Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Historia, którą za moment przeczytacie wydarzyła się naprawdę.


Siedziałem sobie w jednym z warszawskich kasyn i grałem w pokera. Nie pamiętam ile wypaliłem papierosów, nie pamiętam ile wypiłem drinków, nie wiem która godzina - gram. Karty zlewają się w jeden kolor. Dama pik, myli mi się z nefką * trefl a jedyna rzecz, którą potrafię po dwóch dniach nieustannej gry kontrolować to ilość sztonów. Jest ich naprawdę sporo.
Nowe rozdanie.
Sięgam po ostatniego papierosa i w ciemno zagrywam. Koleś o ciemnej karnacji, w czapeczce Adidasa uśmiecha się, zagląda w karty i podbija mnie. Pozostali gracze przy stole zrzucają się .
Moja kolej.
Spoglądam w karty - dwa króle.
-wygląda na to, że gramy one by one przyjacielu - pomyślałem sobie i z grymasem niezadowolenia podbiłem go. Gość natychmiast podbił mnie razy cztery ja oczywiście dołożyłem i zobaczyłem jak na stole wyświetliły się dwie osemki i As. Facet zatarł ręcę szczęśliwy, mruknął coś po arabsku ( muszę nauczyć się tego języka) i zagrał za dużą ilość sztonów.
Rozdanie stało się dla mnie oczywiste:
Facet ma na ręce dwa asy, z tym co leży na stole daje mu fulla. Jedyny dla mnie ratunek to w dwóch następnych kartach dostać dwa króle. Prawdopodobieństwo mniejsze niż szóstka w dużego lotka. A co jeśli nie ma dwóch asów tylko dwie damy? Wpadłem w zadumę. Próbowałem przypomnieć sobie jak często na stole pojawiały się króle.
Dołożyłem.
W czwartej karcie krupier odsłonił króla karo i zadzwonił telefon. Spojrzałem na wyświetlacz. Odebrałem i natychmiast nie dałem dojść do głosu mojejmu przyjacielowi tymi o to słowy szepcząc:
-Nie mogę teraz rozmawiać (cisza) Gram (cisza) W porządku. Teraz nie mogę zrozum. Spotkajmy się powiedzmy za tzy godziny. Cześć. -
Schowałem telefon do kieszeni i spojrzałem na swojego przeciwnika, który stał się bardziej nerwowy niż na początku rozdania. Ja też nie miałem wesołej miny. Po co mi ten król? Nie mogła wskoczyć jakaś inna karta? Zrzuciłbym się i zaoszczędził wiele pieniędzy a teraz? Z fullem na królach zrzucają się tylko najlepsi. Naszczęście arab popełnił bład i zamiast za całość, zagrał za mniej więcej połowe tego co mam ja, więc bez większego ryzyka mogłem zobaczyć piątą, ostatnią kartę. Z całego tego zamieszania, nie zauważyłem, że przy naszym stoliku zebrała się spora gromada kibiców. Jej niestety nie było.
Dołożyłem do puli połowę swoich wszystkich sztonów i wstrzymałem oddech na moment. Na stole pojawił się król pik. Arab zbladł i natychmiast zagrał za wszystko.
Ktoś, kto nigdy nie miał do czynienia z tą grą, nie wie czym dla pokerzysty jest stuprocentowa pewność posiadania najsilniejszej karty na stole. Całe napięcię spada a mrowienie na plecach równoznacznie porównywalne jest z megaorgazmem.
Wśród kibiców rozległ się szum .Arab wpadł w furię. Zaczął grozić pięściami krupierowi. Natychmiast pojawiła się ochrona i zabrała desperata z kasyna. Uznałem to za dobry znak by zakończyć ten dwudniowy maraton.
Rozejrzałem się po sali ale nie było mojej blondyneczki.
Zebrałem ze stołu wszystkie swoje sztony, podziękowałem reszcie towarzystwa za grę i udałem się do wyjścia
Sympatyczna kasjerka, licząc skrupulatnie, wypłaciła mi czterdzieści patoli (arab niestety był tylko biednym studentem warszawskiej Akademii Medycznej).
-Pani Edytko?
-Tak?
-Pracuje u was taka miła, drobna, szczupła kelnerka...blondynka taka krótkowłoska...niska
-Beata.
-No właśnie. Chciałbym zostawić dla niej wiadomość. Przekaże jej pani?
-Oczywiśie. Dziś ma popołudniową zmianę.
-Świetnie.
Napisałem naprędce list, włożyłem go do koperty i podałem kasjerce.
List brzmiał mniej więcej tak:

Dni bez twojej obecności przy mnie
są jak sztylet co przeszywa na wylot moje serce.
Nie mogę żyć bez dotyku twoich delikatnych dłoni,
bez szelestu czułych słow,
którymi po stokroć zapełniasz moją przestrzeń.
Nie mogę bez Ciebie funkcjonować.
Nie potrafię, nie chcę.
Tęsknię za Tobą. Błagam zadzwoń.

