...
I w ostry historii cień
Wbił dziób swój, w ziemi krew...

Gdy  wzbili się w dech małpiej mgły
W pagonów, tóg werbli rytm
To stary wilk wciąż dzierżył ster,
Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

O konia dam na sławy żer!
My też nie
Och, ziemio ma...
To tylko zakłócenia fal, 
Przecie wciąż kochasz mnie

Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
Więc zlecę tam, gdzie chcesz,
By Vox Populi skrył mnie deszcz
Osiodłam znów mit krwistych burz...

Czy wyjdziesz znów 
Na spotkanie mi?
Wciąż kocham Twój 
Blado-krwawy róż,
Dam kres dniom swym 
By być jeszcze miłym ci..

Och, miła ma...
Na fali twej
Ulecieć chcę nawet tam,
Gdzie Aerofłot
Wstrzymuje lot

Biję w wąwozu szczyt
Lodowej góry Twej,
I idę, by hołd złożyć Im
I łożyć perły ciał
Na ołtarz tronu łez

O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
By wpiąć je w dolinę Twych ust
Jeśli Ty też nie trafisz w pas
W mój kurs i szlak

"Nie zostawiaj mnie
Nie zostawiaj w tym tu
Nie zostawiaj, chcę...
Nie zostawiaj: Mu

Obiecuję ci
Wyssać perły krwi
Z ciebie l ziemi tej,
Gdzie pada żelaza deszcz

I z najkrwawszej z ziem
Wycisnąć choć metr
Stopę... Stop tlen...

I skryłem już ciało swe
W całun błót, w martwy liść 
Kocham Cię Kocham Cię
O daj mi znak
Że kochasz mnie .
Leżę tam, gdzie stoi znak...
(My też przez chwilę tak)

Miłości ciał zamknięty pas
Lecz ja ląduję i tak
Jak te jedwabne drzwi
Gdzie mój ostatni port

Wolant próżno ściągam, bo
Wciąż poziom na tysiąc sto
I ster już trzyma On;
"Pо правильной дороге.
Na верном пути"
Sixty, fifty, fort...

Nie! Ziemia...ziem!
Kur!!!
Uniżenia dno (w dur)
Wniebowzięcia dreszcz...
Pравильнa дорогa.
Na верно
Pути..."

Wiary dochowałem Ci, 
Ukończyłem lot
Wzbiłem się w Majestatat Flot

Wstrzymałem dech
Wbiłem się 
W wąwozu szczyt
Zdradzony świt
Góry Kości tej
Kur zapiał (X3)

Я люблю тебя, туман.
И я.
Я сошёл с ума,
Я сошёл c телa
Я, туман.

YFD: 0-911
(Sullied van Dyjk)

Kochał tak przygody smak
(I inshallah też)
Że porwał go żelazny ptak
W ten tumult szklanych wież ...

"Yes; the book and orders were onboard,
Quite quiet men, and riot squads
His cutting edge was not stored
And came quite handy down the road;

Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
I był poręczny w zręcznym locie tym;

His learning did not go as far
As mooring at the quai:
He only sought to know the start;
The rest, he'll find on the fly

Nauka go zawiodła tylko w ten las,
Nie wola go bezpieczny port
Chce wiedzieć, jak mar zerwać czas,

Jak się poderwać w lot"

Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot
I w szklany sufit historii się wbić
I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
I Ziemię Zer zatopić we krwi
I paszczę zatkać Ul. Mur,

By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę,
Epoletów belki wzniosły w rytm serc,
By morski wilk utracił ster,
A w rufę wszedł mu Hudson cień

Wlatuję w wąwóz ten wrażych wież

Sodomy mur, co niesie śmierć.
Pozbędę się ich, jak z LEGO ścian,
Gdzie Rzece w drogę wchodzi Brzeg
 I złożę kolię ciała perł, 
Tam, gdzie króluje Wieprz

Daj skrzydlatego konia mi, by los pożywił się!
I w ziemii zer jedność z tym, co jeden jest

