Jestem…
świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra
brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.
Połamane paznokcie,
Hałas z zewnątrz
samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.
Głowa jest za ciężka,
Musiałabym sięgnąć
i poczuć.
Osłania mnie mięśniowa,
płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.
Zanurzam w niej zmęczone ciało
młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,
dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych
starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.
świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem
z poczuciem obowiązku w trzewiach
nieświadomym człowiekiem,
koszmarem, skradającym się,
drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,
co i tak już prawie nie oddycha
swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań
i nieznanych odpowiedzi
ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,
gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory
podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.
Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.
Robaki zjedzą mnie całą
......
zgaga