Na dole widniał jeszcze mój numer telefonu i malutkie serduszko, które zdąrzyłem w pośpiechu namalować wiecznym piórem.
W banku naprzeciwko wpłaciłem całą sumę na konto. Zawsze tak robię , to przynosi szczęście. Potem udałem się do domu na dwugodzinną drzemkę. Należała mi się.


* nefka- w żargonie karciarzy dziewiątka.

xxx

Gdy otworzyłem drzwi od mieszkania momentalnie wpadł na mnie mój kundel.
-Fred? zupełnie o Tobie zapomniałem. Mordo moja kochana. - Owczarek niemiecki przestał lizać mnie po twarzy, wybiegł na korytarz i błagalnym gestem prosił o możliwość załatwienia swoich najbardziej intymnych spraw. Bez przerwy kręcił przy tym ogonem. Chwyciłem smycz, zamknąłem drzwi i wyszedłem z Fredem na dwór.
Pies biegał radośnie po trawniku ja spojrzałem na zegarek i doszedłem do wniosku, że moje plany co do snu muszą zdecydowanie zaczekać. Zresztą i tak spóźnię się na spotkanie z przyjacielem. Co ja wyprawiam?
Wróciłem z Fredem do mieszkania. Wziąłem kąpiel poczym nasypałem mu trochę karmy, nalałem w miskę świeżej wody i już po chwili byłem na dole.
Mój dziesięcioletni sportowy Ford Probe zapalił za pierwszym razem. Mam z nim trochę problemów ale chociaż teraz nie odmówił mi posłuszeństwa.
Po drodze, pierwszy raz od czasu gdy do mnie zadzwonił, zacząłem zastanawiać się dlaczego chciał się ze mną widzieć akurat w Podkowie Leśnej. Pamiętajcie aby nigdy nie zadawać głupich pytań przyjaciołom. To nie wypada i jest w złym stylu. Po co? A dlaczego? A kiedy? To jest bez sensu. Lepiej gdy przyjaciel wie, że rozumiemy go bez zbędnych słów.
Pierwszy raz w życiu udało mi się dotrzeć na spotkanie punktualnie.
Z chwilą przekroczenia tablicy oznajmiającej, że znajduję się w Podkowie momentalnie poczułem się lepiej. To chyba zasługa tutejszego klimatu.
Mnóstwo zieleni, świeże powietrze i ten niewiarygodny spokój. Drzewa, liście, alejki, ścieżki rowerowe i piękne domy. Jeden obok drugiego. Jeden piękniejszy od drugiego. Nigdy nie będzie mnie stać na taki dom. Zrozumcie sami. Najtańsza ziemia w tych okolicach kosztuje dwadzieścia dolarów za metr kwadratowy. Trochę jak w Beverlly Hills. Zwykli ludzie tu nie mieszkają.
Za skrzyżowaniem zobaczyłem Adama i zatrzymałem samochód.

- Siema stary! Co się stało, że mnie tu przywlokłeś?
- Chciałem ci coś pokazać.
- Poważnie?- w tym momencie zaczeliśmy się śmiać. Po chwili Adam spoważniał.
- Poważnie.
- No dobra, ale co chcesz mi pokazać? - spytałem z pozostałością uśmiechu na twarzy.
- To.