To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
Uleciałem zburzyć płaczu mur
Rozciąłem ziemię tam, gdzie حسب położył cień 
 By  صوت الله  ognia deszcz spuścił z chmur

Czy wyjdzie On, by spotkać nas, gdzie seraju próg?
 Wciąż kocham Twą zieleń i biel,
Życie dam im, jeśli tak chce Bóg…

Panie zielonooki mój, swój los powierzam Ci,
Lecz na mych kompanów czeka wciąż  
Air Virgin 93
...
„Nie zostawiaj mnie,
Nie zostaw w tej mgle
Nie wystaw na wiatr…
Niech się skończy świat,
Zrobię, czego chcesz Ty

Obiecuję ci,
Oddać perłę krwi,
Z pustki tej wydobyć dreszcz,
Spuścić ognia deszcz,

By z tej maci ran
Nie pozostał cal,
Odłączyć tlen,
Włączyć stali mgłę,

By fortepian ciał
Wpiął się w bruku brud
I w welonów proch, i w liści śmierć
Kocham cię Panie, ześlij wieść
O, Panie, daj mi znak...

Kocham cię aż tak,
Że mój ostatni dech
Poświęciłem Ci:
Pogrążyłem świt,
By zmazać grzech

Domów i szkół
Wymazanych z map
I dni złamanych na pół
Płomień zapiał (x2)

I z tych niewiernych wież
Stworzył Twej uczty stół
A ich ziemską moc obrócił w perz
Przywrócił w (/.5)

Kocham cię
Idę w mgłę
Ufam ci
Seraj dal mi

آخ ضباب
Żyję, póki ścieżka trwa…
Póki ścieżka twa…
Ciało me składam do Twych ram
حب الجسد قد وصل إلى أبوابك

Miękko wyląduje znów
W ramionach Twych
Ciała mego MiG
I złoży się w miękkość twą, 
Jedwabi szyk

الرحلة ١١ (اتجه برج المراقبة شمالاً)
الرحلة ١٧٥ (اتجه برج المراقبة جنوباً)
الرحلة ٧٧ (شكل النجمة الخماسية)
الرحلة ٩٣ (انقطعت طائرة بنسلفانيا

فيلد عن الطيرا[

 (The impure candle by your wind blown out
 The Minus Minaret forever gone south
 Babylon's pentagram handed up its hair 
Devil's Pen's stroke lost in the field,  out of air)

(برج مكة المجهولة يجذبه الريح شمالاً بفظاظة
المئذنة الصغرى اتجهت جنوباً
نجمة بابل الخماسية اختفت من بين أيدينا
ضربة قلم الشيطان في الحقل، من الهواء)

هنا يرقد قديسي
حسبحس
الرحلة
  (ال
 برج اا
 
(Wieże Mnie-Mekki na północ wlecze wiatr,
Minął Minaret, na południe otwarł świat,
Babilonu pięść spadła w przepaść zła 
Szatana ostrze ostrz zawisło w powietrza brak.) 

Ruszam na oparach pamięci w lot,
Gdzie czekają święci, mimo, że wciąż noc 
(Międzylądowanie mam w drogi ćwierć,
Tam, gdzie  Wieżę Pieśni miała do wczoraj Śmierć).

تسحب الرياح أبراج مكة الزائفة شمالًا.
سقطت المآذن من زيفها، والريح تهب من الجنوب.
وسقط نجم بابل الشرير في غياهب التاريخ.
ريشة الشيطان، أشد السيوف حدة، معلقة في الفراغ السحيق.

هنا يرقد قديسي.
هذه رحلة على بقايا وقود الذاكرة المتقلب.
(هنا كان يقف برج الموت.)

البرج رقم سبعة
  فيّ، مع ربي،
 تسعة برج برج ا ا
(اثنان 0 0 واحد)
أصعد سلم العذرا
في الخليفة في

  برج 0 تسعة اا
في داخلي أنا مع ربي، 
في داخلي أنا مع ربي
 أنا أصعد سلم العذراء

حسبحس في خليفيدخليفياخلي في اا في ll 
Łez zamknięty krąg,
Kroplę ٥...

