Tekst ten skrywa tajemnicę.
Choć autor — pisze…
tak naprawdę jest widmem.
Poprosiłem swoje ego —
by coś o mnie westchnęło…
Chociaż dwa słowa — na początek.
Ale ego tylko się wygięło
i na mnie wypięło,
rzucając: „och, ech”…
Może moja dusza, rozpasana,
może ona mnie rzuci na kolana.
Lecz dusza — jak to dusza —
popatrzyła tylko.
I dała susa.
Popatrzyła tylko.
I dała susa.
Pozostało mi jeszcze serce?
Może serce coś wystuka,
choćby morsem — coś wyduka.
I to był strzał w dziesiątkę!
Serce zaczęło stukać, pukać
jak na maszynie.
Nie nadążałem pisać —
Pomyślałem: wreszcie będę poetą!
Wreszcie nim będę!
Chyba że się zatnie…
Chyba że się zatnie…
moje ukochane serce.
I wtedy stało się to znów:
Trzy słowa w tył,
dwa słowa w przód.
Trzy słowa w tył,
dwa słowa w przód…