Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie,

Hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,

 

Musiałabym sięgnąć
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Zanurzam w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem, skradającym się,

drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą

......

zgaga

 

 

 

 

Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie,

Hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,

 

Musiałabym sięgnąć
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Zanurzam w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem, skradającym się,

drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądząca w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzona w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijąca się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiąca się w berka i przybijająca piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą

......

zgaga

 

 

 

 

Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie,

Hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,

 

Musiałabym sięgnąć
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Zanurzam w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem, skradającym się,

drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą

......

zgaga

 

 

 

 

Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie,

Hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,

 

Musiałabym sięgnąć
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Zanurzam w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem, skradającym się,

drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą.

 

 

Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie,

Hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,
by zobaczyć świat z lotu ptaka.

 

Musiałabym sięgnąć
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Kocham zanurzać w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.
Czasami zdarza mi się pomylić kroki

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem, skradającym się,

drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą.

 

 

Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie.
Nieustający hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,
by zobaczyć świat z lotu ptaka.

 

Musiałabym sięgnąć ręką
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Kocham zanurzać w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.
Czasami zdarza mi się pomylić kroki

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem, skradającym się po cichu

 

drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą.

 

 

Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie.
Nieustający hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,
by zobaczyć świat z lotu ptaka.

 

Musiałabym sięgnąć ręką
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Kocham zanurzać w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.
Czasami zdarza mi się pomylić kroki

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem, skradającym się po cichu... drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą.

 

 

Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie.
Nieustający hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,
by zobaczyć świat z lotu ptaka.

 

Musiałabym sięgnąć ręką
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Kocham zanurzać w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.
Czasami zdarza mi się pomylić kroki

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem, skradającym się po cichu drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą.

 

 

Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie.
Nieustający hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,
by zobaczyć świat z lotu ptaka.

 

Musiałabym sięgnąć ręką
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Kocham zanurzać w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.
Czasami zdarza mi się pomylić kroki

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem

skradającym się po cichu, drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą.

 

 

Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie.
Nieustający hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,
by zobaczyć świat z lotu ptaka.

 

Musiałabym sięgnąć ręką
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Kocham zanurzać w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.
Czasami zdarza mi się pomylić kroki

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem skradającym się po cichu, drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą.

 

 

Mel666

Mel666

 

Jestem…


świadomością,
twarzą o rozmazanych rysach,
zygzakiem na powierzchni lustra

 

brakiem świadomości,
dryfującym głęboko, głęboko
pod taflą jeziora.

 

Połamane paznokcie.
Nieustający hałas z zewnątrz

 

 

samotnością,
chowającą się za drzwiami,
podglądającą spod drewnianego łóżka.

 

Głowa jest za ciężka,
by zobaczyć świat z lotu ptaka.

 

Musiałabym sięgnąć ręką
i poczuć.

 

Osłania mnie mięśniowa,

płócienna tkanina,
nieprzezroczysta i szorstka w dotyku.

 

Kocham zanurzać w niej zmęczone ciało

 

młodością bojącą się starości,
żywym zwierzęciem,

dzikim, jeszcze nieoswojonym,
próbującym ominąć klatkę
i zmylić myśliwych

 

starością,
powolnym, lecz trwałym nurtem rzeki,
trochę niezgrabnym w rytmie.
Czasami zdarza mi się pomylić kroki

 

świadomym wyborem,
stabilnym podmiotem

z poczuciem obowiązku w trzewiach

 

nieświadomym człowiekiem,
koszmarem skradającym się po cichu, drapiącym po plecach,
próbującym odebrać to,

co i tak już prawie nie oddycha

 

swoją wiarą,
błądzącą w plątaninie zgniłych bluszczy,
wsadzoną w labirynt pytań

i nieznanych odpowiedzi

 

ateistycznym przesłaniem,
tym, które nie odwraca wzroku,

gdy ktoś szarpie za rękaw
i ciągnie za język metafory

 

podobna robakom -
wijącą się na suchej powierzchni dżdżownicą,
bawiącą się w berka i przybijającą piątki.

 

Nurkuję głęboko i głęboko
do wnętrza glinianego kokonu.
Bawełniana pościel otula mnie od środka.

 

Robaki zjedzą mnie całą.

 

 



×
×
  • Dodaj nową pozycję...