 


REKOLEKCJE PARYSKIE ANNO DIAVOLI ...
 (.... Czyli nigdzie)

Tak bardzo kochała blichtr
(I Charlie’ego dryg),
Że wyniósł ją żelaza cykl
Ciężkiego niby MiG...

Tak dobrze kreślili śmiech
(Przecież to nie grzech),
Że poniosło ich chyba trzech
W pieca miech.

Tak mocno śpiewali śmierć,
Że śmierć ruszyła w ich skład wejść
I w ich z metalu śmieć
Doniosła –126.

Wynieśli się w rytm diesla mgły,
W Staccato AK-33,
W Solingen ostateczny sztych –
Jak kiedyś ja i ty.

Czy w szykach tóg od chez Dior,
Czy w czerni Crayon d’Or,
Czy w logo Revenge of Thor,
Peu importe: ils sont morts;

Wpadł im już z rąk życia ster,
Kierownica odcień camembert,
Podkład dla wrażliwych cer,
Kredka marki 0.0.

Same diff, they have deferred,
Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer,
Czy Rossinanta La Manche,
Czy Rossinskiego plansz,

Liczy się, że są jak Edam ser.
Ziemia, tu planeta Metal Mars,
Tu patria Allah en marche,
Tu księstwo Mówisz i Masz.

Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz,
Czy wzburzone grafiki szkło,
Czy podburzenie a la Monroe,
Czy mur zburzony Behemotha czcią,

Non importa, sono senza brio...
Czy krwawego bata klan,
Czy czarno-biały świata plan,
Czy arabski z drugiej ręki flan,

Egal, sind raus aus dem Lebens Autobahn.
Ech, życie, kocham cię, cię życie nad...
O, wskaż mi szlak.
Kładę się tam, gdzie jest znak…

Ciała wrota już zamknęły się.
Tu mój Na Zawsze Dom, gdzie ta cafe,
Ten jedwabny tunel Salmy mej,
Ostatnia kreska kredki HB.

Wciągam kabel kamery, będzie 💯,
Lecz to On trzyma linii ster, pobiera ciał cło.
„Na właściwej drodze". „Wierną Ścieżką Twą”.
16, dziewiczyć od i do…

Daj, Lady Die, idź w dół
Vis Charlie III i ½

Nielot Kogut wzleciał nad świata dach,
W głębię pokory (w dur skal).
Dreszcz Wniebowzięcia… tylko ten strach.
Ścieżka prowadzi, Pasażer Nikt ginie w dal.

Na wiernej ścieżce ja, Pana Głosu bot
Doniosłem lot, spełniłem każdą z iot 
Wznoszę się w Majestatat Twych flot


GOŚĆ. 14 : 92 GOSP³.
(Część I: W kakaowe oko kawiarenki)

'Ten mroczny afekt, co mnie wiedzie w noc
I toczy tak jak ty tę mroźną łzę,
A biodra Twe mają dżungli moc
I buszu żar, co w twej kawie wrze,
By porwać mnie z śnieżnej lektyki mej
I na barw skalanie wieść'
L. Mackerel-Ling, The Road to Mandate, Ay

Pierwszy był Chris, a może Leif
Albo pewnie jakiś Czukcz
Na pewno przedtem ktoś w czas Trias
(Proszę, nie wycieraj ust u rąbka historii uczt:

Chcę by wrócil Victorii czarny szyk
By znów wpłynął w podbrzusze ziem Drake
By spłynął herbatą  Prince Polo dryg.
'First we grab Hong Kong, then Garcia's steak'

Więc płynę, gdzie chcesz, aż w historii błąd
Czy spotkasz mnie choć w drogi pół? 
Co noc budzi mnie twój duch koloru blond 
Twych lędźwi trzcin wciąż dziki ląd 
Million dusz oddał bym, by je wziąć na stół..."

