Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
leo

leo

 

wtem

wieczny marsz kończy się pochwyceniem

czasem chodzę

pohuśtać się, wieczorem

 

tyle tylko co mi prawdą, nic nie znaną

byle w przód, nawrót, tył

niosę się w przestrzeni

przecinając powietrze, sięgam

po coś więcej

 

jemu jednemu dedykuję niniejsze banały,

temu co nigdy nie zrozumie zachwytu nad tym ruchem;

jak jesteś wysoko

gotów na działanie, by znów się tam znaleźć

posłuchać koncertu w którym poznasz to czego każdy ukrywał

 

mógłbym być największą muzą

tratwą na wzburzonej wodzie

także i rozbitkiem, co owej tratwy szuka

biznesmenem, pijącym samotnie

nastolatkiem, co przerażony siedzi w kącie

jeśli mnie humor najdzie,

będę i bogiem

co w dłoni, przez moment

będzie trzymał cały swój świat

 

z zewnątrz, bliski jestem wypadku

gdy z weną, poruszam się na nów

widzę jednak wiele

tyle co leży,

rośnie i maleje

a czemu ja nadałem ton

 

rusza mnie to

móc się rozhuśtać, wiedząc, że mam do tego siłę

jak astronauci

być o kawałek bliżej

tych jasnych, pięknych gwiazd

 

nie powinienem

lecz, kto powinien?

dlaczego, by nie?

zawsze to było, dlaczego by tak

wyskoczyć

spaść jak meteoryt

wszystkiemu się przypatrywać i nareszcie,

w pełni pojmować

leo

leo

„ jedność”

 

wtem

wieczny marsz kończy się pochwyceniem

czasem chodzę

pohuśtać się, wieczorem

 

tyle tylko co mi prawdą, nic nie znaną

byle w przód, nawrót, tył

niosę się w przestrzeni

przecinając powietrze, sięgam

po coś więcej

 

jemu jednemu dedykuję niniejsze banały,

temu co nigdy nie zrozumie zachwytu nad tym ruchem;

jak jesteś wysoko

gotów na działanie, by znów się tam znaleźć

posłuchać koncertu w którym poznasz to czego każdy ukrywał

 

mógłbym być największą muzą

tratwą na wzburzonej wodzie

także i rozbitkiem, co owej tratwy szuka

biznesmenem, pijącym samotnie

nastolatkiem, co przerażony siedzi w kącie

jeśli mnie humor najdzie,

będę i bogiem

co w dłoni, przez moment

będzie trzymał cały swój świat

 

z zewnątrz, bliski jestem wypadku

gdy z weną, poruszam się na nów

widzę jednak wiele

tyle co leży,

rośnie i maleje

a czemu ja nadałem ton

 

rusza mnie to

móc się rozhuśtać, wiedząc, że mam do tego siłę

jak astronauci

być o kawałek bliżej

tych jasnych, pięknych gwiazd

 

nie powinienem

lecz, kto powinien?

dlaczego, by nie?

zawsze to było, dlaczego by tak

wyskoczyć

spaść jak meteoryt

wszystkiemu się przypatrywać i nareszcie,

w pełni pojmować



×
×
  • Dodaj nową pozycję...