Sery, warzywa, owoce. Psy
wygrzebujące śmieci ze śmietnika. Martwych
grzebią. Klucze, telefon, pośpiech - stąd się biorą dzieci.
Pierwszy wers.
W drodze.
Eric i Valadon. Dwa fortepiany – jeden na drugim.
Gnossienne. Zaniki w głowie,
marskość wątroby. Glosa – o nic nie prosić.
Zwłaszcza po pijaku.
Brik i Majakowski.
Zakaz tykania mężatek, flirtu. Z władzą.
Berryman się nawrócił. I spadł.
Z Washington Avenue Bridge.
Dobrze pisał
o śmierci.
Trzy trupy kubizmu. Blue,
very blue okres w moim życiu. Dwie siostry.
Grube uda dziewcząt
chudną w naszych łóżkach,
kryją się zmarszczkami. Malować grubą plamą,
zanim się rozleje. Blady afekt, THC,
resztki suki na T-shircie,
z rana
szkic Ropsa z okrzykiem – śniłaś mi się.
I dodatek - poszło, MM w pięty. Rym. Wieluński.
Znudzona nim Sylvia Plath. Takt.
Nie gubić.
To są dopiero sny! A mnie? Śnił się fiord –
norweski. I tamta.
Za wszystko przepłaciłem. Przypłaciłem.
Na marginesie -
korzystać rozsądnie z ofert, zwłaszcza weekendowych.
Ktoś wrzeszczy, że zawsze jest cokolwiek,
jakiś otwór. Wyjście. Utknął
przy porodzie.
W samobójczej śmierci fascynuje mnie lot.
Głupie myśli
tuż przed rozbryzgiem, wielkim PAC -
mój podpis na weducie.
Remontują miasto. Drogi, kamienice.
Most.