Był jeszcze Jacques de Mauvais-Quartier
Co świata ćwierć dzielił na dwie 
I (później już) kowboje z GRC,
Co w gardła wciskali tlenu biel

I żeglarze ci z Mają Kwiat, 
Co zaszczepili Nowy Świat
Przeciwciałem na Ale, na Jak
I ludem wybranym, bo właśnie tak 

Co później tylko parę chwil
Dzikich żywili, serwując im 
Znoszone płaszcze, których styl 
Dusze niemyte zmielił w pył 

A simiesques, skorych do psot 
Mieszkańców Kwiatów Cnot
Wdrożyć chcieli w smutek błot
(Też kulą w płot)

I Nuevo Julius Court-Caesar,
Ten, co to zęby złote zżarl 
Na piramidalny wręcz czar 
Dżungli, gdzie ciągle Maj 

Inni też się chcieli wbić
W twój wąwóz, i tam rosę spić 
Gdzie Kilim Nadziei żarł  szczyt,
Co zanurza stopę w gęsty żar, 
Gdzie Czarnej Królowej spoczywa Staw
I im także powiem cześć, 
Jak Stanley'owi dr Sam:

[Wyst. Zesp. 'Grobów Jard i Żołądka Treść']

"To wam śpiewam tę pieśń,
Coście dobyli pereł deszcz
Twardych jak słonia kość,
Nie szczędząc cudzych łez"

[Do czarnej polewki z łez 
Przygrywa Bastion White Power Band
 I jego Scoutesses]:

(Zdradzonych powtórnie, gdy
Jacek K., dla bliskich Kur,
Pomalował je na świeżokrwisty rouge,
I po raz trzeci, gdy chłopcy z ZHR
Wbili je na przaśny krzyż)

„Jak chcesz, to weźmij mnie
Samej nie pozostaw. Nie
Tak. Oczywiście chcę…
Tak, ja pragnę cię..."

"A ja dam ci
Drążyć aż po świt
Ziemi czarnej dni
Travail te hicera free !

Obiecuję też,
Gdzie nie pada deszcz,
Dobyć strumień łez
'K-46

I Twych krwistych ziem
 Każdy  orać metr,
Stopę… niechaj płynie krew!"

(To mówiłem ja: Rudy-Yard, Lew,
Co nieswoim gościom kazał nieść 
Brzemię przecież przeznaczone mu)

Był Ferdek, co nie przeżył jamais vu
Zamiast on im, oni kęsim kęs zrobili mu
I Vasco (ten kto?), i Half-Cooked 
Lord Sandwich z białych mięs 

(A, zapomniałem: jeszcze i Król Lew,
Co swego jądra pół porzucił w śmiech...)

 


(Częściowo  II:  DOKRĘCANIE ŚRUBEK)

Tak mocno w swe bagna wbili pal,
Że nawet wszechmocny poczuł lekki żal,
Bo nic to pomocnych ofiara  ciał,
Lecz jego krajobraz  nie taki być miał...

I choć siwą hordę obrócili w śmiech
(Przecież to nie grzech)
To wnet wzięli pod mordy nie dwóch, nie trzech 
I zadęli w imperialny miech:

Święta Samotrzecia jęła eksportować śmierć 
Komponując ją w marsz tam,

Gdzie nie stąpnęła stopy biel:
Wpierw Planetę Czukcz wzięła na cel, 
Potem zapadł wyrok, by raźniej, we trzech:

(Lecz wychodzę przed -) najpierw wstąpienie w dół, 
By dosiąść góry chociaż pół 
I czarnego  złota złóż 
I krainy złotych zbóż 

I winogrona złocistą kiść
(Gdzie tu dalej iść? 
Zgubiłem rym, w łoskocie tym:
Gdzie Rzym... A tu  Krym!

