Był sobie papier,
na papierze literki,
a z literek słówka.
Huj, dupa, cipa, borówka
O jakimś Jezusie Chrystusie, co mieszkał na kaktusie,
o jakimś Bogu, co był gdzieś w rogu,
o jakimś Janie Chrzcicielu, zielonym cwelu.
Były sobie tam historie różne,
O Dawidzie, który miał harem
a w nim same dziewice,
Co dostał za to dygawice.
Była sobie Maryja, co jej śmierdzi z pyja,
bo się myła w sadzawce Siloam, czy jakoś tam,
Ale ja na to wszystko sram, bo to urojenia,
a ja urojeń, już żadnych nie mam.
I był sobie Judasz, co z drzewa zwisał jak kutas.
i było sobie życie, prawda i droga, donikąd, złowroga,
były sobie tam bzdury fermentne,
jakieś historie mętne,
jakieś cudzołożnice, jakieś nałożnice,
jakieś cuda, wianki
przyszedł se taki Jezus, krezus,
powiedział, że prawo się nie zmieni
a nowe przykazanie dał,
i się sam skompromitował.
Coś o dwóch mieczach i trzosie,
żeby nic nie zrozumiały łosie,
bo łosie to same wymyśliły,
świątynię zbudowały i zniszczyły.
W Koranie natomiast był sobie kolejny taki,
co miał się cudownie i pasował do całej biblijnej paki.
A tam chodzi tylko o siusiaki.