Przyznam, że sytuacja zaczeła mnie irytować. Jadę kilkanaście kilometrow, po dwóch nieprzespanych nocach, tylko po to by wdawać się w jakąś głupawą gierkę? Rozejrzałem się jednak profilaktycznie po okolicy i nie zobaczyłem nic co rzucało by się w oczy, coś co mógłbym wcześniej przeoczyć z wyjątkiem jego Pajero ale to żadna nowość. Uśmiech znikł mi z twarzy na dobre.
-Nie rozumiem - przyznałem
-Za tobą.
Wszystko stało się jasne, zresztą powinienem był się domyśleć. Prezes rady nadzorczej jednej z największych firm farmaceutycznych w Polsce nie powinien dłużej tłamsić się w czteropokojowym mieszkaniu na Mokotowie.
Dom był naprawdę piękny. Duży, piętrowy, jasno- kremowy. Dróżka do garażu wyłożona była kostką granitową. Trawnik idealnie równo przystrzyżony, nawadnany automatyczną armatką wodną wbitą w ziemię. Najbardziej spodobał mi się jednak ogrzewany taras z tyłu domu prowadzący do ogrodu pełnego drzew. Zimą, można przesiadywać na nim godzinami, w koszulce z krótkim rękawkiem i patrzeć na padający śnieg.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?
-Nikomu jeszcze nie mówiłem. Chciałem byś dowiedział się pierwszy.
Zatkało mnie.
-Chciałem pokazać Ci ten dom - ciągnął dalej - bo chciałem...Kuba... ten dom to prezent ślubny dla Izy i chciałem prosić Cię... Nie zostałbyś moim świadkiem?
Na mojej twarzy wrócił uśmiech. Przytuliłem go po męsku.
-Ty skurwielu! Pewnie, że zostanę twoim świadkiem. Przecież wiesz, że niemógłbym odmówić. Tylko powiedz mi, albo nie. Nic nie mów.
-Jestem tego pewien jak niczego w swoim życiu. To ta dziewczyna. Kuba! Dziewczyna na całe życie. Chcę się z nią zestarzeć.
- Rozumiem cię przyjacielu - skłamałem.
Znałem Adama całe życie. Razem skakaliśmy przez mury, razem chodziliśmy na karate, osiem lat przesiedzieliśmy w jednej ławce w podstawówce, potem liceum.
Z Izą spotykał się siedem lat. Cały ten czas miałem okazję obserwować ich związek. Jeździliśmy razem na wakacje, spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Byli i są idealną parą. Pasują do siebie jak dwie krople wody, ale mimo wszystko coś mi w niej zawsze nie pasowało. Jest zbyt piękna, zbyt dobra, zbyt miła, zbyt sympatyczna, zbyt atrakcyjna, zbyt inteligenta. Niby idealna, ale czy to jest właśnie ta dziewczyna? Dziewczyna na całe życie? Naszczęście to problem Adama. Ja to chyba jestem zwyczajnie zazdrosny.
-Chcesz zobaczyć wnętrze? spytał
-Jasne- odparłem.

O tym opowiem następnym razem...

Opublikowano

Początek (poker) emocjonujący. Ciąg dalszy zapowiada coś równie ekscytującego. Czekam z niecierpliwością.
zdąrzyłem- ort
ogrzewany taras móglbyś zmienic na ogród zimowylub werandę- taras jest ze swej natury otwarty, trudno więc byłoby go ogrzewać.

Opublikowano

Tekst świetny i chyba jeden z niewielu, w których płeć bohatera nie wynika tylko z imienia, ale przede wszystkim ze sposobu myślenia i mówienia. DUŻY PLUS.
Pozdr./Magda
P.S. Trochę ortów się przydażyłopopraw je, bo psują troche dobre wrażenie. Szczególnie niemógłbym.

Opublikowano

trudno oceniać, tytuł mówi zbyt wiele
/a może się mylę/
i, to jakieś...tak inne

przyzwyczajenie, to dziwna mieszanka /trochę tęsknoty, odrobina nieuwagi i tak trudno wyczuć smak nowej___sytuacji/
jest ok;) czekam na c.d.
pozdrawiam gorąco

Opublikowano

brakuje mi tu humoru, albo może ironii? no nie wiem, czyta się trochę jak pierwszą stronę 200 stronicowej książki...dobrze napisane, ale wiedząc że to nie będzie książka(a może jednak?) to trochę mnie znudziło.
pozdr

Opublikowano

dzięki za komentarze kochani. Jeśli trafiają się jakieś błędy to tylko i wylocznie z pospiechu(nie mam wlasnego korektora i czasu na kerektę tekstu)... Jeśli czyta się jak książkę to dobrze się czyta:)...nie ma humoru i ironii bo to o poważnych rzeczach...może w dalszych fragmentach. Jeszcze raz wielkie dzięki.

  • 7 miesięcy temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...