Więc na niecki dom wzięli kurs
Choćbym mieli stracić/'stracili Kursk 
(Lecz to dalej, w sukurs mi pójdź,
Wiem:) na razie tylko czarnego morza ресурс,

126p  w Moskwicza mgle 
(Nie no, nie: znów jak maluch rozpędziłem się,

A więc ad REM):

Serce im stawało w rytm silników T-
(Nie, też jeszcze nie!)
W staccato AK-Sorok Siem
(To później, jak koń pojony w la Seine) 

Więc wracam do ad REMu rzecz
(Co jeszcze mogę rzec? 
A, już wiem;) Teraz ze sto lat bez
(Taki tyci Francuzik przyszedł, odszedł precz)

I wreszcie Odin Siem
(To już było, tak wiem)
I  prawie pokój wsiem
Gdyby nie cud Varsovie,(quand même!)

A potem nie swój pokój znów
Aż sojusz orłów dwóch
(Czy krzyży łamanych na słuch)
Złamany przez wojsk ruch...

Wsio rawno, bo czasu duch
Solingen ostatni nóż w brzuch,
Wyparł, I wraży régime zdmuchnął go w puch
I kres położył drugiej z dwóch
Lecz o tym za chwilę już

(Jak na razie, uch -
Dotarłem do sorok piat'!
Błagadarion, bliat':
Po polsku: kocham twą nać)

Potem znów spokój, ludów brać
Przez następne sorok piat'
(Z interludium na "Wrogów ludu brać,
Cisza nocna w Bloku ma trwać!")

( A, jeszcze w  Kabulu kaboom
Kursk (znów), północno-wschodni rząd trumn,
A tak przy Abchazji na szkoły boom 
I w Groźnym mieście stali szum

(A gdzie jest dwadcat dwa?
A fourteen? Krzywi się widz:)

Jeszcze nie, na razie jak gdyby niby nic
(Dobra, bloki poszły w gaz,
A telewizor sobie i Łabędziom grał,
I w krainie win sumo w gimnastyk czas),

Lecz to  nic na miarę zehn und vier:
(Ich weiß, wartest nich aut dwadcat dwa)
Więc najpierw idzie walka o żwir  -
Betoniarek z Donu niecki dna 

I od morza czarnych plaż
( Czekałeś, czekałeś,  aż:)
Voici deux douzaines du mois volage!

"No a potem już niebo, to niebo nieb
Im wzięło i runęło na ich ten łbów łeb
No a potem to już tylko gleba gleb
I potem tylko jeden czarnej Wołgi żleb!

A potem ich porwał bomb żelazny cykl 
I los ciężki jak MiG...
(Nie, ich porwał In the Sky Gigue 
Nie, ich nie Samsona fryzjer strzygł 

Czy to będzie wreszcie Żukowa Rżew,
(Za skalania Żdanowa grzech),
Z Steinera w  pieca futra  zew 
Czy salomonowe przecięcie wszystkich  trzech?

Na dziś dzień mamy w połowie tłusty Lew,
Ich dekompozycję (coś a la Lech),
Zstąpienie w hutniczego pieca miech,
A w ich metalu oddech death...

Gnębi ich po nocach General  Pech
Poniosło ich pono MMMMMCLX i ½
Czyżby czarno-bialski grzyb

Zatonął całkiem bez ech
W ukraiński barszcz? W prawowierny kult?

("Ah, Я сошёл c сил
Я сошёл c УПА
Я сошёл c тела
Я сошёл с")

W jedność  przemienienia cud
Karnego szeregu w khaki zer,
Lecz to ty już trzymasz ster;

(„Na kursie, na ścieżce"
 Na „przedwojennej stopie” wciąż)
Tysięcy dziesięć, dwadzieścia, czterdzieści…

Idą w piach czwórkami, lecz jak żaden mąż,
Tam gdzie Atlantydy ląd… 
Utopii płaczu mur
Lekcja zarobiona (w bemol dur)
Lekcje nie odrobione choć przez pół

 W niebo wzięty dreszcz…
 Sprawiedliwy deszcz

"Dotrzymałem wiary, ukończyłem bieg
Złóżcie kwiat, gdzie mój ziemi z niebem ścieg
Czasie, powstrzymaj dech"
(Kogut pieje x luda 1000003)

Трепет Вознесения…
Путь Справедливости.
Дождь Бестелесности.
Путь от смертности

Я люблю тебя, туман to.
И я.

