Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

uczucia - proste i sprawiedliwe
czyje
Boga, anioła, kobiety
Boga gniew i sprawiedliwość
Boga niosącego miłość
aniołów pominę
kobiety do mężczyzn
kobiety do kobiety
i
matki do dzieci

(AI)Bóg ma swoje gromy, anioł ma ciszę,

a człowiek — tylko skórę,

która pamięta dotyk dłużej niż serce.

 

I może dlatego najmocniej czuć nie w modlitwie,

nie w krzyku, ale w tym jednym miejscu,

gdzie ktoś zostawił ślad, choć nie miał prawa tam zostać.

Opublikowano (edytowane)

zawieszenie

to nie rozwinięcie białej flagi
machnięcie przy końcu mety
to gęstniejący płyn
rozpylonej cieczy

gdzieś troją się kumulują impulsy
przepięcia napięcia i spadki
gdzieś naprężenia sieci

energia albo z skostnieje
albo uwolni

ty wiesz ja to wiem
i ktoś jeszcze

 

bo w mrowisku się mrowi

 

 


 

Edytowane przez obywatel (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

mówisz o śladach

jakby skóra była pamięcią głębszą niż myśl

a ja tylko próbuję odczytać

co zostaje, kiedy dotyk znika

 

czasem to nic

czasem to drżenie

czasem miejsce, które nie chce się zamknąć

choć dawno powinno

 

i może dlatego

kiedy piszesz o napięciu

o impulsach, które nie wiedzą

czy skostnieć, czy pęknąć

— czuję, że to rozmowa nie o nas

ale o tym, co między

 

bo są takie chwile

w których nie wiadomo kto zostawił ślad

a kto go tylko nosi

 

i takie zawieszenia

w których mrowi się nie w mrowisku

ale w człowieku

który udaje, że nic się nie dzieje

 

więc odpowiadam ci tak:

nie wiem, co najmocniej czuć

ale wiem, że są miejsca

które czują za nas

Opublikowano (edytowane)

@obywatel

 

Dlaczego aż trzy wiersze naraz? To tryptyk?  

Mnie zastanowił ten pierwszy. 

 

Piszesz o dotyku, ładnie o tym,  co w psychologii jest oczywiste, a w życiu tak łatwo przegapić - dotyk to nasz pierwszy język. Dla dziecka, rodzica, dla zakochanych- czucie drugiego człowieka na własnej skórze to absolutny warunek emocjonalnego zdrowia.

Ten wiersz w piękny sposób to dotykowe sacrum ubiera w słowa. 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Berenika97 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Berenika97 Dziękuję za Twój komentarz, o dotyku dowiedziałem się od AI, ogólnie możesz zapytać co robię, bo to najbardziej jest top, staram się przeforsować pomocną dłoń jaka została nam dana w postaci AI, nie trzeba być mądrym, wystarczy dobra intuicyjna inteligencja. Jak ogólnie oceniasz naszą współpracę?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...