Я люблю тебя,
Я люблю тебя,
Я люблю тебя, туман.

Я, туман


Zrzesz. III: (i CZEŚĆ)

A obok zaraz, zrzeszenie ziem,
Co od czarnego orla nauczyły się, 
Że nie trzeba rzucać się wpław
Aby powiększyć swój za mały świat
I po co łódź, jak o krok jest Lēcbargs?


Zaczęli od kradzieży  Bramy Bram,
Potem już poszło: choć przykaz brzmiał:
"Na południe patrz", cichcem zaszli od Tannenberg

(I znów pospieszyłem się:)
Na razie w domu im się zrobił bardak,
I jeszcze Stowarzyszenie Czarny Krzyż
O, taki kurdupel wywiózł w Zielony Las

To o tym mówiłem wyż. Więc na razie cała 🛑 
Ganz pomada aż do siebzehn x sto,
Gdy we trzech, bo raźniej (wyżej patrz)
I na trzy pas, schrupali całkiem pospolitą Rzecz,

W rzeczy samej, jej połówki dwie, 
Albo nawet trzy (lecz o tym za chwilę dowiesz się, 
Jeśli nie znuży sur le côté le côté le cię krotochwila ma),
Dalej tylko HKT, nad Neisse bez zmian

I chociaż nie chcieli grać postaci Schwarz
(Nie, to nie ten od mroku jądr)
Jednak zbudowali sobie Boot
I wzięli kęsa pół, gdzie Opalony Ląd 

Aż do eins neun eins und vier, AKA Wielka/Number 1,
Wtedy ten malarz ten (za chwilę już, wohl, ja!)
D spakował w trok, jak jego Heimat (X2):
Tak dostali w kość, że rzucili w kąt politykę Ost

A dalej, sam już wiesz co:  artysta, co w pokoju swym
Zmalował wszystkie surówki spusty do rynn,
(Czego mu nigdy nie wybaczył Wien)
Więc on puścił pół królestwa w dym

I zrobił nam 3, 9, 4, 5,
(Lecz to na inny dzień)
Aha, zaczął pieczeń piec 
(Lecz to horror z cyklu B, 
Albo z naszej klasy X)

A potem 45, nie, nawet z mendla pół
(Tym razem już sprowadzali gaz,
Zamiast nim puszczać dym)
A, historia zrobiła ich w kolo kół:

Na kolonie wzięli ich ich właśni Gast,
A Żelaznego, K. wyeksportowali  jako barter za gaz...
I to na tyle, bo nudnie

Żelastwo kuł i Schulz i Merc
Aż do Febr zwanzig i/und vier,

Gdy w gaz dała śmierć

(Nie mogę sobie dać przetrwać wciąż, 
Więc jeszcze:) ANEKS, CZYLI OSTATNI REJS:

Był tu już lew, to teraz wiązka Lilii Trzech
Zobaczmy: jest Gdzie Rzeka Zwęża Się,
(I gdzie mój niespokojnej -ości dom 


I jeszcze jest Nowy Dziewicy Kąt, 

Piotruś-i-Michel-Ange,no i to Wyspy Pół Gdzie Nie Rośnie Las,


Za to w ustach rośnie czas od dizwit sans toi
(To muszę włożyć w poniższą część: 
Tam też w białe bije czarne bawimy się)

I oczywiście Słoniowej Kości Róg,
I bombowy wymarsz Czarnych Stóp, 
("W wiatr Historii portki im trzęsły się"),


I pola, gdzie ryż motyla nogę dal, 

Gdzie rośnie pieprz, itp itd

Itd itp aż stronica skończy się


(Lecz, by sprawiedliwość dać: CZĘŚCI I ad C,

Co tworzyły dyskretne tło 
Dla Króla słońc, Białego Lwa,
Nad którym nie zachodził mrok 
Od Kolumbii B. Aż po Bang- Cock):

Więc: byli sobie też raz;
Dong (50M), Pot (ledwie 2),
Idi (kto liczy to),  Hutich chuć do nie-ja 
Mogę liczyć da....


Я сошёл с,
Я сошёл c тел 

Eh, human, ty sk...



(Części IV  i ⅓: "JAK NIE W TRZECH, TO W DWÓCH")

A na deser zostawiłem sobie (lub
Tak wyszło mi z historii tej map)
Tego, co "Ledwie na sahiba pół
Nada się, lub ćwierć, lub 0 razy 2

(Zależy, kogo spytać się)
Bo niby nie, lecz raczej tak
Wpisujemy się do sztambucha łat 
Niby za Waszą, i takie Tu tam, 

Lecz w zasadzie komponujemy się
W ogólny plan: najpierw weszliśmy w tył 
Jąć-Wikingów, potem Gie-Dymiło wręcz:
Zaczadziliśmy je w blichtru srebrny sen

(Aa, po drodze niemych łamaliśmy w ten rym:
"Sok żywica kołomyja młyn",
I kilku pejsatych zmieliliśmy na kwaszony chleb,
I kto jeszcze wziął w łeb?) 


A, ci z podrzędnej krainy, te
Dzikusy z Pszenicznych Pól:
Najpierw сорок вісім, i na poprawkę сім,
(Wiem, oni na nas bardziej ostrzyli apetyt swój, 
I tańczyli w rytm muzyki pił, 

Ale po co robić igłę z widl?
A, tak à propos:)
Też akurat w сорок, też вісім, 
Lecz tym razem później lat 2 x sto, 

Wystawił nam kwit ciemny lud
Za stulecia wiszenia jak bezpański krzyż
I grania w Bambo, tylko, że w inny rytm
(A, jak mowa o  kolorze lic:)

"Każdy cygan to żyd, musi pływać jak karp",
Więc zrobiliśmy im basen tylko dla nur
W Mieście trzech gett: najpierw w Alma Matr
Z ławek wznieśliśmy mur,

I wciąż cieszymy się, że karuzela gra, 
(Nie jednak czterech:) забув сорок сім,
I ostateczne rozwiązanie w kwestii  מערץ,

Święto Docentów Wszech Stron...
(A, zapominał bym, że to rok,
 Anus Horribilis Hańb tych Trzech:
Zdradzony żak, żyd, i Czech,

Aż zamilkł kur, gdy Wiesław pluł
Stek nienawistnych bzdur. 
Czterech, jeśli liczyć, że Lech),

Stodół jedwabny  szlak, czy bliżej naszych lat
Czas, gdy tęczy marsz rozbija się o brzeg,
Gdzie jego brunatny brat 
Czyni aryjski szczęścia znak,

Albo zamawia fünf piw, więc nie mów mi,
Że  Grudzień i Czerwiec, i
Za Waszą, i Polin raj! Ja wciąż pamiętam ten kraj:
Madagaskaru żar, i bilet bez wróć w dom, 

I to, jak Grubo Malowany Ptak,
Musiał odlecieć do lepszych stron...
Więc pociągam wyciągnika drut, 
By wyjść na poziom 303,
(Lech nawet ze skrzydeł zrobi stodoły drzwi)

I szybuję, gdzie obcości cud.
Lecz ona wciąż trzyma ster;
I ciągle szepce: "Wróć
Na właściwą ścieżkę, weź kurs 

Na rzekę szarą jak stal,
Na niebo ciężkie od kul..."

I powtarza wciąż banal ten:
"Albo trzymasz pion, albo prostują cię".

Czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt wnet,
Nowego lądu biel 
Powtarza się jak zużyta strona B:

"To jest Twój port, tu skończysz bieg..." 
Wstrzymuję dech, nurzam się w jej mrok  
W szary świt, pożyczony sen
I będę, choć zatykam nos 
Choćby kur piał (x100)

Kocham cię, mgło.
Ja też nie
Kocham,
Kochałem się,
(Znów odwołali lot).
 

 

 

×
×
  • Dodaj nową pozycję...